3. LEWAK - NA KOGO PRACOWAĆ

LEWAK

Zdecydowana większość społeczeństwa uważa rządy komunistyczne w naszym kraju za uzurpatorskie, a obecna ekipa Jaruzelskiego za jawnie antynarodową. W tej sytuacji najważniejszym celem musi być usunięcie junty i zdobycie przez naród prawa do decydowania o własnym losie, o kształcie ustroju i polityce państwa. Wierzymy, że ten nadrzędny cel zostanie w końcu osiągnięty. Jak tę wiarę przetłumaczyć na język codziennych katastrofalnej sytuacji gospodarczej? Władza komunistyczna nawołuje do „realizmu” tj. do uznania narzuconej przez Moskwę rzeczywistości za niezmienną, pogodzenia się z losem i wzięcia się do wytężonej pracy aby wydźwignąć kraj z ruiny, a społeczeństwu zapewnić minimum egzystencji. Przy czym władza nawołuje do solidnej pracy niejako z pobudek altruistycznych. „Będziecie więcej pracować – będziecie lepiej żyć”. To wyłącznie zależy od nas, jako że jak powiedziane najbardziej jej reprezentatywne indywiduum Urban dla rządu zawsze starczy czyli z głodu będziemy zdychać my.

Aktorzy wybrali bojkot władzy. Te samą drogę wybrało wielu pisarzy, naukowców. Czy jednak postawa intelektualistów może być naśladowana przez ludzi z produkcji? Czy powinni dążyć do powiększenia produkcji, czy też podobnie jak to miało miejsce w czasach hitlerowskiej okupacji iść śladem żółwia i minimalizować wysiłek? Nawoływanie do zwiększonej wydajności pracy miałoby wówczas uzasadnienie, gdyby występowała współzależność między wynikami ludzkiej pracy, znajdującymi wyraz we wzroście dochodu narodowego a kształtowaniem stopy życiowej społeczeństwa. Tymczasem jak wskazuje na to bez mała czterdziestoletnie doświadczenie PRL między wzrostem dochodu narodowego (DN), a wzrostem płac realnych (pł. r.) nie występuje taka współzależność. Społeczeństwo przekonało się o tym już w pierwszych latach „władzy ludowej” po zakończeniu tzw. „Planu Odbudowy” (1947 – 1949). Był to jak wiadomo jedyny plan w historii PRL wykonany i to z olbrzymią nadwyżką. Oficjalnie ogłoszono, że zostały osiągnięte i przekroczone wskaźniki i DN. Społeczeństwo oczekiwało osiągnięcia również przedwojennego poziomu stopy życiowej. Realia okazały się smutniejsze: płace pozostały bardzo niskie i wahały się w granicach 1/3 przedwojennego poziomu. Przy czym nie było żadnej grupy pracowniczej z milicją, wojskiem czy UB włącznie, której wynagrodzenia przynajmniej by się zbliżyły do tego, ile zarabiali pracownicy analogicznych instytucji przed wojną. W pierwszych latach planu 6 – letniego (1950 – 1955) wzrost płac realnych oceniano na 15,7 %, gdy DN wzrósł o 56 %. Podobne relacje, tj. czterokrotnie wolniejsze tempo wzrostu pł. r. w porównaniu ze wzrostem DN występowały we wszystkich okresach „spokoju” społecznego, czyli zawsze wtedy kiedy władza czuła się „bezpieczna”. Dotyczy to np. całego okresu 1060 – 1970 (DN wzrósł o 83 %, a pł. r. o 21 %). Są to dane oficjalne, z których wynika, że wzrost płac władza ciągle traktowała jako wymuszoną konieczność i że nieznaczną poprawę warunków życia społeczeństwo musiało okupować niewspółmiernie wysokim wzrostem wysiłków i produkcji. Na tym tle zrodziło się powszechne przekonanie o nieskuteczności systemu komunistycznego, przede wszystkim w sferze gospodarczej. Tym głębsze, że propaganda przy okazji ogłaszania kolejnych planów wieloletnich zapowiadała znaczną poprawę stopy życiowej. Plany konstruowane po roku 1956 a zwłaszcza plan 15 – to letni miał doprowadzić do osiągnięcia poziomu gospodarczego we Francji.

Warto jako żart przypomnieć ogłoszenie „współzawodnictwa” między krajami RWPG i krajami zachodnimi. ZSRR miał do roku 1070 doścignąć USA, NRD miało prześcignąć RFN a w Polsce w ramach tego podziału „pracy socjalistycznej” przypadło prześcignięcie Francji. Zapowiadano, że każda rodzina w tym okresie dojdzie do posiadania własnego samochodu, mieszkania, że powszechnie dostępne będą urlopy zagraniczne, a w tym najdalej położonych krajach jak Filipiny czy Nowa Zelandia. Dziś to brzmi jak ponura bajka, ale przecież takimi bzdurami karmiono społeczeństwo, wystarczy sięgnąć do starych roczników gazet. Na początku lat 1960 – tych, przystępując do rozbudowy bazy surowcowej (miedź, siarka, węgiel brunatny) twierdzono, że dalszy rozwój kraju natknął na barierę surowców, a ceny tych surowców na rynku światowym stale rosną. Uspokajano, że zatrzymanie poziomu płac ma charakter tymczasowy i jest spowodowane koniecznością skokowego przyrostu inwestycji związanych z surowcami. Że stan ten potrwa najdłużej do roku 1967, po czym w kraju rozpocznie się Eldorado. I chociaż przekształciliśmy się z importera miedzi i siarki w eksportera tych surowców – stopa życiowa wcale nie rosła, a ekipa Gomułki widziała jedyne wyjście z trudności gospodarczych w drastycznym podniesieniu cen ... i znacznej obniżce stopy życiowej. W okresie gierkowskim już nie brak surowców, lecz brak kapitałów wysunął się na pierwsze miejsce w uzasadnieniu przyczyn niedostatecznego rozwoju gospodarki z punku widzenia potrzeb społecznych. Rozpoczął się etap nieokiełznanego importu kapitałów, techniki, zakupu licencji. Gospodarka miała „nabrać obrotów” i .. popędzić do materialnego dobrobytu społeczeństwa. Po tych euforycznych zapowiedziach w końcu lat 1970-tych kiedy właśnie miał się rozpocząć dobrobyt – gospodarka zaczęła się rozsypywać. Doświadczenia tego typu służyły za kanwę do formułowania sądów o niewydolności gospodarczej komunizmu i do poszukiwania sposobów jego usprawniania w kolejnych reformach. Raz główne zło widziano w nadmiernej biurokracji, innym razem w braku „bodźców materialnych zainteresowań”, a jeszcze na innym etapie w braku dostatecznej samodzielności przedsiębiorstw. Zastanawiając się nad tymi wycinkowymi problemami tracono z pola widzenia sprawę najistotniejszą, podstawową. Przecież sprawdzianem skuteczności, bądź braku takowej jest zdolność realizacji przyjętych celów. Sądzić, czy system komunistyczny w Polsce jest skuteczny, czy nie, można dopiero po rozpoznaniu jego faktycznych celów i porównania wyników z tymi celami. Nikt przecież po grudniu 1981 nie może powiedzieć, że władza, która nie potrafi zapewnić mydła narodowi jest skuteczna w prowadzeniu antynarodowej wojny.

Jakie są cele komunizmu w Polsce?

Po pierwsze, władza w Polsce jest wasalna wobec Moskwy, przez Moskwę narzucona i przez Moskwę podtrzymywana. Nie ma przecież wątpliwości, że utrata poparcia Moskwy spowodowałaby upadek tej władzy w ciągu kilu godzin, a najwyżej dni.

Po drugie, nadrzędnym celem władców Kremla jest zdobycie panowania nad światem. Wszystko jest podporządkowane temu nadrzędnemu celowi. Na marginesie, prawdziwe jest twierdzenie Moskwy, że chciałaby widzieć „Polskę silną”. Tak ale nie silną polskością, lecz silną jako ogniwo moskiewskiego łańcucha, którym chcą opasać świat.

Po trzecie, wasalna władza komunistyczna w Polsce nie ma swoich niezawisłych celów. Ma cele podporządkowane interesom Moskwy. Takim moskiewskim celem realizowanym w Polsce jest upodobnienie Polski do ZSRR (organizacja gospodarki, PGR-y, organizacja wojska i milicji, administracji i struktury aparatu partyjnego). Świadczy o tym przykład rolnictwa i banicja Gomułki z tego powodu w 1948 roku. Wszystkie ekipy rządzące w Polsce wyłaziły ze skóry aby „umocnić sektor socjalistyczny” w rolnictwie, ze szkodą dla rolnictwa indywidualnego, wbrew rachunkowi ekonomicznemu oraz potrzebą wyżywienia kraju. Te interesy Moskwy wymagały rozbudowania do takich rozmiarów potencjału surowcowego przemysłu przetwórczego, budowy Huty Katowice, czy może najbardziej jaskrawy z przykładów – budowa szerokotorowej linii kolejowej od granicy wschodniej do zachodniej.

Jeżeli między bajki włożyć twierdzenie, że podstawowym celem komunizmu jest „coraz pełniejsze zaspokajanie rosnących potrzeb społeczeństwa”, a przyjąć cel faktyczny tj. dążenie do panowania nad światem to trzeba skorygować ocenę jakoby komunizm był nieskuteczny. Popatrzmy na mapę polityczną – z jakich pozycji startowała w roku 1917 Rosja Radziecka, jak powiększała stan posiadania do roku 1939, jak rozbudowała swoje imperium bezpośrednio po drugiej wojnie światowej i jak rozbudowała w ostatnich latach przyczółki w Afryce i na drugiej półkuli. To ma być brak skuteczności! Jak widać z tego w porównaniu z Hitlerem system komunistyczny jest bardziej skuteczny /!/, a kieruje się przecież takim samym celem. I ile lat już trwa, a świat nie umie się przed tą ekspansją obronić, poświęcając w Jałcie (podobnie jak Hitlerowi w Monachium – Czechosłowację) kolejne kraje

A dziś za cenę iluzorycznego pokoju i dla udobruchania Moskwy gwarantuje się jej nienaruszalność imperium i jest się o krok od pozostawienia bezbronnej Europy Zachodniej w obliczu zagrożenia moskiewskiego. A skuteczność w sferze gospodarczej nie jest taka niska skoro kraje, których potencjał gospodarczy stanowi niewielki ułamek potencjału świata zachodniego potrafiły porównywalną potęgę militarną. Można kwestionować efektywność tej gospodarki podkreślając wysokość ponoszonych kosztów zbrojeń. Ale przecież koszt przeznaczany jest na społeczeństwo i ujawnia się w bardzo niskim poziomie stopy życiowej zarówno w Związku Radzieckim (Sowieckim) jak i krajach wasalnych. Koszt cen dla władców nie jest „dolegliwością”. Odwrotnie im biedniejsze społeczeństwo tym bardziej uległe. Poczucie materialnej niezależności, dobrobyt byłby raczej utrudnieniem dla komunistycznego totalitaryzmu i ekspansjonistycznej polityki zagranicznej. Komunizmowi zależy programowo na produkowaniu nędzy, utrzymaniu ludzi w upodleniu materialnego ubóstwa. Przepracowany i głodny = pokorny. Jedynie strach przez rewoltami społecznymi zmusza władców komunistycznych do ustępstw w sferze warunków materialnych. Po śmierci „wodza międzynarodowego proletariatu” wystraszone sieroty po Stalinie podniosły prace realne (w 1953 r. o 5 %, w 1954 jeszcze o 9%). W roku 1956, roku Października podniesiono pł. r. o ponad 11 %, a w 1957 o dalsze 8%. Tylko w tych latach tempo wzrostu płac realnych było równe dynamice dochodu narodowego. Ciekawe, że w 19881 roku mimo spadku DN o 13 % płace realne pozostały na niezmienionym poziomie. Taki był skutek działania „Solidarności”. Ale już w roku 1982 władza pokazała co potrafi. DN spadł o dalsze 8 % ale płace realne junta obniżyła o 25 %. Równie głęboko spadku pł. r. należy oczekiwać w 1983 roku. Władza jest obecnie zagrożona, ale postanowiła zapewnić sobie bezpieczeństwa na drodze wzmagania terroru, rozbudowy do niebotycznych rozmiarów służb zomowskich i ubeckich. Zamiast przypochlebiania się „hołocie” podwyżkami płac – gazy i pały. O antynarodowym charakterze tej władzy świadczy chociażby to, że budowa szpitali jest bądź odkładana z roku na rok, bądź przewleka się z powodu braku funduszy i materiałów budowlanych na wiele lat. Ale nigdy jeszcze nie zabrakło środków i materiałów na budowę koszar dla ZOMO, gmachów Komitetów Wojewódzkich, PZPR, komend MO. Nie brakuje opon, akumulatorów i benzyny dla ZOMO, ale brakuje dla transportu publicznego. W przededniu 31 sierpnia 1982 roku spodziewając się manifestacji w sklepach Pewexu kupowano setki dżinsów dla tajniaków, którzy poprzebierani za „młodzież” mieli za zadanie mieszać się z tłumem i szpiegować przywódców. Nawet dwudziesty stopień zasilania nie pozbawia prądu stacji zagłuszających. Nie zabrakło dolarów na zakup pałek i tarcz ochronnych dla ZOMO, ale brakuje ich na zakup najpotrzebniejszych lekarstw. Brakuje środków ochronnych dla rolnictwa, ale nie petard i gazów łzawiących przeciwko pokojowym manifestacją. Brakuje telefonów, ale nie dolarów na zakup najnowocześniejszych aparatów podsłuchowych. O programie komuny można również sądzić z treści wystąpień publicznych szefa junty Jaruzelskiego wielokrotnie podkreślającego, że w Polsce musi być socjalizm ale ani razu nie mówiącego, że w Polsce musi być chleb i demokracja. Jeżeli władza dziś namawia Polaków do wytężonej solidnej pracy, to proponuje nam ten sam program, jaki proponowały kolejne ekipy Bieruta, Gierka, Babiucha. Nasza praca jest im potrzebna dla umacniania komunizmu w Polsce i w obozie oraz rozszerzania komunistycznej ekspansji w świecie.

Przez prawie 40 – ci lat rządy komunistyczne udowodniły, że nie potrafią, a raczej nie chcą przetwarzać wysiłku społecznego w dobra zaspokajającego tego społeczeństwa potrzeby. Owoce trudu społecznego wykorzystano w pierwszej kolejności przeciwko temuż społeczeństwu. Ile hut żelaza wybudowano w Polsce po roku 1945? A gwoździ wciąż na rynku brakuje. Czy wybudowanie jeszcze jednej pozwoli wyeliminować braki? Czy rolnik będzie mógł kupić wiadro, kosę, widły? Wolno sądzić, że raczej zainstaluje się dodatkowo rakiety wycelowane na Zachód, wyposaży się kolejne dywizje w czołgi, a kompanie ZOMO w skoty. Powróćmy do postawionego na samym początku pytania: wzmagać wysiłek w pracy do czego nawołują władcy PRL, czy też minimalizować swój trud?

W Londyńskim Instytucie Chorób Tropikalnych wobec chorych na amebę stosuje się następującą terapię – chorego doprowadza się do stanu śmierci klinicznej, ameba zdycha, a człowieka przywraca się życiu. Istnieją dostateczne dowody na to (chociażby zapowiedź kolejnej drakońskiej podwyżki cen), że władza nie da ludziom pracy w najbliższych latach nic więcej poza minimum, które zapewnić musi. I to niezależnie od wyników osiąganych w gospodarce. Jeżeli wypracujemy „nadwyżkę” ponad to minimum, to władza będzie dysponowała środkami, które w pierwszej kolejności przeznaczony na rozbudowę, wzmacnianie i przekupstwo grup stanowiących jej podręczną ubecję, na ZOMO, aparat partyjny. Dalsze nadwyżki pójdą na wyścig zbrojeń po to, aby obóz z ZSRR na czele „mógł uzyskać przewagę militarną nad krajami zachodnimi”.

Jesteśmy w matni, wyrywanie się z której zależy od uschnięcia z niedowładu łapy tę matnię trzymającą. Sowieci muszą zdać sobie sprawę, że utrzymanie swoich wasali w Polsce (tak jak ma to miejsce na Kubie) jest nieopłacalne i bezcelowe ponieważ powoduje osłabienie a nie umocnienie ich pozycji w Europie i na świecie, i że lepiej mieć z Polski dobrego sąsiada. Świadomi są też tego agenci z Jaruzelskim na czele i w obawie przed utratą stanowisk straszą nas, że słaba Polska nie będzie mogła się utrzymać jako państwo. Próbują wygrywać patriotyzm Polaków. Liczą na to, że znajdą się tacy, którzy powiedzą: Trudno, niech już nami rządzą łajdaki z upoważnienia Moskwy, ale przynajmniej mamy język polski w szkole i nazwę „Polska”. Niepodległość Polski nie zależy dziś od naszej siły. Ci co nas niepodległości pozbawiają są silniejsi, a ci w stosunku do których mogliśmy być silniejsi, jej nie zagrażają. W ostatnich dziesięcioleciach wiele krajów uzyskało niepodległość. Są wśród nich kraje bez tradycji niepodległego bytu, bez wyrobionego poczucia narodowego. Uzyskały ją nie dlatego, że były silniejsze gospodarczo i miały więcej czołgów niż chleba, ale dlatego, że nie miały imperialistycznych sąsiadów, komunistycznych „wyzwolicieli”. Niestety na sąsiadów nikt się z nami nie zamieni.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: