5. PROGRAM MINIMUM

Dla wielu osób wprowadzenie stanu wojennego stało się powodem do analizy sytuacji w kategoriach etycznych, do ocen moralnych. Uważam ten tok myślenia za jałowy. Podporządkowanie historii ludziom kazało wcześniej upatrywać istoty stalinizmu w cechach osobowościowych Stalina, gomułkowskiego zastoju w charakterze Gomułki itd. Osobiście jestem bardziej skłonny do szukania przyczyn zjawisk w naturze działających mechanizmów. Trudno jest się oburzać, kierować inwektywy pod adresem Jaruzelskiego, gdy się sobie uświadomi, że był on jedynie wyrazicielem logiki systemu, narzędziem realizacji idei totalitarnej, osobowym przejawem konieczności. Postąpił on tak jak postąpiłby na jego miejscu każdy prawdziwy komunista broniący swego ustroju i swych sojuszników.

Osobiście miałem poczucie tymczasowości układu polegającego na współistnieniu władzy komunistycznej i niezależnej od niej masowej organizacji w postaci „Solidarności”. Był on sprzeczny z logika systemu totalitarnego, który z istoty swej zakłada podporządkowanie wszystkich sfer życia jednemu ośrodkowi władzy. Wprowadzenie w układ elementu z nim niezgodnego narusza jego spójność, zagraża sposobowi w jaki układ ten zdolny jest funkcjonować. W wyniku powstania „Solidarności” przełamany został monopol władzy, możliwość jej niekontrolowanego sprawowania. Stanowiło to podważenie tożsamości systemu. Nie będę tu szczegółowo omawiał mechanizmów rodzącej się nieuchronnej konfrontacji. „Solidarność” stała się wyrazicielką stłumionych dotychczas aspiracji społeczeństwa. Determinowało to sposób jej działania i treść wysuwanych żądań. Pojawiły się głosy, iż metodą żądań umiarkowanych i kompromisowych „Solidarność” będzie w stanie stworzyć trwały obszar społecznej niezależności i samorządności. Były to jednak iluzje. Wynikało to z dwu powodów. Po pierwsze, „Solidarność” nie mogła stawiać żądań umiarkowanych i cząstkowych, gdyż do radykalnych działań pchał ja stały nacisk tej przeważającej części społeczeństwa, która nie akceptuje istniejącej władzy. Działania „Solidarności” były określone przez społeczne oczekiwania kierowane pod jej adresem, które „Solidarność” jako siła wyrosła ze społeczeństwa i której istotę stanowiła jego reprezentacja, nie mogła zawieść. Drugi powód, dla którego niemożliwe było osiągnięcie modus vivendi wynikał z naturalnego, choć maskowanego dążenia władzy do przywrócenia status quo ante, tj. stanu tożsamości systemu sprzed Sierpnia i władzy monocentrycznej, wszechobejmującej, nie poddanej społecznej kontroli. Uważam zresztą, że nie była to kwestia świadomości pojedynczych przedstawicieli władzy. Wielu z nich mogło na prawdę wierzyć, że godzą się na partnerskie stosunki z „Solidarnością”, tak jak wielu działaczy Związku sądziło, że z władzą będzie się można ułożyć. Zachodzące procesy miały jednak charakter obiektywny, niezależny od przekonań poszczególnych osób, były zdeterminowane przez zaistniały układ sił: społeczeństwo dążące do emancypacji, zniesienia pęt totalitaryzmu, wyrażające to dążenie przez „Solidarność” kontra władza reprezentująca system totalitarny i broniąca jego trwania. Słowa Wałęsy: „Konfrontacja jest nieunikniona i ona będzie”, wypowiedziane w Radomiu, świadczyły nie tyle o jego radykalizacji, ile były wyrazem zrozumienia przez niego natury zachodzących zjawisk. Układ niestabilnej równowagi nie mógł dłużej trwać, nie zadowalał żadnej ze stron, obie musiały dążyć do jego zmiany na swoją korzyść. Ocena układu sił, tzn. przede wszystkim wzięcie pod uwagę interesu ZSRR i jego możliwości egzekwowania tego interesu, kazały wątpić w zwycięstwo „Solidarności”, tj. w możliwość zaistnienia w Polsce systemu demokracji parlamentarnej. Uzasadnianie konieczności tego co zaistniało nie jest jednak zbyt płodne, zatem nie będę kontynuował tego wątku.

Pojawia się pytanie, co dalej, jak będzie wyglądała przyszłość? Jak się w niej znaleźć? Podstaw do optymizmu nie ma, wiara w kontynuację procesu „odnowy”, realizację idei porozumienia narodowego i samorządność, która mimo iż narzucona odgórnie, będzie prawdziwa samorządnością itp. jest wiara ze wszech miar naiwną. Demokracja nie jest sprawa deklaracji, nie może być demokracji tam, gdzie nie ma instytucji demokratycznych. Wystarczy pobieżny kontakt z prasą, radiem czy telewizją, aby w pełni zdać sobie sprawę z tego, co nas czeka. Straszy widmo socjalistycznego wychowania społeczeństwa, gdy mowa o rozchwianiu poglądów, błądzeniu i ideowym zagubieniu, konieczności przywracania pryncypiów itd. Agresywna propaganda i indoktrynacja, zalew fałszu i zakłamania, życia w nierzeczywistości. Spacyfikowanie życia społecznego, tłumienie wszelkich niezależnych inicjatyw i form samorządności. Grozi nam pogłębienie się poczucia przygnębienia, braku wiary w możliwość zmian, niemożności. Atrofia i atomizacja życia społecznego jest celem i warunkiem istnienia systemu totalitarnego. Toteż jeśli groźba ta spełni się, to rak komunistycznego totalitaryzmu będzie postępował. Społeczeństwo jest jednak teraz nieporównanie bardziej świadome. Wielu z tych, którzy do niedawna żywili złudzenia co do charakteru systemu, w którym żyjemy, zdaje sobie teraz sprawę z w pełni z jego istoty. Odkrycie prawdziwego oblicza systemu przed tymi, którzy go dotychczas nie dostrzegali (pozostawmy tych, którzy dostrzegać go nie chcą) jest osiągnięciem, którego nie można nie docenić. Ta nowa świadomość społeczna stanowi źródło nadziei na przyszłość. Jednakże jej utrzymanie wymaga nieustannego wysiłku. W ciągu najbliższych lat nie zaistnieją najprawdopodobniej możliwości radykalnej zmiany systemu, co nie oznacza, że nie będą targać nim periodyczne wstrząsy. Nie można się zatem nastawić na poszerzenie drogi z okresu posierpniowego z założeniem uniknięcia popełnionych błędów lecz trzeba szukać nowej strategii. Przegrana nie była bowiem wynikiem tych czy innych błędów, jak np. „sprawa bydgoska” ale następstwem układu sił.

Program minimum zakładałby przede wszystkim utrwalenie świadomości posierpniowej, przeciwdziałanie nastrojom apatii, zniechęcenia i uciekania w prywatność. Po romantycznym zrywie przychodzi kolej na pozytywistyczną prace u podstaw. Nie wolno jej nie doceniać, stanowi ona bowiem warunek wykorzystania przyszłych okazji.

Proponuje przede wszystkim bierny opór wobec systemu, mam tu na myśli jednak nie sferę gospodarczą, gdyż naród musi żyć i przeżyć, lecz sferę ideologiczną. Chodzi o nie poddawanie się konwencji narzuconej przez system, o niewłączanie się w jego krwioobieg tam, gdzie nie jest to konieczne. Postuluje całkowity bojkot form aktywności, które władza usiłuje nam narzucić. Tworzymy życie obok życia, życie prawdziwe, niezakłamane, wypełnione autentycznymi wartościami w przeciwieństwie do życia „oficjalnego”, pełnego zakłamania i fałszu. Ignorujemy pochody, manifestacje, uroczystości, wiece i czyny. Uczestnictwo jest zawsze forma poparcia, nie uczestnicząc wyrazimy w dostępnej wszystkim formie brak akceptacji. Trzeba zwiększać poczucie wyobcowania władzy. Nie udzielać żadnego poparcia jej instytucjom i organizacjom, niech działa w jak największej próżni społecznej.

Nie można dać się władzy przekupić, szeroko pojęta korupcja jest jej najsilniejszą bronią. Ileż to osób w zamian za to że rodzina i znajomi zobaczą ja w telewizji, usłyszą ich głos w radiu lub przeczytają kilka wypowiedzianych zdań w prasie, gotowa jest powiedzieć wszystko, czego się od nich oczekuje. Jak mało często potrzeba aby pozyskać człowieka dla swoich celów, uczynić go narzędziem propagandy. Oczywiście karierowicze byli zawsze i wszędzie, jednakże miniony okres dowiódł, że ludzie zdolni są do przewartościowań, do porzucenia kierunku drobnych korzyści. Nie bierzemy od władzy, gdyż biorąc dajemy jej swoje poparcie i jednocześnie uzależniamy się od niej. Druga rzeczą, którą możemy powszechnie czynić, to reaktywowanie niezależnych struktur społecznych. W formie instytucjonalnej jest to na razie niemożliwe, lecz można tworzyć grupy półkonspiracyjne, związki nieformalne oparte na szerokich kręgach towarzyskich, organizowane w zakładach pracy i miejscach zamieszkania. Chodzi o wymianę informacji, kolportaż prasy i książek, o zdobywanie i przekazywanie wiedzy niedostępnej w źródłach oficjalnych. Konieczna jest integracja społeczna, jej brak bowiem prowadził do ubezwłasnowolnienia społeczeństwa pozbawiając go jakiejkolwiek możliwości oddziaływania na bieg wypadków.

Jest to program minimum, adresowany do jak najszerszych kręgów społeczeństwa (nie mówimy tu o formach działalności jakie powinny podjąć wykształcone po Sierpniu elity polityczne - tworzenie w konspiracji kadrowych partii politycznych i ich krajowej oraz zagranicznej reprezentacji - red.), jego realizacja pozwoli przygotować się na nadejście kolejnego momentu przełomowego, który musi nastąpić, gdyż prowadzi doń nieefektywność społeczno-gospodarcza systemu.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: