ARMENIA ODDAJE SEKTOR ENERGETYCZNY za tańszy gaz z Rosji

Przywódcy Armenii podjęli kontrowersyjną decyzję o oddaniu Rosji kolejnych zasobów energetycznych w zamian za uniknięcie w najbliższej przyszłości podwojenia ceny kupowanego rosyjskiego gazu. Gazprom przejmie kontrolę nad wielką armeńską elektrownią, i być może obejmie też pakiet kontrolny projektowanego gazociągu Iran-Armenia.

Przedstawiciele Gazpromu ogłosili obie umowy 6 kwietnia, po czterech miesiącach tajnych negocjacji między rządami Rosji i Armenii. Władze armeńskie potwierdziły jedynie transakcję dotyczącą elektrowni. 7 kwietnia minister energii Armen Mowsisjan zapewnił, że prawa do gazociągu nie będę nikomu oddane, podkreślając, że nawet nie zakończono jeszcze budowy tego szlaku. Jeśli obie umowy staną się faktem, da to Moskwie tak silną pozycję w energetycznym sektorze Armenii, że postawi to pod znakiem zapytania przejawiane ostatnio przez Erewań chęci zmniejszenia ekonomicznej zależności od Rosji. W końcu głównym strategicznym powodem, którym przywódcy Armenii uzasadniali budowę gazociągu z Iranu miało być przełamanie rosyjskiego monopolu na rynku dostaw gazu.

Rosyjsko-armeńskie rozmowy uległy przyspieszeniu, kiedy pod koniec 2005 Gazprom zapowiedział drastyczną podwyżkę ceny gazu eksportowanego do kilku postsowieckich republik, m.in. Armenii. Koncern miał zażądać od Ormian 110 dolarów za 1000 metrów sześciennych gazu - podczas gdy obecna cena to 56 dolarów. Rosyjski gaz to źródło blisko 40% wytwarzanej w Armenii energii i jest głównym źródłem ogrzewania setek tysięcy ormiańskich mieszkań. Nic więc dziwnego, że władze Armenii prosiły Rosjan o rewizję decyzji o podwyżce. Prezydent Robert Koczarian jeździł do Rosji dwa razy w ciągu mniej niż dwóch miesięcy, aby rozmawiać na ten temat z Putinem. Przedstawiciele Gazpromu dali jasno do zrozumienia, że podwyżka może być raz jeszcze rozpatrzona, jeśli rząd Armenii odda więcej elementów swego sektora energetycznego. Kiedy premier Armenii Andranik Markarian publicznie wykluczył taką możliwość w styczniu, wydawało się, że podwyżka jest nieunikniona. 10 marca urząd regulacji cen nośników energii pozwolił państwowemu koncernowi gazowemu podnieść ceny detaliczne sprzedawanego na rynku surowca: o 52% dla klientów indywidualnych i 80% dla odbiorców przemysłowych. Wspomniana wyżej umowa rosyjsko-armeńska była więc dużą niespodzianką.

Z oświadczenia rządu Armenii wynika, że Gazprom otrzyma prawa własności do wielkiej, choć wciąż jeszcze rozbudowywanej, elektrowni przetwarzającej gaz w mieście Hrazdań. W zamian rosyjski koncern dostarczy Armenii za darmo gaz wartości 189 mln dolarów. Gazprom dopłaci dodatkowo 60 mln dolarów w gotówce, i obiecał zainwestować co najmniej 150 mln dolarów w ukończenie budowy elektrowni. "Ta propozycja, bardzo długo dyskutowana, jest całkiem atrakcyjna zarówno pod względem ekonomicznym, jak i energetycznym. Nie możemy jej odrzucić"- powiedział Mowsisjan. Broniąc kontrowersyjnej umowy Koczarian i Mowsisjan podkreślali fakt, że ormiańskie rodziny będą płaciły równowartość 14 centów amerykańskich (65 dram) za metr sześcienny gazu, zamiast zapowiadanych 90 dram, do końca 2008. Koczarian zasugerował też, że transakcja pobudzi gospodarkę w kraju.

Teraz uwaga wszystkich koncentruje się na kwestii gazociągu. W swoim pierwszym oświadczeniu z 6 kwietnia Gazprom stwierdził, że będzie kontrolował linię łączącą Armenię z Iranem, której ma zacząć działać na początku 2007. Kiedy armeńscy urzędnicy temu zaprzeczyli, Gazprom poprawił tekst oświadczenia. Nowa wersja nie zawiera żadnych wzmianek o gazociągu, mówiąc w zamian o niesprecyzowanych "instalacjach gazowego sektora Armenii". Rosyjskie media przejęcie gazociągu uważają jednak za pewnik. "Kommiersant" napisał 7 kwietnia, że Gazprom może być teraz pewny, że Iran nie będzie reeksportował jego gazu do Gruzji i innych państw postsowieckich via Armenia. Co gorsza dla Teheranu, rząd armeński wycofał się z obietnicy, potwierdzanej jeszcze w grudniu przez Mowsisjana, że to państwowa firma irańska ukończy budowę elektrowni w Hrazdaniu. Armenia miała spłacić wielkie irańskie inwestycje energią wytworzoną w elektrowni. Miał to być przejaw dążeń do dywersyfikacji źródeł energii. Rosyjskie koncerny już kontrolują największą elektrociepłownię w Armenii, również ulokowaną w Hrazdaniu, kilka hydroelektrowni, jak też sieci dystrybucji gazu i energii elektrycznej. Na dodatek Rosja zarządza finansami elektrowni atomowej w Metsamor.

Liderzy ormiańskiej opozycji i niezależni obserwatorzy twierdzą, że takie zakończenie rosyjsko-armeńskiego sporu gazowego uczyni Armenię jeszcze bardziej zależną od Rosji, zarówno politycznie, jak i ekonomicznie. "Ta umowa przyspieszy proces transformacji Armenii w rosyjską prowincję"- powiedział w prasowym wywiadzie Smbat Ajwazjan z prozachodniej partii Hanrapetutiun. Koczarian odrzucił taką krytykę w telewizyjnym wystąpieniu, argumentując m.in., że zachodni giganci energetyczni wciąż nie wykazują zainteresowania energetycznym sektorem Armenii. "Nie znam żadnej europejskiej czy amerykańskiej propozycji dotyczącej naszej energetyki". Decyzja Koczariana o przyjęciu warunków rosyjskich była tym bardziej niespodziewana, że w ostatnim czasie politycy w Armenii chętnie szermowali antyrosyjską retoryką, podobnie jak lojalne wobec prezydenta stacje telewizyjne. Szczególnie irytowało Ormian to, że ich kraj, jeden z najpewniejszych sojuszników Rosji wśród państw postsowieckich, ma płacić taką samą cenę za gaz, jak sąsiednia prozachodnia Gruzja. Koordynowana przez prezydenta medialna kampania PR była elementem negocjacyjnej taktyki.

"Bezpieczeństwo energetyczne" Armenii stało się w ostatnim czasie priorytetem dla USA. Daniel Fried i Matthew Bryza z Departamentu Stanu na tym problemie koncentrowali się podczas dwóch wizyt w Erewaniu w marcu. Podkreślając wagę dywersyfikacji dostaw energii do Armenii, obaj dyplomaci publicznie wyrażali niezadowolenie z powodu energetycznej współpracy Armenii z Iranem. Z tego powodu Waszyngton niekoniecznie musi być niezadowolony z umowy administracji Koczariana z Gazpromem. Jak powiedział Bryza, "Armenia ma długie i pozytywne doświadczenia ze współpracy z rosyjskimi dostawcami gazu i to należy kontynuować".

Źródło: Emil Danielyan, Eurasianet z 10 kwietnia 2006 roku.

Archiwum ABCNET 2002-2010: