2. REFORMA I PAŁKA

Należę do tych nielicznych, którzy czytają i poważnie analizują teksty Urbana. Jestem zdania, iż poważna analiza jest pouczająca nie tylko dlatego, że ujawniają one prawdziwe oblicze reżimu, ale także dlatego, że ukazują manowce strategicznych koncepcji obecnych władz. Urban jest na tyle inteligentny i jednocześnie cynicznie szczery, że odrzuca wszelkie poglądy pogranicza jako utopijne. Obiektywnie wyrządza tym reżimowi więcej szkody niż większość intelektualnych opozycjonistów. Urban wylansował nie tylko zomowskie hasło dania „Solidarności” „po ryju”, ale także szeroko uzasadnił nieuchronność stanu wojennego w wywiadzie dla „Życia Literackiego”, udzielonym kilka miesięcy przed trzynastym grudnia. Szkoda, że w naszym ruchu niewielu zastanawiało się nad wypowiedziami obecnego rzecznika prasowego rządu. W numerze 3 „Polityki” ukazał się artykuł Urbana „Polemika osobista”. Uważam, że jest to jeden z najważniejszych tekstów, niezbędnych dla zrozumienia dróg i bezdroży myślenia władz okupacyjnych. Pomijam ocenę przeszłości dokonaną przez Urbana, jako propagandową i banalną, jak również odpowiedź udzieloną Passentowi: (nawiasem mówiąc historia tych dwóch dziennikarzy przypomina dzieje Doriana Greya. Passent jest ciągle pięknym młodzieńcem, zaś Urban jego właściwym, paskudnym odbiciem).

Artykuł zawiera zarówno ważne prawdy, jak i błędy tak charakterystyczne dla obecnych władz. Prawdą ważną, o której nie można zapominać jest zdanie, iż przyszłość rozstrzygać się będzie w sferze ekonomicznej, że postawy gospodarcze jak zawsze zadecydują o stabilności systemu. Urban posuwa się dalej i wypowiada prawdę jak na rzecznika rządu zdumiewającą. Dezawuuje rządowi propagandę ekonomiczną pisząc, iż Polska nie jest w stanie wydźwignąć się z kryzysu o własnych siłach i dla wykorzystania nagromadzonych w latach 70-tych kapitałów niezbędne są dalsze kredyty zachodnie. Aczkolwiek nie stawia on kropki na „i” z tekstu wynika, że w pomoc sąsiadów wschodnich poważnie nie wierzy. Hasło oparcia się na własnych zasobach materiałowych rzecznik uważa za dobre - dla pokrzepienia serc. Obok tych ciekawych /nie twierdzą, że oryginalnych, lecz pisze to w końcu tuba reżymu/ stwierdzeń, znajdują się inne, pozostające z poprzednimi w logicznej sprzeczności. Urban z lubością wspomina, swą wypowiedź z wiosny 1981r., iż przyjdzie taki czas, że ludzie zatęsknią do władzy, która nakarmi i weźmie za mordę. Dla rzecznika obecna sytuacja jest dowodem na prawdziwość powyższego twierdzenia, co więcej Urban szczyci się, że jako jeden z niewielu dziennikarzy zachował wiarygodność, gdyż jego przepowiednia sprawdziła się.

Pogląd, że społeczeństwo znuży się demokracją i zatęskni do zamordyzmu, który jakoby zapewni sprawność funkcjonowania gospodarki jest mniemaniem równie błędnym jak to, które żywiła „Solidarność” odrzucając możliwość ataku ze strony władz. Błąd „Solidarności” zaowocował stanem wojennym i zduszeniem ruchu, błąd władz spowoduje permanentną wojnę ze społeczeństwem. Zawieszenia broni w tej wojnie nie będzie. Zduszenie przez komunistów opozycji w latach 1944 - 1947 dokonało się w zupełnie innych niż obecnie warunkach - dla reżimu znacznie bardziej dogodnych - a już w dziewięć lat później pierwszy potężny wstrząs zachwiał podstawami systemu totalitarnego. Czy Urban wierzy, że wojna rozpoczęta przeciw społeczeństwu 13 grudnia zakończy się zwycięstwem władz?

Dlatego teza o preferowaniu przez społeczeństwo żarcia nad wolnością jest fałszywa? Odpowiedź wydaje się prosta. Jak w starej anegdocie - po pierwsze nie ma żarcia. Dotychczasowe kryzysy w Polsce i innych krajach obozu łagodzone były dzięki szybkiemu wzrostowi stopy życiowej. System dysponował rezerwami, które mógł uruchomił, gdy komunistom palił się grunt pod nogami /nie tylko w przenośni - płonęły przecież komitety/. Rezerwami tymi były w 1956r. ogromne wydatki na zbrojenia, a w 1971r. kredyty zagraniczne. Te rezerwy obecnie nie istnieją. /Zmniejszenie zbrojeń ze względu na przynależność do Układu Warszawskiego nie jest możliwe/. Dlaczego społeczeństwo miałoby tęsknić do władzy, która bierze za mordę i nie karmi - tego nasz ulubiony publicysta nie wyjaśnia. Myśl Urbana jest jednak zbyt ważna, by ją zbyć tak oczywistym stwierdzeniem jak to, że czekają nas w warunkach schyłkowego komunizmu lata nędzy. Urban zanim został dziennikarzem wyłącznie rządowym reprezentował w polskiej publicystyce tzw. nurt zdroworozsądkowy. Nurt ten w odróżnieniu od pryncypialnego doktrynerstwa wyznawał pogląd, że ważniejsza jest produkcja niż walka klas, a ludzie nie muszą kochać Partii, wystarczy, żeby siedzieli cicho, zaś siedzieć cicho będą, gdy zostaną zaspokojone ich potrzeby materialne. Echo tych poglądów znajdujemy w omawianej tezie. Gdy jednak rzecznik prasowy nie był rzecznikiem prasowym, a więc wtedy gdy jeszcze wolno mu było myśleć rozumiał, że produkcji nie da się osiągnąć przy pomocy rozkazów, że do tego niezbędna jest decentralizacja gospodarki, a taka jest niemożliwa bez decentralizacji w sferze społecznej i politycznej. Co zaś znaczy taka decentralizacja? Po prostu tę przeklętą demokrację, którą tak skutecznie udało się zwalczyć chłopcom z ZOMO. Urban przeciwstawia demokrację efektywności gospodarczej. Ten moment jest najistotniejszy dla zrozumienia zaułków myślowych władzy totalitarnej. Aby dostrzec błędność tych poglądów nie trzeba być wielbicielem pana Miltona Friedmana. Wystarczy spojrzeć na poziom życia ludzi mieszkających na wschód od Łaby i na zachód. Komuniści jednak nigdy nie ufają mechanizmom gospodarczym. To nic, że „Trybuna Ludu” napisze setki artykułów potępiających woluntaryzm gospodarczy. Po ich napisaniu towarzysze z PZPR zabierają się do kierowania gospodarką przy pomocy rozkazów. Jeżeli „realista” Urban jest zdania, że pierwszym warunkiem wzrostu produkcji jest połamanie kości robotnikom, to co tu mówić o tradycyjnym twardogłowiu.

Problem, czy członkowie junty wierzą w możliwość przeprowadzenia reformy gospodarczej pozostawiam psychoanalitykom. Oni może wiedzą co się lęgnie pod wojskowymi czapkami. Logika totalitaryzmu musi zawsze doprowadzić do zahamowania decentralizacji, gdy ta zagrozi stabilności władzy totalitarnej. Władza ta jest skazana na system gospodarczy oparty na nakazach, a w obecnej sytuacji na rozkazach niekompetentnych oficerów. Jedyną szansą utworzenia systemu gospodarczego, który zapewniłby wyższą efektywność gospodarowania stwarzało istnienie „Solidarności”. Demokratyczny ruch, który raczkował między Sierpniem, a Grudniem popełnił wiele błędów, nie potrafił wypracować konsekwentnych poglądów ekonomicznych i podjąć stosownych działań. Fakt ten umożliwia obecnej propagandzie, w tym również Urbanowi, atakowanie „Solidarności”. Nie mniej nasz Związek taranując totalitarny system stwarzał szansę przeprowadzenia prawdziwych zmian systemu gospodarczego. Kto w ruchu po sierpniowym widzi jedynie anarchię, nieracjonalne strajki, patetyczne deklaracje i orły z koroną, a nie dostrzega prób budowy nowego systemu, który za płaszczyznę przyjmował zdecentralizowaną, samorządną gospodarkę, nie rozumie niczego.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: