3. PRANIE MÓZGU W PRL 1983 r.

Iwan Pawłow w trakcie owych epokowych doświadczeń nad odruchami warunkowymi zauważył, że zwierzęta laboratoryjne poddawano długotrwałemu napięciu fizycznemu lub psychicznego okazywały wszystkie symptomy rozstroju nerwowego. Mózg ich odmawiając dalszego borykania się z nieznośną sytuacją jakby strajkował i albo w ogóle przestawał funkcjonować (pies wpadał w omdlenie), albo uciekał się do otępienia i sabotażu (pies zachowywał się jak obłąkany lub ujawniał takie symptomy fizyczne, które u człowieka nazwalibyśmy histerią). Jedne zwierzęta są na napięcie bardziej odporne inne mniej. Psy o konsystencji, którą Pawłow nazywa „silnie pobudliwą” załamywały się szybciej niż psy o temperamencie jedynie „żywym” (w przeciwieństwie do „cholerycznego” lub „pobudliwego”). Podobnie psy o „słabych hamulcach” wewnętrznych dochodzą do krańca wytrzymałości szybciej niż psy o „niewzruszenie spokojne”. Ale nawet najbardziej stoicki pies niezdolny jest do nieograniczonego oporu. Jeżeli napięcie, któremu zostaje poddany jest dostatecznie intensywne lub dostatecznie długotrwałe, to i on wreszcie załamie się tak samo nędznie i tak samo całkowicie jak najsłabszy z jego gatunku.

W czasie obu wojen światowych odkrycia Pawłowa zostały potwierdzone w sposób wysoce niepokojący i na bardzo szeroką skalę. U żołnierzy, w wyniku pojedynczego katastrofalnego przeżycia lub szeregu przerażeń mniej okropnych lecz powtarzających się wielokrotnie, występowały psychofizyczne symptomy. Chwilowe omdlenia, gwałtowne podniecenie, letarg, funkcjonalna ślepota lub paraliż, kompletnie mylne reagowanie na rzeczywistość, dziwaczne zmiany w formach zachowania się – wszystkie te symptomy, które Pawłow obserwował u swych psów, występowały u ofiar tego, co w czasie pierwszej wojny światowej nazywane „szokiem” a w czasie drugiej – znużeniem bitewnym. Każdy człowiek tak jak każdy pies posiada indywidualną granicę wytrzymałości. Większość ludzi dochodzi do tej granicy po mniej więcej trzydziestu dniach stałego napięcia w warunkach nowoczesnej bitwy. Bardziej niż średnio wrażliwi załamywali się już po piętnastu dniach. Bardziej niż średnio wytrzymali mogli wytrzymać czterdzieści pięć, a nawet pięćdziesiąt dni. Ale na dłuższą metę załamywał się każdy – słaby czy mocny. Wszystko to zresztą dotyczy tych, którzy są umysłowo normalni. Jak na ironię bowiem jedyni ludzie, którzy mogą nieograniczenie długo wytrwać w napięciu nowoczesnej wojny, to psychopaci. Obłęd indywidualny jest niewrażliwy na skutki obłędu zbiorowego. Fakt, że każda jednostka posiada granice wytrzymałości, po której się załamuje był znany i w prymitywny, nienaukowy sposób wyzyskiwany od niepamiętnych czasów. Straszliwa nieludzkość człowieka była niekiedy wynikiem pociągu do okrucieństwa, fascynującego swą okropną istotą. Częściej jednak zwykły sadyzm łączył się z utylitaryzmem, teologią lub racją stanu. Tortury fizyczne i inne formy nacisku stosowane były przez pracowników dla rozwiązania języka niechętnym światkom, przez kler dla karania nieprawomyślnych i zmuszania ich do zmiany poglądów, przez tajna policję do wydobywania zeznań od osób podejrzanych o nastawienie antyrządowe. Za czasów Hitlera tortury, poprzedzające masową eksterminację stosowano do heretyków biologicznych – Żydów. Dla młodego nazisty okres służby w obozie eksterminacyjnym był (wg słów Himmlera) „najlepszym rodzajem indoktrynacji na temat istot podrzędnych i ras podludzkich”. Wobec obsesyjnego charakteru antysemityzmu, jaki Hitler nabył w młodości wśród nędzy Wiednia, odnowienie metod jakie Święte Officium stosowało do heretyków i czarownic stawało się nieuniknione. Jednak w świetle odkryć Pawłowa i wiedzy zdobytej przez psychiatrów przy leczeniu neuroz wojennych metody te stają się ohydnym i groteskowym anachronizmem. Napięcie całkowite wystarczające do wywołania kompletnego załamania psychicznego można bowiem wytworzyć sposobami, które chociaż wstrętnie nieludzkie, dalekie są od tortur fizycznych.

Pomijając to, co działo się w latach ubiegłych, wydaje się dość pewne, że policja komunistyczna nie stosuje tortur na szeroką skalę. Jej natchnienie pochodzi dziś nie od Inkwizytora i SS-mana, ale od fizjologa z jego metodyczną zaprawą zwierząt laboratoryjnych. Dla dyktatora i policjanta odkrycia Pawłowa mają ogromne znaczenie praktyczne. Fakt, że centralny system nerwowy psów można doprowadzić do załamania się dotyczy również centralnego systemu nerwowego więźniów politycznych. Jest to po prostu sprawa stosowania napięcia właściwego stopnia i w ciągu właściwego okresu czasu. Przy końcu takiego zabiegu więzień będzie się znajdował w stanie neurozy lub histerii, będzie gotów przyznawać się do wszystkiego, czego zapragną jego oprawcy. Ale wyznanie nie wystarcza nikomu nie jest potrzebny beznadziejny neurotyk inteligentny i praktyczny dyktator potrzebuje nie pacjenta, którego należy zamknąć w zakładzie dla obłąkanych, nie ofiary, którą trzeba zastrzelić, lecz nawróconego, który będzie pracował dla Sprawy. Zwracając się znów do Pawłowa dowiaduje się on, że tuż przed ostatecznym załamaniem się psy stają się wyjątkowo podatne na sugestię. Gdy pies znajduje się u granic swej psychicznej wytrzymałości bardzo łatwo jest narzucić mu nowe systemy reagowania i te nowe wzory zachowania są tak trwałe, że stają się integralną częścią jego istoty.

Jest wiele sposobów wywoływania napięć psychicznych. Psy ulegają tym zaburzeniom, gdy działające na nie bodźce są nadmiernie silne, gdy przerwa między bodźcem a zwykłą oczekiwaną reakcją zostaje nadmiernie przedłużona i zwierzę zostawione jest w stanie niepewności, gdy bodźce sprzeczne z tym, czego pies nauczył się spodziewać, wprawiają jego mózg w stan zamieszania, gdy bodźce są w zakresie ustalonego systemu znaczeniowego bezsensowne. Stwierdzono ponadto, że umyślne wywoływanie strachu, gniewu czy zaniepokojenia znacznie pogłębia u psa stan wrażliwości na sugestię. Jeżeli emocje te utrzymywane są przez dostatecznie długi okres czasu na poziomie znacznej intensywności, to mózg zaczyna „strajkować”. W tym stadium nowe wzory zachowania się mogą być narzucone z wielką łatwością.

Zmęczenie, zranienie i wszelkie postacie choroby należą do tych napięć fizycznych, które pogłębiają u psa stan wrażliwości na sugestię.

Dla kandydata na dyktatora z odkryć tych wynikają ważne praktyczne wnioski. Odkrycia te stanowią, na przykład, dowód, że Hitler miał zupełną słuszność twierdząc, że zgromadzenia masowe w nocy są bardziej skuteczne niż w dzień. W ciągu dnia, pisał on, „siła woli człowieka energicznie buntuje się przeciwko próbom narzucenia mu obcej woli czy opinii. Wieczorem jednak łatwiej poddaje się dominującej sile potężniejszej woli”.

Pawłow byłby tego samego zdania: zmęczenie pogłębia stan wrażliwości na sugestię. (podkreślenie redakcji „N”)

Dlatego też, niezależnie od innych powodów, firmy handlowe reklamując się w programach telewizyjnych wolą korzystać z godzin wieczornych i gotowe są płacić za to bardzo drogo.

Choroba jest czynnikiem pogłębiającym wrażliwość na sugestię jeszcze skuteczniej niż zmęczenie. W przeszłości, pokoje chorych były terenem niezliczonych nawróceń religijnych. Naukowo wyposażony dyktator przyszłości zainstaluje głośniki pod poduszkami we wszystkich szpitalach na swym terytorium. Skoncentrowana propaganda transmitowana będzie przez 24 godziny na dobę, a ważniejsi pacjenci będą osobiście odwiedzani przez politycznych zbawców dusz i nawracaczy umysłów tak samo jak w przeszłości ich przodkowie byli odwiedzani przez księży, zakonnice i pobożnych laików.

Na długo przed czasami Pawłowa znany był i wykorzystywany fakt, że głębokie negatywne emocje zdolne są do zwiększenia stanu wrażliwości na sugestię i ułatwiania zmiany nastawienia. Dr William Sargant w swej rewelacyjnej książce „Battle for the Mind (Walka o duszę) stwierdza, że niezwykłe powodzenie Johna Wesley’a jako kaznodziei opierało się na jego intuicyjnym rozumieniu właściwości centralnego systemu nerwowego. Rozpoczynał on kazanie od długiego i szczegółowego opisu mąk, jakie słuchacze będą niewątpliwie cierpieć przez całą wieczność, jeżeli nie nawrócą się. Dopiero gdy przerażenie i udręka płynąca z poczucia winy doprowadziły słuchaczy do granic kompletnego załamania się nerwowego – a niekiedy nawet poza tę granicę – zmieniał to i obiecywał zbawienie tym, którzy uwierzą i okażą skruchę. Za pomocą kazań tego rodzaju Wesley nawrócił tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci. Ostry, długotrwały okres lęku załamywał ich psychicznie i wytwarzał taki stan silnie wzmożonej podatności na sugestię, w którym gotowi byli przyjmować teologiczne oświadczenia kaznodziei bez zastrzeżeń. Pokrzepieni słowami pociechy wychodzili z tego przeżycia z nowym i na ogół lepszym wzorcem postępowań wtłoczonych w ich umysły. Skuteczność propagandy politycznej i religijnej zależy od stosowania metod, nie zaś od głoszonych zasad. (Podkr. red. „N”).

Zasady mogą być słuszne lub błędne – stanowi to różnicę niewielką lub żadną. Jeżeli indokrynacja podana jest w sposób właściwy i w odpowiednim stanie wyczerpania nerwowego będzie skuteczna. Praktycznie biorąc, w odpowiednich warunkach, każdy może zostać nawrócony, na każdą doktrynę. Mamy szczegółowe opisy metod stosowanych wobec więźniów politycznych przez policję komunistyczną. Od chwili aresztowania ofiara systematycznie poddawana jest działaniu wielu rodzajów napięć fizycznych i psychicznych. Więzień jest źle odżywiany, cierpi najostrzejsze niewygody, nie pozwala mu się spać więcej niż kilka godzin na dobę. I przez cały czas ten czas utrzymuje się go w stanie zawieszenia niepewności i strachu. Dzień po dniu, czy raczej noc w noc, jako że ci policjanci ze szkoły Pawłowa rozumieją wartość znużenia, jako czynnika pogłębiającego wrażliwość, starają się więźnia zmieszać i oszołomić. Po paru tygodniach czy miesiącach takiego traktowania umysł więźnia zaczyna strajkować i przyznaje się on do wszystkiego, czego zażądają jego oprawcy. Wtedy, jeżeli ma on być raczej nawrócony niż zastrzelony, daje mu się pociechę nadziei. Jeżeli przyjmie prawdziwą wiarę, to może jeszcze dostąpić zbawienia – naturalnie nie w przyszłym życiu (gdyż oficjalnie nie ma życia przyszłego) lecz w tym.

Podobnie, choć nieco mniej drastyczne metody stosowano podczas wojny koreańskiej do jeńców wojennych. W chińskich obozach jenieckich młodzi jeńcy z Zachodu za najbłahsze nawet przewinienia wzywani byli do biura dowództwa obozu, gdzie byli indagowani, besztani i publicznie upokarzani. Zabieg ten był powtarzany wielokrotnie o każdej porze dnia czy nocy. Takie nieustanne nękanie wytwarzało w ofiarach poczucie oszołomienia i chronicznego lęku. Dla pogłębienia poczucia winy, jeńcom kazano pisać długie autobiograficzne wyznania swych przewinień i przepisywać je z coraz dokładniejszymi szczegółami. A po wyznaniu własnych przewinień żądano od nich opisywania kolegów. Celem było wytworzenia z obozu potwornej społeczności, w której każdy szpiegował każdego i każdy donosił o każdym. Do tych napięć psychicznych dochodziły jeszcze napięcia fizyczne wypływające z niedożywienia, niewygód i chorób. Wytworzony w ten sposób stan wzmożonej podatności na sugestię był umiejętnie wyzyskiwany przez Chińczyków, którzy w te nienormalnie wrażliwe umysły pompowali ogromne dawki literatury komunistycznej i antykapitalistycznej.

Te zapożyczone przez Pawłowa metody okazały się zdumiewająco skuteczne. Jak oficjalnie stwierdzono, z amerykańskich jeńców jeden na siedmiu dopuszczał się poważnej kolaboracji z władzami chińskimi, a jeden na trzech – kolaboracji formalnej.

Nie należy sądzić, że komuniści ten rodzaj traktowania rezerwują wyłącznie dla swych przeciwników. Młodzi aktywiści, którzy w ciągu pierwszego okresu reżymu mieli za zadanie działać jako misjonarze komunizmu i organizatorzy partyjni w niezliczonych miastach i wsiach chińskich zastali zmuszeni do przejścia kursu indokrynacji znacznie intensywniejszego niż ten, jakiemu podawano jeńców wojennych. W książce „China under Communiam” R.L. Walker opisuje metody przy pomocy z przeciętnych mężczyzn i kobiet przywódcy partyjni potrafili stworzyć tysiące zagorzałych fanatyków, niezbędnych dla rozpowszechniania ewangelii komunistycznej i wprowadzania komunistycznej polityki. Przy tym rodzaju treningu, surowy materiał ludzki zostaje przeniesiony do specjalnych obozów, gdzie pupile są całkowicie izolowani od przyjaciół, rodziny i w ogóle od świata zewnętrznego.

W obozach tych zmuszeni są do wykonywania uciążliwych fizycznie i umysłowo zadań, są zawsze w grupach, nie mają nawet chwili samotności, zachęca się ich do szpiegowania się nawzajem, wymaga pisania samooskarżających życiorysów, żyją tam nieustannym lęku straszliwego losu jaki ich może czekać w konsekwencji tego, co powiedzieli o nich donosiciele, lub co wyznali sami. W tym stanie wzmożonej podatności na sugestię przechodzą intensywny kurs teoretycznego i praktycznego marksizmu, wiedząc z góry, że nie zdawszy pomyślnie egzaminu z kursu, musza być przygotowani na wszystko – od sromotnego wykluczenia, po obóz robót przymusowych lub nawet likwidację. Po mniej więcej sześciu miesiącach takiego życia, stałe napięcie umysłowe i fizyczne przynosi skutki, których można się spodziewać na podstawie odkryć Pawłowa. Ludzie załamują się psychicznie jeden po drugim, niekiedy całymi grupami, występują symptomy neurotyczne i histeryczne. Wiele ofiar popełnia samobójstwo, inni (do 20 %) wpadają w ciężkie choroby umysłowe. Ci, którzy wytrzymają surowość zabiegów nawracania wychodzą z tego doświadczenia jako jednostki o zupełnie nowym i na zawsze utrwalonym sposobem zachowania. Wszystkie ich związki z przeszłością są zerwane – znikają przyjaciele, rodzina, tradycyjna obyczajowość i przyzwoitość. Są oni nowymi ludźmi – stworzonymi na użytek ich nowego boga i całkowicie oddani sprawie.

W setkach ośrodków treningowych świata produkuje się dziesiątki tysięcy takiej zdyscyplinowanej i gorliwej młodzieży. To czego jezuici dokonali dla Kościoła katolickiego w dobie kontrreformacji, ci wychowankowie bardziej naukowej jeszcze potworniejszej zaprawy, dokonują i niewątpliwe będą dokonywać dla komunistycznych partii Europy, Azji i Afryki.

Jak się zdaje, sam Pawłow był w polityce staroświeckim liberałem. Ale dziwaczna ironia losu sprawiła, że jego badania i teorie, które z nich wywiódł, powołały do życia ogromną armię fanatyków, sercem i duszą, refleksami i ustrojem nerwowym oddanych zadaniu zniszczenia tego liberalizmu wszędzie, gdzie się on znajduje.

Przedrukowaliśmy powyżej prawie w całości rozdział VII pt. „Pranie mózgu” z książki Aldous’a Huxley’a „Nowy wspaniały świat poprawiony”, wydanej w bibliotece „Kultury” w 1960 r.

Opisane metody próbowano zastosować w skali masowej w stosunku do całego narodu w Chinach, w czasie „rewolucji kulturalnej”, a także obecnie w Etiopii. Również Polacy powinni bronić się przed masową indoktrynacją. Komuniści chcą tak zmęczyć nas represjami, pogarszaniem warunków życia, zabraniem każdej chwili wolnego czasu (likwidacja wolnych sobót), abyśmy stali się podatni na ich indoktrynację płynącą z TV, radia i prasy. Terror psychiczny, fizyczny i nędza ma ułatwić im narzucenie nam komunistycznej niewoli. Już teraz odzywają się głosy, że komunistyczna propaganda jest tak umiejętna, iż przekonuje wiele osób, a konspiracja nie przeciwstawia swych argumentów; a to po prostu jednostki bardziej zmaltretowane przez system i słabsze psychicznie załamują się. Dlatego też wezwanie kierownictwa „S”, aby bojkotować komunistyczne środki masowego przekazu jest głęboko uzasadnione.

Jeśli chcesz pozostać sobą:
Nie oglądaj komunistycznej telewizji!
Nie słuchaj komunistycznego radia!
Nie czytaj komunistycznej prasy!

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: