9. PROWOKATOR ZACHODNI - HOMO GEOPOLITICUS

Prowokator Zachodni

Wśród licznych odmian gatunku Homo sapiens specjaliści wykryli ostatnio nową – HOMO GEOPOLITICUS. Pasożytuje ona głównie na narodach Europy Zachodniej, lecz ostatnio niektóre jej szczepy przepłynęły Atlantyk i osiedliły się w USA. Rozrodowi tej rasy sprzyja strach i ignorancja, a jej system wartości oparty jest na tezie głoszącej, iż jałtański podział świata jest święty i że grzechem śmiertelnym jest podnoszenie na niego ręki. Od pewnego czasu przekonuje ona swą klientelę, że Polacy, tak jak i inne narody europejskie, okupowane przez Sowietów, powinni przestać zwalczać narzucone im siłą rządy komunistyczne.

Homo geopoliticus najszybciej rozmnaża się w mętnych wodach politycznego centrum, choć niekiedy osobniki tej rasy przepływają na lewy lub prawy brzeg. Cokolwiek by taki nie mówił, jego motywacja wynika z faktu uznania systemu sowieckiego za zasadniczo równorzędny zachodniemu, a jeśli są jakieś różnice, to i tak dzięki dobrej woli Zachodu oraz dalszym ustępstwom, nastąpi poprawa i zbliżenie. Według Homo geopoliticus, najszybsza droga do rozmiękczenia, czyli do ucywilizowania Wschodu, który przecież i tak z własnej woli się reformuje, na ile warunki geopolityczne na to pozwalają, biegnie poprzez zostawienie Sowietom wolnej ręki w Europie Wschodniej oraz subsydiowanemu przez Zachód handlowi. Dodaje on także, że niesłychanie ważnym jest, aby postępować z władzami Kremla cierpliwie i łagodnie, ponieważ w przeciwnym przypadku, proces reform na Wschodzie zostanie zamrożony lub odwrócony. Co więcej, Homo geopoliticus otwarcie głosi, iż system komunistyczny ma wiele zalet, których brak Zachodowi; a więc jest egalitarny, nie ma tam bezrobocia, jest za to powszechne i bezpłatne nauczanie i darmowa, państwowa służba zdrowia.

Homo geopoliticus, rozpatrując stosunki Wschód – Zachód, podkreśla konieczność uwzględnienia „Sowieckiego punktu widzenia” jako warunku obiektywnego podejścia do wszystkich problemów. Ten „Sowiecki punkt widzenia”, to jak twierdzi, głęboka troska Sowietów o bezpieczeństwo własnych granic. Tutaj zapomina on, że ta troska (chyba przesadna) była przesłanką do ciągłego rozszerzania się granic Sowietów od 1917 roku do czasów obecnych. Można wiec przyjąć, że Homo geopoliticus naprawdę uwielbia system sowiecki i szczerze życzy innym (choć nigdy sobie), aby jego zakosztowali. Ma on więc wizję nowego, wspaniałego świata choć jakoś jeszcze nie śpieszy się sam z zakupem do niego biletu. Przymykając oczy na zasadniczą opozycję totalitaryzmu i demokracji pozwala, aby Sowieci nim manipulowali, choć przecież nie deklarował się nigdy jako komunista. Bezwolnie więc broni ideologii sowieckiej, gdy głosi, że jest ona może i trochę twarda, lecz oskarżenia w prasie zachodniej są wyłącznie robotą antykomunistycznych kapitalistów. Nie zauważa tutaj, że to głównie wielki kapitał marzy zawsze o handlu bez przeszkód z imperium sowieckim i stad jest mu wszystko jedno co tam się dzieje, tylko byle był spokój i wysokie zyski. W tym skomplikowanym świecie Homo geopoliticus jest więc marionetką w rękach nie tylko Sowietów, lecz także pewnych naiwnych kapitalistów.

Jakżesz często Homo geopoliticus głosi światu, iż to właśnie dzięki Jałcie Europa przeżywa już 38 rok pokoju i nikt w niej nie ginie wskutek wojen. Przyciśnięty do muru pytaniami o NRD roku 1953, Węgry – 1956, Czechosłowację – 1968 i Polskę, tłumaczy, że były to ofiary czasu pokoju, a tak naprawdę, to mogłoby być gorzej. Zdrowy rozsądek podpowiada, że nie byłoby gorzej, gdyby Zachód postępował bardziej zdecydowanie przy końcu II wojny światowej, utrzymywał silny i efektywny nacisk na Sowiety i popierał ruchy niepodległościowe w Europie Wschodniej. Zasadą Homo geopoliticus jest obecnie zamiast przesyłać Polsce słowa zachęty, nadziei i solidarności, jedynie prawić banały, zachęcać do rezygnacji z narodowych aspiracji i pogodzenia się z losem, bez względu na utraconą wolność.

Pierwszym odruchem Homo geopoliticus jest zawsze szukanie na własną rękę rozgrzeszenia dla dowolnego rządu komunistycznego, za popełnione zbrodnie oraz szybkie przechodzenie nad nimi do porządku dziennego. Łatwo przyjmuje on wersje oficjalne, płynące od rządów komunistycznych, a głosy niezależne, jako niewygodne – z reguły przemilcza. Z dziwnym upodobaniem wybiera oświadczenia pewnych naiwnych grup opozycyjnych z Europy Wschodniej, aby podbudować swoją teorię światłych reform wprowadzanych przez tamtejsze rządy. Przy pomocy takich oświadczeń udowadnia istnienie tam postępu, zapominając przy tym, że celem tych tzw. reform jest najczęściej zagonienie poddanych do bardziej wydajnej pracy na rzecz ciemiężcy a nie, choćby, rozszerzenie bazy rządzenia.

Buntownicza postawa Polaków jest szczególną solą w oku Homo geopoliticus, gdyż jego zdaniem -–może ona doprowadzić do inwazji sowieckiej na Polskę. Pogróżki Sowietów w tym względzie są dla niego oczywiste i nic go tu nie oburza: przyjmuje to za sprawę wewnętrzną. Choć z punktu widzenia praw narodów do samostanowienia jest to absurd – nie zauważa on tego i głosi, że w razie wkroczenia Sowietów do żądającej niepodległości Polski, winni będą Polacy. Ta groźba inwazji, o której Homo geopoliticus często wspomina, to przecież stary chwyt, używany przez Sowietów do zastraszenia Polaków i wymuszenia na nich szantażem, zgody na kolejne rządy nieudolnych sowieckich marionetek w Warszawie. Jak widać, sowieckie metody wojny psychologicznej doskonale działają na Homo geopoliticus, który boi się dać im odpór, aby nie utracić twarzy wśród swoich postępowych kolegów i bardzo nie chciałby być nazwanym reakcjonistą, podżegaczem wojennym – i nie daj Bóg – antykomunistą! Tkwi więc w swoim letargu, zastraszony komunistyczną propagandą.

Spokojnie zapomina Homo geopoliticus także o tym, że Sowieci po prostu instalują w Polsce swoich przeszkolonych agentów, którzy kontrolują dla nich Polskę politycznie, gospodarczo i militarnie. Ci agenci, bo tylko na taką nazwę zasługują, łamiąc brutalnie niezależną od Kremla myśl w polskim społeczeństwie, oświadczają jeszcze bezczelnie, że uwalniają ją przez to od sił godzących w suwerenność Polski! Homo politicus, powołując się na racje geopolityki, nigdy jeszcze nie sprecyzował, dlaczego te racje przeszkadzają dyskusji nad realiami zależnych od Sowietów totalitarnych reżimów Europy Wschodniej. Jest także dziwne, że Homo geopoliticus, deklarując się jako szczery demokrata, odmawia Polakom prawa do wolności politycznych, podstawowych praw człowieka, sprawiedliwości, prawdy i niepodległości. Omija w ten sposób podstawowe pytanie: dlaczego Polska i inne kraje Europy Wschodniej muszą być złożone w ofierze za utrzymanie w Europie pozornego pokoju, który tylko czasowo odpowiada obu stronom. Przecież pokój ten umożliwia Sowietom konsolidację Europy Wschodniej, jako wstęp do zajęcia całej Europy. Jest to oczywiste, że z zachodu trudno jest doradzać Polakom, jaki kroki powinni uczynić na drodze do niepodległości. Wiedzą to przecież sami, a w przeszłości wykazali wiele odwagi i uporu w walce o ten cel. Najprostszą rzeczą dla Zachodu jest więc po pierwsze zaprzestanie pouczania Polaków o zaletach życia w kraju kontrolowanym przez Sowietów, a po drugie odmówienie poparcia ciemiężcom.

Zastanówmy się, czy Homo geopoliticus życzy sobie tego, co zaleca innym. Oczywiście nie, jest on zwykłym hipokrytą i tchórzem. Będąc pobłażliwym wobec wschodnich tyranów, jest dla nich idealnym przeciwnikiem, ponieważ Homo geopoliticus zawsze przymknie oczy na zjawiska, które może i w głębi duszy uważa za okropne, lecz jednocześnie nie odważy się na słowa potępienia.

Czy należy się więc przejmować tym pokrętnym hipokrytą? Otóż tak, ponieważ będąc łagodnym dla tyranów, gnębiących Wschód Europy, jest on jednocześnie niesłychanie groźny dla tych ludzi na Zachodzie, którzy popierają ruchy niepodległościowe na Wschodzie. Dzieje się to zwłaszcza wtedy, gdy Homo geopoliticus piastuje ważne stanowiska w administracji państwowej, propagandzie (co jest bardzo częste), czy też w innych organizacjach. Usta jego są pełne wtenczas usypiającej czujność zwykłych ludzi, mgły, która zawiera się w jego słowach o pokoju i zrozumieniu między narodami. Mgła owa nie pozwala na rozpoznanie kryjącej się pod nią jego mętnej, pełnej hipokryzji ideologii.

Widząc brud i ohydę Homo geopoliticus, nie wzywam do natychmiastowego wytrzebienia tej rasy lub do wysłania jej przedstawicieli do syberyjskiego raju, który tak reklamują dla innych. Apeluję jednak do wszystkich, aby przy każdej okazji obnażali nicość jego koncepcji, krótkowzroczność i hipokryzję. Zabezpieczy to uciemiężone narody Wschodniej Europy przed zalewem fałszywych pouczeń o wyższości pokory, a także być może, zaoszczędzi w przyszłości Zachodowi losu Wschodu. Odpór dany pokrętnej rasie Homo geopoliticus będzie pierwszym krokiem umożliwiającym Zachodowi większą efektywność w pomocy braciom z Europy Wschodniej.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: