SKARGA

Pan Waldemar Dąbrowski

Minister Kultury

Skarga

Szanowny Panie Ministrze,

W związku z odpowiedzią na moją skargę skierowaną do Pani Wiceminister Agnieszki Odorowicz (moje pismo i odpowiedź Pani Wiceminister w załączeniu) jestem zmuszony do skierowania mojej sprawy na drogę sądową.

Najpierw jednak, pragnę przedstawić całą sprawę Panu Ministrowi, ponieważ Pani Wiceminister Agnieszka Odorowicz powołuje się na Pana decyzję dotyczącą kolejnego zatwierdzenia Macieja Karpińskiego na Dyrektora Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Po zapoznaniu się z treścią mojego pisma skierowanego do Pani Wiceminister, zorientuje się pan, iż odpowiedź jaką otrzymałem, nie jest odpowiedzią na główne tezy zawarte w mojej skardze, a jedynie na najmniejszy, drugorzędny problem dotyczący odrzucenia mojego filmu z konkursu festiwalowego w roku 20001 (chodzi o film „Historia Młota czyli dwie Polski”).

Pani Wiceminister pisze nieprawdę o tym, jakoby Sąd Koleżeński przy Stowarzyszeniu Filmowców Polskich był podobnego zdania jak Maciej Karpiński, który mój film odrzucił. Załączam pismo Sądu Koleżeńskiego SFP, w którym wyraźnie jest napisane, że cytuję: „Komitet Organizacyjny Festiwalu według obowiązującego regulaminu miał prawo nie przyjąć Pana filmu pt. „Historia Młota, czyli dwie Polski” do konkursu. Jednak tryb jego odrzucenia budzi nasze wątpliwości, a nawet sprzeciw. Jakkolwiek Komitet Organizacyjny ma umocowania prawne w istniejącym regulaminie, to naszym zdaniem jest on wadliwie skonstruowany, ponieważ nie powołując Komisji Selekcyjnej, nie daje szans na obiektywną ocenę kwalifikowanych filmów”. Koniec cytatu.

W końcu wyżej wymienionego pisma Sąd Koleżeński stwierdza, cytuję: „Zwracamy uwagę na naganność łączenia funkcji organizacyjnych z udziałem w konkursie festiwalowym”. Koniec cytatu.

Jak wiadomo, Maciej Karpiński już pięciokrotnie uczestniczył jako scenarzysta lub współscenarzysta w festiwalu, którego jest od lat dyrektorem. Zwróciła na to już uwagę Gazeta Wyborcza w 1999 roku, tekstem redaktora Jacka Szczerby, który także Panu Ministrowi załączam.

Kolejnym, delikatnie mówiąc – mijaniem się z prawdą Pani Wiceminister, jest stwierdzenie, iż było to postanowione przez Komitet Organizacyjny Festiwalu. Tu, muszę znów zacytować fragment pisma Sądu Koleżeńskiego Stowarzyszenia Filmowców Polskich: „Komitet Organizacyjny zatwierdził jednoosobową decyzję p. Macieja Karpińskiego, dotyczącą dopuszczenia filmu p. K. Wojciechowskiego i jej nie zweryfikował”. Koniec cytatu.

Przedziwnego smaczku tej właśnie sprawie dodają następujące fakty: Pan Maciej Karpiński, kiedy zapytałem o powód odrzucenia mojego filmu, stwierdził właśnie iż to Komitet Organizacyjny i Komisja Selekcyjna odrzuciły film, ale kiedy zapytałem o nazwiska osób zasiadających w obu tych ciałach, wówczas wymienił nazwiska Jerzego Kawalerowicza i Krzysztofa Zanussiego. Kawalerowicz natychmiast zdementował ustnie swoją przynależność do wyżej wymienionych „ciał” opiniujących, zaś Krzysztof Zanussi zrobił to na piśmie. List Zanussiego załączam także do mojej skargi. Wyróżnia się w tym liście zdanie: „Pan Karpiński przekręcił” i dalej: „ Nie widziałem Twojego filmu ani żadnego w tym roku”. Koniec cytatu.

Cała konstrukcja pisma Pani Wiceminister pada. Mimo to, brnie ta młoda i widać niedoświadczona kobieta dalej, bo oto stwierdza, iż: „Pozostaje jeszcze podnoszona przez pana kwestia „Konfliktu interesów” w działalności Pana Macieja Karpińskiego jako Dyrektora Artystycznego kolejnych Festiwali w Gdyni. Pragnę zwrócić uwagę, że funkcja Dyrektora Artystycznego nie ma charakteru stałego zatrudnienia i trudno byłoby wymagać od kogoś zawieszenia na czas kilku miesięcy zawodowej aktywności”.

To już curiosum!! Kto w Unii Europejskiej – bo na pewno nie na Białorusi czy Kazachstanie – uwierzy, że Dyrektor Festiwalu nie ma wpływu na jury festiwalowe ?! Chyba tylko młody wiek Pani Wiceminister i brak wiedzy w tej dziedzinie, mógł doprowadzić ją do takiej tezy. Przecież nawet najgorszy na świecie adwokat uchwyci się tego i nie popuści. Przecież pięciokrotne uczestnictwo w festiwalu, którego jest się dyrektorem, jest faktem kryminalnym! Proszę to Pani Wiceminister wyjaśnić, bo ja, po zapoznaniu się z Jej odpowiedzią na moją skargę, nie mogę do niej już nic napisać i nic powiedzieć. Ja mogę się z Panią Wiceminister i z moim adwokatem spotkać w sądzie, przy okazji rozprawy jaką wytoczę z powodów oczywistych Maciejowi Karpińskiemu.

Dodatkowej pikanterii całej sprawie dodają jeszcze recenzje mojego filmu, jakie zebrałem od Hanny Krall, Andrzeja Wajdy i Ernesta Brylla. (recenzje te załączam do niniejszej skargi). Wynika z nich, iż pan Maciej Karpiński jest ignorantem lub złośliwie, systematycznie odrzuca moje filmy z konkursów festiwalowych od lat, czego dowodem recenzja Jerzego Giedroycia z mojego filmu pt. „Nowe Jeruzalem”, który to film także Maciej Karpiński odrzucił. (recenzja Giedroycia także do wglądu Pana Ministra).

Jednym z ostatnich, może najważniejszym, przysłowiowym „gwoździem do trumny” pisma Pani Wiceminister Odorowicz, a także działalności Macieja Karpińskiego, jest twierdzenie tych wybitnych filmoznawców, iż moje filmy nie są filmami fabularnymi, lecz dokumentalnymi. Najzabawniejszym wydaje się tu argument pani Wiceminister, cytuję znów fragment jej pisma: „Historia Młota”, nie tylko w przekonaniu Macieja Karpińskiego, ale również w świadomości wielu innych osób funkcjonuje do dnia dzisiejszego jako film dokumentalny, o czym świadczy fakt pokazania Pańskiego filmu jako dokumentu w Programie II Telewizji Polskiej, całkiem niedawno 20 marca tego roku. Koniec cytatu i znów nonszalancja: film ten był pokazany W „Wieczorze artystycznym” programu II TVP, co łatwo sprawdzić w programie. To po pierwsze. A po drugie, to już od wielu lat zanikł wyraźny podział na film dokumentalny i fabularny, o czym świadczą nawet nazwy festiwali, na przykład Festiwal Filmów Krótkometrażowych, itp.

Ponadto, gdyby Pani Wiceminister dokładniej przyjrzała się „Historii Młota”, to zapewne zauważyłaby, iż jedną z głównych ról gra Zofia Rysiówna, że w epizodach występują Daniel Olbrychski i młoda aktorka Katarzyna Kwiatkowska i że uczestniczą w scenach wykreowanych a nie obserwowanych ukrytą kamerą. Wreszcie, że większość moich dotychczasowych filmów polegała głównie na niedostrzegalnym przechodzeniu od reportażu do kreacji, na mieszaniu gatunków polegającym na łączeniu aktorów zawodowych z „naturszczykami”, na realizowaniu scen wcześniej napisanych ze scenami improwizowanymi i że za filmy realizowane w tej właśnie poetyce, na tychże festiwalach, najpierw w Gdańsku a potem w Gdyni byłem wielokrotnie nagradzany (Nagroda Dziennikarzy za: „Kochajmy się” w 1974 r. – film z udziałem tylko jednego aktora zawodowego i to w drugorzędnym epizodzie, improwizowanego na planie, z dnia na dzień, kręconego na podstawie kilku kartek i nagrodzonego potem jeszcze siedmioma nagrodami krajowymi, pokazywanego na Festiwalu w Locarno i w telewizji RFN obok filmu Scorsese i Renuara).

Także mój film nagrodzony w Gdyni w 1979 roku „Róg Brzeskiej i Capri” (Srebrne Lwy Gdańskie, na drugim miejscu za „Amatorem” Kieślowskiego, ex aequo z filmem Edwarda Żebrowskiego i przed filmem Agnieszki Holland) był filmem zrealizowanym wyłącznie z „naturszczykami”, na podstawie kilku kartek z eksplikacją dla kierownika produkcji, bez scenariusza, pokazywany już kilkanaście razy w obu programach TVP i w kilku telewizjach komercyjnych.

Pani Wiceminister może o tym nie wiedzieć, bo tak z urzędnikami bywa, ale pan Maciej Karpiński wie o tym dobrze, więc jego mogę posądzić jedynie o złą wolę. Przecież nie uwierzę, że nie czytał książki Zygmunta Kałużyńskiego „Seans przerywany”, gdzie w rozdziale pt.: Awangarda, mistrz naszej krytyki rozpisuje się na temat moich filmów, stawiając je w czołówce polskiej awangardy właśnie. Pan Karpiński mógł nie czytać innych entuzjastycznych recenzji z recenzją Andrzeja Wajdy, bo już widać w 1974 roku mnie nie lubił, ale to nie powinno być kryterium oceny mojej twórczości.

Chyba zauważył Pan Minister, że w czasie Pana Kadencji nie zrealizowałem żadnego filmu fabularnego. Zawdzięczam to także panu Maciejowi Karpińskiemu, ponieważ łączy on także stanowisko w Redakcji Filmowej TVP ze swym zawodem scenarzysty i z uporem godnym lepszej sprawy wpływa na odrzucanie moich scenariuszy, wpływając oczywiście na zatwierdzanie swoich, co jest oczywistym skandalem nie mającym precedensu w krajach Unii.

Nie mogę dalej tolerować zabijania wszystkich moich usiłowań twórczych, tylko dlatego, iż jak mniemam, pan Maciej Karpiński nie lubi mnie z powodu mojego awangardowego stylu polegającego na ciągłych poszukiwaniach nowego języka kina, bowiem sam prezentuje kino komercyjne i to demonstracyjnie komercyjne, nawet w tytułach, na przykład: „Miss mokrego podkoszulka” czy „Córy szczęścia” – oba filmy o prostytutkach, pozbawione jakiejkolwiek wartości formalnej czy etycznej.

Może mnie także pan Karpiński nie lubić z powodu mojej przynależności w latach siedemdziesiątych do Zespołu Filmowego „Profil” Bohdana Poręby, który walczył o każdego z ministrami i sekretarzami KC.

Proszę mi wierzyć, iż droga sądowa, na którą się zdecydowałem, jest ostatecznością. Ale powtarzam – nie dam się dalej zabijać głupcom i zawistnikom.

Proszę Pana Ministra o zrozumienie mojej sytuacji. Opisałem Panu tylko część mojej drogi przez mękę, jaka zawsze towarzyszy tego typu twórcom, drogi cierniowej, jak napisał nieodżałowany Zygmunt Kałużyński w cytowanej już wyżej książce „Seans przerywany?.

Pozostaję z szacunkiem
Krzysztof Wojciechowski

P.S. Załączam materiały i recenzje.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: