9. EUROPEJCZYK ŚRODKOWY - KOMU GROZI ZAGŁADA

Europejczyk Środkowy

My, ludzie żyjący w krajach socjalizmu realnego mamy niezawodną i trafną na ogół metodę badania zamiarów i planów naszych rządów, z rządem ZSRR na czele. Metoda ta polega na uważnym śledzeniu oficjalnych oświadczeń kierownictwa KPZR, PZPR bądź jakiejkolwiek innej partii komunistycznej oraz podległych im rządów i „parlamentów” oraz prostej konstatacji: jest odwrotnie niż głoszą to owe oświadczenia. Kiedy ZSRR oświadcza, że gotów jest udzielić braterskiej pomocy, to znaczy, że szykują napaść zbrojną lub wewnętrzny, komunistyczny zamach stanu; jeśli gwałtownie zaprzecza jakoby jego służby wywiadowcze miały coś wspólnego z wywiadem bułgarskim i że jest oszczerstwem, iż ten ostatni inspirował i opłacił tureckiego terrorystę, by zabił papieża – to znaczy, że wywiad bułgarski jest kierowany bezpośrednio przez KGB, że zamach był drobiazgowo przygotowany i pech, że się nie udał. To wszystko zresztą naród polski doskonale wiedział bez śledztwa włoskiego sędziego 13 maja 1981 r., w dniu zamachu na papieża.

Mało kto nie był wewnętrznie przeświadczony, że Ruscy musieli maczać w tym palce. Teraz cywilizowany świat zadaje sobie pytanie, jak zachować pokój, a Europa Zachodnia miotana jest wewnętrznymi sprzecznościami czy instalować nowe rakiety Pershing 2 i pociski samo sterujące Cruise czy nie. Wystarczy posłuchać co mówi Kreml i postąpić odwrotnie.

Według polskiej, niezawodnej i sprawdzonej setki razy metody sytuacja jest taka: Kreml oświadcza po kilka razy na dobę, że rakiety Pershing 2 i pociski samosterujące Cruise podnoszą niebezpieczeństwo wojny. Jesteśmy przepojeni całkowitą pewnością, że jest akurat odwrotnie – zainstalowanie tych rakiet oddali niebezpieczeństwo wojny od kontynentu europejskiego. Uniemożliwi komunizmowi radzieckiemu atomowy szantaż Europy Zachodniej, którym obecnie posługuje się cynicznie, oświadczając niedawno, że zaatakuje największe skupiska ludności w Zachodniej Europie, w przypadku wojny oczywiście.

Nim powiemy dlaczego Polska może czuć się bezpieczna po zainstalowaniu przez NATO nowoczesnej broni jądrowej o średnim zasięgu, chcemy zastanowić się skąd w ogóle bierze się zagrożenie wojną, jak mogłoby dojść do jej wybuchu i jaki mógłby być jej przebieg. Pierwsze, wyżej postawione pytanie, ma charakter doprawdy podstawowy. Dlaczego wojna w ogóle grozi? Otóż różni politolodzy udzielają z różnymi odcieniami – generalnej odpowiedzi takiej: III wojna światowa, niosąc światu atomową zagładę, grozi nam wszystkim, ponieważ dwa główne supermocarstwa dysponują już gigantycznym arsenałem bomb jądrowych o potwornej sile rażenia, dysponują środkami przenoszenia go i mogą się nawzajem zniszczyć wielokrotnie. W dodatku postęp techniczny sprawia, iż wynajduje się coraz to nowe rodzaje broni, podnoszące dokładność i siłę rażenia oraz ciągle powiększa się cały arsenał. I dlatego grozi wojna?

Musimy odpowiedzieć, że rozumowanie politologów, strategów i wielu polityków jest logiczne, racjonalne i – fałszywe. Fałszywe, bowiem nie uwzględnia w ogóle ludzkiej woli, chęci. Otóż wojna, jaki by nie był arsenał, czy stanowiły go maczugi, miecze, tradycyjna artyleria czy też bomby termojądrowe zależała zawsze i zależy od tego, czy byli ludzie, którzy chcieli ją w jakimś celu wywołać. Jeśli byli, to wielkość arsenałów nie była czynnikiem decydującym. Ten, kto chciał wojny, kto chciał ją przeprowadzić i wygrać, szykował sobie odpowiedni arsenał. Tak jest i obecnie.

Powszechnie oskarża się dwa wielkie supermocarstwa – Stany Zjednoczone i Związek Radziecki – iż ich wzajemne animozje prowadza do napięcia międzynarodowego i przybliżają wybuch wojny. My musimy zapytać – czy rzeczywiście oba supermocarstwa pragną wojny? Otóż dziwimy się, że świat nie widzi zasadniczej różnicy w postępowaniu USA i ZSRR, różnicy potwierdzanej historycznymi faktami. Tym mocarstwem, które szykuje, które zbrojeniom podporządkowało zniewoloną ludność i ludność krajów podbitych, które temu celowi podporządkowało gospodarkę – jest Związek Radziecki. I choćby nie wiem jak słodkie gruchanie gołąbków pokoju płynęło przez świat, to fakty są takie: na Kubie ZSRR wsparł rewolucjonistów, którzy chcieli obalić dyktaturę i po ich zwycięstwie zwabił ich do obozu komunistycznego. A potem uwaga – Chruszczow, któremu słowo pokój nie schodziło z ust, zaczął instalować na Kubie, tuż pod bokiem USA, wyrzutnie rakiet z głowicami atomowymi ... , dalej – Angola, próba opanowania władzy przez komunistów w Portugalii, Etiopia, Jemen Płd., Wietnam. Obecnie trwa walka w Afganistanie, w którym normalny, zwycięski scenariusz udzielania „braterskiej pomocy” trochę się zaciął na skutek bohaterskiej postawy Afgańczyków. Niech Allach tym dzielnym ludziom śle zwycięstwa w ich sprawiedliwej wojnie obronnej przeciwko bandyckiej napaści!

Co do pokojowych intencji radzieckich to warto przypomnieć i historię wcześniejszą. Po zawarciu w 1938 r. układu o nieagresji z Hitlerem, Związek Radziecki napadł, do spółki z nim właśnie, Polskę, a następnie po solennych zapewnieniach pokoju wobec republik nadbałtyckich – Litwy, Łotwy, Estonii – zagarnął je militarnie, ogłaszając jednocześnie, iż spełni życzenia ludności tych krajów. W wyniku II wojny światowej – łamiąc bezczelnie postanowienia z Jałty i wmawiając światu, że USA i Wielka Brytania zaakceptowały tam aneksję Polski, co jest nie prawdą – ZSRR zagarnął cała Polskę, Czechosłowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i część Niemiec. Tak więc socjalizm nie zwyciężył w żadnym kraju dzięki sile swej idei, a wyłącznie dzięki obecności wojsk ZSRR lub nasłanych przez nich agentów i posłużenia się komunistycznymi partyzantami określanymi jako siły narodowo – wyzwoleńcze (był od tego drobny wyjątek, potwierdzający regułę: ZSRR opanował pod koniec wojny Wiedeń i kawałeczek Austrii. Było to za mało, by się tam umocnić i trzeba było ustąpić wobec chęci utrzymania zgody z Zachodem, który już w tedy bombę miał, a ZSRR jeszcze nie).

Czy zaś odpowiadają prawdzie oskarżenia radzieckie, że to imperializm amerykański chce wojny? Czy USA chce napaść na Związek Radziecki? Ludność ZSRR w przerażającej większości w to wierzy, tak bowiem łatwo mówi tam propaganda komunistyczna od 60 lat i ludności dostępna jest tylko ta propaganda wobec całkowitego odcięcia od wszelkiego kontaktu z zagranicą. Ale jakie fakty potwierdzałyby agresywność USA? Czy USA zdobyły jakieś kraje po II wojnie światowej? Czy ich interwencja w Wietnamie może być uważana za agresję, skoro nastąpiła dopiero wtedy, kiedy północni, komunistyczni Wietnamczycy napadli na Wietnam Południowy? Czy ich interwencja w Gwatemali, kiedy wybuch komunistyczny pucz, to agresja wobec tego kraju? Czy w jakimkolwiek kraju Amerykanie zbrojnie zainstalowali swój rząd i nakazali całej ludności urzędowo kochać Amerykę? Przeciwnie, USA ustępowały komunizmowi z drogi. W latach Eisebowera i Dullesa dominowała taktyka „powstrzymania”, która ograniczała się do stanowczości słownej wobec ZSRR i forsownych zbrojeń, w pełni usprawiedliwionych zbrojeniami radzieckimi. Wtedy ZSRR nie miał możliwości zdobywania jakichkolwiek nowych terytoriów. Potem nastąpiło słynne odprężenie, a wraz z nim ustępowanie USA, komunistycznej aneksji około 20 krajów Azji, Afryki i Ameryki Płd. Jasne, że USA, pozostając pierwszą światową potęgą nie są mocarstwem agresywnym, nigdy nie dążyły do żadnej aneksji, żadnego kraju, ograniczały się do propagowania idei wolności i demokracji oraz idącej w miliony dolarów pomocy dla zagranicy. Już zaś najmniej zapewne USA dążą do wojny z ZSRR i do zniszczenia ZSRR. Jak się wydaje, Amerykanie sądzą nie bez racji, iż po pewnym czasie – być może odległym – ZSRR rozpadnie się samo, jak każde imperium oparte na kłamstwie, policji, planowym głodzie. Po cóż więc napadać, narażając się samemu na zniszczenie?

A jednak wojna może wybuchnąć dlatego, że pragnie jej ZSRR. ZSRR liczy się bowiem z bilansem sił, Zachodni stratedzy powiadają, że wojna wybuchnie w momencie, kiedy jedno z supermocarstw uzyska przewagę nad drugim w takim stopniu, że zdoła za pierwszym zmasowanym atakiem zniszczyć odwetową siłę nuklearną przeciwnika.

My wnosimy do tego „drobną” poprawkę: istotnie tak będzie, kiedy taką przewagę uzyska ZSRR. Jeśli ZSRR poczuje się silniejszy, bez wątpienia uderzy całą swą mocą na Zachód, z oskarżeniem Zachodu o agresję na ustach.

Jak to może wyglądać? Jak się wydaje, ZSRR ma teraz 2 cele strategiczne: opanowanie wybrzeży Zatoki Perskiej, zdobycie tam złóż ropy naftowej dla siebie i jednocześnie odcięcie Zachodowi jego źródeł energii. Etapem w realizacji tego celu jest agresja ZSRR w Afganistanie. Drugi cel to neutralizacja, a następnie opanowanie Europy Zachodniej. Gdyby się to udało bez wywoływania wojny atomowej z USA, to USA mogłoby oczekiwać nuklearnej napaści po kilku lub kilkunastu dalszych latach, w których ZSRR jak paciorki różańca podporządkowałby sobie całą Afrykę, całą Amerykę Płd. i dalszą część Azji, hamowany tylko przez Chiny, które wtedy też nie miałyby nic do stracenia. Pokojowemu opanowaniu Zachodniej Europy służy organizowanie i finansowanie ruchów pokojowych i szerzenie na Zachodzie opinii, że jeżeli Zachód się rozbroi, to ZSRR się ułagodzi i też zaraz będzie dążył do pokoju. Można sobie wyobrazić, jak Andropow i spółka pękają na Kremlu ze śmiechu, kiedy w RFN partia „zielonych” głosi takie poglądy lub kiedy angielskie kobiety wdzierają się w ramach protestów na teren tamtejszych baz wojskowych. Co do nas, to te wydarzenia napawają nas przerażeniem: nie wiedzieliśmy, że ślepota i głupota, niewinność sterowana przez radzieckich agentów może być tak niebezpieczna. Wszak my już zostaliśmy podbici i jesteśmy mieszkańcami bezwzględnie rządzonej półkolonii radzieckiej. Wolny i demokratyczny Zachód to nasza nadzieja, to wiara, iż na świecie wolność i demokracja nie zginęły i być może kiedyś do nas wrócą. Upadek Zachodu to epoka barbarzyństwa na wiele pokoleń. Jeśli więc teraz trwają wahania czy przestarzałe rakiety Pershing wymienić na pociski nowoczesne Pershing 2, i pociski samosterowalne Cruise, my w Polsce nie mamy wahań, ich instalacja podnosi nasze bezpieczeństwo. Podnosi też bezpieczeństwo całej Europy. Bowiem jeśli Kreml z czymś się liczy to tylko i wyłącznie z siłą. Jeśli te pociski zostaną zainstalowane, Kreml nie zdecyduje się na wojnę, a nawet na agresję. Ograniczy się do dalszego infiltrowania przy pomocy swych agentów, partii komunistycznych i do propagandy mylącej Zachód. Co do losu Polski, to nowe Pershingi i Cruisey oznaczają bardzo wiele. Przede wszystkim zaś to, że ich zasięg jest daleko większy niż rakiet i pocisków dawnego typu i sięga po Ural. Tak więc będą one stanowić zagrożenie dla Rosjan, nie tylko dla nas. Po wtóre dokładność pocisków np. Cruise jest olśniewająca: trafiają w cel z odległości kilku tysięcy kilometrów z dokładnością do 150 m, co przy głowicy nuklearnej jest po prostu trafieniem w główkę szpilki. Jeśli więc rakiety te musiałyby być wycelowane na cele leżące na naszym terytorium, to mogą być dokładnie uplasowane tam, gdzie stacjonują radzieckie dywizje pancerne i gdzie mieszczą się radzieckie bazy, znajdują się wojskowe poligony i lotniska.

W razie wojny Polska nie ocaleje bez ofiar. Zapewne straty nasze będą wielkie. Ale dzięki takim pociskom jak Cruise i Pershing mamy po pierwsze nadzieję, że odstrasza Kreml, a po wtóre jeśliby już do wojny doszło, to że wyjdziemy z niej z ofiarami lecz ocaleni jako naród. Niech totalnej zagłady, której widmem nas karmi komunistyczne straszenie amerykańskimi imperialistami, obawiają się ci, którzy te wojnę zaczną. Dlaczegóż to totalna zagłada ma spotkać nas Polaków, tylko dlatego, że mieszkamy w środku Europy? Dlaczegóż to totalnej zagłady mają nie obawiać się Rosjanie? Wszak Ameryka jest pokojowa i łagodna, ale jeśli zostanie napadnięta, musi zniszczyć ZSRR i zrobi to z pewnością, oddając ludzkości przysługę na tysiąclecia.

Co zaś do pokojowych intencji radzieckich, to warto chyba przypomnieć na tych łamach znamienny lapsus odsłaniający ich prawdziwą istotę. Oto katowicka „Trybuna Robotnicza” w końcu stycznia 1983 r. zamieściła rozmowę z płk prof. dr hab. Julianem Kaczmarkiem z Akademii Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Pułkownik profesor mówi o tym i o owym, ale o to na pytanie, czym dla Polski byłaby III wojna światowa odpowiada z pełną swobodą: „jesteśmy narodem usytuowanym w politycznym i strategicznym centrum Europy, gdzie od wieków krzyżowały się interesy wielu państw i koalicji. Współcześnie Polska spełnia dla Układu Warszawskiego rolę rejonu wyjściowego do działań na terenie przeciwnika, obszaru tranzytowego dla wojsk nadchodzących z głębi wycofywanych na tyły, zapleczem wojsk walczących na froncie. W związku z tym oddziaływanie agresora na terytorium naszego kraju może być bardzo intensywne i różnorodne w formach ...”. A więc bez osłonek – jesteśmy platformą, z której ruszą wojska na Zachód. To mówi pułkownik ze Sztabu Generalnego i niech nikogo nie myli użyte przez niego określenie „agresor” wobec nieprzyjacielskich wojsk. To te wojska nie przyjacielskie, z góry o tym wiadomo, będą „agresorem” w chwili, kiedy atak radziecki ruszy z Polski na Niemcy, Francję i całą wreszcie Europę Zachodnią.

Wypada podziękować panu pułkownikowi procesorowi doktorowi habilitowanemu za tę szczerość, tak rzadko demaskują prawdziwe plany i projekty Układu Warszawskiego, „niewzruszonej ostoi pokoju na świecie”. Warto wywiad z „Trybuny Robotniczej” szeroko rozpropagować wśród uczestników marszów pokojowych na Zachodzie, rozdać go „partii zielonych” i biskupom amerykańskim. Co zaś do obrony pokoju to serdecznie zapraszamy do Polski: zapraszamy angielskie kobiety przedzierające się przez druty kolczaste na teren amerykańskich baz wojskowych. Welcome in Poland! Jedźcie do Legnicy i tam spróbujcie forsować zasieki wokół baz radzieckich. Zapraszamy młodych Niemców z FRN tak szlachetnie walczących o jednostronne rozbrojenie Zachodu. Willkomen in Polei! Przyjeżdżajcie do nas protestować przeciwko zbrojeniom radzieckim, u nas zorganizujcie pochód wzywający oba mocarstwa do rozbrojenia. Będziemy wam wdzięczni, bowiem losy waszej pokojowej akcji w Polsce pozwolą wam zobaczyć, jak słowo „pokój” rozumiane jest przez Układ Warszawski.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: