13. LIST STAREGO KOMUNISTY DO REDAKCJI PRORZĄDOWEGO TYGODNIKA

Nasi ludzie w redakcji jednego z prorządowych tygodników znaleźli w szufladzie redakcyjnego biurka list. Biurokratycznym trybem czekał on na opublikowanie. Ponieważ cykl wydawniczy naszego miesięcznika jest krótszy od prorządowego tygodnika, a list wydał się nam dokumentem wielkiej wagi, pozwalamy go sobie przedrukować bez zgody i wiedzy autora.

LIST STAREGO KOMUNISTY DO REDAKCJI PRORZĄDOWEGO TYGODNIKA

Szanowna redakcjo!

Ot, śledzę z uwagą rozwijającą się sytuację społeczno-polityczną naszego kraju, a będą obecnie na emeryturze, mam na to dość czasu. Przykro patrzeć na tę Polskę, którą myśmy po wojnie rękami, kamień na kamieniu, a ona teraz wicewersa. Ale cóż, nas komunistów w bojach zahartowano jak stal i dziś trzeba wszystko na nowo. Sam Marks powiedział, że historia powtarza się dwa razy, więc walkę o ustrój musimy zacząć jeszcze raz. Zanim podejmiemy naszą zwycięską kampanię, trzeba – rzecz jasna – doprowadzić do końca reformę gospodarczą. Od reformy nie ma odwrotu, jak od socjalizmu. I tu mój pomysł, którym pragnę się z Wami podzielić dla dobra naszej ojczyzny. Trzeba Wam wiedzieć, że doświadczenie w zarządzaniu, kierowaniu i reformowaniu mam niebagatelne, zdobyte na stanowiskach w gospodarce uspołecznionej, aparacie i organach. A wszystko to podbudowane teorią i to nie jakichś tam burżuazyjnych spekulantów, ale klasyków – czyli naukowo. Dość powiedzieć, że Kapitał z Anty-Duryngem ja w te i wewte ze wszystkimi przypisami, perfekt. Nie piszę tego, żeby się chwalić – skromność partyjna, jak mawiał nieodżałowany tow. Grudzień – „to chleb powszedni dla komunisty”, ale żeby się samookreślić i powiedzieć, że my, stara gwardia, choć przeniesieni do rezerwy, czuwamy i nie raz jeszcze możemy uderzyć czy to myślą, czy pięścią, po robociarsku, między oczy reakcji.

Chwila jest poważna i to wymaga rozwiązań odważnych. Wiadomo, celem jest ostateczny komunizm, ale na dziś trzeba czasami – jak mawiał Lenin – zrobić dwa kroki do tyłu, aby móc przejść dwa kroki naprzód. I nie ma tu co ulegać dziecięcej wysypce lewicowości. Tow. Lenin nie bał się NEP-u i przecież wszystko zakończyło się szczęśliwie – kolektywizacją.

Jakie są główne bolączki naszej socjalistycznej gospodarki? Największą była anarchia anarcho-faszystów z Solidarności, podsycana przez agentów imperializmu amerykańskiego, tzw. doradców. My, klasa robotnicza, dobrze wiemy, kim są ci przyjaciele ludu, o czym pisał zresztą już Lenin. Śmiały manewr tow. Jaruzelskiego pozwolił rozstrzygnąć zwycięsko kampanię grudniową i dziś widmo anarchii, ciągnącej za sobą imperializm już nam nie zagraża. Perfidia wroga zainstalowała jednak w naszym mechanizmie gospodarczym, bombę z opóźnionym zapłonem. Jest nim brak rąk do pracy. Oto główny problem, z którym przychodzi się nam borykać na dziś i na jutro. Gospodarce brakuje 350 tys. robotników. Sięganie do pasożytów niewiele tu pomoże. Pasożyta trzeba deptać, jak my z ZMP szkodnika, czy nawet stonkę, ale nie przekształci się go w klasę robotniczą, a jeżeli już, to nie dla siebie, a w sobie. Źródła siły roboczej trzeba szukać gdzie indziej. Drugim tematem na dziś jest pętla sankcji imperialistycznych, która dusi jak stryczek tow. Nowotkę. Jak powiedział tow. Jaruzelski, ojczyzna nasza ponosi straty z tego tytułu rzędu 12 – 15 mld dolarów. Cóż ta suma oznacza? Otóż bez sankcji, w ciągu dwóch lat spłacamy zadłużenie zaciągnięte przez ekipę Gierek – Kuroń. Ponieważ dochód narodowy na osobę, jak podała Trybuna Ludu, wynosi 2,5 tys. dolarów to 12 – 15 mld dolarów oznacza 1/5 dochodu narodowego do podziału. Zniesienie sankcji spowoduje więc automatycznie wzrost dochodu narodowego o 20%, a więc wielkość nie mającą precedensu od czasu szturmu pierwszych pięciolatek w ZSRR. Brak rąk do pracy i sankcje – to dwa główne nieszczęścia gospodarki. Jak jednak mówi lud rosyjski, z dwóch nieszczęść można mieć jedno szczęście. I właśnie mój pomysł.

Kapitalizm wszedł w okres najwyższego stadium – w imperializm i jak słusznie przewidział Marks – gnije. Bezrobocie szaleje – w USA 10 mln, w Europie zach. 15 mln – oto ich koszmar, o ileż cięższy od naszych przejściowych trudności. Dla nas może być to jednak rezerwuar uświadomionej klasy robotniczej. Wiadomo – proletariusz nie ma ojczyzny. Zaoferujmy więc Zachodowi te 350 tys. miejsc pracy. Jaka ogromna waga polityczna tej propozycji… Skoro Zachód połakomił się na głupie 100 tys. miejsc pracy, związane z gazociągiem syberyjskim, to o ile większy wpływ polityczny może mieć nasza polska propozycja. Nie waham się porównać jej do słynnego planu Gomułki, który wstrząsnął sumieniami Zachodu. Jest rzeczą jasną, że ceną za naszą propozycję będzie zniesienie sankcji Zachodu. Za jednym zamachem osiągamy wzrost dochodu narodowego o 20% z tytułu zniesienia sankcji, wzrost o około 10%, jak obliczam, z tytułu wzrostu zatrudnienia o 350 tys. uświadomionych towarzyszy z Zachodu, poprawę koniunktury gospodarczej na Zachodzie, a zatem dodatkowy efekt w postaci wzrostu eksportu polskiego węgla. Nie koniec jednak na tym. Dodatkowe wypłaty wynagrodzenia z tytułu wzrostu zatrudnienia nie spowodują zjawisk inflacyjnych. Zarabiać będą oni u nas, lecz wydawać pieniądze u siebie. Jeżeli inflacja, to proszę bardzo – w imperializmie. A jakiż kolosalny efekt polityczny. Nie mówię, że od razu uzyskamy w USA Gussa Halla, ale Mac Governa mielibyśmy w ’84 r. zapewnionego. Niby nie zupełnie jeszcze nasz człowiek, ale najważniejsze, że kierunek słuszny.

Ktoś powie, że kwestia mieszkaniowa nie jest jeszcze rozwiązania, że stanie na przeszkodzie. Nic podobnego. Sprawa jest zbyt poważna, by przejmować się błahostkami. Dzięki słusznej polityce deglomeracji, zapoczątkowanej jeszcze przez tow. Gomułkę, większość przemysłu skupia się obecnie w pobliżu miejscowości uzdrowiskowych, a tam wiadomo, baza turystyczna rozwinięta tak, że nawet klasykom się o tym nie śniło. Dopóki nie zbudujemy dodatkowo 350 tys. mieszkań dla towarzyszy zachodnich, przyjdzie im mieszkać w domach wypoczynkowych. I tak nie są one, od czasu zwolnienia ostatnich internowanych, właściwie wykorzystane. Wychodzi na to, że jedyną ceną za cud gospodarczy, będzie wstrzymanie się na okres kilku lat z wyjazdami na wczasy. A to nawet lepiej. Wiadomo – transport, kolejnictwo.

Z poważaniem tow. Alojzy… komunista – emeryt.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: