1. Z. K. - UWAGI O SYSTEMIE POLITYCZNYM

Sierpień 1980 r. wykazał, że Polska jest pustynią polityczną. Po 33 latach od rozgromienia przez komunistów opozycji nie istnieją ani dawne stronnictwa, ani ludzie mogący je wskrzesić. Nie istnieje też niemal myśl polityczna aspirująca do wytyczania społeczeństwu perspektyw, w których realizm łączyłby się ze śmiałością.

Jedynym może wyjątkiem w ostatnich latach było środowisko Korowskie. (Mam na myśli tzw. lewicę laicką, nie zaś cały skład KOR-u). Wywodziło się ono z rewizjonizmu 56 i 68 roku, a więc z warunków polskiego realnego socjalizmu. Podstawą myśli korowskiej była przesłanka o możliwości budowy społeczeństwa niezależnego, funkcjonującego w państwie niesuwerennym (w zależności od ZSRR) i niedemokratycznym. Społeczeństwo niezależne mogłoby posiadać własne instytucje kultury, własny obieg informacji, lecz nie posiadałoby własnych instytucji politycznych. Integracja społeczeństwa budowana byłaby „od dołu” – poprzez więzi nieformalne i miałaby zatrzymać się na pewnym etapie. W ten sposób wytworzyłaby się linia demarkacyjna między względnie niezależnym społeczeństwem, a względnie liberalną dyktaturą partii. Nieprzekraczanie linii demarkacyjnej leżeć miało zarówno w interesie społeczeństwa, jak i władz. Świadomość istnienia tej linii demarkacyjnej miała prowadzić do samoograniczania się – społeczeństwa, które nie powinno tworzyć własnych struktur politycznych., mogących zagrozić władzy – i władzy, która po doświadczeniach grudnia 70 i czerwca 76 roku nie zechce ryzykować konfliktu społecznego.

Sytuacja w pierwszych miesiącach po Sierpniu wydawała się potwierdzać realność korowskiej przesłanki. Linia demarkacyjna między władzą i społeczeństwem uzyskała formę pseudo-prawną, tzw. Porozumień Sierpniowych (piszę „pseudo-prawną”, ponieważ umowy te nie mieściły się w dotychczasowym systemie prawa). Społeczeństwo uzyskało swą własną instytucję – „Solidarność”. Do pełnej realizacji wizji KOR-u potrzebne było tylko samoograniczanie się obu stron. Wielokrotnie już na łamach naszego pisma wyjaśnialiśmy, że żądanie samoograniczania się było niemożliwe zarówno dla PZPR, jak i dla społeczeństwa. Nie będziemy kwestii tej rozszerzać. 13 grudnia władza przekroczyła linię demarkacyjną. KOR, niezależne od swej elitarności, dysponował największym potencjałem intelektualnym. Jego liczni przeciwnicy nie byli w stanie ani jasno określić swego programu, ani tym bardziej stworzyć wokół tego programu ruchu masowego. Społeczeństwo są to zorganizowane jednostki. Można powiedzieć, że są to jednostki plus organizacja, która sprawia, że jednostki te są w stanie wspólnie funkcjonować. Organizację tę stanowi szereg instytucji społecznych, kulturalnych, politycznych i ekonomicznych. Wśród tych instytucji szczególną rolę odgrywa państwo. Celem działania społeczeństwa musi być budowa własnego państwa. Idea budowy społeczeństwa zorganizowanego w szeregu instytucji, lecz nie w państwie, poniosła klęskę 13 grudnia.

Własne państwo jest społeczeństwu niezbędne i jedynie ono może zagwarantować jego swobodny rozwój (własne państwo nie jest dla nas celem samym w sobie, ale warunkiem i zarazem instrumentem tworzenia demokratycznych i wolnościowych stosunków w społeczeństwie). Nie oznacza to, że w obecnej sytuacji celem podstawowym i jedynym musi być tworzenie państwa podziemnego. Budowa takiego państwa winna być celem długofalowym i możliwa będzie dopiero po wcześniejszym powstaniu innych instytucji politycznych. Państwo nie może bowiem funkcjonować w próżni politycznej, musi wyrażać interesy grupowe społeczeństwa, a do tego niezbędna jest artykulacja owych interesów, czemu służą partie polityczne. Okres względnej swobody między sierpniem, a grudniem nie doprowadził do powstania partii. Przyczyn tego było kilka; wymieńmy najważniejsze:

- Całe społeczeństwo zafascynowane było swą legalną instytucją – „Solidarnością” – do tego stopnia, że nie widziało potrzeb budowy instytucji innych. Tego typu poczynania uważano za podejrzane, pachnące niemal prowokacją.

- Intelektualnym potencjałem politycznym dysponował przede wszystkim KOR, a ten z założenia przeciwny był tworzeniu instytucji politycznych. Przykład poronionych Klubów Inicjatyw Społecznych, a następnie niewiele bardziej udanych Klubów Samorządnej Rzeczpospolitej, jest tu wielce wymowny.

- Kultura politycznych działań i dyskusji w naszym społeczeństwie była i jest nadal niezwykle niska. Pod tym względem „bolszewizacja” Polaków odniosła dalszy sukces. W okresie posierpniowym największą karierę zrobiły trzy słowa: „prowokacja”, „manipulacja” i ich przeciwieństwo – „wiarygodność”. To również świadectwo nieporadnego raczkowania ruchu demokratycznego. Pyskówki na Zarządzie „Mazowsza” między „korowcami” i „prawdziwymi Polakami” jeszcze dziś budzą zażenowanie. Brak kultury politycznej oraz szerszej wizji uniemożliwił ewolucję PZPR i stronnictw satelickich, mimo dobrych ku temu warunków. Zwłaszcza brak takiej ewolucji w ZSL i SD musi budzić zdziwienie. Ogromna większość członków tych „partii” nie jest związana z aparatem władzy. Nie może liczyć nawet na przywileje, które posiadają członkowie PZPR (nomenklatura). Miały one szansę zmienić swój status z organizacji satelickich na niezależne partie. Nie zrealizowały i prawie nie próbowały jej zrealizować.

Okres obecny trzeba wykorzystać do zorganizowania infrastruktury społeczeństwa. Celem ruchu musi być stworzenie systemu partii politycznych, który mógłby sprawnie funkcjonować w wolnej Polsce. Dopiero istnienie takiego systemu powinno być ukoronowane utworzeniem państwa, jeżeli to będzie konieczne – podziemnego. Proces ten będzie długotrwały, niezbędna jest jednak świadomość celu ruchu. Połączony on będzie z walką polityczną wewnątrz nowobudowanych struktur politycznych.

W procesie tym występują dwa niebezpieczeństwa, których trzeba uniknąć: kamuflowanie sprzeczności, konfliktów interesów – jak to miało miejsce w „Solidarności” oraz niebezpieczeństwo walki mającej na celu całkowite zniszczenie przeciwnika („bolszewizacja” partii), gdzie cel uświęca środki. Pismo nasze proponuje przyjęcie następującej platformy prowadzenia sporów politycznych wewnątrz nowopowstającego systemu politycznego: - Polemizować należy z każdym poglądem, z którym się nie zgadzamy, nie uznając przy tym żadnych autorytetów.

Należy jasno przedstawiać swe poglądy na sprawy zasadnicze (system gospodarczy, kwestie egalitaryzmu społecznego, polityka międzynarodowa). Nie można bać się programów w niektórych środowiskach niepopularnych, nie ma bowiem programu popieranego przez całość społeczeństwa. Jeżeli będziemy usiłowali go budować, będzie on wewnętrznie sprzeczny i nic nie warty (dla przykładu: Moczulskiego „Plan stabilizacji gospodarczej”). W obecnej fazie tworzenia systemu politycznego lepiej jest przesadzić z ostrością poglądów, niż je rozmazywać. – Należy dążyć do integracji ugrupowań politycznych w oparciu o wspólne poglądy na przedstawione zagadnienia. Nie można dopuścić do rozbicia, np. ruchu socjaldemokratycznego, czy ludowego na wiele partii, których programy byłyby identyczne, zaś liderów łączyłaby jedynie nienawiść.

Nie wolno atakować polityków za ich dawne poglądy i koneksje polityczne (trzy najwybitniejsze osobowości polityczne: Kuroń, Moczulski i Bratkowski wywodzą się z PZPR). – Nie wolno dyskredytować żadnego polityka przy pomocy epitetów bez rzeczowej dyskusji i krytyki jego poglądów (np. Rulewski – ekstremista, Kurowski – akademicki doktryner, Moczulski – prowokator, Kuroń – Żydo-komuna, Bratkowski – gnida). Nasze pismo ze swej strony zobowiązuje się do przestrzegania tego politycznego savoir vivre’u. Nie ma innego bowiem sposobu na podniesienie kultury politycznej, jak rozpoczęcie tego procesu od samego siebie.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: