AWANGARDA BEZPIECZEŃSTWA

Związek Radziecki, przy populacji liczącej około 300 milionów ludzi miał około 700 tys. agentów tajnej policji. Nowa „demokratyczna” Rosja ze swymi 150 milionami ludzi ma ich pół miliona. Na 428 obywateli sowieckich przypadał więc jeden „czekista”. Teraz jest to jeden na 297 obywateli Rosji. Funkcjonariusz komunistycznej bezpieki jest prezydentem Rosji a jego koledzy z KGB zajmują połowę najważniejszych stanowisk w kraju. KGB znowu jest u władzy. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Generał KGB Andriej Sacharowskij, Rosjanin do szpiku kości, uważał, że któregoś dnia marksizm upadnie i nawet Partia Komunistyczna może przejść do historii. Zarówno marksizm, jak i partia były obcymi ciałami wszczepionymi w rosyjski organizm i prędzej czy później musiały być przezeń odrzucone. Jedna rzecz pozostała jednak niezmienna. „Nasza gosbiezapastnost’ - mawiał Sacharowskij - trzymała Rosję przy życiu przez ostatnie 500 lat i poprowadzi ją przez następne 500.” Od opryczniny, przez ochranę, CzeKa, GRU, KGB po FSB. Rosja stała i stoi bezpieką. Lapidarnie wyłożona przez generała KGB filozofia dziejów Rosji okazała się prorocza. Przypomniał ją Ion Pacepa, dawny podwładny Sacharowskiego i były szef rumuńskich komunistycznych służb szpiegowskich, który zbiegł w 1978 roku na Zachód, gdzie wydał wydaną później w 24 krajach książkę „Czerwone horyzonty”. Okazją do wspomnień Pacepy stała się panelowa dyskusja zorganizowana przez amerykański neokonserwatywny magazyn „Front Page Magazine” (opublikowana 30 kwietnia 2004 roku pod tytułem „Symposium: KGB Ressurection” – www.frontpagemag.com). Uczestnikami panelu, obok Iona Pacepy byli: Władimir Bukowski (autor „Moskiewskiego procesu”, były dysydent w komunistycznej Rosji, który spędził w więzieniach 12 lat życia) oraz James Woolsey, dyrektor amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) w latach 1993 – 95. Redakcja „Front Page Magazine” postanowiła bliżej przyjrzeć się zjawisku wpływów funkcjonariuszy służb specjalnych na życie Rosji oraz zastanowić się nad jego konsekwencjami dla przyszłości Rosji i stosunków amerykańsko – rosyjskich. Bezpieka wyemancypowana Jest o czym mówić. Niemal połowa najważniejszych urzędów państwowych w Rosji, z fotelem prezydenta i premiera na czele, obsadzonych jest przez dawnych oficerów KGB. Według Władimira Bukowskiego jest to przede wszystkim efekt nie rozliczenia się Rosji z sowiecką przeszłością. „Naszą narodowa tragedią (podobnie jak w innych, dawniej komunistycznych państwach) jest to, że nie pokonano komunistycznego systemu. Nie było osądzenia zbrodni reżimu na wzór procesów norymberskich, nie było lustracji i dekomunizacji”. Zachód zbyt szybko, zdaniem Bukowskiego zaczął świętować „zwycięstwo demokracji” i upadek Żelaznej Kurtyny. Prawdziwa zmiana polityczna – zmiana elit – nie dokonała się bowiem w nowej Rosji. I choć komunistyczna nomenklatura zmieniła szyld, wciąż sprawuje władzę, zajmując najważniejsze stanowiska w rządzie. Szczególnie istotną częścią rządzącej Rosją postkomunistycznej nomenklatury są funkcjonariusze dawnej KGB. Sowiecka tajna policja, zbrojne ramię partii komunistycznej, obrońca jej interesów w kraju i za granicą zmieniała co kilka lat nazwę, pozostała jednak strukturą zasadniczo nie zmienioną a co ważne, mającą własne interesy. „W latach 70. bezpieka miała większy niż ktokolwiek inny żal do ideologicznej supremacji partii, którą postrzegała jako hamulec swojej efektywności. KGB entuzjastycznie wsparła pierestrojkę Gorbaczowa, który znajdował oparcie w jej służbach. Ich [KGB – przyp. ABCNET] zadaniem było ocalenie pozostałości komunistycznego systemu a nie położenie mu kresu” – mówi Władimir Bukowski. „Upadek ZSRR był ciosem dla KGB. Wielu funkcjonariuszy straciło zajęcie, część zasiliła struktury mafijne. Czołówka bezpieki zachowała jednak swoje pozycje. Najbardziej zdolni i lojalni oficerowie zostali wysłani do pracy w podziemiu. Tworzyli gangi w celu szantażowania polityków i kontrolowania zorganizowanej przestępczości. Inni, pozostając na żołdzie KGB zajmowali stanowiska w administracji i służbach państwowych. Tysiące funkcjonariuszy wróciło z misji na Zachodzie, by spożytkować swe zdolności w kraju. Wśród nich był major KGB Władimir Putin, który wrócił z Niemczech Wschodnich, by objąć stanowisko wicemera St. Petersburga.” Do wzmocnienia roli KGB (przekształconej w FSB) doprowadziły rządy Borysa Jelcyna. Jelcyn nie był przygotowany na przejęcie i sprawowanie władzy. Nie usiłował też usunąć z polityki sowieckiej nomenklatury ani w jakikolwiek sposób przezwyciężyć starego systemu. Ofiarą rządów Jelcyna padły polityczne reformy a on sam w walce o polityczny byt oparł się całkowicie o bezpiekę. Trzech ostatnich wyznaczonych przez niego premierów – Primakow, Stiepaszyn i Putin – było funkcjonariuszami KGB. „Jelcyn stracił poparcie i jedyną strukturą, na która mógł liczyć były tzw. siłowki - armia, MSW i FSB, na których trzymał się niczym wisielec na linie, by użyć słów Lenina.” Reszta jest znana. Eksplozje w mieszkalnych blokach w kilku miejscach Rosji, obarczenie za nie winą Czeczenów (choć najprawdopodobniej ich sprawcą była FSB), „mała zwycięska wojenka” w kaukaskiej republice, prezydentura Putina, zamknięcie niezależnych mediów, prześladowanie biznesmenów. Ścisła cenzura, wszechobecny strach, ksenofobia i szpiegomania. Tym razem już bez uzasadniającej tego wszystkiego chorej ideologii. Jak przypomina Ion Pacepa, według Jewgenii Ałbats, rosyjskiej ekspertki do spraw wywiadu, autorki świetnie udokumentowanej książki o KGB, Związek Radziecki, przy populacji liczącej około 300 milionów ludzi miał około 700 tys. agentów tajnej policji. Nowa „demokratyczna” Rosja ze swymi 150 milionami ludzi ma ich pół miliona. Na 428 obywateli sowieckich przypadał więc jeden „czekista”. Teraz jest to jeden na 297 obywateli Rosji. Funkcjonariusz komunistycznej bezpieki jest prezydentem Rosji a jego koledzy z KGB zajmują połowę najważniejszych stanowisk w kraju. KGB znowu jest u władzy. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Totalitarna farsa Powstaje pytanie o możliwość powrotu totalitaryzmu w Rosji, o jej resowietyzację. Na to pytanie Władimir Bukowski odpowiada przecząco. Za marksistowsko-leninowskim systemem nikt już nie tęskni. Bezpieka, która na transformacji skorzystała, z pewnością nie chciałaby ustanowienia nad sobą żadnej ideologicznej i politycznej kontroli. System radziecki upadł, bo okazał się bankrutem. Byłego imperium nie da się ponownie zjednoczyć ideologią, nie da się również militarnie. Nie chciałby tego żaden z postkomunistycznych przywódców byłych sowieckich republik. Poza tym Rosja jest na to po prostu za słaba, niemożność ujarzmienia Czeczenii jest na to najlepszym przykładem. Powrót totalitaryzmu do Rosji jest dodatkowo utrudniony przez wszechobecną korupcję i rozprzężenie państwowych instytucji. Nie ma już fanatyków, którzy chcieliby objąć totalna kontrolą cały kraj i jest w Rosji kilku bogaczy, którzy bez trudu kupią sobie policjanta lub sędziego. Totalitarna kontrola wymaga poza tym totalnej szczelności a tej, przy otwarciu na nowoczesne technologie, Internet, telewizję satelitarną czy telefony komórkowe, nie sposób dziś zapewnić. Próba ponownego narzucenia Rosji totalitaryzmu okazałaby się więc, zdaniem Władimira Bukowskiego raczej farsą. Nie oznacza to jednak, ze nie ma powodów do niepokoju. „Na Kremlu ponownie zapanowała sowiecka mentalność. I dlatego, mimo wszystko, nowi towarzysze z Kremla podejmą próbę reanimacji Związku Sowieckiego i ponownego zaprowadzenia totalitarnej kontroli, by nastraszyć świat. By ten uznał tę Górną Woltę z zardzewiałymi rakietami za superpotęgę. Nie ma wątpliwości, że poniosą porażkę. Ale ile szkód wyrządzą najpierw przez swoje szaleństwo?” Farsa mogłaby się z łatwością przerodzić w tragedię. „Mało kto wie, ze KGB ma w ręku kody do 6 tys. nuklearnych pocisków” – mówi Ion Pacepa. „Jeszcze mniej ludzi zdaje sobie sprawę, że KGB podejrzewano o rozwijanie produkcji i składowanie broni masowego rażenia. Kiedy byłem w Rumunii, istniało 87 tajnych miast, gdzie składowano komponenty do wytwarzania broni jądrowej. Były wśród nich całe wyspy, jak np. Wozrażdennie i Komsomolsk na Morzu Aralskim. Wszystkie te miasta były budowane i rządzone przez KGB. Nigdzie nie były też zaznaczone, nawet na najbardziej tajnych wojskowych mapach ZSRR. Na mapie istnieje przykładowo miasto Czeliabińsk na Uralu. Ale miasto Czeliabińsk-40 liczące 40 tys. mieszkańców (także na Uralu), gdzie znajdowało się 27 ton plutonu, na mapach zaznaczone nie jest.” Ideologią spajającą struktury rosyjskiego państwa policyjnego jest antyamerykanizm. W marcu 2001 roku w rosyjskich sądach toczyło się ponad 300 spraw o szpiegostwo. Były to rozprawy najczęściej zamknięte a zarzuty w nich stawiane były czasem tak fantastyczne, że szybko przez sądy oddalane. Natychmiastowe odwołania nie pozwalały jednak na zamknięcie tych spraw. Wróg w postaci Stanów Zjednoczonych jest Putinowi najwyraźniej potrzebny. Miesiąc po objęciu przez niego urzędu prezydenta aresztowano i po pokazowym procesie skazano na 20 lat za szpiegostwo amerykańskiego biznesmena Edmunda Pope’a. W wielkopańskim geście Putin go wkrótce ułaskawił, jednak do rosyjskiego społeczeństwa wysłany został czytelny sygnał: jest jeden wróg – Ameryka. Podobną rolę odegrać miało niedawne skazanie na 15 lat dr Igora Sutiagina, naukowca nie mającego dostępu do tajnych informacji, mającego jednak rozległe kontakty na zachodnich uczelniach. To ostrzeżenie dla „zbyt” prozachodnich intelektualistów i zbyt rozentuzjazmowanych „nową Rosją” ludzi Zachodu. Władimir Putin był pierwszym przywódcą, który złożył wyrazy współczucia prezydentowi Bushowi po atakach z 11 września. Nie przeszkadzało to jednak Putinowi utrzymywać co najmniej poprawnych kontaktów z „osią zła”. Sprzedaż broni Iranowi w marcu 2002 roku, kontrakt na 40 milionów dolarów z Saddamem Husajnem w sierpniu 2002 roku, miesiąc później powitanie z honorami w Moskwie północnokoreańskiego wodza Kim Dzong Ila, organizowanie antyamerykańskiej „osi” wespół z Francją i Niemcami – wylicza Ion Pacepa. A wszystko przy deklaracjach strategicznego sojuszu i sielskiej atmosferze spotkań na teksaskim ranczo u Busha juniora. Widmo przyszłości Po wybuchu tzw. wojny z terroryzmem Rosja stała się dla USA pożądanym partnerem. Mimo trwającej wciąż rywalizacji w Azji Środkowej, Waszyngton stara się dostrzec w Rosji i współpracy z nią szansę na stabilizację tego regionu. Musi jednak współpracować z krajem, który nijak się ma do standardów, którymi USA uzasadniają swoja globalną krucjatę. Hasło „wojny z terrorem” już stało się usprawiedliwieniem dla masakrowania Czeczenów i zwiększenia roli specsłużb w państwie. Władimir Bukowski: „Oczywiście, zgadzam się z rezolucją Parlamentu Europejskiego potępiającą ludobójstwo w Czeczenii. Ale nie wiemy nawet, ilu Czeczenów jest jeszcze przy życiu. Kiedy Putin został ogłoszony następcą Jelcyna, jedynie dwóch ludzi wyraziło zaniepokojenie jego przeszłością KGB – isty: Richard Pipes i ja. Można było uniknąć wielu złych rzeczy. Ale w każdym niemal kraju zachodnim w telewizji występowali tzw. eksperci, którzy mówili: No to co? W końcu KGB to elita sowieckiego reżimu. Pewnie, byli elitą. Tak jak SS było elitą reżimu nazistowskiego.” Dodajmy, że Rosja może znaleźć na Zachodzie posłuch także ze względu na wyzwania jakie przed nią stoją. Zmniejszanie się populacji (do 2050 roku liczba Rosjan może spaść do 100 milionów), konieczność zabezpieczenia źródeł energii, wreszcie problem rosnących wpływów islamu, także tego radykalnego - to nie są problemy obco brzmiące w Paryżu, Berlinie a w pewnej części (energetyka, islam) nawet w USA. Wyzwania te czynią aktualnymi kwestie bezpieczeństwa, służb specjalnych, itp. Z tego punktu widzenia Rosja może zacząć jawić się jako swoista awangarda bezpieczeństwa międzynarodowego a rosyjska bezpieka może być z czasem stawiana za wzór dla zachodnich „partnerów”. I znów „matuszka Rosja” stanie się kolebką przyszłości. Amerykanie mają prawo (a w związku z głoszonymi przez siebie zasadami nawet obowiązek) odczuwać z tego powodu dyskomfort. Zdaniem Jamesa Woolseya Amerykanie przeliczyli się sądząc, że rosyjska gospodarka napędzana przez wysokie ceny surowców doprowadzi do korzystnych zmian politycznych i społecznych: uformowania się klasy średniej i demokratyzacji kraju. Gwarancji swego bezpieczeństwa Amerykanie powinni szukać, według Woolseya w alternatywnych źródłach energii. A Rosja? „Żeby przezwyciężyć negatywny wpływ historii i problemy związane z demografią i ropą, Rosja potrzebuje przywództwa odważnego i chcącego zerwać z przeszłością, tak jak dokonano tego np. w Turcji po I wojnie światowej w następstwie objęcia władzy przez Kemala Ataturka. Putin nie okazał się przywódcą podobnego kalibru. Musimy mieć nadzieję, że wielki naród rosyjski będzie w stanie wyłonić z siebie wkrótce godnego siebie przywódcę” – marzy były dyrektor CIA. Rzeczywistość jednak bardzo skrzeczy. Na podst. „Front Page Magazine”

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: