W SPRAWIE „HISTORIOZOFII” JÓZEFA DARSKIEGO

Wpływ byłych funkcjonariuszy i agentów komunistycznych organów bezpieczeństwa na życie publiczne współczesnej Polski to temat niewątpliwie ważny i ciekawy. Ale jego solidne opisanie napotyka bardzo wiele problemów.

Jednym z najważniejszych jest brak solidnej wiedzy na temat działającej dziś w życiu publicznym agentury tak wojskowych jak i cywilnych służb specjalnych. Ma to dwojaką przyczynę: z jednej strony akta archiwalne po SB, WSW i Zarządzie II Sztabu Generalnego WP zostały w poważnej mierze zniszczone. Z drugiej zaś wiedza o tych osobach, o których akta archiwalne bądź jednoznaczne zapisy ewidencyjne zachowały się, w dalszym ciągu nie została w kompleksowy i wiarygodny sposób pokazana opinii publicznej.

Kolejny zagadnienie, to kwestia losów oficerów byłych komunistycznych służb specjalnych oraz ich byłych agentów w obecnej rzeczywistości polityczno-społecznej. W ciągu ostatnich kilkunastu lat można było obserwować szereg patologii, w których  - mniejszą lub większą, a czasem tylko domniemaną - rolę odegrały osoby, które można identyfikować jako związane w przeszłości z wojskowymi służbami specjalnymi lub SB. Agenturalne, mafijno-przestępcze elementy działania można łatwo wskazywać w metodyce działania środowisku byłych działaczy młodzieżowych ZSMP i PZPR.  Oddzielnym problemem stanowi także funkcjonowanie wojskowych służb specjalnych, które, pomimo zmiany nazewnictwa i niektórych symboli, od 1989 r. pozostają organizacją sowiecko-komunistyczną, a nie polską, w znacznej mierze wymykającą się spod kontroli Państwa Polskiego, sama w sobie stanowiącą zagrożenie dla jej bezpieczeństwa zewnętrznego. Afera FOZZ, obecność w życiu politycznym Józefa Oleksego, sprawa „Orlenu”, funkcjonowanie środowiska prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, mafijne interesy ludzi z WSI czy patologie polskiego rynku energetycznego dowodzą, że na skutek braku radykalnego zerwania z PRL nasze życie polityczne toczy rak postkomunizmu.  

Ale identyfikacja niejawnych powiązań z czasów komunistycznych jest z wielu powodów trudna. Nie istnieje bowiem możliwość naukowego zbadania, w jaki sposób agenturalne powiązania z czasów komunistycznych funkcjonują dzisiaj. SB jako struktura jednak uległa likwidacji, a jej funkcjonariusze rozproszeniu i nie ma wątpliwości, że sieć dawnych powiązań w znacznym stopniu uległa zerwaniu. Sprawy wielu ujawnianych dziś, byłych tajnych współpracowników, już w 1989 r. były zamknięte w archiwach i nie były wykorzystywane w pracy operacyjnej. Często z powodu odmowy współpracy, co dziś, w zmienionych okolicznościach, raczej wyklucza jej ponowne nawiązanie. Wielu funkcjonariuszy prowadzących sprawy w latach 70-tych czy nawet 80-tych zmarło, nie przekazując nikomu dawnych kontaktów i „źródeł”. A więc sam fakt, że ktoś lat temu, jeszcze na studiach, był agentem komunistycznej policji politycznej, nie jest żadnym dowodem, że dziś kieruje się w swej działalności poleceniami tamtych przełożonych.

Inny przykład. Sam fakt, że ktoś był kiedyś małym konfidentem w którejś z młodzieżowych przybudówek PZPR, a dziś zrobiłby wielką karierę w SLD w niczym nie dowodzi, że pozostaje on pod przemożnym wpływem tamtych wydarzeń i że implikują one dziś jego polityczne i biznesowe decyzje. Można postawić też tezę odwrotną, że istota powiązań pomiędzy tym agentem, a skupionymi wokół kierownictwa SLD członkami byłego kierownictwa komunistycznego aparatu przemocy, z dawnego podporządkowania, uległa odwróceniu.

Warto także wspomnieć, że sprawa nieformalnych powiązań z dawnymi służbami specjalnymi, a przede wszystkim agenturalna zależność, to problem dość niejednoznaczny. Niewiele jest oczywistych przypadków, w których strach przed ujawnieniem przeszłości czołowi politycy mają wręcz wypisane na twarzy. Na przykład Aleksander Kwaśniewski (rejestrowany jako tajny współpracownik SB ps. „Alek”) zachowywał się na swym procesie lustracyjnym, jak uczniak złapany w supermarkecie na kradzieży czekolady. Kiedy na salę wszedł były funkcjonariusz SB kpt. Wytrwał (z zapisów archiwalnych wynikało, że to jego dawny oficer prowadzący – niby swój, wierny syn socjalistycznej ojczyzny, ale nich się tak wygłupi, i powie prawdę, jak było… ) miał wyraźne kłopoty z zapanowaniem nad emocjami i odruchami. Każdy, kto pamięta to widowisko, bez względu na zapadłe tam wyroki, nie będzie miał wątpliwości, kim był naprawdę A. Kwaśniewski. Niewątpliwie wtedy postawi sobie pytanie o sens wcześniejszych działań i wypowiedzi Pana Prezydenta w kwestii lustracji. Czy były one dyktowane troską o państwo, jak brzmiały oficjalne zapewnienia, czy strachem przed własną przeszłością? W wielu innych przypadkach odpowiedź na tak postawione pytanie nie będzie tak jednoznaczna. Chodzi tu bowiem o kwestie dotyczące głębokich procesów myślowych, ludzkich emocji i motywacji. Nigdzie nie jest powiedziane, że funkcjonariusze, którzy kiedyś razem ze sobą pracowali, dziś lubią się i chętnie działają dalej. Nie jest też oczywiste, że osoba, której przypomni się dawną agenturalną działalność, ulegnie naciskowi. 

Ale generalnie nie ma wątpliwości, że stare powiązania istnieją i często odgrywają dość istotną rolę. Obserwując wiele afer III Rzeczypospolitej można napotkać element starych bezpieczniackich powiązań, a brak rzetelnej lustracji i dekomunizacji długim cieniem kładzie się na polskim życiu publicznym. Ale próba całościowego opisania zjawiska, funkcjonującego w sposób niejawny, w znacznej mierze niejednoznacznego i  nieudokumentowanego, nastręcza zasadnicze problemy. Osobiście uważam nawet, że można tu pokazywać niektóre, widoczne elementy problemu. Ale problem jako taki jest co najmniej trudny do poznania i opisania.  

Wyznając wszystko, co powyżej napisałem, z dużym zainteresowaniem zabrałem się za tekst Pana Józefa Darskiego. Interesowało mnie głównie to, jak poradził sobie z problemem, z którym, jak dotąd, nikt sobie nie poradził. 

No i przyznać muszę, że lektura sprawiła mi wiele kłopotów. Przede wszystkim należy wspomnieć, że tekst Darskiego jest pozbawiony jakiegokolwiek aparatu naukowego, co czyni go merytorycznie nieweryfikowalnym. Nie można po prostu pójść do biblioteki i sprawdzić źródła, z których autor zaczerpnął swoje informacje. Nie można więc zbadać, na jakim fundamencie buduje on swoje intelektualne konstrukcje i na jakiej podstawie wyciąga swoje wnioski. Jeśli do tego dodać karkołomność wywodów, specyficzny język i terminologię („kancelaria Prezia”, „borówki”, „pedecja”, „Wybiórcza”) to na pierwszy rzut oka widać, że publikacja tekstu, z wielu powodów, chyba nie była decyzją gruntownie przemyślaną.

Na pierwszy rzut oka artykuł Józefa Darskiego podaje dużą liczbę informacji na temat nazwisk, pseudonimów i szczegółów funkcjonowania służb specjalnych. Ale gdy wiedzę tą zacznie się weryfikować, natychmiast pojawiają się poważne wątpliwości. Na przykład w sprawie tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych w poszczególnych rządach i kancelariach prezydenckich. Skąd Darski zna te dane? Czyżby dysponował szczegółową wiedzą od funkcjonariuszy SB? A może posiada dostęp do wiedzy współczesnych służb specjalnych? Szczerze wątpię. Należy jedynie przypuszczać, że wiedzę swą czerpał z tzw. listy ministra Antoniego Macierewicza i późniejszych doniesień prasowych związanych z procesem lustracji. A to wiedza, co tu dużo mówić, chyba niekompletna i to najmniej z kilku powodów. Warto wspomnieć o tym, że ze względu na brak czasu na głębokie i systematyczne poszukiwania Macierewicz mógł zidentyfikować i ujawnić tylko część osób zarejestrowanych jako agenci. Część mu się wówczas wymknęła, jak chociażby ówczesny poseł Aleksander Kwaśniewski (rejestrowany do nr 72.204 jako TW ps. Alek”). A może byli i inni?

Innym źródłem wiedzy na temat byłych agentów na wysokich stanowiskach państwowych były dla Darskiego doniesienia mediów na temat lustracji. To z nich zaczerpnął on, różnej wartości, dane o wielu pseudonimach, jednostkach prowadzących i okresach współpracy. W pewnym momencie autor tekstu ujął je nawet w tabelki wyciągając na ich podstawie (czy słusznie, pisałem wcześniej) daleko idące wnioski. A przecież Rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński mówił nie raz i nie dwa razy: do Sądu Lustracyjnego poszedł tylko z tymi sprawami, z którymi miał szansę coś wskórać. Kilkuset innych agentów nigdy nie wymienił ani z nazwiska ani z dawnej przynależności służbowej. Dodał przy tym, że kilkudziesięciu  z nich pełni najwyższe stanowiska państwowe. Także w rządzie i kancelarii ówczesnego Prezydenta. Zważywszy na to nieuchronnie trzeba podsumować, że wszelkie wyliczenia poczynione w tym względzie przez Darskiego pozbawione są cech wiarygodności.

Warto także wspomnieć, że istotny element Józefa Darskiego stanowi wiedza tajemna. Wspomniany po prostu wie bardzo dużo i na dobrą sprawę nie wiadomo, skąd ma tę wiedzę:

„Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż Dukaczewski nadzorował siatkę agenturalną w Izraelu składającą się z agentów zwerbowanych w środowisku pomarcowym,  sojusz Agory z Preziem uzyskuje drugie dno.”

Jakieś fakty? Konkrety? Dokumenty? Niestety, ani cienia dowodów. Inne fragmenty tekstu Darskiego budzą jeszcze poważniejsze wątpliwości: 

„Po nieudanej próbie stworzenia dwu stronnictw proprezydenckich: Borowskiego i PeDecji, obóz Pierwszego i WSI wymyślił zagranie Cimoszewiczem, który mogłoby się udać, gdyby nie udany kontratak III Departamentu czyli ludzi Millera, kontrolujących większą część ABW.”

Czyżby Pan Darski ma dostęp do najściślej strzeżonych tajemnic pałacu prezydenckiego, WSI i ABW? Aż boję się pomyśleć, w jaki sposób...

Ale specyficzna wiedza/niewiedza nie jest najważniejszym mankamentem wywodów Darskiego. Dużo poważniejszym problemem jest to, w jaki sposób wspomniany z niej korzysta. Otóż jest tak, że w tekście Darskiego w ogóle nie ma zbyt wielu merytorycznych punktów oparcia, zawodzi obiektywizm naukowy, a logika i politologiczne definicje rzeczywistości biorą w łeb na każdym kroku. Tu sam autor arbitralnie decyduje kto jest kim i jak należy interpretować rzeczywistość:

„List z gratulacjami prezydenta Francji François Mitterranda do szefa Komitetu Stanu Wyjątkowego w ZSRS Gienadija Janajewa będzie wyrazem głupoty sojusznika, natomiast taką samą depeszę ze strony przywódcy państwa postsowieckiego lub postkomunistycznego można już interpretować jako deklarację lojalności wynikającą z zależności klanowej i agenturalnej.” 

Czy to naprawdę wszystkie odpowiedzi, jakie możemy tu brać pod uwagę? Czyżby Mitterand nie mógł się kierować źle pojętymi interesami Francji? A czy w krajach postkomunistycznych nie ma miejsca na zwykłą głupotę? I to jest właśnie esencja rozumowania Darskiego. Jeżeli coś nienaturalnego dzieje się w byłym obozie komunistycznym, ktoś źle ocenił układ sił politycznych, zbłądzi lub powie coś niemądrego, to jest to kolejny argument, że świat to totalna konspiracja: 

„Klasycznym przykładem może być tu III RP, najwierniejszy sojusznik Moskwy dopóki jeszcze płynęły stamtąd rozkazy. 18 lipca 1991 roku Wałęsa w kwaterze głównej NATO w Brukseli nie zadeklarował woli przystąpienia Polski do paktu, usunął też (pod naciskiem ministra Wachowskiego) z rozdanego już dziennikarzom tekstu przemówienia akapit na temat trudności z wyprowadzeniem wojsk sowieckich z Polski. Jeszcze we wrześniu 1991 roku Piotr Kołodziejczyk, minister obrony w rządzie Krzysztofa Bieleckiego podlegający prezydentowi Lechowi Wałęsie, wyrażał nadzieję, że NATO przestanie istnieć. Również Janusz Onyszkiewicz, przedstawiciel antywałęsowskiego skrzydła orientacji prosowieckiej w Polsce, stał wiernie przy sowieckim suzerenie...”

Wszyscy agenci i wszyscy zdrajcy. Jeden wielki (choć chwilowo jeszcze nie udokumentowany) spisek. A że spisek swym wyznawcom czasem zasłania niektóre fakty, to i tekst Darskiego gdzieś gubi się w rzeczywistości: 

„W latach 1990-1991 [moskiewskie] centrum straciło moc sterowania własną agenturą w satelitach, a nawet zainteresowanie nimi, służby sowieckie tak były bowiem pochłonięte bratobójczą dla nich a dla nas zbawienną walką między zwolennikami Gorbaczowa i Jelcyna w KGB. W tym właśnie należy upatrywać przyczynę, iż kraje bloku odzyskały niepodległość nie w wyniku ich własnych starań, których nie było.”

Teza, że kraje byłego obozu nie starały się w tych latach wybić na niepodległość wydaje się dla mnie dość ryzykowna. Ale skoro liczy się tylko spisek...
I tak u Darskiego wszystkie działania poszczególnych uczestników życia politycznego stają się wytłumaczalne jedynie w kategoriach niejawnych działań tajemniczych sił podwodnych: grup, central i Departamentów. To one decydują o niemal każdym fragmencie polskiego życia publicznego:

„Systematyczna propaganda na rzecz PO przy jednoczesnej krytyce Millera i Prezia w TVN wskazywałaby na wpływy I Departamentu w tej stacji. W tej sytuacji III Departament dysponujący jedynie „Wprost” był z góry skazany na przegraną w wojnie medialnej.”

Totalny spisek staje się kluczem do zrozumienia mechanizmów polityki polskiej: 

„W Polsce można pod tym kontem spojrzeć na powstanie w 2004 roku rządu Marka Belki (KO/DI „Belch”), który stanowił element równowagi władzy obozu Pierwszego zdominowanego przez WSI (Rosja). Podobny charakter miała nominacja na szefa Agencji wywiadu (d. I Departament) Andrzeja Ananicza związanego z grupą Wałęsy zdominowaną przez bezpiekę. W tym sensie Polska z dominium stała się kondominium zrównoważonych wpływów WSI i I Departamentu. Zwycięstwo PO i Donalda Tuska miało umocnić wpływ I Departamentu (np. Andrzej Olechowski, KO/ID „Must” jest członkiem Komitetu Wykonawczego Trilateral Commission - maj 2005) ale zwrot dokonany przez zaplecze Kancelarii Prezydenta, gdy klęska operacji „Carex” stała się oczywista, doprowadził do wspólnego poparcia obu służb dla PO.”

Ale polskie spiski bynajmniej nie wyczerpują zainteresowań artykułu. Generalnie cały świat, to jeden wielki spisek:

„W tym kontekście starcie między dwoma skrzydłami obozu prosowieckiego w Polsce uzyskuje dodatkowe uzasadnienie w walce Gorbaczowa i Jelcyna. Wałęsa pozostał wierny Gorbaczowowi, podczas gdy obóz Mazowieckiego za pośrednictwem Michnika przestawił się już na Jelcyna i o ironio ... przegrał.”

Nawet Józef Darski jest w stanie zauważyć, że koncepcja świata jako walka Departamentów MSW zawiera pewne luki i nieścisłości. Bo to już tak w życiu jest, że wiele działań daje zaskakujące, odwrotne do zamierzonych rezultaty, ludzie popełniają błędy, zmieniają decyzje. Moglibyśmy zostać bezradni, wobec licznych sprzeczności i niejasności czy takich wydarzeń, które łamią logikę spisku. Na szczęście wszystkie one są jasno tłumaczone żelazną logiką Darskiego:     

„Gdy okazało są, że ani Borówki ani Pedecja nie są zdolne do odegrania wyznaczonej im roli, wynaleziono wariant Cimoszewicz i Borowski został porzucony, ale nie mógł wycofać się z rozgrywki na rzecz „Carexa”, ponieważ jego interes własny – przetrwanie partii chwilowo już Preziowi niepotrzebnej, zmuszał go do pozostania na scenie. W okresie kandydowania „Carexa” działania Borowskiego miały zatem charakter autonomiczny wobec centrum decyzyjnego.”

Przytaczanie kolejnych wątpliwych fragmentów omawianego tekstu wydaje się niecelowe. Generalnie wydaje się, że koncepcje Darskiego pozbawione są istotnych podstaw naukowych. Tym bardziej, że w sposób równie ostry co niewiarygodny oskarżają one o zdradę główną wiele czołowych postaci polskiego życia politycznego. To tekst niemądry i szkodliwy, bo tak ważny problem, jak obecność w polskim życiu politycznym niejawnych powiązań z czasów komunistycznych sprowadza ad absurdum. Tworzy atmosferę, w której każdy głos dotykający tej problematyki może być postrzegany jako pozbawiony intelektualnej wiarygodności. A przecież jest to sprawa niezwykle istotna. Nie tylko ze względu na patologie życia publicznego, lecz także, a może przede wszystkim (jeśli wziąć pod uwagę wiedzę Moskwy) bezpieczeństwa narodowego.

Patrząc na sprawę nieco żartobliwie, trzeba też ostrzec autora, żeby sam nie padł ofiarą swoich własnych teoryjek. Ktoś może napisać, że jego tekst na pewno ma jakieś drugie dno, bo w tych sprawach nic nie jest dziełem przypadku. Komuś musiało na tego rodzaju tekście bardzo zależeć. Nie wykluczam, że działania Józefa Darskiego były w tym względzie autonomiczne, ale możliwe, że artykuł powstał na czyjeś zlecenie. A jeśli tak, to którego Departamentu?

Autor publikacji: 
Recenzje i art. recenzyjne: 
Źródło: 
Arcana marzec 2006