Pora na komplety

Gdy rząd likwiduje naukę historii w szkołach, dążąc do pozbawienia młodych pokoleń pamięci historycznej, by nie przeszkadzała w polityce wasalnej i nie przypominała pojęcia godności, przychodzi czas na komplety. Historii powinniśmy uczyć młodzież w domu. Ale skąd wziąć pomoce naukowe, skoro podręczniki są równie zakłamane, jak życie w III RP? Na szczęście w tym roku ukazała się „Wielka Księga Historii”

Jest to wydanie encyklopedyczne, opracowane głównie przez historyków krakowskich. Wystarczy wymienić, iż w skład zespołu redakcyjnego wchodzi prof. Andrzej Nowak, który również opatrzył książkę wstępem, a wśród konsultantów był m.in. śp. Janusz Kurtyka.

Prof. Nowak stawia pytanie, czy istnieje jakaś odczuwalna więź między tymi, którzy walczyli o wolność, zbudowali unikalny ustrój i kulturę w miejscu spotkania Wschodu i Zachodu a nami. Czy wielka narodowa historia ma sens? Oczywiście, tradycyjna definicja narodu taką właśnie więź uznaje za oczywistość.

Przywracanie tradycji

Nowak ma nadzieję, że właśnie „Wielka Księga” pomoże odbudować pamięć żywą, zrodzi „poczucie współuczestnictwa”, gdyż zagłębiając się w wydarzenia opisane na jej kartach, każdy będzie mógł odnaleźć przodków i ustanowić iunctim między historią indywidualną i narodową.

Autorzy nie pisali zwykłego kompendium wiedzy historycznej, lecz chcieli przywrócić Polakom świetną tradycję narodowej historii, co im się udało. W ten sposób sami stanęli w szeregu pisarzy, którzy od Galla do Jasienicy próbowali tworzyć historię wspólną dla wszystkich Polaków. Na pytanie, które stawiają, czy jest jeszcze dobro wspólne dla wszystkich Polaków, prof. Nowak odpowiada, cytując słowa XVI-wiecznego pisarza Stanisława Orzechowskiego: „Lecz wolność najwyższe dobro spośród wszystkich dóbr”.

Przesłanie „Wielkiej Księgi” jest tradycyjne dla członka naszego narodu, a nie jedynie mieszkańca kraju przypadkowo położonego nad Wisłą i Wartą. Walka o wolność jest dla Polaka koniecznością. Encyklopedia nie jest więc skierowana do lemingów, które przeszłości się wyrzekają i jej nienawidzą. Ta przeszłość zobowiązuje i pokazuje dawną wielkość, która widziana z pozycji pełzaka strasznie boli i pokochanie niewoli czyni trudnym, a więc musi rodzić agresję.

Oryginalność „Wielkiej Księgi” polega na tym, iż jest to połączenie kalendarium wydarzeń z przeszło tysiącletniej historii Polski z notami tematycznymi. Po wstępie, omawiającym pradzieje ziem polskich, następuje 9 rozdziałów: Średniowiecze (130 s.), Wiek  XVI–XVII  (150 s.),  Wiek XVIII (100 s.), Pod zaborami (ok. 100 s.), I wojna światowa (ok. 30 s.), II Rzeczpospolita (ok. 80 s.), II wojna światowa (ok. 100 s.), PRL (100 s.) i Czasy współczesne (ok. 60 s.). W ramach każdego rozdziału wydarzenia opisane są w układzie chronologicznym. Nie jest to jednak sucha wyliczanka, lecz opis wydarzenia, jego tła i skutków.

Od kultury do polityki

Pierwsza nota dotyczy roku 960, a ostatnia 6 grudnia 2010 r., pod którą to datą opisano przebieg wizyty prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa w Warszawie.

Obok opisu wydarzeń zamieszczono w ramkach krótkie artykuły monograficzne, np. „Kadrówka” o I Brygadzie Legionów („radują się serca, raduje się dusza, gdy Pierwsza Kadrowa na Moskala rusza”) czy Dymitriady o wyprawach na Moskwę. Wiele miejsca zajęły życiorysy królów i charakterystyki ich polityki oraz opisy ważnych miast (Kraków, Zamość, Lublin, Wilno, Lwów). Biogramy polityków i ludzi kultury są natomiast bardzo skondensowane.

Wydarzenia kulturalne zostały potraktowane tak samo jak polityczne. Mamy zdjęcia i noty poświęcone np. Kabaretowi Starszych Panów, potępionemu przez Gomułkę filmowi Skolimowskiego „Nóż w wodzie”, poecie Zbigniewowi Herbertowi, kulturze Odrodzenia itp.

Dzięki indeksowi nazwisk łatwo możemy zobaczyć, w jakich notkach pojawia się poszukiwana osoba. Wydaje się natomiast, iż celowym zamierzeniem jest brak indeksu tematycznego. Autorom nie chodziło o to, by szybko odnaleźć opis jakiegoś wydarzenia, lecz raczej szukać i poznawać historię według okresu zainteresowania. Pomijam już fakt, że taki indeks sporządzić byłoby bardzo trudno. Ze względu na ogrom materiału musiałby on powtarzać całość „Księgi” w formie haseł lub być zbyt ogólnikowy, np. stosunki polsko-rosyjskie, i tu wymieniać wszystkie strony, na których pojawiają się informacje o naszych relacjach z Moskwą od XV w., a więc wcale nie ułatwiałby odnalezienie poszukiwanego faktu.

Bez lęku

Wydawnictwa encyklopedyczne utrwalają wiedzę, dlatego są bardzo często instrumentem manipulacji i skazywania niewygodnych faktów na niebyt. „Wielka Księga” stanowi przeciwieństwo takiego postępowania – odkłamuje historię i utrwala wiedzę niewygodną dla reżimu i reżimowych elit.

Tylko tu dowiemy się, kiedy prokuratura umorzyła śledztwo ws. palenia akt SB na przełomie lat 1989/1990 czy kiedy Wlk. Brytania odmówiła ekstradycji stalinowskiej zbrodniarki Heleny Wolińskiej-Brus. Na podkreślenie zasługuje uczciwość i odwaga w redagowaniu biogramów, np. w poświęconemu Wałęsie umieszczono informację: zarejestrowany przez SB jako TW „Bolek” w latach 1970–1976. Obok biogramu zamieszczono zapomniane zdjęcie Wałęsy z siekierą podczas kampanii prezydenckiej 1990 r.
„Wielka Księga” będzie ozdobą każdej biblioteki. Oprócz wartości naukowej należy podkreślić walory estetyczne książki. Jest to wydanie bibliofilskie, bogato ilustrowane obrazami, rycinami i fotografiami, często unikalnymi.

Właśnie ilustracje stanowią wielką wartość „Wielkiej Księgi Historii”, gdyż zostały tak dobrane, by odkłamać przekaz oficjalny i zapełnić białe plamy pielęgnowane w III RP. Ma to zwłaszcza znaczenie dla historii XX i XXI w.

Zobaczymy zdjęcia ze współpracy oficerów niemieckich i sowieckich, więzienie na Zamarstynowie po zbrodni NKWD z czerwca1941 r., stację wyładunkową w Katyniu, fotografie z operacji AK Ostra Brama, dowódcę 1 Armii LWP Siewrgieja Gorochowa, w PRL zwanego Popławskim, i słynne ujęcie Gomułki i Cyrankiewicza na przyjęciu u Stalina.

A z nowszych czasów słynnego „misia” (dla młodszych: pocałunek w usta połączony z objęciem) Breżniewa i Gierka, radosne spotkanie Kwaśniewskiego z Putinem czy szczęśliwa piątka: Komorowski, Tusk, Jaruzelski, Kwaśniewski i Mazowiecki.

Zobaczymy dokładnie twarze esbeków strzelających do demonstrantów w Lubinie w maju 1982 r., ale także Czesława Kiszczaka wizytującego w stanie wojennym oddział żołnierzy, wśród których widoczny jest Jerzy Szmajdziński.
Doskonałe są zdjęcia archiwalne z lat 1914–1920, w tym lżejszego kalibru, jak widok Murmańczyków, czyli żołnierzy polskich, którzy ewakuowali się z frontu murmańskiego, z białym niedźwiadkiem Baśką – maskotką oddziału.

Nieprzypadkowo tyle piszę o zdjęciach, gdyż one najlepiej ukazują prawdę, często są o wiele wymowniejsze niż sam tekst. Jego autor musi przecież strzec się przed terrorem sądowym Ubekistanu i wyroków skazujących za brak czołobitności wobec kłamstwa.

Polska. Wielka Księga Historii, Wydawnictwo Kluszczyński, Kraków 2011, s. 912
Do nabycia w Księgarni Gazety Polskiej na miejscu – Warszawa, Nowy świat 34 w podwórzu, i drogą wysyłkową.

Autor publikacji: 
Recenzje i art. recenzyjne: 
Źródło: 
Gazeta Polska Nr 47 z 23 listopada 2011