11. CZYTELNIK - LIST DO REDAKCJI

Ile jest sposobów, żeby przejść do historii? Niewątpliwie wiele. Można dostać nagrodę Nobla, zdobyć złoty medal na Olimpiadzie, czy zostać prezydentem. Czasami wydaje mi się, że niektórzy ludzie odkryli inny sposób, według nich równie dobry. Jest to pisanie w Polsce Ludowej anno domini ’83 o pacyfizmie, chęci powrotu do sytuacji sprzed 13 grudnia, czy odbudowie Wolnych Związków Zawodowych, w państwie surrealistycznego socjalizmu. Ale to już nawet nie śmieszy, jest to rzecz niewątpliwie smutna. Ob. Lenin ujmował ruch związkowy w socjalizmie przede wszystkim jako szkołę rządzenia, szkołę gospodarowania, szkołę komunizmu! Stanowczo domagał się dyscypliny we wszystkich działaniach, podporządkowania naczelnym celom i zadaniom państwa. A są wśród nas ludzie, którzy chcieliby być wolnymi związkowcami z możliwością decydowania nie tylko o sposobie rozdziału skarpetek między robotników. Ten sposób myślenia przeraża. Tak samo jak wypowiedź działaczki podziemia, która dobrowolnie (?) oddaje MO maszyny do powielania, by móc „spokojnie i normalnie żyć”. Zwierzęta, urodzone i wychowane w ZOO, wypuszczone na wolność w większości giną. Czy wystarczy 40 lat, by zamknąć naród w Zoologu? Na pewno nie, na pewno nie cały. Ale przemawianie w imieniu 10-milionowej rzeszy solidarnościowców tonem, jakim to działacze podziemni jest zaganianiem do półprzymkniętnej klatki. Pisanie tylko o nowych inicjatywach związku, pokojowych przemianach, czy odprawianiu mszy w rocznicę, jest nie tylko tumanieniem ludzi, lecz najzwyklejszą stratą czasu. Można w ten sposób przejść do historii, tylko to już nie będzie historia Polski. Po 13 grudnia zmienili się nie tylko ludzie, ale i sposoby realizacji celów, które przed sobą stawiał Związek – Naród. Ta czerwona k…, zwana komuną bez przerwy kokietuje – to ubiera się w zbroje husarskie, mundury żołnierzy Września, to wkłada rogatywkę i harcerską chustę, by się przypodobać. Nam tego nie wolno robić, jest to kwestia odpowiedzialności za ludzi i za kraj. Flirt może się skończyć tylko w jednym miejscu, na śmietniku historii, obok Jaruzelskiego. To samo odnosi się i do „N”. Panowie przyjęliście chyba za wysokie „C”. Lansowanie wizji wolnej Polski, po ogólnonarodowej hekatombie, w obecnych realiach jest mało zachęcające i jak uważam, nie przemawiające do większości społeczeństwa. Podobnie będzie, jak przypuszczam, z powstaniem partii politycznej, którą zamierzacie powołać do życia. Nasze społeczeństwo do tego jeszcze nie dojrzało. To musi trochę potrwać, aby ludzie uświadomili sobie konieczność fizycznej likwidacji komunistów, a przynajmniej ich części – według mnie jednym z najważniejszych elementów naszej walki z tym biało-czerwonym bolszewizmem jest terror indywidualny. Tylko eliminacja poszczególnych jednostek, tak aby bał się i I sekretarz i szeregowy zomowiec, jest szansą na zmianę sposobu myślenia społeczeństwa. Można dyskutować o roli jednostki w kształtowaniu historii i mieć wątpliwości. Zgadzam się. Nie takich jednostek i nie w takim systemie. Ale chodzi o nadanie tego kierunku w myśleniu, gdyż obawiam się, iż igła naszego narodowego kompasu zbytnio się waha. Może to potrwać kilka lat, może kilkanaście, ale nie zapominajmy w rozważaniach o elemencie czasu. Albo społeczeństwo stopniowo odseparuje się od komunistów, na każdym szczeblu – zakład pracy, dom, rodzina i dojrzeje do spraw większych, albo czerwony tasiemiec nas zeżre.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: