ROZSZERZENIE SOJUSZU PÓŁNOCNOATLANTYCKIEGO

Ewolucja sytuacji politycznej w Europie lat 1990-tych a zachodnia strategia "opóźniania rozszerzania"1)

Koniec systemu bezpieczeństwa opartego o dominację dwóch supermocarstw

Historycy często twierdzą, iż wiek XIX rozpoczęty Kongresem Wiedeńskim w 1815 r., skończył się w 1914 r. wraz z zamachem w Sarajewie.2) Następny układ sił w polityce międzynarodowej - System Wersalski - trwał znacznie krócej, zbyt wielu miał bowiem potężnych wrogów. Zastąpił go - w skali europejskiej i globalnej - układ charakteryzujący się dominacją dwóch równoważących się supermocarstw. Możnaby go nazwać Systemem Jałtańskim. Wydawało się, że tak będzie trwać wiecznie, lub nastąpi nuklearna zagłada naszej planety, aż nagle, jedno z supermocarstw - Stany Zjednoczone Ameryki Północnej uzyskało przewagę, lub dokładniej odniosło druzgocące zwycięstwo nad przeciwnikiem - Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. U.S.A. dokonały tego metodami pokojowymi, lecz efekt był taki, jakby wygranej wojny bez katastrofalnych zniszczeń. Samozagłada została nam oszczędzona.3)
Dla dyplomacji, było to, tak jakby potężne trzęsienie ziemi, ze wciąż trwającym jeszcze - do tej pory - “okresem powstrząsowym” (aftershakes). Dość szybko pojawiły się - tu i ówdzie na Zachodzie - tendencje do idealizacji “dwubiegunowej”, historycznej już przeszłości.
Alain Besançon w następujący sposób scharakteryzował Zachód pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych w jego stosunkach z Rosją:

“...Nie jest tajemnicą, że dyplomacja zachodnia obawia się radykalnych zmian. Jest zanadto ostrożna i w gruncie rzeczy dość konserwatywna. Wolałaby mieć zapewne jednego rozmówcę z tamtej strony i nie tracić czasu na negocjacje z przedstawicielami państw bałtyckich, Zakaukazia czy Ukrainy. Pod tym względem niewiele się zmieniło...

(Sielski - Ośrodek Studiów Wschodnich:) - Politykę zagraniczną F/ederacji/ R/osyjskiej/ w latach 1991-1992 cechowała pewna otwartość i chęć współpracy z Zachodem. Sytuacja uległa jednak zmianie w roku 1993. Rosjanie nie są skłonni już do ustępstw. Wydaje się, że Zachód mógł osiągnąć więcej niż osiągnął....

- Przyczyniła się do tego inercja zachodniej dyplomacji, która zbyt długo trwała w niczym nie uzasadnionej wierze, że nowa Rosja wyrzeknie się ambicji imperialnych i zdecyduje się na demokratyczne przemiany. Dopiero od niedawna Zachód zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że o demokracji w Rosji lepiej nie mówić i że pewna część jej celów imperialnych cieszy się poparciem społeczeństwa FR...”4)

"Nieprzewidywalność” rozwoju sytuacji w owej wielkiej niewiadomej, którą jest wciąż Rosja,5) skłoniła wreszcie Zachód do radykalnego kroku, jakim było rozszerzenie podstawowej struktury obronnej Zachodu, Sojuszu Północnoatlantyckiego (North Atlantic Treaty Organization) na Wschód. Symboliczne “rozszerzenie”, o tylko jedno najbardziej pro-zachodnie państwo kandydackie, byłoby klęską Zachodu, przyznaniem się do braku politycznej woli wzięcia odpowiedzialności za losy świata. Umocniłoby to w samej Rosji tendencje skrajne. Tymczasem były kręgi polityczne w świecie zachodnim, które twierdziły z niezmąconym spokojem nie tak dawno coś wprost przeciwnego (vide: zawsze liczne artykuły w tej konwencji w: “The New York Times”): że, to właśnie “rozszerzenie”, wzmocni w Rosji tamtejszych nacjonalistów i komunistów. Jeśli jednak tak się stało - wbrew opinii m.in. poważnej grupy eks-sowietologów, interpretujących rzeczywistość w nie tak odległej jeszcze przeszłości, według kolejności miejsca na trybunie pierwszomajowej w Moskwie - należy mieć całkowitą świadomość, że było to zerwanie z dotychczasową inercją, ową specyficzną cechą powojennej zachodniej dyplomacji, prawdziwym przełomem - także w traktowaniu samej Rosji, przez Zachód. W istocie było to wyciągnięcie dłoni przez Zachód wobec Rosji na skalę słynnych (bezzwrotnych) “pożyczek zbożowych”, które Stany Zjednoczone zaofiarowały szeregu państwom Europy po I Wojnie Światowej (np. Polsce czy Finlandii), na skalę Planu Marshall´a po II Wojnie Światowej, z którego skorzystała - wobec oporu Stalina - tylko połowa chętnych. W dłuższej perspektywie czasowej, na rozszerzeniu NATO, najbardziej skorzysta Rosja, byłe supermocarstwo, które nie wie obecnie w polityce światowej, co ze sobą zrobić. Ale także na “rozszerzeniu” skorzysta rosyjskie społeczeństwo, o ile zechce zaistnieć wreszcie w pełni, wedle najlepszych zachodnich wzorców, jako polityczny podmiot. Poza oczywistym prawem każdego państwa, każdej społeczności do własnej obrony, rozszerzenie Sojuszu na Wschód, jest więc próbą pomocy, także wobec Rosji, a nie tylko wobec eks-satelitów b. Z.S.R.R., w budowaniu społeczeństw demokratycznych na tych dziewiczych - pod tym względem - terenach.

Coś może się zmienić. Być może, dla wielu następujące stwierdzenie wydać może się szokiem: dotychczas, przed 1989 r. - jak mówi Besançon - “...głównym celem polityki państw zachodnich, wobec ZSRR było utrzymanie przy życiu systemu komunistycznego, tak długo, jak to tylko możliwe...” 6) Obecnie priorytetem jest Rosja Jelcyna - cokolwiek miałoby to oznaczać, choć na pewno nie jest to państwo ani w pełni demokratyczne, ani w pełni - jeśli w ogóle - samorządne i nie jest to także państwo prawa; tak jak przedtem priorytetem dla Zachodu była Rosja Gorbaczowa, Breżniewa, Stalina... a jutro może nim być Rosja Liebiedia lub Żiuganowa. Zachód nie chce działać z zaskoczenia; wszelkie przewidywane zmiany są starannie zapowiadane, po sondowaniu i modelowym projektowaniu ewentualnych reakcji rosyjskich. Najlepiej byłoby, gdyby Rosja poczuła, że zmiany zapowiadane długo i cierpliwie przez Zachód, są w jej własnym interesie. Rezygnacja z mocarstwowości i traktowanie państw powstałych z rozpadu Z.S.R.R. przez Rosję w ten sam sposób, jak pozostałe państwa Europy, oto warunki sine qua non dla partnerskich stosunków społeczności międzynarodowej z Rosją,7) której być może jeszcze nie ma. Czy będzie? Jak szybko będzie? Dużą rolę w tworzeniu się “nowej” jakości Rosji, odegrać może proces rozszerzania się NATO na Wschód.

Kręgi polityczne Zachodu częstokroć, jeśli nie z nostalgią to jednak z bliżej nie definiowalnym żalem wypowiadały się jeszcze nie tak dawno o przynajmniej w ich odczuciu - łatwiejszym okresie w polityce międzynarodowej - tym sprzed 1989 r. Pewien zaniepokojony czytelnik w U.S.A., pisząc do redakcji polskojęzycznego dziennika w Stanach Zjednoczonych w następujący sposób przyjął pojawienie się na firmamencie politycznym Waszyngtonu p. Strobe Talbott´a, niegdyś europejskiego korespondenta tygodnika “Time”, a później Zastępcę Sekretarza Stanu U.S.A.: ”Pozwolę sobie przesłać odpis fragmentu niewysłanego listu z września 1990 roku:

“Zmęczenie spowodowane sprawami Europy Środkowo-Wschodniej przejawia się coraz dobitniej. Wyraża się ono wcale nie w dwuznacznych wypowiedziach Strobe Talbotta na łamach magazynu “Time” z dnia 20 sierpnia 1990 r., w artykule “Sorry to See the Cold War Go” /”Przykro patrzeć, że “Zimna Wojna” musi zniknąć” - AJW/. W żalu za przeminionym okresem zimnej wojny przypomina autor wypowiedź Eagleburgera (ówczesny Zastępca Sekretarza Stanu w Administracji Prezydenta Busha - A.J.W.) o “bałkanizacji” Europy, opinię prezydenta (ówczesnego) Busha o “braku stabilizacji i niemożności przewidywania” wydarzeń w tym rejonie, by wreszcie poddać analizie długą wypowiedź Mearsheimera w jego obszernej publikacji pt. “Back to Future”, a streszczonej w magazynie “Atlantic /Monthly/”. Treść wypowiedzi Mearsheimera - według Talbotta - miała być “poważnie roztrząsana” w Departamencie Stanu, jak i w Białym Domu. Mówi Mearsheimer o przeminionym “dwubiegunowym systemie bezpieczeństwa (od Szczecina do Triestu)8) i pojawieniu się wielobiegunowej Europy” upstrzonej wieloma parami rywalizujących ze sobą państw i zagrażających stabilizacji świata”.

Tyle z notatek z roku 1990.9) O ile autor tych uwag - nazywający Talbott´a “niebezpiecznym politykiem” miałby mieć choć szczyptę racji, należałoby wziąć pod uwagę, że wszelkie realne możliwości powrotu do systemu “dwubiegunowego”, zarówno w polityce globalnej, jak i europejskiej mogłyby być powitane, studiowane i być może zaakceptowane przez pewną część zachodnich kręgów decyzyjnych z nadzwyczajną ochotą. Rzecz w tym, że Rosja przez minionych więcej niż siedem “chudych” lat od 1989 r. wykazała w różny sposób - wielopłaszczyznowo, że nie chce jednak się wzmocnić po szoku pierestrojki (która przez wielu Rosjan wciąż jest traktowana, jako negatywny w swej wymowie “mega-szok” i wszelkie źródło obecnych kłopotów). W paśmie klęsk narodowych, licząc od "Wielkiej Smuty" w XVII w., następną po pierestrojce w opinii wielu Rosjan jest rozszerzenie NATO. W ich percepcji przecież ten właśnie Sojusz nie funkcjonuje, jako środek obrony, ale jako agresywne narzędzie wojny (vide Kosowo i FRJ)

Ewolucja stosunku NATO wobec państw Europy Środkowej i Wschodniej

Rozpoczęty po przełomie 1989 r. proces transformacji NATO, charakteryzował się m.in. wzmocnieniem funkcji politycznych Sojuszu, kosztem dotychczasowych zadań stricte militarnych. Zauważalną stała się tendencja do przekształcenia wewnętrznych i zewnętrznych funkcji Sojuszu i do - niezwykle ostrożnie stopniowanego “otwarcia” na kraje byłego Układu Warszawskiego.

Wraz z postępującą dezintegracją Bloku Wschodniego, jego dotychczasowy zasadniczy przeciwnik - Sojusz Północnoatlantycki (NATO) - Deklaracją Londyńską z lipca 1990 r.10) - zaproponował współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego państwom rozpadającego się Układu Warszawskiego. Deklaracja Londyńska mówiła o “budowaniu partnerskich stosunków”, rozumianych, jako m.in. nawiązywanie kontaktów dyplomatycznych indywidualnie przez te państwa z NATO. Pogłębiony dialog polityczny i następnie rozwój dość ograniczonych wpierw kontaktów wojskowych pomiędzy państwami dotąd przeciwstawnych bloków polityczno-wojskowych, miały stać się następnymi elementami planu zarysowanego w Deklaracji Londyńskiej. Inicjatywa należała od początku do państw NATO, wytwarzając wśród niektórych państw i społeczeństw byłego Układu Warszawskiego dość płonne nadzieje, że otwarta została rzeczywiście furtka do szybkiego uczestnictwa w Sojuszu. Szczególnie bardziej dla społeczeństw, niż dla rządów post-komunistycznych, uwolnionych dopiero co, dość niespodziewanie dla nich samych od niedogodności totalitaryzmu, późniejsza wstrzemięźliwość i ostrożność Zachodu w przedmiocie “rozszerzenia” wydawała się im niepojęta.

Następnym posunięciem państw Sojuszu stało się przyjęcie koncepcji “niepodzielności bezpieczeństwa międzynarodowego” w całej Europie, którą wyraziła Deklaracja Kopenhaska NATO z czerwca 1991 r. Był to swego rodzaju początek przełomu w stosunkach Wschód - Zachód. Wobec państw b. Bloku Wschodniego wyartykułowane zostało w sposób jednoznaczny, nie budzący wątpliwości stanowisko Sojuszu, iż bezpieczeństwo krajów NATO jest nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem wszystkich pozostałych państw europejskich. Wobec zarysowującej się coraz bardziej próżni w sprawach bezpieczeństwa we wschodniej części Starego Kontynentu inicjatywę przejęły Stany Zjednoczone i NATO - podstawowa organizacja bezpieczeństwa państw euroatlantyckich. W jaki jednak sposób - instytucjonalnie - miałoby się wyrażać owe powszechne bezpieczeństwo na naszym kontynencie - definitywna odpowiedź na to pytanie pozostać miała mniej lub więcej kwestią otwartą przez szereg lat, praktycznie - jeśli spojrzymy na to całościowo – niemal, aż do dzisiaj. Wygląda na to, że system bezpieczeństwa nie jest rzeczą raz daną na zawsze, ale raczej na pewno ulega wraz z upływem czasu mniej lub więcej dynamicznym przemianom, będąc wynikiem dyplomatycznej gry sprzecznych czasami, choć częściej zbieżnych interesów.

Stałe, oficjalne kontakty R.P. z NATO zostały zainicjowane przez Ministra Krzysztofa Skubiszewskiego w marcu 1990 r. Specjalne stosunki dyplomatyczne - aczkolwiek Polska, już wcześniej posiadała takowe, oddzielnie z każdym z państw członkowskich - R.P. ustanowiła już w sierpniu 1990 r. W zasadzie wówczas to - ponieważ również inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej bądź to zaczęły poszukiwać przeróżnych form kooperacji z NATO, bądź to w szczególności społeczeństwa tych państw dość jednoznacznie wyrażały wolę wprost wstąpienia swych państw do Sojuszu, ten zmuszony był im odpowiedzieć. Również powstanie NACC stało się swego rodzaju przełomem w procesie “rozszerzenia”, ostatecznym zerwaniem z “bipolarnym” układem “zimnowojennym” sprzed 1989 r. W oparciu o Deklarację Rzymską z listopada 1991 r., miesiąc później powołano Północnoatlantycką Radę Współpracy (NACC), która zinstytucjonalizowała kontakty Sojuszu z państwami byłego Układu Warszawskiego i b. ZSRR, a następnie i z pozostałymi, tzw. neutralnymi państwami europejskimi. NACC prowadzi konsultacje polityczne, w tym w sprawach realizacji porozumień o kontroli zbrojeń i planowania politycznego oraz zajmuje się współpracą w zakresie wymiany informacji i kooperacją w przygotowywaniu operacji pokojowych oraz dziedzin gospodarki dawniej wykorzystywanych w procesie “wyścigu zbrojeń”, zajmując się m.in. problemami konwersji przemysłu zbrojeniowego, itp.

Powołanie w 1991 r. Rady NACC spełniło w pełni swe zadania przez zaledwie kilka lat. Nieco później stało się jasne, że - z punktu widzenia interesów Zachodu, z których naczelnym było i jest utrzymanie szeroko rozumianej stabilizacji politycznej na świecie - NACC nie wytrzymuje próby czasu w zetknięciu się z dynamiką ulegającego gwałtownej dekompozycji i degradacji b. Z.S.R.R. i emancypujących się równie gwałtownie “nowych demokracji” w Europie. Dziś widzimy z łatwością, że NACC wszedł w zakres kompetencji lub nawet wykazywał tendencję do dublowania instytucji pomyślanej, jako organizacja zarówno komplementarna wobec NACC, jak i podnosząca poziom współpracy międzynarodowej na wyższy poziom (OBWE). Następnym więc krokiem na drodze do rozszerzenia wpływów NATO na Wschód stać się miało Partnerstwo dla Pokoju (PdP). Zostało ono przyjęte w czołowych, pro-zachodnich przecież krajach b. Układu Warszawskiego, jako namiastka NATO. Substytut mający za zadanie odwleczenie momentu rzeczywistego “rozszerzenia”. W potocznym odczuciu dyplomatyczno-eksperckiego światka PdP zostało pomyślane, albo lepiej wymyślone przez NATO właśnie po to, aby odsunąć w czasie kłopotliwą datę rozszerzenia Sojuszu. PdP miałoby jednak równocześnie wytwarzać nadzieje w zainteresowanych społeczeństwach. W ten sposób “rozszerzenie” stało się swego rodzaju mitem, odgrywającym zresztą bardzo pozytywną rolę, na długo jeszcze zanim miało szansę stać się faktem.

Konieczność znacznie silniejszego określenia stanowiska Sojuszu wobec poszczególnych państw byłego Układu Warszawskiego zaznaczyła się mniej lub więcej niespodziewanie dla przywódców i elit Zachodu jesienią 1993 r., po antyprezydenckiej próbie puczu w Moskwie.11) Prędko po moskiewskich zawirowaniach, w których polała się krew, brzemiennych cały czas wojną domową - Departament Stanu U.S.A. wystąpił z inicjatywą Partnerstwa dla Pokoju. PdP w swym zamierzeniu był programem współpracy państw NATO z pozostałymi państwami OBWE. Po raz pierwszy ideę tę wysunięto w Travemünde podczas spotkania ministrów obrony państw NATO a następnie szczyt NATO w Brukseli (10 - 11. 01 1994) opracował Dokument Ramowy PdP oraz wystosował zaproszenia do poszczególnych państw do uczestnictwa w Programie.

Przyjęto zasadę, że PdP otwarte jest dla wszystkich państw “obszaru OBWE”, nie izolując Rosji, umożliwiając też współpracę z krajami neutralnymi Europy. PdP przewidywało rozszerzenie NATO, nie precyzując jednak terminów, kryteriów, czy sposobów realizacji tej możliwości. Należy jednak zwrócić uwagę, że Art. 10 Traktatu Waszyngtońskiego - fundamentalnego aktu prawnego z 1949 r. powołującego Sojusz do istnienia - zakłada przyjęcie nowych członków NATO na drodze jednomyślnej decyzji wszystkich dotychczasowych państw członkowskich. Ponieważ w momencie powoływania do życia PdP ujawniły się już wyraziście aspiracje szeregu państw Europy, przeważnie dawnych członków Układu Warszawskiego (ale nie tylko, bo np. także Państw Bałtyckich), powołujący PdP zadecydowali, że poprzez realizację programu Partnerzy mogą zaprezentować swój zamiar i stopień przystosowanie do członkostwa w NATO.

Program umożliwiał uczestnikom - z militarnego punktu widzenia - dostosowanie sprzętu i procedur do obowiązujących w Sojuszu. PdP przewiduje wciąż określoną indywidualizację przedsięwzięć, dając Partnerom możliwość wyznaczenia obszarów współdziałania najpełniej realizujących ich narodowe aspiracje w zakresie spraw obronnych. Zakłada się osiągnięcie z czasem wysokiego poziomu przejrzystości planowania obronnego i budżetów wojskowych, a przede wszystkim wypracowania w poszczególnych krajach partnerskich procedur autentycznej, a nie tylko deklarowanej demokratycznej kontroli nad siłami zbrojnymi. PdP przewiduje konsultacje z państwami NATO na wypadek zagrożenia jednej ze stron (zapis ten jest analogiczny do Art. 4 Traktatu Waszyngtońskiego). Przeciągając w czasie realizację aspiracji członkowskich państw PdP, “16-stka” NATO skutecznie oddziaływuje na nie w kierunku pożądanych z punktu widzenia Sojuszu przemian. Dają się one streścić następująco: ogólna demokratyzacja w danym kraju, w tym rzeczywista cywilna kontrola nad własnymi siłami zbrojnymi. Aspekty czysto wojskowe integracji z NATO, wydają się mieć dla tej organizacji, dopiero następne miejsca w hierarchii. Rodzi to jednak problemy, których rozwiązanie, nie zadowoli wszystkich zainteresowanych: które państwa i jak szybko zostaną w pierwszej kolejności przyjęte do Sojuszu? Jaki będzie status państw, które pozostaną poza Sojuszem po pierwszej fazie jego rozszerzenia? Jak przeprowadzić operację rozszerzenia, aby nie “wpędzić” krajów ewentualnej “szarej strefy”, powstałej po rozszerzeniu w objęcia Rosji, która kiedyś przecież może przezwyciężyć swój wewnętrzny kryzys?

W wyniku decyzji ministerialnego spotkania Rady Północnoatlantyckiej z 1 grudnia, 1994 r. podjęto w następnym roku wstępne prace nad opracowaniem przez NATO “Studium” na temat sposobu, zasad i konsekwencji powiększenia Sojuszu. Tekst dokumentu został ogłoszony w Brukseli w dn. 28.09.1995 r. “Państwa partnerskie” zwróciły się do NATO o indywidualne przedyskutowanie Studium w formule “16 + 1”. W związku z tym w październiku, 1995 r. natowski zespół pod kierunkiem Ambasadora G. von Moltke, Zastępcy Sekretarza Generalnego NATO odwiedził Polskę (podobnie, jak inne państwa ubiegające się o członkostwo w Sojuszu). Nie miał on jednak uprawnień do rokowań. W trakcie wymiany informacji zdefiniowano cele rozszerzenia NATO, jako wzmocnienie bezpieczeństwa w Europie i zredukowanie jednocześnie możliwości niestabilności wojskowej, działanie NATO w organizacji ewentualnych operacji pokojowych w oparciu o mandat ONZ i Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (dawniej K.B.W.E. - powstała, jako stała organizacja w 1975 r., po Konferencji w 1972 r. Helsinkach, przekształcona w OBWE z dniem 01.01.1995 r.) W komunikacie końcowym Rady Północnoatlantyckiej - NAC (5.12.1995), zaproponowano uczestnikom Programu PdP tworzenie indywidualnych planów przekształcania ich sił zbrojnych i struktur obronnych w kierunku osiągnięcia odpowiedniego poziomu “kompatybilności i interoperacyjności” z NATO. Zapowiedziano również możliwość podjęcia konsultacji Kwatery Głównej NATO z zainteresowanymi członkostwem państwami. Miały one miejsce na przestrzeni 1996 r. i były kontynuowane w miarę przybliżania się daty powiększenia Sojuszu.

Rok 1996 przyniósł dalszą aktywizację dyplomatyczną związaną z problemem “rozszerzenia”. Między innymi wywołało to zdecydowaną reakcję państw, które miały podstawy sądzić, że mogłyby być pominięte w “pierwszej transzy”. Tak np. 28.05.1996 r. w Wilnie odbyło się spotkanie prezydentów Litwy, Łotwy i Estonii, po którym została wydana Wspólna Deklaracja dotycząca integracji Państw Bałtyckich z Unią Europejską i NATO. Dokument ten potwierdza niezwykle silne dążenie Państw Bałtyckich do pełnego członkostwa w obu strukturach. Cechą charakterystyczną powyższej Deklaracji, jest położenie w niej nacisku na konieczność zdefiniowania kompletnej listy państw, które mogłyby liczyć na członkostwo w NATO/U.E. raczej, niż na określenie precyzyjnych terminów, dla nielicznych pierwszych szczęśliwców z “pierwszej transzy”.

Problem zapewnienia bezpieczeństwa militarnego Państw Bałtyckich, przy jednoczesnym braku realnych podstaw, aby “na serio” móc rozważać ich wstąpienie do NATO in corpore w najbliższej przyszłości (w przeciwieństwie do Państw Grupy Wyszehradzkiej minus Słowacja Mecziara) stał się sprawą palącą dla czynników kierowniczych Zachodu. W 1996 r. wypracowano więc zarys koncepcji “poszerzonego” Partnerstwa dla Pokoju (lub PdP+) na przyszły użytek być może m.in. Krajów Bałtyckich (lub np.: Rumunii). Plan ten istniał w zawieszeniu dowodząc, że w procesie dyferencjacji uczestnictwa w NATO - który był brany pod uwagę - istniała możliwość, aby w ramach NATO, albo obok NATO stworzyć - podobnie, jak to ma miejsce w UZE, które zna cztery rodzaje uczestnictwa - różne kategorie przynależności lub związku z Sojuszem. Wiązało się to m.in. ze stopniem gwarancji obronnych i chęcią ponoszenia ryzyka ze strony dotychczasowych członków Sojuszu. Zwraca uwagę fakt, że gdy rozszerzano NATO z pierwotnej liczby dwunastu członków przyjmując: Grecję i Turcję w 1952 r., R.F.N. w 1955 r. i Hiszpanię w 1982 r., nie poszerzano wówczas Sojuszu w oparciu o inne, niż podstawowa a zarazem pełna i jedyna kategoria członkostwa.12) Próba “wmanewrowania” Grecji i Turcji w pewnego rodzaju “regionalne” członkostwo na początku lat 50-tych nie powiodła się, dzięki zdecydowanemu oporowi tych państw, nie godzących się na podrzędny - ich zdaniem – status.13)

Argumenty zwolenników i przeciwników “rozszerzenia” oraz zwolenników “opóźniania” ekspansji NATO na Wschód

W połowie lat dziewięćdziesiątych, biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia mające swe źródła w uzyskaniu w 1989 r. niepodległości przez szereg państw Europy Środkowej i Wschodniej a następnie w rozpadzie Z.S.R.R. i Układu Warszawskiego, Zachód wypracował własne stanowisko podzielane (w różnych wariantach) przez przeważającą część swego politycznego establishmentu. Mimo głośnych protestów widocznych w szumie informacyjnym mediów, stanowisko “przeciw” “rozszerzeniu”, widoczne tak wyraźnie na przykładach z “New York Times´a” nie było stanowiskiem przeważającej części czynników rządowych na Zachodzie.14) Zwyciężyły argumenty zwolenników “opóźniania” całego procesu.

Już w 1991 r. ukształtowały się stanowiska opowiadające się w polityce Zachodu, jedno za rozszerzeniem NATO, dysponujące własnymi argumentami, jak i przeciwne zwalczające ten pogląd. Da się je w skrócie usystematyzować w następujących punktach:

• Argumentacja zwolenników rozszerzenia NATO:

- z ideą rozszerzenia wystąpili do mężów stanu Zachodu, historyczni przywódcy demokratycznych reform (Lech Wałęsa, Vaclav Havel);

- “rozszerzenie” jest koniecznością, aby uniknąć “próżni” po dezintegracji Bloku Wschodniego, zapobiegając potencjalnym konfliktom regionalnym;15)

- ekspansja NATO umocniłaby stan bezpieczeństwa “nowych demokracji”, zagrożonych niestabilnością bądź to Rosji, bądź to nawet innych państwach powstałych z rozpadu ZSRR (tworzących od 1991 r. "Wspólnotę Niepodległych Państw");

- byłaby gwarancją demokratycznych reform i integracji “nowych demokracji” z Zachodem;

- dodałaby nowych bodźców samemu NATO, które wydawało się czasami anachronizmem po utracie potężnego przeciwnika;

- “rozszerzenie” ma rację bytu teraz i już, zanim rozwój sytuacji w Rosji pogrzebie ostatnią na nie szansę;

- jest umocnieniem i uzasadnieniem obecności USA w Europie;

- wreszcie zwolennicy “rozszerzenia” chcieliby tym aktem zademonstrować, że nie należy pozwolić Rosji na stawianie tu weta.

• Argumentacja przeciwników rozszerzenia Sojuszu:

- obecnie nie ma żadnego realnego zagrożenia dla “nowych demokracji”;

- “rozszerzenie” tylko wobec części państw na Wschodzie w istocie przyczyni się do wytyczenia nowych, szkodliwych linii podziału w Europie, zagrażając reformom w państwach, które nie znalazły się w pierwszej grupie nowoprzyjętych do NATO, kompromitując ideę “Europy bez granic”, prowadząc do budowy przeciwstawnych bloków i być może nawet ostatecznie do konfrontacji;

- NATO w dobie redukcji zbrojeń nie stać na rozciąganie gwarancji bezpieczeństwa;

- “rozszerzenie” będzie końcem NATO, ze względu na brak zwartości, utratę jasności celów, niemożność osiągnięcia consensusu tak szerokiego międzynarodowego ciała;

- idea “rozszerzenia” podzieli dotychczasowych “16-tu” członków;

- “rozszerzenie” w ostateczności włączy Rosję z prawem weta do Sojuszu lub inne państwo WNP odgrywające rolę “Konia Trojańskiego” w jej imieniu;

- rozszerzone NATO w końcu przestanie być tematem zainteresowania USA, które zniechęcone w rezultacie wycofa swe siły zbrojne z Europy. Argumentów “przeciw” można by mnożyć znacznie więcej, wśród nich na przykład te natury ekonomicznej głoszące, że “rozszerzenie” zrujnuje zarówno “nowe demokracje”, jak i “stare” państwa NATO. Takie tezy abstrahują od faktu, że wspólna obrona, tak jak, np. "wspólna kuchnia" jest znacznie mniej kosztowna. Do zupełnie kuriozalnych zaś należał pogląd – żywy w części kręgów niemieckiej SPD., głoszący, że NATO, jako swego rodzaju przecież militaryzacja sensu stricte, zagrozić mógłby procesom demokratyzacji “nowych demokracji”. Autorzy tej tezy zapominali, że to Sojusz wymusza w istocie procesy demokratyzacji, np.: wprowadzenie w życie zasady cywilnej kontroli nad armią.

Wśród argumentów przeciwników “rozszerzenia” najpoważniejszym wydawał się być, ten który głosił, że rozszerzenie Sojuszu na kilka tylko państw Europy wytworzy nową linię podziału, pozostawi pewnych gorących zwolenników NATO poza tą organizacją, uczyni ich bardziej bezbronnymi lub wtrąci przynajmniej w buforową w swej istocie “szarą strefę” między Europą a Rosją. Cóż – zobaczymy; byle tylko nie patrzeć z założonymi rękami.

Wraz z powołaniem do życia NACC (w 1999 r.) stało się jasne, że czołowi politycy Zachodu dość szybko przyznali "kompromisowo" rację trzeciej stronie w sporze: “rozszerzać - nie rozszerzać”, zwolennikom nie rozszerzania NATO przez szereg następnych lat. Nawet jeśli w 1999 r. Polska, Czechy i Węgry wstępowały do NATO, nic nie uprawnia do zaprzeczenia tego twierdzenia, że w 1991 r. wraz z powołaniem zastępczego w swej istocie NACC, Zachód wstąpił, wielce rozsądnie na trzecią drogę. Opcję taką Sojusz ostatecznie przypieczętował, jako sposób postępowania z kandydatami do NATO tworząc PdP (1994 r.)

• Argumenty zwolenników o p ó ź n i a n i a procesu rozszerzania NATO:

- NATO potrzebuje uporządkować wpierw stosunki transatlantyckie, między Stanami Zjednoczonymi a europejskimi sojusznikami Ameryki (brak Francji i Hiszpanii (tej ostatniej do 1997 r.) w zintegrowanej strukturze obronnej, problem “Europejskiej Tożsamości Obronnej” i rola UZE w stosunku do NATO, i.t.d.);

- NATO nie może się rozszerzać na Wschód, lekceważąc potencjalne zagrożenia płynące z muzułmańskiego Południa;

- potrzebne jest wpierw wypracowanie dobrych stosunków z Rosją, a to wymaga czasu;

- reformy w państwach “nowych demokracji” są zbyt świeże, ich efekt zbyt niepewny, nie wiadomo, czy trwały; nie są to więc zbyt cenne nabytki w procesie “rozszerzenia”;

- wkład “nowych demokracji” w Sojusz wydaje się mocno wątpliwy, zaś ich stopień wojskowego przygotowania nie jest, jak dotąd - wystarczający;

- zbyt wczesne przyjęcie jednych a nie przyjęcie drugich, wywoła w pierwszych państwach stan samozadowolenia, podczas gdy w drugich zahamuje pro-demokratyczne reformy;

- czasochłonne, daleko posunięte badania symulacyjne są niezbędne, aby zbadać wszelkie możliwe konsekwencje “rozszerzenia”;

- opinie publiczne i ciała parlamentarne winny w wystarczający dla nich sposób mieć okazję dogłębnie przedyskutować argumenty “za” i “przeciw”, co wymaga czasu;

- należy zaczekać z przyjęciem nowych członków NATO, aż wystąpi realna groźba ze strony Rosji lub innych czynników w Europie Środkowej i Wschodniej.16)

Godzi się zauważyć, że bardziej spójne i koherentne były i są argumenty zwolenników rozszerzenia NATO niż argumenty “przeciw”, jak i nawet zwolenników “opóźniania”. Te ostatnie wychodzą bowiem często z różnych, czasem nawet sprzecznych punktów widzenia. Wejście na drogę tworzenia substytutów, w rodzaju NACC, rozpoczęło proces transformacji NATO, proces rozszerzania Sojuszu, czy może właściwiej proces opóźniania rozszerzenia NATO. Takie są fakty a z faktami – podobno – się nie dyskutuje. W opisywanej tu doktrynie "opóźniania rozszerzania" tkwił jednak element nadziei - po “opóźnianiu” ma wreszcie nastąpić, jak wiosna po zimie -jednak właśnie “rozszerzanie”.

Znalazło to swój wyraz w przyjętym, jakby do powszechnej wiadomości kanonie postępowania w procesie rozszerzania NATO na Wschód. W oczywisty sposób ogrom wielce ostrożnych sformułowań, nie poprzedzał żadnych śmiałych decyzji – poza jednym, wyczekiwanym. Nie zabrakło przy tym obiecujących gestów. Taką – mozolną i uporczywą ale jednocześnie poczętą z ducha Reagana - była droga do zwycięstwa. Przyjęto, że w procesie rozszerzenia NATO Zachód winien kierować się następującymi zasadami:

- NATO winno promować system bezpieczeństwa europejskiego, który byłby wielopłaszczyznową siecią o wzajemnych zależnościach, w skład którego wchodziłyby takie organizacje, jak OBWE, NACC, PdP, U.E. i UZE;

- stosunki NATO z Rosją i Ukrainą winny nabrać jedynego w swoim rodzaju, unikalnego - oczywiście w sensie jak najbardziej pozytywnym - charakteru;

- w procesie rozszerzania NATO powinno postępować z największą możliwą ostrożnością;

- nie należy próbować wypracowywać i wyartykułowywać, jakichkolwiek nowych zasad członkostwa w Sojuszu, aby nie uniknąć w tym procesie kluczowej zasady “przejrzystości” (transparency);

- przyjęcia winny się odbywać w sposób maksymalnie zindywidualizowany i bardzo selektywny;

- rozważyć należałoby nieznaną dotąd w NATO formę “niepełnego członkostwa”.17)

Pytanie o formę “niepełnego członkostwa”, było pytaniem o stronę formalną zagadnienia, czasami rezerwowaną dla Państw Bałtyckich (aż do podpisania w 1997 r. "Karty Stany Zjednoczone – Państwa Bałtyckie") - z którymi inaczej, wielu decydentom wydawało się, że nie wiadomo, co robić. Tak więc - przykładowo - Zbigniew Brzeziński - choć sam gorący zwolennik “rozszerzenia” - widział takie “członkostwo”, jako uczestnictwo w Sojuszu bez stacjonowania wojsk natowskich na terytoriach nowoprzyjętych państw, tylko z periodycznymi ćwiczeniami sił dotychczasowej “16-tki” na wschodnich rubieżach poszerzonego NATO. Nawet takie “rozszerzenie” - twierdził Brzeziński - jest racją bytu Sojuszu, któremu inaczej grozi utrata własnej tożsamości.18) Czy jednak Rosja nie traktowałaby takich manewrów, jako kolejnej prowokacji? Czy jednak lepszym rozwiązaniem nie byłoby ustanowienie permanentnych instalacji NATO w nowo przyjętych krajach Sojuszu?

Znamienne rocznice:

“Nowa Wspólnota Atlantycka” - wystąpienie Sekretarza Stanu USA, Christophera w Stuttgarcie, 6 września, 1996 r.

Wagę temu wystąpieniu nadał już sam Prezydent Clinton wydając jednocześnie z przemówieniem swego Sekretarza Stanu stosowne Oświadczenie, odnotowane szeroko przez media. Wystąpienie Christophera nawiązywało do słynnego przemówienia wygłoszonego w okupowanych Niemczech w roku 1946 przez ówczesnego Sekretarza Stanu USA, Jamesa Byrnesa. Jego postulaty - sprzed 50 lat - zakładały konieczność utrzymania po II Wojnie Światowej stałej politycznej i militarnej obecności USA w Europie oraz dążenie do zjednoczenia, demokratyzacji i - w dalszej perspektywie - do pełnej suwerenności Niemiec w celu zapewnienia stabilizacji i integracji powojennej Europy. Wystąpienie to wytyczyło w rezultacie zasadnicze zręby polityki amerykańskiej w Europie na następne dziesięciolecia, zachowując aktualność po dziś dzień. Są to fundamenty amerykańskiej polityki północnoatlantyckiej. Wystąpienie Byrnesa legło u podstaw zawiązania się - zaledwie trzy lata później - Sojuszu Północnoatlantyckiego (1949 r.) Christopher nawiązując do niego w 50 lat później w Stuttgarcie, wskazał na wagę, jaką Sojusz przywiązuje do procesu rozszerzenia NATO. Miałoby ono ostatecznie nastąpić – jak się stało - uroczyście w 50-lecie powstania Sojuszu.

Warren Christopher opowiedział się za “zasadniczo nowymi stosunkami” NATO-Rosja, wyrażonymi w formie specjalnej “Karty”. Winna ona ustanowić trwałe ramy dla konsultacji i współdziałania, w tym w zakresie zapobiegania poważnym kryzysom międzynarodowym w Europie. Sekretarz Stanu USA wielokrotnie nawiązywał w swoim przemówieniu do Niemiec, jako do strategicznego partnera USA, od którego oczekuje się bliskiego współdziałania ze Stanami Zjednoczonymi w realizacji stawianych celów (np. rozszerzenia UE i NATO). W świetle tych ważnych napomnień, jakikolwiek śmielszy flirt Kohla-Kinkela z ekipą Jelcyna-Czernomyrdina miałby pozostać tylko mniej znaczącym w efekcie epizodem. Christopher zaprezentował wizję Europy po roku 2000, którą określił jako koncepcję “Nowej Wspólnoty Atlantyckiej”. Bliżej swej myśli nie rozwijał, jakby wskazując na fakt, iż powodzenie koncepcji zależy w dużej mierze od współdziałania z Rosją i uzyskania jej akceptacji dla tych planów. Wówczas to samo życie wypełnić by miało treścią ową koncepcję.

“Nowa Wspólnota Atlantycka” to śmiała wizja stosunków międzynarodowych w szeroko pojmowanej “przestrzeni euroatlantyckiej”, oparta wciąż - jak przed 50 laty - na pryncypiach Byrnesa, na pogłębionym partnerstwie USA ze zjednoczoną bardziej niż dotychczas to miało miejsce Europą, uwolnioną wreszcie od sztucznych granic, z okresu “zimnej wojny”. Jest to Europa, w której miałyby wreszcie zniknąć wreszcie nienaturalne a więc burzące ład naturalny podziały. Istnieje niewątpliwy związek tej koncepcji ze wspomnianym w “Studium o rozszerzeniu NATO” z 1995 r. dążeniem do “zbudowania lepszej architektury bezpieczeństwa na całym obszarze euroatlantyckim (...) bez odtwarzania linii podziału”.19)

• Koncepcja “NWA” wydaje się być dalszym doprecyzowaniem i rozwinięciem minimalistycznych planów przedstawionych już rok wcześniej w “Studium”. Następny rok wymagał od czołowych decydentów Zachodu, choćby ogólnej, ale jednak nowej jakości, w grze prowadzonej przez USA i NATO z Rosją i państwami post-komunistycznej Europy Środkowej i Wschodniej. Gra ta zakłada jednak - w pierwszej fazie - uzyskanie zgody Rosji na postulowane zmiany. Gdyby to się nie udało, należałoby Rosję, jej rząd, elity i w końcu - z czym największy kłopot - niedoinformowane należycie społeczeństwo - przekonać do pogodzenia się z nieodwracalnym. Wygłoszone w ramach prezydenckiej kampanii przedwyborczej przemówienie Clintona w Detroit w dn. 22.10.1996 r., zapowiedziało - bez wymieniania konkretnych państw - powiększenie NATO w kwietniu 1999 r. w 50-tą rocznicę powstania Sojuszu, a zarazem w 10-lecie upadku Muru Berlińskiego.20)

• Charakterystyczne, że podobnie, jak to uczynił Christopher i Rifkind (patrz niżej), również Prezydent Clinton chciał nadać działaniom “rozszerzeniowym” formę szczególnie uroczystą, “okrągło-rocznicową”. Przestrzeganie tej konwencji - w oczekiwaniu na odpowiedniej doniosłości rocznice - dało spore pole manewru i czas na “oswojenie” Rosji.

Naszkicowana bardzo ogólnie w stuttgarckim wystąpieniu Christopher´a “Nowa Wspólnota Atlantycka” opierałaby się o istniejące już instytucje i ustalone oraz sprawdzone pryncypia, wypróbowane tak skutecznie w demokratycznym “wolnym świecie”. Pełnym równoprawnym Partnerem - aczkolwiek nikt jeszcze tego nie wiedział, co to może oznaczać - w tej Wspólnocie miała być Rosja. Wydaje się, że o ile Zachód był całkowicie zdeterminowany, aby nie przyjmować w żadnym wypadku, kiedykolwiek Rosji do NATO, ponieważ Rosja “rozsadziłaby” NATO od wewnątrz,21) to jednak uzyskanie jakiegoś modus vivendi NATO z Rosją, na przykład w formie “Karty” wydawało się - częstokroć - być dla Zachodu nawet sprawą ważniejszą, niż same “rozszerzenie”. Koncepcja Christopher´a zakładała uzyskanie zgody Rosji na jej udział w projektowanej “Wspólnocie Atlantyckiej”. Była zarazem pewnego rodzaju ofertą mającą złagodzić ból Rosji, po stracie strefy wpływów w byłym Z.S.R.R. i na terenie b. Układu Warszawskiego. Będąc wyzwaniem dla Rosji, "NWA" była też zarazem poważną propozycją współpracy i uczciwego współdziałania na partnerskich warunkach.

Jednym z zasadniczych filarów bezpieczeństwa “Wspólnoty” było - w myśl planów Christopher´a - zaadaptowane do nowych zadań i poszerzone na Wschodzie NATO. Funkcja instrumentów zapobiegania konfliktom przypadać miała zarówno OBWE, jak i sprawdzonemu już Partnerstwu dla Pokoju. Jednak NATO nie miałoby być podporządkowane OBWE, jak chciała tego bezwzględnie Rosja argumentując, że jest to najbardziej powszechna pod względem liczby uczestników państw-członków organizacja bezpieczeństwa w Europie. NATO będące wciąż sojuszem obronnym (bardziej przeciw Rosji przecież, a nie np. Chinom),22) nie miałoby utracić w żadnym wypadku ani trochę ze swej niezależności i integralności na rzecz Rosji, dysponującej w ramach OBWE prawem weta.

NATO rozpoczęło w 1997 r. nową fazę intensywnych dyskusji z państwami oczekującymi na członkostwo. Państwom, które nie miały wejść w skład Sojuszu, udzielony został “silniejszy głos” w postaci powołania Rady Partnerstwa Atlantyckiego (szerszym mandat PdP Plus).23) Zakreślając ten ogromny program, wizja amerykańskiego Sekretarza Stanu zdefiniowała pole aktywności w stosunkach międzynarodowych na najbliższe 2-3 lata. Gdyby spojrzeć na to z innego punktu widzenia dało to Zachodowi następnych kilka lat spokoju w wykonaniu kontrowersyjnej - w samej Rosji i wobec Rosji - decyzji. W dyplomacji na pewno, na ogół nie należy się śpieszyć; być może ten jednak przykład przejdzie do historii, jako swego rodzaju majstersztyk. Proces “rozszerzenia” został rozciągnięty na co najmniej 10 lat.

Szczególna rola - w koncepcji amerykańskiego Departamentu Stanu - zgodnie z wcześniej proponowanymi i przyjętymi ustaleniami (zapewne już w 1994 r.),24) przypadać ma stosunkom NATO-Rosja i NATO-Ukraina. Te ostatnie mają dopomóc Ukrainie skonsolidować jej kruchą, jak na razie - i zagrożoną wciąż przez Rosję niepodległość.25)

Jest rzeczą charakterystyczną, że przemówienie amerykańskiego Sekretarza Stanu - przygotowywane zapewne przez wiele miesięcy w Departamencie Stanu - miało miejsce zaledwie w tydzień po tym, jak rosyjski Ambasador przy OBWE w Wiedniu, Uszakow zaprezentował w publicznym wystąpieniu rosyjskie propozycje do prac nad przyszłym modelem bezpieczeństwa w Europie, który tworzyłby z OBWE naczelną organizację w Europie, rodzaj kontynentalnego O.N.Z.26) Koncepcje te, zostały odrzucone podczas Szczytu Szefów Państw OBWE w Lizbonie (2 - 3.12.1996 r.), wywołując atak delegacji rosyjskiej na alternatywne, zarysowane w przemówieniu stuttgarckim propozycje amerykańskie. Rosjanom, mającym tylko bezwarunkowe poparcie Białorusi, nie udało się przeciwstawić “jednolitego frontu” Wspólnoty Niepodległych Państw. Nie będąca wcale żadną niespodzianką opozycja Ukrainy i Azerbejdżanu, miała znaczenie decydujące dla rozbicia wszelkich nadziei na uzyskanie hegemonii przez Rosję.

Wystąpienie Malcolma Rifkinda w Zurychu w rocznicę wystąpienia Churchilla

Przemówienie Malcolma Rifkind´a w Zurychu wygłoszone w dniu 18 września 1996 r. w 50-tą rocznicę wystąpienia Winstona Churchill´a w tym samym miejscu dowodzi w swej treści, jak i w formie absolutnego współdziałania i wcześniej zaplanowanej koordynacji ze strony obu anglosaskich, transatlantyckich partnerów, których łączą od czasów II wojny światowej specjalne stosunki, o wiele przy tym silniejsze niż na przykład wypracowywane z trudem specjalne więzi Niemiec i Francji. Brytyjski Minister Spraw Zagranicznych (były Minister Obrony) nim jeszcze wygłosił wieczorem na Uniwersytecie w Zurychu swe przemówienie, miał ten komfort, że swemu wystąpieniu podległy mu Foreign Office nadał odpowiednią oprawę i rangę, inspirując w “Timesie” tego samego dnia rano specjalne omówienie korespondenta dyplomatycznego pisma, jak również i komentarz redakcyjny dziennika. Miało to miejsce wcześniej zanim jeszcze zebrani mogli wsłuchać się w ton głosu ministra.27) Wezwanie Rifkind´a do szybkiego rozszerzenia NATO było pierwszą oficjalną i konkretną w sensie terminów deklaracją rządu brytyjskiego i jej niezwykła oprawa w postaci nawiązania do mowy Churchilla sprzed 50 lat, jak również wygłoszenie tej deklaracji zaledwie w 12 dni po historycznym wystąpieniu Sekretarza Stanu Christophera w Stuttgarcie nasuwa wniosek o starannym przygotowaniu i konsultacji obu sojuszników Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii przed wystąpieniami obu swych ministrów. “Times napisał m.in.: “...Mam nadzieję, że pierwsi nowi członkowie NATO będą z nami przy stole obrad w 1999 r., kiedy to NATO obchodzić będzie swoją rocznicę pięćdziesięciolecia” p. Rifkind ma oświadczyć dziś w Zurychu w wystąpieniu o doniosłym znaczeniu, w 50 lat po tym, jak Churchill w tym samym mieście dźwięcznym głosem wezwał do zjednoczenia Europy.

Pan Rifkind złagodzi swój entuzjazm wobec szybkiego rozszerzenia NATO lekkim naciskiem wobec potencjalnych nowych członków, mówiąc że “będą musieli pokazać, co mogą wnieść do bezpieczeństwa Sojuszu; nie zaś co otrzymają w zamian”... Pan Rifkind doda, że Churchill ani nie oczekiwał ani nie pragnął, aby Wielka Brytania została częścią Stanów Zjednoczonych Europy, ale zwracał się w swym wystąpieniu z 1946 r. r. do Wlk. Brytanii, U.S.A. i Związku Sowieckiego będących “ przyjaciółmi i sponsorami nowej Europy”.28) W artykule wstępnym brytyjskiego dziennika czytamy następującą ocenę wystąpienia Churchilla w Zurychu w 1946 r.: "Czas pokazał, w tym ostatnim przypadku, że była to raczej nadzieja, niż wykalkulowane z zimną krwią oczekiwanie.29) Wołanie o Stany Zjednoczone Europy, nie włączałoby Zjednoczonego Królestwa wraz z jego Commonwealth´em do jednoczącej się Europy; trzy mocarstwa (lub tylko dwa wobec wrogiej postawy Rosji) miałyby tu raczej patronować pokojowej drodze dochodzenia do stabilizacji wyniszczonego wojną Kontynentu”.30)

Był to raczej jednak obrachunek z przeszłością, konstatacja, że nie tylko zmianie uległo Imperium Brytyjskie, ale także Rosja; współdziałanie Anglosasów kontynuowane po wojnie, aby powstrzymać sowiecką agresję, teraz może wreszcie wydać pokojowe owoce.31) Jest to kolejny dowód na to, jak chęć pokojowego ułożenia przez Zachód stosunków z euroazjatyckim partnerem stanowi stały i konsekwentny motyw zachodnich posunięć politycznych.

Znaczenie propozycji “Karty” dla Rosji

“Karta” NATO - Rosja - pojęcie to po raz pierwszy pojawiło się w przemówieniu Christophera w Stuttgarcie (06.09.96 r.). Jakie koncepcje i treści kryć będą się za tym pojęciem jest jeszcze sprawą otwartą. “Karta” wydaje się być swego rodzaju zapłatą, za zgodę Rosji na “rozszerzenie”. Być może zapłata przybierze też dodatkowo kształt bardziej wymierny w postaci np.: pomocy gospodarczej wartości kilku miliardów dolarów dla Rosji. Sprawa “Karty” formalnie nie jest związana z problemem “rozszerzenia”. Zachód chciałby jednak oba procesy widzieć rozdzielnie, toczące się swoim własnym trybem niezależnie od siebie.

Terminologia zastosowana w tej fazie rokowań wskazuje na chęć nadania przez stronę amerykańską i natowską procesowi współpracy z Rosją najwyższą możliwą dyplomatycznie rangę, przy położeniu nacisku jednak na politycznie- deklaratywną a nie prawno-traktatową stronę porozumienia Zachodu z Rosją. Wskazuje na to fakt nawiązania do - na polu polityki międzynarodowej - do fundamentalnej dla współpracy amerykańsko-brytyjskiej “Karty Atlantyckiej” podpisanej w 1941 r. przez Churchilla i Roosevelta na Atlantyku na pokładzie brytyjskiego pancernika “Prince of Wales”, który to dokument miał regulować stosunki międzynarodowe w powojennej Europie i został podpisany zanim jeszcze U.S.A. przystąpiły do wojny. Jednocześnie w tradycji prawnej krajów anglosaskich “Karta” nawiązuje do tradycji porządku prawnego wywodzącego się ze słynnej “Magna Carta Libertatum” (1215 r.) Należy też zwrócić uwagę, że u podstaw działania (i powstania) Organizacji Narodów Zjednoczonych leży dokument zwany “Kartą O.N.Z.” 32)

Wydaje się, że polityczny wymiar “Karty” NATO - Rosja miałby w intencji pomysłodawców dominować nad jakimikolwiek prawnymi uwarunkowaniami dokumentu mogącymi krępować w przyszłości niezależność Sojuszu i dającymi Rosji prawo ingerencji w sprawy wewnętrzne NATO. Jaką treścią należy wypełnić pojęcie “Karty”, cóż ona będzie właściwie oznaczać - spekulacje na ten temat rozpoczęły się od wystąpienia w Stuttgarcie i trwają do dziś. Pojęcie “Karty” funkcjonowało już na dobrze w obiegu dyplomatycznym na szczycie ministrów obrony państw NATO w Bergen (26-28.09.96 r.) zaledwie 3 tygodnie po wystąpieniu Sekretarza Stanu. Odkładając na bok, poprzednio pojawiające się spekulacje, najbardziej dotąd autorytatywną wypowiedzią na ten temat jest komunikat z grudniowego szczytu NAC w Brukseli z dn. 10.12.1996 r. W punkcie 10-tym poświęconym stosunkom NATO z Rosją stwierdza on wychwalając wpierw dokonania Rosji w 1996 r., w tym osiągnięcie pokoju w Czeczenii, integrację Rosji z Europą poprzez O.B.W.E. i Radę Europy, udział w PdP, kooperację z NATO w IFOR: iż, pogłębione porozumienie NATO-Rosja “...może przybrać formę “Karty”, która winna zawierać:

wspólnie podzielane zasady, które utworzą podstawę wzajemnych stosunków;

szeroki zakres praktycznej współpracy w szczególności politycznej, wojskowej, gospodarczej, w zakresie ochrony środowiska, naukowej, w zakresie operacji pokojowych, uzbrojenia, nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia, kontroli zbrojeń i operacji pokojowych w sytuacjach nadzwyczajnych;

mechanizmy regularnych i nadzwyczajnych konsultacji;

mechanizmy wojskowego porozumiewania się i współpracy.”

Strona natowska proponuje Rosji do wyboru formę “Karty” lub jakiegoś innego dokumentu (w domyśle - wedle życzenia Rosji), bliżej go nie precyzując.33)

Szczyt NAC/NACC w Brukseli w grudniu 1996 r. i zapowiedź Madrytu

“Obóz nie-drażnienia-Rosji-za-wszelką-cenę” ma swoje wpływy i bogatą tradycję w czołowych krajach Zachodu. Po wyborach prezydenckich w U.S.A. w 1996 r., forsował gwałtownie byłego senatora Sama Nunn´a, czołowego współczesnego polityka, mieszczącego się w tradycji “izolacjonizmu” amerykańskiego, na miejsce dotychczasowego Sekretarza Stanu w gabinecie Clintona - Christophera´a.34) Jak fundamentalna byłaby to zmiana w stosunku do polityki W. Christophera´a świadczy choćby, to jedno tylko przemówienie Nunn´a wygłoszone podczas seminarium SACLANT (Naczelne Dowództwo NATO Regionu Atlantyku), w Norfolk, Virginia 1995 r., gdzie autor stwierdził wprost, że głównym źródłem zagrożenia dla “Ameryki, NATO i dla świata” jest rozpad radzieckiego imperium.35) Podejście niesłychanie pragmatyczne. Gdy już było wiadomym, że to jednak p. Ambasador Albright a nie Senator Nunn, kierować będzie polityką amerykańską, jako następczyni Warren´a Christophera´a - i to być może przez następnych kilka lat, ataki przeciwko idei “rozszerzenia”, nie tylko nie zmniejszyły się, ale wprost przeciwnie nasiliły się.

Na decyzję Rady Północnoatlantyckiej (NAC) zwołania “Szczytu” w Madrycie na początek lipca (08-09), 1997 r.36) “N.Y.T.” zareagował kolejnym gwałtownym atakiem na koncepcję “rozszerzenia” w którym m.in. czytamy: “...powiększenie NATO prawdopodobnie pchnie Moskwę w kierunku ponownych zbrojeń, czego Zachód właśnie się obawia...Planowanie jednak przyszłości Europy za pomocą schematów z okresu zimnej wojny jest błędem”. Dalej “N.Y.T.” kategorycznie twierdzi, że ”...Rosja nie przedstawia sobą żadnego militarnego zagrożenia dla swych sąsiadów ani obecnie, ani w nadchodzących latach...”37) Dalej prestiżowy i niesłychanie opiniotwórczy dziennik amerykański twierdził, że decyzja NAC z Brukseli z 10.12.96 r., w którym najwyższe władze Sojuszu określiły, że “Szczyt” w Madrycie wystosuje oficjalne zaproszenie (lub zaproszenia) do państwa/państw kandydującego do NATO “...umocni nacjonalistów i komunistów w Rosji”.38)

Najbardziej jednak niesamowite było to, że ze sceptycyzmem “N.Y.T.” wobec możliwości prowadzenia w drugiej kadencji Prezydenta Clinton´a, bardziej aktywnej i ofensywnej polityki wobec Moskwy współgrał wielce pesymistyczny ton prasy rosyjskiej na wieść o nominacji p. Albright. “Mianowanie Madeleine Albright stworzy dla Moskwy kolosalne problemy, na które rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych po prostu nie jest przygotowane” - stwierdza Władimir Abarinow w gazecie “Siewodnia”. “Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych, z jego euforią z powodu rzekomych sukcesów w Lizbonie,39) pozostanie na peryferiach głównego kierunku polityki międzynarodowej. Latem przyszłego roku odbędzie się prawdziwe spotkanie na szczycie ds. bezpieczeństwa europejskiego - szczyt NATO. Po nim rozmowy o wielobiegunowym świecie staną się po prostu złą anegdotą”. Z kolei Dmitrij Gornostajew (“Niezawisimaja Gazieta”) stwierdza: “Albright, jeszcze bardziej zdecydowana, niż Christopher, opowiada się za rozszerzeniem NATO na Wschód”. Dodatkowym zagrożeniem dla Moskwy jest to, że Albright, córka czeskiego dyplomaty doby Monachium (1938 r.), pracowała niegdyś w ekipie Zbigniewa Brzezińskiego.40)

Tymczasem ostatni w 1996 r. dokument najwyższych władz NATO - Rady Północnoatlantyckiej (NAC) - mówi ostrożnie nawet tylko o jednym państwie, które miałoby być w 1997 r. zaproszone do wstąpienia do NATO (“...a Summit meeting in Madrid...will include...inviting one or more of the countries which has expressed interest in joining the Alliance to begin accession negotiations...”).41) A przecież poza “pewniakami”: Czechami, Polską i Węgrami, do NATO aspirują także inne jeszcze państwa (razem jest ich obecnie 13). Szanse na ich przyjęcia wyglądają bardzo różnie. W zależności od przeróżnych okoliczności, wydają się być zmienne w czasie.

Ustalenia z Brukseli z grudnia 1996 r., z ministerialnego spotkania NAC - najważniejsze wydarzenie w procesie “rozszerzania” stanowi logiczny element w ciągu wydarzeń skonstruowanych według minimalistycznej zasady “opóźniania” ekspansji NATO. Najbardziej konkretną sprawą jest ustalenie daty i miejsca “Szczytu” NATO w 1997 r. Reszta tonie w ogólnikach, przy czym kwestia “rozszerzenia” jest jedną z kilku ważnych spraw, wśród których jest problem sił SFOR (następca IFOR) w Bośni i Hercegowinie, kwestia ESDI (“Europejskiej Tożsamości Obronnej”), pokrewna jej kwestia reformy wewnętrznej Sojuszu i oczywiście “zbudowanie silnego partnerstwa w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego z Rosją” oraz “oddzielnych stosunków z Ukrainą”. Jakkolwiek by temu nie zaprzeczać, dwie ostatnie kwestie wiążą się całkowicie z problemem “rozszerzenia”. Z komunikatu dla prasy zdaje się wynikać, że tylko zdecydowanie problem “dialogu śródziemnomorskiego” znacznie niższe rangą miejsce, niż kwestia ekspansji NATO. Dokument pełen jest kurtuazji i pochwał dla Rosji, doceniając jej postępy demokratyzacji w 1996 r.(zwycięstwo wyborcze Jelcyna) i zawarcie pokoju w Czeczenii. Z kurtuazją traktowane jest przez NAC - OBWE. Ustępstwa wobec Rosji znajdują swój dobitny wyraz w 5 punkcie dokumentu końcowego, w którym czytamy :”...Powiększenie Sojuszu nie będzie wymagało zmian w obecnym kształcie sił nuklearnych NATO i dlatego członkowie Sojusz nie mają żadnych intencji, planów ani powodów, aby umieścić broń nuklearną na terytorium nowych członków, ani żadnej intencji, aby zmieniać kształt swych sił nuklearnych lub politykę w tym zakresie - i nie przewidujemy jakiejkolwiek przyszłej potrzeby, by takie zmiany wprowadzić.”42) Należy jednak zaznaczyć, że zdanie to, z ulgą zapewne przyjęte na Kremlu - nie dlatego, żeby tam ktoś się obawiał ataku NATO, ale ze względu na własne niedoinformowane społeczeństwo - zostało poprzedzone w omawianym tu dokumencie NAC wyraźnym stwierdzeniem, że “...siły nuklearne Sojuszu wciąż odgrywają unikalną i zasadniczą rolę w natowskiej strategii zapobiegania wojnie. Od nowych członków, którzy zostaną pełnymi uczestnikami Sojuszu pod każdym względem, będzie się oczekiwać poparcia koncepcji odstraszania i zasadniczej roli, jaką bronie nuklearne spełniają w strategii Sojuszu”.43)

Dokument zapowiada również prace wraz z partnerami z PdP nad “Radą Partnerstwa Atlantyckiego” (Atlantic Partnership Council), nową organizacją współpracy, do której państwa NATO mają nadzieje “wciągnąć” Rosję, przywiązaną do tej pory zdecydowanie do idei OBWE. W ten sposób “New Atlantic Community” zaczyna nabierać pierwszych konkretnych kształtów.

Następnych kroków należy oczekiwać w Madrycie i “po-Madrycie” (lipiec, 1997 r.) Próbując nie wiązać sobie zbytnio rąk, NAC w dokumencie końcowym referuje nieustannie do “...jednego lub kilku nowych członków” Sojuszu, nie zapominając jednak, trzeba to przyznać, że w rzeczywistości znacznie więcej państw aspiruje do członkostwa.44) Może to świadczyć o tym, że NATO nie zamyka przed sobą drzwi pełnej skali możliwości, po to, by w 1997 r. móc ogłosić, że na razie przyjmuje tylko jedno państwo do Sojuszu, najbardziej prawdopodobnie Republikę Czeską. I może to być tzw.: “balon próbny”, za którym nastąpią dalsze zaproszenia. Gdyby jednak do 1999 r., na 50 lecie Sojuszu przyjęto tylko Państwa Grupy Wyszehradzkiej, zostawiając bez perspektyw pozostałe, byłoby to jednak zwycięstwo dyplomacji rosyjskiej, która po dziesięcioletniej walce, na skutek zaniechania ze strony Zachodu, obroniłaby znaczną sferę po byłym Układzie Warszawskim i b. Z.S.R.R., słusznie utrzymując w obiegu pojęcie “bliższej zagranicy”, jako swego rodzaju synonimu “szarej strefy”.

Przed “rozszerzeniem” - które państwa?, jak?, kiedy?

Z punktu widzenia strategicznego kolejność przyjęć do Sojuszu (lub raczej ich zarówno polityczna, jak i strategiczna, w tym geopolityczna wartość) jest różna. Choć bardzo trudno to zmierzyć, to jednak wydaje się, że podstawowe znaczenie dla interesów geopolitycznych sponsorów “młodych demokracji” ma Polska a zaraz potem - wyprzedzając nawet Czechy i Węgry - Rumunia.45) To znaczenie wyznacza wielkość danego kraju, tak pod względem liczby ludności, powierzchni, potencjału gospodarczego i militarnego, w tym wielkość i jakość sił zbrojnych, ale również, co jest nie bez znaczenia - położenie geopolityczne, w tym kształt kraju, rodzaj i długość jego granic z poszczególnymi sąsiadami. Przeciwko tym krajom powinien iść impet dyplomatycznego i propagandowego uderzenia Rosji. Jeśli nie jest to jeszcze widoczne w przypadku Rumunii, to może dlatego, że Rosjanie chcą uniknąć wejścia w pułapkę zastawianą w ich opinii przez Zachód, gdzie w przyszłości w wyniku kompromisu Zachód rezygnując z Rumunii otrzymałby tym samym zgodę na inkorporację Polski do Sojuszu. Dotąd też na Kremlu widocznie myślano, że przypadek Rumunii “obroni” się sam w myśl życzeń Moskwy; kraj ten miałby być tak “nie-europejski”, a jego szanse na przyjęcie tak znikome, że nikt w Rosji jeszcze nie wyrażał obaw. D. Nelson, doradca amerykańskiej Partii Demokratycznej, świadomy “militarnego zacofania” państw wschodniej części Europy zaleca jednak Sojuszowi, nie tyle łatwe pociągnięcia w postaci przyjęcia do Sojuszu państw ogólnie przez wszystkich typowanych, ile śmiałe pociągnięcia wzmacniające chwiejną wciąż - jego zdaniem demokrację w Rumunii, czy też suwerenność w Państwach Bałtyckich.46)

Tak więc przyjęcie rzekomo “egzotycznej” Rumunii miałoby zresztą precedens już z roku 1952, gdy przyjęto do NATO państwo o wiele mniej europejskie. Milczenie Kremla w sprawie Rumunii spowodowane jest być może faktem, że kandydatura Rumunii wypłynęła “na szersze wody” całkiem niedawno, nabierając rozgłosu po części w ramach nasilającej się rywalizacji francusko-amerykańskiej.47) Jeśli Rosja, jak na razie nie doceniła aspiracji Rumunii, to zapomniano o przypadku Turcji, która weszła do NATO tylko dlatego, że przemawiało za nią wyjątkowe położenie i znaczenie geopolityczne. Kraj ten wiązał w przeszłości 30 do 40 dywizji b. Z.S.R.R. na froncie kaukaskim i w basenie Morza Czarnego. Jeśliby brać pod uwagę największą możliwą determinację społeczeństwa kraju aspirującego do NATO wyrażoną ostatnio poprzez badania niezależnych ośrodków badania opinii publicznej - to jakkolwiek by to nie brzmiało paradoksalnie - ale owe największe poparcie rzędu około 80 % znajdziemy właśnie w Rumunii.48) Studiując prasę międzynarodową można zauważyć od kilku dobrych lat stały, zręczny lobbing Rumunów w obronie swego strategicznego celu narodowego.49) Także zawarcie w 1996 r. - w zgodzie z euroatlantyckimi wymaganiami - traktatu z Węgrami regulującego kwestię mniejszości narodowych traktować należy, jako determinację Rumunii w walce o realizację celu znalezienia się wśród państw zaproszonych - w pierwszej kolejności - do NATO. Nawiasem mówiąc podobną determinację, jakkolwiek by nie była ona postrzegana, jako swego rodzaju desperację, wykazały w końcu 1996 r. także Estonia i Łotwa, deklarując każde w odstępie jednego dnia - co dowodzi koordynacji całej akcji - rezygnację z przedwojennej granicy z Rosją (poprzednio Z.S.R.R.),50) albowiem do NATO mają być przyjęte w zasadzie kraje, które nie mają sporów granicznych z sąsiadami,51) i w których mniejszości narodowe mają zagwarantowane prawa i wolności.

Jednocześnie wraz ze spekulacjami nt. objęcia stanowiska Sekretarza Stanu przez byłego senatora S. Nunn´a pojawiła się inicjatywa 10 kongresmanów amerykańskich, którzy chcieliby wśród zaproszonych do rokowań akcesyjnych znaleźć nawet małe i kłopotliwe dla Zachodu trzy państwa bałtyckie.52)

Najpoważniejszym przy kwestii rozszerzenia NATO, gdy chodzi o wskazanie państw zaproszonych do negocjacji akcesyjnych w momencie, gdy ruszy w życie pakiet zaproszeń jest problem statusu bezpieczeństwa wraz z międzynarodowymi gwarancjami dla Państw Bałtyckich (PB). Należy zaznaczyć, że PB nie satysfakcjonuje nic mniej, niż pełnoprawne członkostwo w NATO. Pod tym względem podziwiać można ich niezwykłą determinację. Dwa spośród nich: Łotwa i Estonia posiadają znaczne ilości mieszkańców - Rosjan (około 1/3 całej populacji), którym nie chcą przyznać pełni praw obywatelskich bez nauczenia się przez nich miejscowych języków oficjalnych, języków narodowych poszczególnych państw, co jest postrzegane (choć jest to w gruncie rzeczy wygodny, demagogiczny pretekst) na Zachodzie, jako brak zachodnich standardów w Estonii i na Łotwie. Podobny proces “ujednolicania” narodowościowego przede wszystkim środkami administracyjnymi zachodzi wobec mniejszości polskiej na Litwie, zapewne jednak ulegnie choćby przejściowemu osłabieniu, albowiem Litwa ma największe szanse wejścia do NATO spośród PB. W związku z tym ważny jest dla niej jej obraz w świecie społeczności międzynarodowej.

Niewielkie te państwa same w sobie nie mają większego strategicznego znaczenia, trudne są do obrony, posiadają natomiast słabe armie, których organizacja nie wyszła jeszcze poza wstępną fazę. (Ten stan zakładany jest jeszcze na co najmniej 10 lat). Nawet jednak, nawet po nieprawdopodobnej, bo wprost niewyobrażalnej forsownej militaryzacji, PB zjednoczone nie są w stanie przeciwstawić swego potencjału 8 mln. mieszkańców ponad 140 milionowej, choć obecnie zdezorganizowanej, ale nadzwyczaj dobrze zaopatrzonej w arsenały przeróżnej broni Rosji. Tymczasem Rosja w przyjęciu PB do NATO widzi niemal casus belli, jakby chodziło o integralną część jej ogromnego terytorium. Wydaje się, że Zachód mocno, jakkolwiek zupełnie nieskutecznie - jak dotąd - deliberujący w tej kwestii, zdecyduje się ostatecznie na połowiczny krok. Wystosowując w pierwszym rzędzie zaproszenie do Litwy graniczącej z Polską, nie graniczącej z właściwą Rosją, jak pozostałe PB, tylko z enklawą kaliningradzką i bez poważnej mniejszości rosyjskiej, jaka występuje na Łotwie i w Estonii. Da tym samym szansę przywódcom rosyjskim przedstawienie tego faktu własnej opinii publicznej, jako zwycięstwa “pokojowej” dyplomacji rosyjskiej utrzymującej dzielnie Łotwę i Estonię w ryzach “bliskiej zagranicy”. W istocie wszelkie więzy integracyjne PB z Zachodem służyć będą tylko - o czym pewnie niektórzy, wcale liczni Rosjanie dowiedzą się ostatni - gospodarczej i społecznej pomyślności Rosji, w szczególności sąsiadujących z PB guberni.

O ile istnieje plan rozszerzenia NATO - a wszystko na to wskazuje, że ze strony Administracji Prezydenta Clinton´a i większości republikańskiej wypracowany został swego rodzaju modus vivendi w tej kwestii - raz puszczona w ruch maszyna, nie zatrzyma się tak łatwo. Może wchodzić tu w grę - rzecz niebagatelna - prestiż “Białego Domu”. Pomimo oporu wpływowych kręgów opiniotwórczych, których sztandarowym przykładem jest “New York Times” konsekwentnie liberalny aż do absurdu, tzn. walczący z rozszerzeniem tzw. “wolnego świata” w świecie w imię nieznanych bliżej, poza najbardziej zapewne wnikliwymi czytelnikami celami, pomimo że ogromne rzesze amerykańskich sowietologów nie dojrzały jeszcze do przezwyciężenia syndromu “zimnej wojny”, w którym tkwią (wraz z poważnym odłamem opinii publicznej w samej Rosji - co wielce charakterystyczne), nie jest możliwe, aby amerykańscy kongresmani pozostali głusi na głos swych wyborców. W chwili obecnej według badań opinii publicznej 2/3 amerykańskich wyborców popiera ideę rozszerzenia NATO, widząc w pierwszym rzędzie Polskę, Czechy i Węgry w rozszerzonym Sojuszu.53) Podobnie przekonani są tradycyjni sojusznicy U.S.A. w Europie, Brytyjczycy.

W zasadzie więc decyzja dojrzała za przykładem amerykańskim. W jaki sposób i dlaczego nie udało się pewnym czynnikom natowskiego establishment´u przeciągnąć dłużej w czasie procesu nie składania mniej wiążących deklaracji - odpowiedzi na to pytanie należy szukać niewątpliwie po części w Moskwie i w jej niezwykłej nerwowości, gdy chodzi o sprawę “rozszerzenia”. Wydaje się, że świat zachodni a wraz z nim i Polska, takiej, jak obecnie szansy na zminimalizowanie militarnych zagrożeń - nie miał przez dekady, jeśli nie przez stulecia. Nie można jej zmarnować, ponieważ oznacza ona - w długim przedziale czasowym - pokój i pomyślność dla wszystkich zainteresowanych.

Następnych kroków należało oczekiwać w Madrycie i “po-Madrycie” (lipiec 1997 r.)

Wnioski

1. Zatrzymanie procesu “rozszerzenia” NATO nie jest już obecnie możliwe. Zadecydowała o tym ostrożna, kunktatorska wręcz polityka Zachodu, równie “przejrzysta” i przewidywalna zarówno dla zwolenników i przeciwników ekspansji NATO. O ile istniał i realizowany jest obecnie plan rozszerzenia NATO - przez “opóźnianie” tego procesu, aby zminimalizować straty i niebezpieczeństwa wynikające z oporu Rosji - nadszedł już czas, aby przejść do konkluzji. Wszystko wskazuje na to, że ze strony Administracji Prezydenta Clinton´a i większości republikańskiej wypracowany został na drugą kadencję prezydencką modus vivendi w tej kwestii - raz puszczona w ruch maszyna, nie zatrzyma się tak łatwo. Może wchodzić tu w grę - rzecz niebagatelna - międzynarodowy prestiż “Białego Domu”. W zasadzie więc decyzja, bądź już dojrzała, bądź - za przykładem amerykańskim - dojrzewa w poszczególnych krajach “16-tki”.

2. Ostateczny kształt i forma “rozszerzenia” nie jest jeszcze zdecydowana i określona. Zależeć będzie w znacznym – choć prawdopodobnie zmniejszającym się stopniu, od postępu rokowań z Rosją. Zarówno, ważna geopolitycznie Rumunia, jak i “nie do obrony” z militarnego punktu widzenia Państwa Bałtyckie, stanowią najpoważniejsze przykłady dylematów, które będzie musiał próbować rozwiązać Sojusz w najbliższym czasie. Przyjęcie po dziesięcioleciu deliberacji (1989-1999) trzech nowych członków-państw do NATO, nie było klęską, to objawem niezwykłego kunktatorstwa Zachodu. “Rozszerzenie”, gdy się rozpocznie - po upływie prawie dekady - wydaje się, że będzie musiało mieć bardziej kompleksowy charakter. Wytworzenie nowej linii podziału, znacznej geostrategicznie buforowej “szarej strefy” między Zachodem i Rosją, mijałoby się z celem. Jedynym limitem dla potencjalnie najwyższego możliwie rozszerzenia Sojuszu - jest sama Rosja; przez swój ogrom i ogrom zaniedbań, niepoddająca się jednoznacznie pro-zachodnim reformom i transkontynentalna w swej istocie. Rosja w dużej mierze jeszcze nieprzewidywalna.54) Perspektywy autentycznie poszukiwanego przez obie strony polityczno-militarnego sojuszu: przyszłego rozszerzonego NATO i Rosji - przybliżą w XXI wieku - być może - potencjalne niebezpieczeństwa ze strony totalitarnych Chin, muzułmańskiego fundamentalizmu lub inne jeszcze - mniej możliwe obecnie do jednoznacznego określenia.55)

Notka o autorze:

Antoni J. (Jerzy) Wręga, ur.1952 r. w Gdańsku, historyk, publicysta, od 1990 r. dyplomata, pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych RP, był wicekonsulem (II sekretarzem ambasady) w Kopenhadze (1990-1995), radcą Ministra (1996-2003), kolejno pracując w czterech różnych departamentach MSZ, obecnie jest ponownie II sekretarzem w MSZ (4 stopnie „w dół”; tak, jak w 1990 r. = przykład braku kariery dla „niepokornych” w administracji post-PRL-u; decyzja osobista dyr. gen. MSZ, niejakiego Matuszewskiego, mianowanego w 2005 r. przez Cimoszewicza – ambasadorem w Londynie]. Interesuje się historią wywiadów i tajnych organizacji na przestrzeni wieków.

Przypisy:

1) Skrócona wersja powyższego opracowania ukazała się w pracy zbiorowej: „Bezpieczeństwo Europejskie. Koncepcje, instytucje, implikacje dla Polski”, pod red. J. Czaputowicza, Warszawa 1997, wydawca: Ararat, 289 str., 145 x 210 mm, oprawa miękka, ISBN 83-903180-3-2, p.t.: Antoni J. Wręga, „Rozszerzenie Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ewolucja stosunku NATO do państw Europy Środkowej i Wschodnie. Argumenty za i przeciw rozszerzeniu NATO.” Nowa Wspólnota Atlantycka”. Postanowienia Rady Północnoatlantyckiej w grudniu 1996 r.”

2) Artykuł wyraża prywatne poglądy autora.

3) Książka Toma Clancy, “Executive Orders”, 1996 (pierwsze wydanie: G. P. Putnam´s Sons, U.S.A., drugie: HarperCollins Publishers, London) zawiera znamienną dedykację autora: The Hunt for Red October i wielu innych, równie sławnych prac: TO RONALD WILSON REAGAN FORTIETH PRESIDENT OF THE UNITED STATES: THE MAN WHO WON THE WAR

4) “Dyplomacja zachodnia obawia się zmian... (rozmowa z Alainem Besançonem)”, rozmawiał Mariusz Sielski , “Euroazja”, Rok III, nr 1, 1996, s.97.

5) W pracy powstałej w kręgu Akademii Obrony Narodowej U.S.A. (National Defence University, Institute for National Strategic Studies, Washington, D.C.) projekcje rozwoju i transformacji krajów b. Z.S.R.R., w tym przede wszystkim Rosji w latach 2015 - 2035 sięgają - dla przykładu - po twór zwany: the United States of Euroasia, dość fantastycznie dziś wyglądającą możliwość restytucji dość autorytarnej monarchii w Rosji i tendencje secesjonistyczne, nie tylko w aspekcie narodowościowym, czy narodowym, jak w wypadku Czeczenii, ale również dotyczące terenów zamieszkałych w większości przez Rosjan (Władywostok - rosyjski Daleki Wschód), por. Brian R. Sullivan, “World of Great Powers”, /in: / “Power and Progress”, July 1996, ed. by Patrick M. Cronin (dostępne w Internecie pod adresem: http://www.ndu.edu/cgi-bin/wais ).

6) Ibidem, s.96-97, (podkreślenia moje - AJW - tego i następnych cytatów).

7) “Les frontiéres orientales de l`Europe. Le cas russe”, “Commentaire”, nr 71, automne 1995. Polski przekład: “Euroazja”, Rok III, nr 1, 1996, s.88-95.

8) W zasadzie: “od Szczecina do Triestu” - była to słynna “żelazna kurtyna” z przemówienia Churchill´a w Fulton (U.S.A.) w marcu 1946 roku!

9) Jan Michejda, “Nowy Dziennik” /Nowy Jork/, 18.01.1994 r. Motyw ten - niechętnego stosunku do sytuacji powstałej po 1989 r., obecny m.in. w formie mniej lub więcej maskowanego sprzeciwu wobec idei rozszerzenia NATO - był stale obecny w latach 90. w części amerykańskich środowisk opiniotwórczych, w tym w mediach, dla przykładu por.: “New York Times”, artykuł redakcyjny tego dziennika (Editorial), 25.10.96 r.

10) O ile nie zaznaczono danym przypisem specyficznego źródła informacji, do którego odnosi się ów przypis, należy przyjąć, że pozostałe informacje w niniejszym opracowaniu pochodzą z ogólnodostępnych środków przekazu (prasa, radio, TV).

11) Zwycięstwo Jelcyna nad Dumą znakomicie ilustruje wypowiedź pewnego rosyjskiego aktywisty-obrońcy praw człowieka: “Komunizm nie zwyciężył, ale i demokracja nie wygrała również”. Są to słowa-klucze dla zrozumienia sytuacji w Rosji w latach 90-tych;”Newsweek”, “Hollow Victory”, October 18, 1993.

12) “NATO Vademecum”, Warszawa 1995, s. 21.

13) James W. Morrison, “NATO Expansion and Alternative Future Security Alignments”, “McNair Paper 40”, April 1995, Institute for National Strategic Studies, National Defense University, Washington, D.C., s.26-28.

14) Przykłady z końca 1996 r.: David Fromkin, “New York Times”, 18.12.1996 ; Jim Hoagland, “Washington Post”, 22.12.1996; Michael Mandelbaum (profesor politologii z Johns Hopkins University), “Don´t Expand NATO”, “Newsweek”, 23.12.1996.

15) Konflikt w byłej Jugosławii, wielonarodowościowej z historycznymi “zaszłościami” sięgającymi wstecz kilkaset lat, pokazał niezwykle szybko, że nie jest to jakiś teoretyczny, akademicki wymysł. Likwidacja konfliktu zbrojnego w BIH jest zasługą niemal wyłączną NATO, a w szczególności jego głównego składnika - Stanów Zjednoczonych - dostarczających na przestrzeni prawie 50-letniej historii Sojuszu ponad 60% jego potencjału wojskowego.

16) James W. Morrison, op.cit., s. vi-viii, 28-43. Groźba ta występować miała cały czas, wraz z rozpadem b. Jugosławii.

17) James W. Morrison, op. cit., s. xii, 127-130.

18) Zbigniew Brzeziński, “NATO ...Expand or Die ?”, “The New York Times”, 28.12.94 r.

19) Warren Christopher, Stuttgart, 06.09.1996 r.

20) “Atlantic News” (Brussels), No. 2859, 25.10.1996 r.

21) James W. Morrison, op.cit., s. 118 - 124; określa taką możliwość, jako najmniej prawdopodobną, najmniej liczącą się z realiami i zarazem, jako najmniej korzystną dla Zachodu.

22) Postawienie tego problemu, przeciw komu miałoby bronić Polski NATO, ze wskazaniem na Rosję, przedstawił Przemysław Żurawski vel Grajewski, “Przed kim ma nas bronić NATO”, “Gazeta Polska”, 23.01.97 r. Nie wyklucza to możliwości, że w przyszłości sojusz NATO-Rosja broniłby państw Północy przeciw totalitarnym Chinom lub/i fanatycznemu Islamowi.

23) “Atlantic News”, op. cit.

24) James W. Morrison, op. cit., s. xii, 129.

25) Którego kwintesencją jest wciąż spór o podział Floty Czarnomorskiej po b. Z.S.R.R. i o użytkowanie bazy morskiej w Sewastopolu, stanowiącym integralną część Ukrainy. Spór trwa od lat, lecz ostatnio przeszedł chyba w swoje apogeum. Należy porównać (1996/7 r.) ton i zawartość merytoryczną prasy ukraińskiej, broniącej integralności terytorialnej Ukrainy z prasą rosyjską, broniącej z pozycji imperialistycznych niespotykanej decyzji rosyjskiej Dumy w sprawie “historycznej rosyjskości” Sewastopola, portu - bazy morskiej w obcym, broniącym swej suwerenności państwie.

26) Ushakov, Vienna, 30.08.96 r., /Russian Embassy, Press Release, unofficial translation from Russian/.

27) “Rifkind calls for swift expansion of NATO by 1999”, by Eve-Ann Prentice, Diplomatic Correspondent, “The Times”, 18.09.1996 r.

28) Ibidem.

29) “Churchill in Zurich - A speech that rippled around the world”, “The Times”, 18.09.1996 r.

30) Ibidem; należy zwrócić uwagę na wyraźną inspirację Foreign Office widoczną w artykule wstępnym “Times´a”, który pisze z przekonaniem w czasie przyszłym rano w Londynie o tym, co Minister Rifkind powie wieczorem w Zurychu.

31) Ibidem.

32) “Webster Dictionary of English Language”.

33) “Final Communiqué Issued at the Ministerial Meeting of the North Atlantic Council”, Press C. M-NAC-2(96)165, Brussels, 10 Dec 1996 (via Internet: http://www.nato.int./docu/pr/1996/p96-165e.htm).

34) PAP z dn.:96/11/24, godz.: 21:37: ”USA/Senator Nunn za "miękkim lądowaniem" dla Rosji przy rozszerzaniu NATO. Waszyngton (Tomasz Zalewski) - Ustępujący senator Sam Nunn, uważany za jednego z kandydatów na Sekretarza Stanu, opowiedział się za tym, by rozszerzając NATO ogłosić równocześnie szereg deklaracji mających rozproszyć obawy Rosji związane z tą decyzją. W programie sieci telewizyjnej NBC "Meet the Press" w niedzielę Nunn przypomniał, że w odróżnieniu od administracji prezydenta Clintona byłby raczej za przyjęciem krajów środkowoeuropejskich, np. Polski, najpierw do Unii Europejskiej, a dopiero potem do NATO. Oświadczył, że rozszerzając Sojusz Atlantycki USA i inni jego członkowie powinni zapewnić Rosji - jak to określił - "miękkie lądowanie", aby "zapobiec podejmowaniu przez nią irracjonalnych decyzji w polityce zagranicznej, zwłaszcza w zakresie nierozprzestrzeniania broni". Polegałoby to na tym - wyjaśnił senator - aby po przyjęciu do NATO pierwszej grupy państw, jak Polska, Czechy i Węgry, zapowiedzieć kilkuletnią przerwę w dalszym procesie powiększania sojuszu, nawet do 10 lat. Należałoby również - jak powiedział - wyraźnie oświadczyć, że w obecnej sytuacji, kiedy nie ma dla tych krajów większego zagrożenia, NATO nie potrzebuje rozmieszczać na ich terytorium broni atomowej ani rozlokowywać tam na stałe swoich wojsk. Dziennik "The New York Times" wymienił w niedzielę Nunna jako jednego z czołowych kandydatów na sekretarza stanu po zapowiedzianym odejściu Warrena Christophera. Zapytany w wywiadzie dla NBC, czy objąłby to stanowisko, senator dał do zrozumienia, że tego nie wyklucza, ale zastrzegł się, iż nie uważa, by miał na to największe szanse. "New York Times" jako kandydatów do sukcesji po Christopherze wymienił jeszcze np. ambasadora USA przy ONZ, panią Madeleine Albright, byłego Senatora z Maine, George'a Mitchella, oraz czołowego dyplomatę, architekta porozumienia z Dayton, Richarda Holbrooke'a. W tym samym programie wystąpił także Doradca Prezydenta Clintona ds. Bezpieczeństwa Narodowego, Anthony Lake. Zapytany o sprzeciw Rosji wobec rozszerzenia NATO powiedział, że z rozmów z Rosjanami można wywnioskować, że "troszczą się oni raczej nie o to, czy NATO w ogóle będzie rozszerzone, tylko o to, jak będzie rozszerzone". "To już jest postęp" - dodał Lake.” Pani Albright została w styczniu 1997 r. Sekretarzem Stanu, pierwszą kobietą na tym stanowisku w historii U.S.A.

35) Sam Nunn, “Przyszłość NATO w niepewnym świecie”, “Militaria”, Nr 2/95. Autor stwierdza tu m.in.: “...winniśmy zaniechać zajmowania się rozszerzeniem NATO do tego stopnia, że zaczynamy ignorować konsekwencje tego dla ważniejszych spraw bezpieczeństwa...zachowanie Rosji będzie kluczowym i najważniejszym czynnikiem dla przyszłości NATO...”

36) “Final Communiqué...”, op. cit.

37) “New York Times”, 12.12.96 r., 96/12/12 18:20 PAP, “”Ofensywa “New York Timesa” przeciw rozszerzeniu NATO”.

38) Ibidem.

39) Szczyt Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w dniach: 02-03.12.1996 r. w Lizbonie.

40) “Nominacja Albright zapowiada kolosalne problemy dla Moskwy - uważają komentatorzy rosyjskich gazet”, 96.12.08., PAP, Moskwa (Zdzisław Raczyński).

41) “Final Communiqué...”, op. cit.

42) Ibidem.

43) Ibidem.

44) Ibidem.

45) Echa takiego rozumienia sprawy - jeśli chodzi o znaczenie Rumunii - zauważalne są, także w polskiej “publicystyce natowskiej”. Por.: Maria Wągrowska, “Spory o dowódców”, “Rzeczpospolita”, 20.11.96 r.

46) “Die Presse” (Wien), 06.12.1996 r., artykuł redakcyjny p.t.: “Wstąpienie do NATO nie powinno być zapłatą”

47) Wągrowska, op. cit. Zarówno Francja, co oczywiste, bo wynika to z tradycji i dość odległego, ale jednak pokrewieństwa kulturowego, tak ważnego dla Francuzów, jak i Stany Zjednoczone również doceniają jednak aspiracje pro-natowskie Rumunii. Wybór Constantinescu na Prezydenta kraju w demokratycznych wyborach i pokojowe przekazanie władzy przez Iliescu wzmacnia szanse Rumunii.

48) “Public Attitudes Toward European Security”, United States Information Agency, Washington, D.C., September 1996; badania przeprowadzono w latach 1995 - 1995 przez niezależne ośrodki, jak np.: Gallup Institute w poszczególnych krajach.Przystąpienie do NATO popiera 79% Rumunów, 72% Polaków, 57% Węgrów, 51 % Czechów i 46% Słowaków. Charakterystyczne, że przystąpienie swoich państw do UE popiera w każdym wypadku nieco większy (lub w wypadku Czechów, Słowaków Węgrów znacznie większy odsetek populacji poszczególnych krajów, tj.: 84% Rumunów, 74% Polaków, 72% Węgrów, 66% Czechów i 71 % Słowaków. Nie badano jednak opinii publicznej w Państwach Bałtyckich, gdzie determinacja - według powszechnej opinii obserwatorów - równa jest (z wyjątkiem rosyjskich mniejszości) rumuńskiej.

49) Przykładem: Ion Ratiu /ówczesny Wiceprzewodniczący rumuńskiego Parlamentu /, “Eastern Europe and NATO”, “International Herald Tribune” /Paris/, 03.11.1993 r. Lobbing interesów Rumunii w Waszyngtonie prowadzą wynajęte wyspecjalizowane firmy.

50) PAP z dn.: 96/11/05, godz.:18:08: ” Estonia-Rosja/Przełamanie impasu granicznego.5.11. Wilno PAP (Barbara Machnicka) - Estonia jest gotowa zrezygnować z powoływania się na traktat rosyjsko-estoński z Tartu zawarty w 1920 roku - wymóg ten od dwóch lat utrudniał zawarcie umowy rosyjsko-estońskiej o granicy państwowej... Strona estońska zgodziła się na zmianę sformułowania projektu umowy o granicy, tak by jej podstawę stanowił jedynie opis przebiegu linii granicznej. Oznacza to, że granica między obydwoma państwami pozostanie bez zmian oraz że Estonia nie będzie żądała od Rosji, by uznała traktat z Tartu za podstawę prawną kontynuacji państwa estońskiego. Traktat zawierał m.in. potwierdzenie praw Estonii do niewielkich skrawków ziemi na południe od Jeziora Pskowskiego oraz na prawym brzegu rzeki Narwy, które jej armia zajęła w czasie wojny z Rosją... W czasie negocjacji w sprawie granicy Estonia zrezygnowała z żądania ich zwrotu, lecz nalegała, by Rosja uznała traktat z Tartu, w którym po raz pierwszy Moskwa wyrzekła się z wszelkich praw do swej byłej kolonii. Rosja z kolei nie chciała tego zrobić, bo konsekwencją byłaby m.in. wypłata reparacji i zgoda na repatriację obywateli obu państw. Realizacja tego ostatniego punktu oznaczałaby konieczność przesiedlenia do Rosji ok. 100 tys. byłych obywateli ZSRR, mających teraz paszporty rosyjskie. Rezygnacja Estonii z powoływania się na traktat z Tartu oznacza, że już w ciągu miesiąca mogą zakończyć się rokowania w sprawie umowy o granicy. By weszła w życie muszą ją jednak ratyfikować parlamenty obu krajów. Uporządkowanie spraw granicznych otworzyłoby Tallinowi drogę do integracji z Unią Europejską i umożliwiło szersze kontakty handlowe i gospodarcze ze wschodnim sąsiadem. Delegacja rosyjska wysoko oceniła realizm i dobrą wolę Estończyków, podkreślając jednak, że najistotniejszą sprawą dla Moskwy jest poprawa położenia rosyjskojęzycznej mniejszości w Estonii...”, doniesienie PAP z dn.: 96/11/06, godz.:19:55:”... Ryga PAP/ITAR-TASS - Łotewski premier Andris Szkele zasugerował w środę podpisanie traktatu granicznego z Rosją, w którym de jure uznano by istniejącą obecnie granicę łotewsko-rosyjską. W wywiadzie dla ryskiego dziennika "Diena" Szkele podkreślił konieczność usunięcia wszystkich przeszkód, stojących na drodze Łotwy do wstąpienia do Unii Europejskiej, która domaga się od przyszłych członków, by rozwiązali wszystkie swe problemy graniczne. Szkele opowiedział się za udzieleniem delegacji łotewskiej na rozmowy z Rosją uprawnień do rozstrzygnięcia w projekcie umowy o delimitacji granicy kwestii roli traktatu z 1920 r. Dotychczas Łotwa, podobnie jak Estonia, nalegała by Rosja uznała ten traktat. Trzy rundy łotewsko-rosyjskich rozmów granicznych nie przyniosły wyników. Jednakże podczas ostatniego spotkania w Pietrozawodsku szefowie resortów spraw zagranicznych obu krajów zgodzili się nie powracać więcej do sprawy traktatu z roku 1920.”

51) W zasadzie, albowiem są wyjątki: nie tylko znany spór grecko-turecki, ale np.: spór duńsko-norweski (od lat trzydziestych) o wyspę Jan Mayen, między Grenlandią a Norwegią (istnieje tam baza nasłuchowa NATO - przeciw rosyjskim okrętom podwodnym, wraz z lotniskiem zdolnym przyjąć transportowce typu C-130 “Herkules”).

52) “Letter to the White House” z listopada, 1996 r., podpisany m.in. przez popularnego Demokratę ze Stanu Illinois Paul´a Simon´a.

53) Z badań: The University of Maryland, wrzesień 1996 r.

54) Przemysław Żurawski vel Grajewski, op.cit.

55) W najnowszej pracy amerykańskiej powstałej w kręgu Akademii Obrony Narodowej U.S.A. (National Defence University, Institute for National Strategic Studies, Washington, D.C.) projekcje rozwoju i transformacji krajów b. Z.S.R.R., w tym przede wszystkim Rosji w latach 2015 - 2035 sięgają - dla przykładu - po twór zwany: the United States of Euroasia, dość fantastycznie dziś wyglądającą możliwość restytucji dość autorytarnej monarchii w Rosji i tendencje secesjonistyczne, nie tylko o podłożu kulturowym, narodowościowym, etnicznym, narodowym, jak w wypadku Czeczenii, ale również dotyczące terenów zamieszkałych w większości przez Rosjan (Władywostok - rosyjski Daleki Wschód), por. Brian R. Sullivan, “ World of Great Powers”, /in: / “Power and Progress”, July 1996, ed. by Patrick M. Cronin (dostępne, podobnie, jak inne wydawnictwa NDU za pomocą Internetu pod adresem: http://www.ndu.edu/cgi-bin/wais).

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: