2. OBSERWATOR - ZSRR A KOMUNO-FASZYSTOWSKI ZAMACH STANU W PRL

Obserwator

Ani władze ZSRR, ani rząd Gierka, Jaruzelskiego i Jabłońskiego nie brał pod uwagę możliwości, która stała się faktem w sierpniu 1980 roku - nagłego spotęgowania się protestu społecznego z powodu ruiny gospodarczej kraju, protestu, który w ciągu kilka miesięcy zachwiał całym systemem społecznym i ZSRR-owski władaniem Polską.

W czasie negocjacji teherańskich i jałtańskich ustalono, bez udziału jakichkolwiek przedstawicieli społeczeństwa polskiego, iż Polska znajduje się razem z kilkoma innymi państwami Europy Środkowej w sferze wpływów militarnych ZSRR, jednakże z uznaniem prawa do organizacji życia wewnętrznego zgodnie z zasadami demokracji parlamentarnej.

W Polsce lat 1945-1948, a w Czechosłowacji w roku 1948 ustalenia te zostały pogwałcone. Dzisiejsze oświadczenie niektórych przedstawiciel rządu Stanów Zjednoczonych, iż ZSRR złamał porozumienia jałtańskie są jak najbardziej słuszne i sprawiedliwe.

Wydarzeniem zupełnie nieprzewidzianym ani w Warszawie, ani w Moskwie, ani w Waszyngtonie, Londynie czy Paryżu - stało się powstanie w Polsce ruchu związkowego. Jego utworzenie było z jednej strony wynikiem fali rozgoryczenia załamaniem gospodarki polskiej, z drugiej zaś pozostawało w ścisłym związku z działalnością środowisk kontestacji socjalistycznej i niepodległościowej (KSS KOR, KPN, ROBCIO i inne), przypominających społeczeństwu polskiemu o jego historii, tradycji i prawach.

W robotniczej „Solidarności” znalazło się 9,5 mln członków. Dodając do tego „Solidarność Rolników Indywidualnych” i inne ugrupowania trzeba stwierdzić, iż ruch odrodzenia narodowego „Solidarność” objął w latach 1980-1981 około 13 mln Polaków. Ruch ten był z natury rzeczy bardzo zróżnicowany. Były w nim robotnicze elementy radykalne (głównie na Górnym Śląsku), żądające przemian politycznych i gospodarczych w tempie szybszym, niż życzyło sobie kierownictwo Związku z Lechem Wałęsą, zwolennikiem rozwiązań negocjacyjnych i z tego powodu kontestowanym przez znaczną część klasy robotniczej aż do tragicznej nocy 12/13 grudnia. Były w nim też i to w większości elementy nastawione na negocjacje i ustalenie systemu władzy dającego partii (z powodów geopolitycznych) prawo współdecydowania o losach kraju, przede wszystkim w zakresie stosunków międzynarodowych.

Jednakże na pograniczu „Solidarności”, w częściowym porozumieniu z DiPem i kołami katolickimi, wytworzył się ruch intelektualistów i tzw. środowisk opiniotwórczych zmierzający do bezpośredniego porozumienia z Moskwą bez udziału PZPR. Chodziło o to by zrealizować w pełni układ jałtański: Polska w obrębie wpływów strategicznych ZSRR ale władna swobodnie regulować zasady życia politycznego wewnątrz kraju. Była to koncepcja zapewne bardzo groźna dla tzw. nomenklatury partyjnej PRL. Prawdopodobnie to poczucie zagrożenia legło u podstaw planu zamachu stanu i wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.
Wydaje się prawdopodobne, iż plan zamachu był przygotowywany od końca marca 1981r., kiedy to „Solidarność” w imieniu troski o uniknięcie katastrofy jaką byłaby grożąca rzekomo interwencja radziecka - zrezygnowała z przygotowywanego i mającego duże szanse powodzenia strajku powszechnego.

Jak wiadomo żadne większe ruchy oddziałów Wojska Polskiego nie są możliwe bez uprzedniej zgody dowództwa Paktu Warszawskiego. Przez wiele miesięcy schyłku roku 1980 i początku roku 1981 tworzono pozory przygotowań do jawnej interwencji Armii Czerwonej w Polsce. Interwencja taka byłaby wydarzeniem zmieniającym zasadniczo stan stosunków Wschód-Zachód. Zdzisław Rurarz, do niedawna ambasador w Japonii, ma niewątpliwie racje twierdząc, że przygotowania radzieckie miały charakter pozeracji uzgodnionej z gen. Jaruzelskim. Plan zasadniczy rozwiązania kwestii polskiej polegał na przygotowaniu operacji militarnego uderzenia wewnątrz kraju. Plan ten miał charakter bezprecedensowy, a po doświadczeniach Węgier 1956 r. i Czechosłowacji 1968 r. nie był przez nikogo brany pod uwagę.

Zasady operacji musiały być bezspornie ustalone ostatecznie w maju lub czerwcu 1981 roku. Działania „Solidarności” po tej dacie mogły co najmniej wpłynąć na przyspieszenie lub opóźnienie godziny „W”. Samo uderzenie było jednak nieuchronne, operacja uzgodniona z niektórymi kołami w Moskwie, choć Warszawa - być może zadecydowała sama o dziennej dacie akcji. Kierownictwo radzieckie (z ograniczeniami, o których mowa niżej) dało zgodę na wojskowy zamach stanu, inaczej nie byłby on w ogóle możliwy. Junta wojskowa Jaruzelskiego przygotowała precyzyjnie plan zniszczenia „Solidarności”, tym łatwiejszy do wykonania, iż Związek nie miał żadnego realnego planu obrony czynnej przed gwałtem władzy.

Czy ZSRR musiał podjąć działania zmierzające do zniszczenia ruchu „Solidarność” w Polsce? Trzeba pamiętać, iż w całej historii nowożytnej Rosji i ZSRR nie było nigdy sytuacji, w której wśród grupy rządzącej tego państwa panowałaby pełna zgoda co do zasad dzialania politycznego w sferze międzynarodowej. Politolog radziecki Michaił Wozlenskij, przez wiele lat ekspert radzieckiego MSZ, zaś od 1971 r. dysydent i mieszkający na Zachodzie naukowiec, wykazał to w swojej słynnej książce „Nomenklatura w ZSRR”, ponad wszelką wątpliwość. Sprawą zasadniczą jest fakt, iż starcze zidiocenie części aparatu władzy uniemożliwia mu reorientację polityki zagranicznej w zgodzie z interesami społeczeństwa i rzeczywistymi interesami państwa. Przykład powojennych dziejów Imperium Brytyjskiego, które wyrzekło się m.in. dawnej „perły korony” - Indii, lub Francji, która zrezygnowała z panowania militarnego w koloniach aby tym bardziej umocnić tam wpływy gospodarcze i polityczne, do władców na Kremlu nie przemawiają.

Wydaje się prawdopodobne, iż plan zamachu w Polsce narodził się w sferze „porozumienia poziomego” między czarnosecińskim i reakcyjnym zespołem generalicji polskiej a dowództwem radzieckim Paktu Warszawskiego. Nie bez znaczenia jest fakt obecności w Polsce w trakcie pierwszych dni operacji marszałka Kulikowa, co stwierdził wywiad amerykański. Być może Leonid Breżniew dowiedział się o rozpoczęciu akcji dopiero w dniu 13 grudnia. Jest również możliwe, że działania w Polsce mają m.in. na celu zgromadzenie doświadczeń umożliwiających - po nieodległej śmierci Breżniewa - marszałkom radzieckim sięgnięcie po całkowita władzę w państwie radzieckim, z usunięciem na bok partii komunistycznej.

Jeżeli sprawy na prawdę tak wyglądają, sytuacja jest groźna. Są bowiem przesłanki do prognozy, że wojskowe sfery Paktu Warszawskiego, rozumiejąc, iż czas działa na ich niekorzyść, zdecydowały się już na trzecią wojnę światową, łudząc się, iż wygrają ją jeśli nie totalnie, to przynajmniej częściowo, opanowując Europę Zachodnią.

Układ jałtański określa nadal sytuację polityczną i militarną w Europie. Nie należy wszelako lekceważyć faktu, iż po 13 grudnia w znaczących środowiskach opiniotwórczych Stanów Zjednoczonych i Francji pojawiły się opinie, iż postanowienia Teheranu i Jałty zostały tak dalece pogwałcone przez ZSRR, iż nie mogą być nadal wyznacznikiem polityki Zachodu. Realnie biorąc dla Polski niewiele to znaczy, może jednak znaczyć dużo dla Europy w latach następnych.

W polityce wobec Polski Moskwa ma aktualnie dwie możliwości postępowania: linia realizowana obecnie, polegająca na popieraniu junty Jaruzelskiego, przy pogodzeniu się z totalnym załamaniem gospodarki polskiej, wyniszczeniem ludności, a może nawet (bo i takie supozycje są brane pod uwagę) planowym ludobójstwem części mieszkańców PRL. Taki rozwój sytuacji prowokowałby bez wątpienia coraz poważniejsze w swych konsekwencjach sankcje ekonomiczne Zachodu (w scenariuszu zamachu stanu w PRL reakcja prezydenta Reagana i innych przywódców Zachodu nie była, jak się zdaje, wzięta w pełni pod uwagę). Druga możliwość to likwidacja drogą nacisku politycznego dyktatury wojskowej w Polsce, powrót do negocjacji z rzeczywistą reprezentacją społeczeństwa („Solidarność” w dawnym składzie kierowniczym, Kościół, grupy reformatorskie w rodzaju DiP itp), ustalenie nowej formuły współistnienia PRL i ZSRR, polegającej na pozostawieniu Polsce prawa kształtowania swych stosunków wewnętrznych w zamian za pełną lojalność wobec ZSRR w sferze zobowiązań strategicznych.

Ten drugi wariant ma jednak niedogodne dla ZSRR i partyjnej nomenklatury w Polsce strony. Choć na dłuższą metę zapewniłby on spokój rzeczywisty w PRL i ZSRR, realny udział Polski w świadczeniach na rzecz Paktu Warszawskiego, co wymagałoby totalnej przebudowy bloku radzieckiego, przekształcającej ten system w podobny do struktury Paktu Atlantyckiego.

Rzeczywistym przeciwnikiem podobnej ewolucji są sfery wojskowe oraz tzw. nomenklatura wszystkich państw komunistycznych. Swoistą tragedią państwa radzieckiego jest bowiem fakt, iż przywódcy tego mocarstwa nie widzą możliwości ewolucji swego systemu w sposób zapewniający jego większą efektywność za cenę pewnego ograniczenia przywilejów grupy rządzącej tj. nomenklatury. Egoistyczne interesy grupowe nomenklatury biorą górę nad rzeczywistą racją stanu. To właśnie jest przyczyną wojskowego zamachu stanu w Polsce, to właśnie jest podstawą polityki radzieckiej, która przy pozbawieniu swego społeczeństwa dostępu do jakiejkolwiek obiektywnej informacji, żerując na emocjach nacjonalistycznych, może utrzymać fikcję „obrony interesów państwowych”, szantażując świat możliwością ataku nuklearnego na zbyt oporne kraje Europy, Ameryki czy Azji. Szczęściem dla tego świata jest posiadanie przez demokratyczny Zachód środków odwetu nuklearnego przewyższającego potencjał zbrojny ZSRR.

Rozwiązanie kryzysu polskiego nie wydaje się ani łatwe, ani prędkie. Siły sprawujące realna władzę, tj. WRON - bo na pewno nie partia - nie mają oczywiście w sferze swoich planów rozwiązania typu politycznego. Nieszczęście polega na tym, iż na Kremlu czynniki wojskowe także zyskują przewagę nad politycznymi, co może w przyszłości przerodzić się w monopol decyzji, okryty jedynie „liściem figowym” formalnego pozostawienia przy życiu partii.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem kryzysu polskiego może być właśnie brak wyraźnego rozwiązania i utrzymywanie głównych elementów stanu wojennego w nieskończoność. Moskwa i Warszawa będą zapewne unikały wzmożenia represji z uwagi na możliwość retorsji politycznych i gospodarczych Zachodu. Nie będą jednakże dokonywały również żadnych posunięć normalizacyjno-liberalizacyjnych, licząc na zapomnienie z czasem sprawy polskiej na Zachodzie. Odcięcie PRL od kontaktów z wolnym światem może być utrzymane jeszcze przez długie lata.

Skutki tego dla gospodarki polskiej będą bardzo ciężkie. Utrzymywana w warunkach sui generis gospodarki wojennej PRL nie odzyska w dającej się przewidzieć przyszłości swojej zdolności produkcyjnej nawet z kryzysowego już przecież roku 1979. Decydenci w Moskwie i Warszawie postanowili raczej wyraźnie na długotrwałe sparaliżowanie Polski, aniżeli na ewolucję jej systemu w zgodzie z oczekiwaniami większości społeczeństwa. Przypuszczenie, iż w warunkach stanu wojennego można realizować jakąkolwiek reformę gospodarczą przypomina supozycję, iż po skuci kajdankami rąk i nóg zawodnik może przeskoczyć poprzeczkę na wysokości 220 cm. Ogólne skutki operacji „stan wojenny” okażą się zapewne równe skutkom przegranej wojny, a koszt tej akcji będzie porównywalny zapewne tylko z kosztem Kampanii Wrześniowej 1939 roku.

Dalsze posunięcia ZSRR wobec Polski trudne są do przewidzenia. Cała akcja 13 grudnia nie ma normalnej kontynuacji jakiej należało by się spodziewać po dobrze przygotowanym zamachu stanu. W ciągu trzech tygodni od dnia zamachu nie nastąpiły żadne działania normalizacyjne. Obserwujemy sytuację, której istotne elementy są wciąż nie znane. Wszystko da się logicznie wytłumaczyć tylko przy jednym makabrycznym założeniu, że pacyfikacja Polski jest ważnym etapem zdecydowanej już trzeciej wojny światowej. Jeżeli nie ... analiza politologiczna obecnej sytuacji traci sens. Trzeba wtedy przyjąć, iż nikt spośród rzeczywistych decydentów nie pomyślał z góry o jakimkolwiek wyjściu z wytworzonej sytuacji, to dalszy jej rozwój opierać się będzie już na zupełnym przypadku.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: