1. ZENOBI KOWALSKI - WOJENNE PLENUM CZYLI EKSHUMACJA PZPR

Zenobi Kowalski

W dniach 24.II. - 25.II.1982r. odbyło się VII plenum KC PZPR. Ponieważ liczono się z tym że może się nie odbyć, że (o naiwności) 13 grudnia złoży się do grobu partię, plenum to było oczekiwane w nastroju nieżyczliwego zainteresowania (a zainteresowanie to nawet można określić jako niezdrowe). Zresztą problem to nie polityków, lecz krytyki teatralnej, która - trzeba przyznać - jest ostatnio słaba i bez polotu.

Zacznijmy więc od określenia stałych elementów dramaturgicznych i kontekstu wydarzeń. Przez partię polityczną rozumiemy grupę osób, złączonych wspólnym programem, w imię, którego stara się ona o zdobycie lub utrzymanie władzy w państwie. Momentem próby jest akt wyborczy (wybory). Oczywiście tak zrozumianej partii w PRL nie ma (było PSL do 1947r.). Jest natomiast partia leninowsko - marksistowska, tzn. grupa osób będąca emanacją klasy robotniczej, stale znajdująca się przy władzy i jedynie nieustannie umacniająca tę władzę poprzez masowe otumanianie ludzi, w drodze naboru nowych członków.

Partia komunistyczna jest więc organizacją, stałym elementem aparatu władzy - służącą do zniewalania społecznego. Przy okazji jest też środkiem naboru i kształcenia nowych ludzi do ścisłej elity władzy; przy okazji jest środkiem oddziaływania politycznego na społeczeństwo - trupa aktorska dla rozgrywania na oczach społeczeństwa dość dokładnie wyreżyserowanych przedstawień - dla celów propagandowych, informacyjnych. Dlatego partii komunistycznej - w „normalnych” czasach - zależy na ilości członków, oznaczającej rzekomo ilość najwierniejszych, stopień uzyskanego posłuszeństwa.

I tu ujawnia się rola partii jako instrumentu szantażu społecznego - spójrzcie, ilu nas jest! Kiedy w czasach niezwykłych ludzie, także partyjni zaczynają myśleć i to co myślą - wyrażać, partia się sypie. Staje się wtedy partią kadrową, czyli aparatem, czyli elementem szerzej rozumianej grupy władzy komunistycznej. Szerzej rozumianej - bowiem w jej skład wchodzi także bezpartyjna grupa, policja polityczna. Razem tworzy to mafijne kierownictwo, sprawujące władzę z ramienia obcego mocarstwa. Mówi się, że w partii niekiedy występują walki frakcyjne, pojawiają się różne skrzydła. Najczęściej są trzy: liberalne (reformatorskie, słuchające głosu ludu), konserwatywne (twarde, zamordystyczne), umiarkowane (centrowe). To wszystko to nawet i prawda, tylko że nic z tego nie wynika. Otóż nawet jeżeli te walki i frakcje są autentyczne, to należy pamiętać, że istnieje ów element stały, wąska grupa mafijna, której działania są wyznaczane przez czynnik zewnętrzny - w danym momencie dziejowym już ustalony (dopóki impuls zewnętrzny nie zmieni zdania). Dlatego największy liberał w chwili walki z przeciwnym skrzydłem, w aureoli oklasków i wiwatów społeczeństwa - wygrawszy walkę staje się twardym, dokręca nagle śrubę, a twardy, może się zdarzyć, nagle nieco zmięknie. Dzieje się to wszystko także wtedy, gdy liberał nie jest liberałem taktycznym, ale pozostaje nim po cichu do końca, czując wstręt do swej duszy zgwałconej.

Najczęściej bywa jednak bardziej prozaicznie - te walki, frakcje i zwycięstwa są dla celów politycznych reżyserowane przez ścisłą władzę w nieco szerszej grupie aparatu (nie partii) dla lepszego wpływu na społeczeństwo, dla uzyskania jego zadowolonej bierności, chwilowej neutralizacji. Oczywiście w dłuższym horyzoncie czasowym, po wymiarach ekip można zauważyć fluktuacje (wahnięcia) linii i stawiać oceny co do okresu bardziej lub mniej liberalnego (dlatego czasy Gierka można jednak ocenić jako względnie liberalne).

Jak więc to wszystko odnieść do kontekstu stanu wojennego i działań Wrony? Jaruzelski startował w opinii społecznej jako neutralny, uczciwy i bardzo umiarkowany człowiek (wojsko na trzecim miejscu popularności, po Kościele i „Solidarności”). Jak obecnie wiadomo była to postawa taktyczna (reżyseria), dla przygotowania najbardziej drastycznych form - po drugiej wojnie światowej - zniewalania społecznego i narodowego Polaków. Na placu boju po jednej stronie pozostała armia, policja i ścisłe kierownictwo aparatu władzy. Reszta padła. Padła też partia marksistowsko - leninowska. Paradoksalnie jednak partia została, ale jako kadrowy aparat, jako ścisłe kierownictwo polityczne. Czy tak rozumiana partia jest częścią Wrony, czy Wrona jest częścią partii?

Problem ten jest głównie kwestią symboliki, odczytania „liturgii” władzy komunistycznej. W istocie bowiem rzeczywista grupa władzy jest zapewne mieszanką partyjno - wojskowo - policyjno - sowiecką (KGB). Dlaczego więc partia i problemy z nią związane, dlaczego długo odwlekane plenum? Stwierdzamy stanowczo - nie dlatego, że partia się posypała. Używając języka Orwella - posypała się partia „zewnętrzna”. Kadrowy aparat władzy partyjnej się nie posypał. Natomiast w tym aparacie istnieją walki o Najwyższy Urząd, o faktyczną władzę. Są to walki nie koncepcji strategicznych, nie systemu wartości, czy programów - są to walki personalne. Walki realizowane jedynie w imię różnych metod - a może tylko technik - zniewolenia społecznego i narodowego. Społeczeństwo zwykło doszukiwać się w tych walkach głębszego znaczenia. Niepotrzebnie. Jedyne znaczenie dla społeczeństwa owych walk władzy „w sobie” jest globalne jej osłabienie, władza jest mniej stabilna. Tworzą się w niej szczeliny, przez które przenika nieco świeżego powietrza. To wszystko. Walczące o władzę osoby niekiedy odwołują się do społeczeństwa, jego wybranych grup. To jednak są ich chwyty ze sfery reżyserii, taktyki jedynie. Ten wstęp, który jest jednocześnie zasadniczą treścią szkicu o VII Plenum, ma zarazem stanowić klucz do oceny omawianego „wydarzenia”. Trzynastego grudnia 1981 r. spadły wszystkie kamuflaże - została naga władza. Tu i ówdzie w prasie pojawiła się nazwa PZPR, nieśmiało, chyłkiem. Były wahania czy nastąpi odwołanie się do poprzedniej symboliki. Uroczysta ekshumacja nastąpiła w formie zwołania VII Plenum. Czy Plenum to coś rozstrzygnęło i czy miało coś rozstrzygnąć? Nie. Rozstrzygnięcie zapadło wcześniej - rozstrzygnięcie - kto będzie sprawował władzę przez jakiś jeszcze czas. Agencja TASS ujawniła parę dni wcześniej, w formie prezentacji opinii radzieckich niezależnych, obiektywnych ekspertów - że „nie oczekuje się zmian personalnych na VII Plenum”; jednocześnie wcześniej szef junty w PRL-u został jako pierwszy sekretarz zaproszony do Moskwy. Wszystko więc było jasne. Pytanie zatem zasadnicze: czy Plenum udaremniło atak „twardogłowych”? Czy taki atak rzeczywiście miał miejsce? Przypomnijmy więc, że atak zastał udaremniony - nie przez „centrum” Jaruzelskiego, lecz oczywiście przez samą Moskwę. Ważniejsza jest jednak odpowiedź na drugie pytanie. Pamiętamy, że przed Plenum krążyła odezwa ideowa „twardogłowych” pt. ”O co walczymy?”. Mówiło się tam o zacieśnianiu więzi z obozem i ZSRR, o zwieraniu szeregów PZPR i tym podobne historie. Można to od biedy uznać za próbę powrotu do źródeł, czyli praktyk Stalina. Oczywiście - zawsze może być gorzej, i w tym sensie zawsze będą jacyś twardogłowi. Nie należy jednak dać się zupełnie zwariować i bawić się w relatywistyczne niuanse: liberał daje trzy łyżki zupy dziennie, centrysta jedną, a przyjdzie twardogłowy i w ogóle nie da zupy; albo liberał uśpi przed zabiciem, centrysta uśpi zabijając, twardogłowy zabije bez uśpienia. Jak kto lubi może tak subtelne podziały prowadzić w nieskończoność. Realnie patrząc natomiast - nie grozi nam formalne wcielenie do ZSRR bez zburzenia porządku międzynarodowego. Została jednak przekroczona granica świadomości narodowej, tolerancji narodowej i społecznej. Po prostu - wedle kryterium systemu wartości naszej cywilizacji, wedle tych wartości, które organizują naszą świadomość społeczną i narodową, trzynastego grudnia stała się rzecz jednoznacznie twardogłowa.

Czy atak twardogłowych miał miejsce? Nie na Plenum i jedynie w znaczeniu propagandowo - personalnym. Obecnie partia niższych szczebli ostrzega przed nową formą zakamuflowanego ataku się reakcji i kontrrewolucji. Otóż ta kontrrewolucja przysyła do dyrektorów zakładów pracy pisma opatrzone pieczęciami Wrony grożące konsekwencjami wynikającymi z przepisów stanu wojennego za zbyt pochopne i nieuzasadnione relegowanie z pracy osób pod niesprawdzonymi zarzutami wroga ustroju i ekstremisty „Solidarności”. Wedle partii są to fałszywe dokumenty usiłujące bronić ekstremistów przed siłami socjalizmu i odnowy, dokumenty oczywiście pisane przez podziemie „Solidarności”. W tym widać dość wyraźnie akcję twardogłowych, zmierzającą do wyniesienia „swego” na posadę wodza socjalizmu w PRL-u.

Wnioski z Plenum. Oczekuje się kolejnego zjazdu (gdzie są najwyższe góry na świecie? Nie w Indiach lecz w PRL - zjeżdża się z nich i zjeżdża i ciągle zjechać do końca nie można), „podwiązał” się do Biura Politycznego jeszcze jeden policjant (Kiszczak) i to wszystko. Wniosków brak w tym sensie, że nic się nie zmieniło, poza tym, że PZPR jako symbol ma trwać dalej. Rzeczywiste walki we władzy trwają, niezależnie od plenum i poza nim. Wniosek generalny - jeżeli śledzisz wydarzenia polityczne, analizuj je wedle ich rzeczywistego znaczenia. Jeśli poważnie interesuje cię los Polski - nie interesuj się zbytnio PZPR. Musisz wybrać. Także dla twojego zdrowia psychicznego.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: