3. ZYNDRAM ZMASZKOWSKI - ZWIĄZEK, PARTIA CZY RUCH SPOŁECZNY?

Zyndram Zamaszkowski

Pismo nasze od początku jasno stawiało sprawę stosunku do „Solidarności” – jesteśmy poza jej strukturami, uznajemy zasługi związku, lecz organizacyjnie i ideologicznie jesteśmy czymś zupełnie różnym. Mimo krytycznego stosunku do „S” pozwalamy sobie czasami proponować nowe rozwiązania koncepcyjne, żywiąc nadzieję, że pomoże to działaczom podziemnym wypracować lepszą strategię i taktykę związku.

„Solidarność” nigdy nie potrafiła określić swoich celów oraz charakteru działalności. Dotyczy to zarówno okresu sprzed jak i po 13 grudnia. Abstrahujemy w tym miejscu od przyczyn niemożności samookreślenia, która zaowocowała między innymi enigmatyczną definicją: „Solidarność to ruch społeczny”; stwierdzić natomiast trzeba, że było to szkodliwe dla skuteczności działania Związku. Po 13 grudnia, poglądy działaczy „S” oscylowały wokół dwóch koncepcji: państwa podziemnego, a więc przejęcia przez struktury „S” funkcji stricte politycznych i Wolnego Związku Zawodowego, za jaki jest zresztą „Solidarność” uważana na Zachodzie (rzecz nie bez znaczenia). Te dwie koncepcje starał się, być może „pogodzić” Kulerski, nadając nową etykietkę – „społeczeństwo podziemne”, swą precyzją dorównującą tej z napisem „ruch społeczny”.

Słabość organizacyjna podziemnych struktur „S” oraz brak konsekwencji i niechęć przywódców zadecydowały o klęsce koncepcji „państwa podziemnego”. Na wiosnę ’82 istniała być może szansa przekształcenia się rozproszonych organizacji „S” w agendy podziemnego państwa, a TKK w alternatywny wobec komunistów ośrodek władzy – dziś nie istnieje. Zaniechania prób tworzenia państwa podziemnego nie oznacza bynajmniej, że wśród działaczy „S” górę wzięła koncepcja związkowa. Kryzys nieokreśloności postępuje wraz z rozpadem podziemnych organizacji.

Różnice między tym co polityczne, a co nie, w systemie totalitarnym, nie jest sprawą prostą. Niemniej rozróżnienie to musi poprzedzać proces tworzenia koncepcji. Dla komunisty, znaczenie polityczne może mieć także Związek Hodowców Drobnego Inwentarza, nie mówiąc już o milionowym związku zawodowym. Działacz polityczny, czy związkowy musi jednak zdawać sobie sprawę z różnicy. Polega ona na różnym strategicznym celu działania. Celem tym dla niezależnych programów politycznych muszą być zmiany w strukturze władzy w Polsce. Kierunek tych zmian jest oczywisty, natomiast różne programy mogą uznawać różne minima zmian za wystarczające. Minimum minimorum różnych, nawet sprzecznych ze sobą programów, jest jedno – uznanie przez oficjalną władzę prawa do istnienia niezależnej grupy wysuwającej dany program. Oczywiście, do tego jedynie postulatu program sprowadzać się nie może. Celem ruchu związkowego jest poprawa sytuacji materialnej grupy, której interesów ruch ma bronić. Zmiany polityczne nie są nigdy obojętne związkom zawodowym, lecz nie stanowią celu samego w sobie. Są raczej środkiem do realizacji własnego celu strategicznego, czyli wzrostu dobrobytu, poprawy warunków pracy i życia. Również kwestia uznania przez władze legalności związku jest sprawą drugorzędną, nie może stanowić w żadnym wypadku celu samego w sobie.

Zaniechanie przez przywództwo podziemne prac nad stworzeniem ruchu politycznego o jasno sformułowanym celu strategicznym nie spowodowało ewolucji Związku w kierunku Wolnego Związku Zawodowego. Podziemna „S” stara się łączyć funkcje związkowe i polityczne, nie formułując ani programu politycznego, ani związkowego. Nie wytycza więc społeczeństwu rozwiązań, do których należy dążyć, nie wpływa też na świadomość polityczną swych sympatyków przez przedstawienie takich możliwych rozwiązań, a z drugiej strony nie broni interesów ekonomicznych swoich członków. Mit jedności i moralny przymus uznawania nadrzędności „S” utrudnia wykrystalizowanie niezależnych grup politycznych. Z drugiej strony, nie wysuwanie przez przywództwo „S” ostrych żądań ekonomicznych uniemożliwia wybuch spontaniczny na wzór grudnia 70 r. Działacze podziemni, zajęci są prawie wyłącznie dalszym losem Związku, nie pamiętając, że nie może on być celem samym w sobie.

Robotnicy, idealizowani przez inteligencję, zwłaszcza mającą wpływ na ośrodki opiniotwórcze, kierują się przede wszystkim motywacją ekonomiczną. Nie podjęli bojkotu pracy zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego (vide – górnicy), słaby oddźwięk znalazło hasło zwolnionej pracy w sierpniu. Sam Lech Wałęsa zaznaczył, że zwolnienie tempa pracy nie musi objąć robotników akordowych, gdyż ci straciliby finansowo. Ten czynnik zaważył o niepowodzeniu akcji strajkowych po 13 grudnia (przed – strajki nie rzutowały bezpośrednio na zarobki strajkujących). Strajki polityczne lub quasipolityczne w obecnej sytuacji mogą mieć następujący charakter:

- Strajk nieograniczony aż do obalenia systemu byłby więc elementem powstania narodowego.

– Strajk w celu wymuszenia rozmów z władzami. Strajkujący i władze uznają siebie nawzajem i prowadzą pertraktacje.

– Strajk ograniczony w czasie, mający charakter symboliczny, służący do zaakcentowania swego istnienia oraz protestu. Wszystkie wyżej wymienione formy strajku podziemna „S” usiłowała wykorzystywać po 13 grudnia.

Wszystkie próby zakończyły się niepowodzeniem. Również w najbliższym czasie nie można się spodziewać powodzenia podobnych akcji. Strajk, jako element zrywu narodowego nie wydaje się obecnie możliwy do wygrania. Waży tu zarówno sytuacja międzynarodowa jak i słabość organizacyjna „S”. Hasło – „Bój ostatni” nie znajdzie oddźwięku wśród robotników, którzy mieliby stanowić główną siłę strajkujących. Podobne zastrzeżenia dotyczą drugiej formy strajku. Władze jasno dają do zrozumienia, że o powtórzeniu Sierpnia nie ma mowy. Słabość „S” nie rokuje zresztą większych szans sukcesu. Znając te ograniczenia, działacze Związku forsują z reguły strajki quasipolityczne – symboliczne. Również one znajdują niewielki oddźwięk w społeczeństwie. Przyczyny są dwie: cel strajku symbolicznego jest dla robotników niejasny (powszechne pytanie – co to da?), natomiast koszty – przede wszystkim zwolnienia z pracy większe niżby oni byli skłonni płacić. Strajki symboliczne są obiektywnie szkodliwe i z innych powodów:

- nie wiążą się nigdy z prezentowaniem społeczeństwu jasnej wizji politycznej, lecz raczej są patrzeniem wstecz;

- kierują uwagę na sprawy marginalne („pozwolą złożyć kwiaty pod pomnikiem, czy nie pozwolą”);

- odwracają tym samym uwagę od celów realnych – politycznych i ekonomicznych; stanowią wentyl bezpieczeństwa, przez który uchodzi ciśnienie spowodowane ciężkimi warunkami bytowymi, nie dając w zamian żadnych rozwiązań na płaszczyźnie politycznej.

„Solidarność” powinna zdecydowanie ewoluować w kierunku Wolnego Związku Zawodowego. Działania związkowe muszą być jednak zdecydowane. Koncepcja podjęcia działalności socjalnej w zakładach pracy jest utopijna. Dla akcji socjalnej: wczasy, zasiłki itp. potrzebne są fundusze, a z tymi jest krucho. Oczywiście pomoc dla uwięzionych, wyrzuconych z pracy, czy mniej zarabiających, jest niezbędna. Nie to jednak może stanowić sedno programu związkowego. „S” nigdy nie przelicytuje możliwości działań socjalnych ze strony rządowych agend. Jeżeli np. zasiłek statutowy ma stanowić czynnik podstawowy, decydujący o atrakcyjności podziemnej „S”, to rzecz jasna, rządowy związek zawodowy może zaoferować zasiłek o wiele większy. W skali budżetu państwa będzie to i tak wydatek niewielki, w końcu to państwo drukuje pieniądze. Jeżeli pod tym względem „S” chce rywalizować z rządem, to platforma rywalizacji jest wyjątkowo źle wybrana. Działalność związkowa musi natomiast polegać na obronie stopy życiowej społeczeństwa, a przede wszystkim jej podstawowego składnika – płacy realnej. Rok ubiegły przyniósł spadek tej ostatniej (według rządowych danych, a wiec prawdopodobnie zafałszowanych – o 25%). Pierwsze półrocze jeszcze pogłębiło ten spadek o dalsze 1 %. Pamiętać należy, że spadek ten dotyczy nie wszystkich pracowników. Grupy strategiczne robotników wielkoprzemysłowych potrafiły obronić swój stan posiadania, a to oznacza, że płaca realna większości społeczeństwa spadła znacznie bardziej niż o 25% - rzecz w kraju cywilizowanym bez precedensu. Od nowego roku rząd zapowiada dalsze podwyżki cen, w stopniu jakoby mniejszym, lecz za to prawie bez rekompensat.

Jeżeli „S” nie chce stracić autorytetu musi się tej operacji przeciwstawić. Strajk symboliczny, z okazji jednej z licznych rocznic narodowych, nie przyniesie żadnego sukcesu. Strajk ekonomiczny, czysto ekonomiczny, w obronie spauperyzowanych pracowników mieć będzie znacznie większe szanse powodzenia, dzięki realnym i jasno określonym celom (odwołanie podwyżek lub pełna rekompensata wyliczona przez wiarygodne ośrodki), bliskim każdemu pracującemu, także temu, kto polityką niewiele się interesuje. Rząd, ustami swoich propagandystów, z ministrem Krasińskim na czele, twierdzi, że dalsze podwyżki i obniżka płac realnych są nieuniknione, że wynika to z obiektywnej sytuacji gospodarczej. Przed 13 grudnia „Solidarność” pragnęła wziąć odpowiedzialność za losy gospodarki na siebie. Po tej dacie jesteśmy z tego zwolnieni. Rewindykacje związkowe nie muszą być samoograniczane przez kupowanie argumentów rządowej propagandy. Jeżeli komuniści chcą mieć monopol na władzę muszą za to płacić. Nas ich wewnętrzne trudności nie interesują. Wolny Związek Zawodowy ma bronić interesów swych członków, a nie komunistów. Walka o podniesienie tragicznie niskiego poziomu życia, to jeden z przykładów ewolucji „S” w kierunku Wolnego Związku Zawodowego. Ewolucja ta, o ile nastąpi, może mieć wiele pozytywnych dla niezależnych ruchów następstw:

A. Odmitologizowanie i odpolitycznienie Związku, pozwoli znieść bariery, hamujące rozwój pluralizmu politycznego niezależnych środowisk.

B. Zaktywizuje się działalność „S” na bazie realnych i krótkometrażowych celów. Rewindykacje Wolnego Związku Zawodowego nie muszą sprowadzać się jedynie do spraw płacowych. Mogą mieć różnych adresatów i dotyczyć problemów o różnym zasięgu.

C. Na skutek tego, że adresatami rewindykacji będą różne szczeble władz (centralne, terenowe, przedsiębiorstwa), Związek będzie wywierał niejednolite ciśnienie na strukturę władz, co prowadzić może w niej do pęknięć.

D. ZAKTYWIZOWANY ZWIĄZEK BĘDZIE, RZECZ JASNA, NATURALNYM SOJUSZNIKIEM NIEZALEŻNYCH RUCHÓW POLITYCZNYCH, NIE INGERUJĄC JEDNAK ZBYT SILNIE W KSZTAŁT PROGRAMÓW POLITYCZNYCH I NIE OGRANICZAJĄC ICH HORYZONTU MYŚLOWEGO MITEM O ŚWIETNEJ ORGANIZACJI RUCHU SPOŁECZNEGO „SOLIDARNOŚĆ”.

E. W przyszłym niepodległym kraju istnienie wolnych związków zawodowych jest sprawą oczywistą. Powinny to być jednak związki p l u r a l i s t y c z n e i oddzielone od spraw stricte politycznych. Do tego typu związków łatwiej będzie dojść przez Wolny Związek Zawodowy „Solidarność”, niż przez Ruch Społeczny „Solidarność”.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: