„REGIONALIZACJA JUSZCZENKI”

W postkomunistcznych warunkach niepodległej Ukrainy polityczna rywalizacja o poparcie elektoratu tylko w minimalnym stopniu toczy się na płaszczyźnie programowej. Pomysły na reformę gospodarki czy orientację polityki zagranicznej są trzeciorzędnym argumentem w walce o głosy wyborców, podczas gdy na pierwszy plan wsuwają się różnorakie strategie z zakresu technologii politycznej i socjotechniki mające na celu dyskredytację innych kandydatów i/lub urzędującą władzę. Na obszarze postradzieckim taka taktyka zdobyła sobie nazwę „Czarnego Piaru”, który w praktyce objawia się szeroką gamą działań: od przyklejania mocnym i trudnozmywalnym klejem ulotek popierających zwalczanego kandydata na przednich szybach samochodów aż po inteligentną manipulację i dezinformację opinii publicznej za pomocą mass-mediów (głównie telewizji i prasy).

W realiach dzisiejszej ukraińskiej sceny politycznej główna linia podziału przebiega między partiami proprezydenckimi, tworzącymi rodzaj koalicji w Radzie Najwyższej, a opozycyjnym blokiem „Nasza Ukraina” (dalej – „NU”) byłego premiera Wiktora Juszczenki. Większość wspierana jest również przez SDPU(o) (partię socjaldemokratyczną), której przewodniczącym jest Wiktor Medwedczuk, szef Administracji Prezydenta – faktycznie druga osoba w państwie i największy polityczny wróg lidera „NU”.

Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi dwa lata temu oficjalna władza zakładała, że Wiktor Juszczenko (ur. w centralnej części Ukrainy) rzeczywiście jest kandydatem regionalnym, że popierała go głównie Zachodnia Ukraina. Jednakże wyniki wyborów w 2002 roku pokazały, że ma on poparcie również na wschodzie, centrum i południu kraju oraz na pasie granicznym z Federacją Rosyjską – terenach, gdzie tradycyjnie zwyciężają współpracujący z władzą komuniści oraz ugrupowania proprezydenckie. Choć „Nasza Ukraina” procentowo uzyskała w okręgach wielomandatowych najwyższe poparcie w skali kraju, to jednak proprezydencki Blok „ZaJedu” wprowadził największą ilość deputowanych do Rady Najwyższej (z powodu zwycięstwa tej formacji w okręgach jednomandatowych) i stworzył rządzącą większość. W związku z tym Juszczenko został szefem najliczniejszej w parlamencie frakcji opozycyjnej, liderem opozycji i jej nadzieją w wyborach prezydenckich w 2004 – siłą, której prezydent Kuczma i jego otoczenie nie mogło nie dostrzegać.

Po krachu reformy konstytucyjnej i w przeddzień wyborów prezydenckich (31. X. 2004) należące do stronników Kuczmy media rozpoczęły kampanię dyskredytacji cieszącego się największym poparciem wyborców Wiktora Juszczenki. Jednym z najistotniejszych jej elementów, są działania mające na celu przedstawienia go elektoratowi jako kandydata regionalnego, popieranego przez mieszkańców Zachodniej Ukrainy, głównie Galicji. Taka strategia jest ukierunkowana na marginalizację lidera „NU” i niedopuszczenia do sytuacji by w świadomości wyborców zaistniał on jak kandydat ogólnonarodowy. W tym celu, poza standartowymi działaniami z zakresu „Czarnego Piaru”, władza postanowiła zastosować strategię podkreślania różnic między różnymi regionami Ukrainy, kreując antagonizm między Galicją a resztą Ukrainy. Stygmatyzacja Galicji odbywa się poprzez odwoływanie się do jej odmiennej tradycji historycznej oraz akcentowanie specyficznie przez media rozumianej (agresywnej i ekspansywnej) „ukraińskości” tego regionu. Antyjuszczenkowska propaganda ma wykazać inność Galicji, stworzyć jej negatywny wizerunek i pośrednio, poprzez utożsamienie z tym regionem lidera „NU”, stworzyć jego negatywny wizerunek jako tego, kto uosabia wszystkie wady Galicji oraz przedstawia i wyraża interesy jej mieszkańców.

Analiza dyskursu dyskredytacji Wiktora Juszczenki pokazuje, że strategia ta realizowana jest na kilku poziomach:

1 – „Galicyjski nacjonalizm”.

Media podnoszą różnice między Galicją a resztą Ukrainy do rangi antagonizmu. Przedstawiają galicyjskie elity władzy jak te, które destabilizują polityczno-prawny ustrój państwa i dążą do oderwania regionu od reszty kraju. Pokazują ideę tzw. „galicyjskiego separatyzmu” jako zjawisko reprezentatywne dla szerokich rzesz społeczeństwa trzech zachodnich obwodów Ukrainy (poprzez odwoływanie się do wyników badań opinii publicznej) oraz jako zjawisko nabierające wymiaru instytucjonalnego i politycznego. Z tą ideą łączą środowiska ukraińskich nacjonalistów z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Organizacji „Tryzub” im. Stepana Bandery oraz, nie istniejącej już, Socjalnacjonalistycznej Partii Ukrainy (SNPU). Implikacje te są z gruntu fałszywe, ponieważ idea „galicyjskiego separatyzmu” jest koncepcją marginalną, rozwijaną przez jednostki w żaden sposób nie związane z polityką, nie posiadające ani organów prasowych, ani politycznego przedstawicielstwa oraz nie zrzeszone w żadnej organizacji. Łączenie z tą ideą środowisk nacjonalistycznych wynika z nieznajomości podstaw historii idei, ponieważ zwolennicy nacjonalizmu integralnego, którego ideowymi spadkobiercami są i dzisiejsi „radykałowie”, opowiadają się za integralnością ziem ukraińskich, i to nie w ramach Galicji a raczej w granicach od Sanu do Donu. Wykreowanie wizerunku Juszczenki jako zarówno ukraińskiego nacjonalisty jak i galicyjskiego separatysty jest konstrukcją karkołomną i wewnętrznie sprzeczną lecz, dla nie znających historii mieszkańców Ukrainy centralnej, medialną i niestety wiarygodną.

2 – „Widmo ukrainizacji”

Proprezydenckie media utożsamiają Juszczenkę z Galicją i przedstawiają go wyborcom jako wyraziciela interesów Ukraińców z tego regionu, którzy w języku antyjuszczenkowskiej propagandy, są nastawionymi proamerykańsko i antyrosyjsko ukraińskimi nacjonalistami. Aby pozbawić lidera „NU” poparcia elektoratu indyferentnego politycznie, głównie rosyjskojęzycznego, media straszą ukrainizacją przestrzeni politycznej i społecznej po dojściu Juszczenki do władzy. Grożą kulturową unifikacją mniejszości narodowych (mając na myśli raczej Rosjan i rosyjskojęzycznych Ukraińców niż Tatarów czy Bułgarów) na bazie zachodnioukraińskich wzorców kulturowo-językowych oraz koniecznością nauki języka ukraińskiego. Tym samym zarzucają liderowi „NU” brak liberalizmu i poszanowania dla wielokulturowości, a uleganie zachodnioukraińskiemu, nacjonalistycznemu fundamentalizmowi. Takie zarzuty stawiane są między innymi dlatego, że rządzący establishment mówi głównie po rosyjsku (po ukraińsku z konieczności) i jednym z jego sztandarowych postulatów wyborczych jest uznanie rosyjskiego za drugi język państwowy na Ukrainie. Prorządowe media rysują scenariusz, wedle którego po zwycięstwie w wyborach w 2004 roku, Juszczenko dokona „rewolucji kulturalnej” (wyrażenie to kojarzy się jednoznacznie z krwawą masakrą na Placu Tienanmen) obejmującą m.in.:

- zmiany w zasadach pisowni języka ukraińskiego (okcydentalizacja pisowni)

- wprowadzenie cenzury w mediach

- likwidację rosyjskojezycznych szkół i mediów

- zakaz erotyki w mediach i wprowadzenie „policji obyczajowej”

oraz, co bardzo symptomatyczne, nazwaniem jednej z ulic w każdej miejscowości imieniem „Bohaterów dywizji SS Galizien”

Groźbę przymusowej ukrainizacji podsycają również Rosjanie w Rosji alarmujący o zamykaniu szkół podstawowych z rosyjskim językiem wykładowym, braku szkół średnich i wyższych dla rosyjskjęzycznej młodzieży. Jako przyczynę wskazują nacjonalistycznych polityków z Galicji i powolnemu im Juszczenkę, który po dojściu do władzy „zniszczy naturalną na Ukrainie kulturę rosyjską”.

Fałszem jednak jest twierdzenie, że ukrainizacja jest wyłącznym postulatem polityków wywodzących się z Galicji. Jest to idea mająca swoje korzenie w ruchu dysydenckim na Ukrainie za czasów ZSRR i głównymi jej zwolennikami dziś są przedstawiciele pokolenia lat 60. (m.in.: Iwan Dracz, Iwan Dziuba, Pawło Mowczan) pochodzący nie tylko z Galicji, ale i ze wschodniej i centralnej Ukrainy. Proponenci ukrainizacji, głównie członkowie opozycyjnych bloków Juszczenki i Julii Tymoszenko (BjuT), w oficjalnym dyskursie propagandy nazywani są nie inaczej jak: „galicyjskimi nacjonalistami”, „ekstremistami”, „nacjonalistycznymi radykałami”, „prawicowymi etnonacjonalistami” itd. Media ukuły również zbiorową nazwę, określającą polityków „Naszej Ukrainy” – Naszyści (Нашисти), mającą kojarzyć się czytelnikom z faszystami.

3 – Galicja – Nacjonalizm – Faszyzm

Wiktor Juszczenko jest utożsamiany z ideologią nacjonalistyczną również dlatego, że wśród partii wchodzących do bloku „NU” są: KUN (Kongres Ukraińskich Nacjonalistów), którego przewodniczącą była Sława Stećko, żona byłego szefa OUN-B na emigracji, oraz wywodząca się z SNPU Ogólnoukraińska Organizacja „Wolność” (Swoboda), której szefem jest deputowany do Rady Najwyższej z ramienia „NU” – Oleh Tiahnybok.

Innym sposobem jest kojarzenie Juszczenki z mediami, w których, choćby sporadycznie, ukazują się materiały ukraińskich nacjonalistów. Gdy na łamach opozycyjnej internetowej „Ukraińskiej Prawdy” pojawił się artykuł szefa skrajnie nacjonalistycznej UNA-UNSO (organizacji powstałej w 1992 roku z połączenia Ukraińskiego Zgromadzenia Narodowego i Ukraińskiej Samoobrony Narodowej) i deputowanego z ramienia „BJuT” Andrija Szkiła, proprezydencka gazeta „Niedielia” wykorzystała ten fakt do stworzenia obrazu ”Ukraińskiej Prawdy” jak projuszczenkowskiej tuby propagandowej. W replice na tekst Szkiła, znajdują się m.in. takie frazy: „W gruncie rzeczy między Szkiłem a Juszczenką nie ma istotnej różnicy” lub, że „Juszczenko jest produktem Main Kampf”. Przy okazji powtórnych wyborów na mera Mukaczewa wspomniana „Niedielia” pisała: „Stosowane przez naszoukraińców metody kampanii wyborczej są zapożyczone od faszystowskich Czarnych Koszul z Włoch”.

W antyjuszczenkowskim dyskursie określenie „nacjonalista” bardzo często zastępowane jest terminem „faszysta”, będącym już stygmatem bardzo konkretnym, zawierającym w sobie takie pojęcia jak: hitleryzm, nazizm, totalitaryzm czy antysemityzm i odnoszącym się do czasów sprzed II w. św. i do okresu jej trwania. Na gruncie ukraińskim głównym propagatorem ideologii integralnego nacjonalizmu był w latach 20. i 30. XX wieku Dymitr Doncow, urodzony na wschodniej Ukrainie, a działający w należącym wraz z Galicją do II Rzeczpospolitej, Lwowie. Choć OUN i UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) rzeczywiście powstały na Zachodniej Ukrainie, medialni magnaci i Administracja Prezydenta manipulują historią nie informując, że te formacje wojskowe walczyły zarówno z hitlerowcami, jak i bolszewikami również na terenach Kijowszczyzny i Ukrainy Centralnej. Pamięć o zwalczaniu przez UPA Armii Czerwonej nie przystaje do odziedziczonej przez „elity” tradycji Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i fetowanego do dziś bohaterskiego zwycięstwa nad Wehrmachtem. Narzucanie mieszkańcom Galicji stereotypu „nacjonalisty” jest starą kliszą sowieckiej propagandy wspomagającej wojska sowieckie w pacyfikowaniu niedobitków antybolszewickiej UPA na zachodzie Ukrainy aż do połowy lat 50.

Najbardziej spektakularnym przykładem utożsamiania Juszczenki z ideologią faszystowską była jego wizyta w Doniecku 31 X 2003 roku (data symboliczna, równo rok przed wyborami prezydenckimi), gdzie miało się odbyć forum „Naszej Ukrainy”. Zarówno „bigboardy” zawieszone przez firmę prawdopodobnie należącą do syna premiera Janukowycza, jak i trzymane przez protestujących przeciwko wizycie lidera „NU” transparenty, przedstawiały obraz „Juszczenko à la Adolf Hitler” (z wąsikiem i z przedziałkiem na lewo, w mundurze esesmana i z lewą ręką wzniesioną w charakterystycznym geście) lub napisy „Nazizmu Nie” czy „My za język rosyjski”. W tym czasie z kołchoźników płynęły dźwięki hitlerowskich marszów. Przed wizytą i w jej trakcie media kreowały obraz Juszczenki jako polityka „mającego czelność” głosić w Doniecku „idee nacjonalistyczne”. Przekaz tych argumentów miał na celu marginalizację lidera „NU” i stworzenie jego wizerunku jako polityka lokalnego, popieranego tylko w nacjonalistycznej Galicji. Wydarzenia w Doniecku storpedowały starania „NU” zrobienia z Juszczenki lidera nie tylko Zachodniej Ukrainy, ale i całego państwa. Strategia „regionalizowania” narodowo-demokratycznych kandydatów lub partii, tworzenia sztucznego zagrożenia rozpadu Ukrainy na „Wschód” i „Zachód” oraz kreowania antagonizmów i podkreślania różnic między tymi, będącymi w dużym stopniu produktami propagandy, pojęciami, była już wcześniej wielokrotnie stosowana podczas poprzednich wyborów tak prezydenckich, jak i parlamentarnych. Słusznie zauważa komentator „Ukraińskiej Prawdy” Leonid Adamczuk, że: „takiemu podziałowi nieświadomie sprzyjali też sami „naszoukraińcy”. Forum we Lwowie, który odbył się następnego dnia po fiasku w Doniecku, przyniósł zupełnie inny wynik: pełne ulice, totalne poparcie dla Juszczenki. Zerwanie zjazdu w Doniecku zmusiło wielu Galicjan do pójścia na miting poparcia Juszczenki. We Lwowie przyszła niespotykana liczba ludzi – 15 tysięcy wedle statystyk milicji”. Umiejętna manipulacja, dokonana przez zestawienie dwóch obrazków: sukcesu we Lwowie i fiaska w Doniecku, wymusza jednoznaczną interpretację: „Juszczenko jest prezydentem połowy Ukrainy i winowajcą jej polaryzacji na Wschód i Zachód” – słusznie podsumowuje Adamczuk.

4 – Antysemityzm

Oskarżenie Juszczenki i „Naszej Ukrainy” o antysemityzm pojawiają się sporadycznie i są raczej pochodną oskarżeń o nacjonalizm i faszyzm. Być może głośna ostatnio sprawa gazety „Silski Wisti”, będącej organem prasowym opozycyjnej SPU (Socjalistycznej Partii Ukrainy) zaowocuje pojawieniem się takich zarzutów, ponieważ oficjalnie „Nasza Ukraina” potępiła antysemickie teksty prof. Wasyla Jaremenki zdecydowanie za późno, lecz raczej niewiele na to wskazuje. Proprezydenckie media zarzucają Juszczence raczej nadmierny filosemityzm. Akcentuje się i wyolbrzymia jego powiązania z Georgem Sorosem (w języku prasy – sługusem globalnego, żydomasońskiego spisku) oraz fakt, że jednym z liderów „NU” jest posiadający podwójne obywatelstwo (ukraińskie i izraelskie) i otwarcie przyznający się do swojego semickiego rodowodu Jewhen Czerwonenko.

Rekapitulując, medialna strategia obozu władzy wobec Wiktora Juszczenki obliczona jest na niedopuszczenie do jego zwycięstwa w wyborach prezydenckich 31 X 2004 roku. Realizowana jest ona poprzez dyskredytowanie lidera „Naszej Ukrainy” w oczach elektoratu politycznie indyferentnego gównie z centrum i wschodu Ukrainy i kreowanie jego wizerunku jako kandydata regionalnego, przynależącego do Galicji i tylko tam mającego poparcie. Większość oskarżeń, będących kliszami jeszcze sowieckiej propagandy, jest intelektualnie miałka, operuje na poziomie najbardziej rozpowszechnionych stereotypów, a gros wysuwanych zarzutów poraża swoją absurdalnością. W celu dopełnienia obrazu obranej strategii „regionalizacji” Wiktora Juszczenki należałoby dokonać jeszcze analizy dyskursu dyskryminacji zawartego w mediach audiowizualnych.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: