12. REDAKTOR XYZ - MYŚL POLITYCZNA ZAMIAST TERRORU – W ODPOWIEDZI NA LIST

Redaktor XYZ

Zamieszczony list zawiera poglądy dość typowe dla wielu, kto wie czy nie większości, ludzi, uważających się za przeciwników komunizmu. W tym także części naszych czytelników. Symptomatyczne zwłaszcza są następujące zamieszczone w liście stwierdzenia:

- Budowa programu politycznego, dotyczącego przyszłej, niepodległej Polski jest stratą czasu; nie ma żadnego znaczenia dla przekształcenia świadomości społeczeństwa, ponieważ myśl o niepodległości jest zbyt abstrakcyjna, by mogła stać się podstawą takich przekształceń.

- Potrzeba nie dyskusji, nie programu, ale czynu (skąd my to znamy?)

- Czynem taki może być i powinien, terror indywidualny. On właśnie ma kształtować świadomość społeczeństwa we właściwym kierunku (aczkolwiek autor listu nie precyzuje tego kierunku, zakładając widocznie, że ten jest oczywisty).

Zacznijmy naszą polemikę od tej ostatniej kwestii. Niewątpliwie terror rzeczywiście odcisnąłby silne piętno na świadomości zarówno komunistów, jak i całego społeczeństwa. Czy byłby to jednak proces pozytywny, a więc czy przemiany przybiorą naprawdę ten oczywisty dla autora listu kierunek, ośmielam się wątpić. Przykład wielu krajów wskazuje, że terroryzm wzbudza obawy dużej części społeczeństwa, popychając ją w kierunku twardych rządów centralnych. Czy w Polsce taki wariant jest niemożliwy? A może jednak warto taką ewentualność rozważyć, zanim się wezwie do zbrojnego terroru? Nie tylko ta wątpliwość sprawia, że pismo nasze jest zdecydowanie przeciwne tego typu metodom walki. Żeby nie było nieporozumień, nasz sprzeciw nie wynika z pobudek moralnych, lecz z pragmatyzmu.

Argument pierwszy. Jak w starej anegdocie – po pierwsze nie ma armat. Polska jest pełna terrorystów - gawędziarzy, którzy podobnie jak nasz autor listu krzyczą – do komunistów trzeba strzelać. Co jakiś czas słychać także wieści: ktoś tam ukradł ciężarówkę karabinów, gdzieś tam rozbrojono posterunek, zawsze okazuje się to plotką. Chętnych do kibicowania terrorystom nie brakuje, gorzej jest jednak (chwała Bogu!) z wykonawcami. Przykład Grodziska jest żałosny.

Argument drugi. Terroryzm wymaga odpowiedniego przeszkolenia i wyposażenia technicznego. W krajach zachodnich, gdzie kontrola nad społeczeństwem jest znacznie mniejsza, a granice państw łatwe do przekraczania, nie ma z tym wielkiego problemu. Jednak i tam terroryzm jest inspirowany często przez obce państwa. Obozy terrorystów znajdują się w niektórych krajach arabskich, w Korei Północnej, a być może również w niektórych krajach europejskich – komunistycznych. Państwo totalitarne dysponuje możliwościami kontroli bez porównania większymi od demokracji zachodnich. Jak na razie, w żadnym kraju totalitarnym nie rozwinęła się nigdy szersza działalność terrorystyczna. Walka przeciwko Niemcom hitlerowskim nie może być uznawana za precedens. Terror antyhitlerowski był przedłużeniem wojny toczonej przez Europę z Niemcami, dysponował też zapleczem w krajach wolnych. Podobne warunki w żadnym wypadku nie mogą być powtórzone w Polsce A. D.’83. Mówiąc o terroryzmie ma się na myśli z reguły browning z 1905 r. Współczesny terroryzm, by walczyć z państwem, wykorzystuje zdobycze techniczne, nie tylko broń, absolutnie niedostępne w Polsce.

Argument trzeci. Historia zna bardzo niewiele przypadków sukcesu taktyki indywidualnego terroru. Metoda ta jest stosowana od 200 lat przez różne, radykalne ruchy polityczne, lecz bardzo rzadko przynosi skutki zgodne z oczekiwaniem tych ruchów. Jednym z nielicznych pozytywnych przykładów jest uzyskanie niepodległości przez Algierię. Główną metodą Armii Wyzwolenia Narodowego Algierii były zamachy terrorystyczne. Po blisko 10 latach akcji Francuzi ustąpili i w Evian zawarli układy pokojowe, przyznające Algierii niezawisłość. Szczerze, mówiąc trudno byłoby znaleźć drugi przykład uwieńczenia terroryzmu podobnym sukcesem. Analizując go, łatwo możemy dostrzec różnice między tamtą sytuacją, a obecną w Polsce. Demokracja francuska nie była przygotowana do eskalacji działań skierowanych przeciwko algierskiemu terroryzmowi. Eskalacja ta groziła przemianą demokracji w dyktaturę. Z drugiej strony utrata Algierii, aczkolwiek bolesna, nie oznaczała końca Francji, ani jej gaullistowskiego rządu. De Gaulle mógł zgodzić się na podpisanie układu pokojowego i przetrwać. Komuniści w Polsce grają o wszystko, ich determinacja będzie więc bez porównania większa. To nie terroryści wyzwolili Algier, po prostu Francuzi doszli do wniosku, że trwanie w północnej Afryce zbyt dużo ich kosztuje. Dla komunistów nie ma zbyt wysokiej ceny za sprawowaną władzę.

Argument czwarty. Terroryzm, ze względu na swą specyficzną organizację, łatwo ulega degeneracji. Nie może być kontrolowany przez reprezentatywne ciała społeczne, dysponuje środkami zabijania. Zagraża mu więc:

- prowokacja władz;

- przemiana w bandytyzm.

Nawet w czasie II wojny światowej, patologie te występowały. Po wojnie w miarę uświadamiania sobie beznadziejności konspiracji zbrojnej i utraty bazy społecznej, zjawiska choroby w zbrojnym podziemiu stały się powszechne. UB penetrował oddziały leśne, te zaś często zbliżały się do pospolitego bandytyzmu. Przykładów podobnych ruch terrorystyczny w swej historii zna wiele.

Podsumowując nasze wrażenia o terroryzmie musimy powiedzieć:

- Terroryzm jest mało skutecznym środkiem walki o cele polityczne. Można osiągnąć dzięki niemu, cele cząstkowe (np. terroryzm palestyński sprawił, że tzw. sprawa palestyńska nie schodzi z łam gazet), jest też problemem międzynarodowym bez porównania większym od ilości Palestyńczyków, niezmiernie rzadko jednak pozwala on osiągnąć cele ostateczne, które terroryści sobie stawiają.

– Prowadzenie skutecznych akcji wymaga supernowoczesnego sprzętu technicznego.

– Bardziej boleśnie uderza w demokracje, niż w kraje totalitarne.

– Im mniej realne jest spełnienie celów stawianych przez ruch, tym mniejsza baza społeczna i większe zagrożenie patologiami.

Zamiast bezrozumnego czynu potrzebna jest Polsce mądra myśl polityczna. Żaden ruch zbrojny jej nie zastąpi. Działanie bowiem musi być poprzedzone świadomą refleksją, programem, który wytyczy jego kierunek. Ten ostatni nie jest wcale tak oczywisty, jak myśli autora listu, a wraz z nim zapewne wielu innych naszych czytelników. Chwila obecna uniemożliwia przeprowadzenie zdecydowanych, widowiskowych akcji antyrządowych. Żadna grupa podziemna nie ma dość siły, by porwać robotników, choćby do większego strajku, nie mówiąc już o wystąpieniach zbrojnych. Nie to jest jednak przygnębiające. Naprawdę groźna jest apatia ludzi i ich polityczna nieokreśloność. To właśnie nasze pismo pragnie zmieniać. Uważamy, że postawienie problemu niepodległości, jako centralnego zagadnienia politycznego, pozwoli zmienić świadomość i to w kierunku przez nas planowanym. Pragniemy, by dokonała się s t r u k t u r a l i z a c j a polityczna, najpierw podziemia, a następnie głównych grup społecznych. Pragniemy, by rozwijała się niezależna od komunistów myśl polityczna. Dlatego wydajemy nasze pismo, dlatego działamy politycznie. Jej rozwój nie może następować w cichych i bezpiecznych gabinetach naukowców. Może jedynie w ruchu, w ścisłej łączności z praktyką, poprzez spory, które prowadzi ze sobą podziemie, poprzez błędy i klęski. Musi ona zaowocować, jak Sierpień był owocem niezależnych myśli i działań lat 70-tych. Jesteśmy bogatsi o doświadczenia tych lat, o Sierpień, Grudzień i 20 miesięcy po nim. Tego bagażu doświadczenia nie wolno nie doceniać. Nie wolno powracać do koncepcji, które już wielokrotnie poniosły klęskę. A najważniejsze – trzeba być cierpliwym i rozumieć sens tego co się robi. Dla niecierpliwych polecam psychozabawę: czy twoje poglądy polityczne, twoja wiedza o historii najnowszej, twoje rozumienie obecnego świata są takie same jak przed 50-ciu laty. Zastanów się, co się w nim zmieniło i jakie czynniki na to wpłynęły? Będziesz miał odpowiedź, czy cała niezależna od Czerwonych działalność miała jakiś sens, czy nie?

Jeżeli wierzymy, że niepodległa Polska jest realna, że jej dożyjemy, musimy myśleć o tym, jak ją urządzić. Musimy przy tym uwzględniać doświadczenia, także negatywne, których było zapewne więcej w historii ostatnich stu lat, po to, żeby anachroniczne spory nie naraziły nas na kolejne klęski i pośmiewisko Europy. Konieczne jest także przygotowanie kadr politycznych dla kraju. W 1918 roku, kadry te rekrutowały się z niezależnych polityków, działających pod zaborami (np. Piłsudski), a przede wszystkim z polityków działających w legalnych demokratycznych parlamentach krajów zaborczych. Wiadomo, że próżni nigdy nie będzie. Nie wątpię, że w momencie uzyskania niepodległości wielu ludzi poczuje w sobie bożą wolę męża stanu. Chodzi jednak o to, by nie byli to ludzie przypadkowi, by posiadali poza nazwiskami i wyrokami, przesiedzianymi w komunistycznych więzieniach, także programy polityczne, by społeczeństwo się mogło identyfikować z tymi programami (nie z jednym, lecz z wieloma), a nie z symbolami, noszonymi przez nowych polityków. Do tego potrzebna jest także dzisiejsza działalność. Chodzi o rzecz znacznie ważniejszą, niż ukatrupienie w bramie zomowca, chodzi o włączenie się Polski do grona ucywilizowanych państw.

P. S.

Wszelkie nasze rozważania na temat terroryzmu tj. stosowania siły fizycznej, nie dotyczą jej specyficznej formy, jaką jest SAMOOBRONA (ochrona lokali, demonstracji, ludzi).

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: