6. ROBOTNICZY RUCH OPORU - KILKA UWAG O ARTYKULE PROGRAMOWYM ZAWARTYM W NR 11/12 MIESIĘCZNIKA „NIEPODLEGŁOŚĆ”

Społeczeństwo polskie po zakończeniu drugiej wojny światowej po raz pierwszy w swoich tysiącletnich dziejach znalazło się pod najbardziej niebezpieczną formą okupacji, utrzymywanej przez samych Polaków. Miało to niezwykle istotne znaczenie dla ideologicznego i motywacyjnego funkcjonowania podziemia nastawionego na walkę z reżymem komunistycznym. Dlatego też udało się w dużej mierze, praktycznie do 1948 roku, zlikwidować wszystkie formacje niepodległościowe domagające się tylko postanowień zwartych między Mikołajczykiem i Stalinem, a dotyczące istnienia legalnej opozycji w państwie rządzonym przez komunistów. Psychologiczne przekonanie, że tego ustroju opartego przede wszystkim na sile i represjach nie można pokonać w równym starciu, zaważyło na poglądach Polaków biorących udział w każdym kolejnym zrywie niepodległościowym. Pogląd ten jest również głoszony i dzisiaj; jak wnioskowałem zgadza się z nim również „Niepodległość”.

Różnica pomiędzy poglądami „N” i innymi strukturami opozycyjnymi skupionymi wokół „Solidarności” polega na charakterze odpowiedzi na pytanie, po co prowadzimy tę walkę – czy ma ona doprowadzić do postawienia komunistów pod ścianą i pozostawiając ich żywych, ale zmuszonych do podzielenia się władzą, czy też raz na zawsze skończyć z tym ustrojem, a na jego gruzach budować państwo demokracji parlamentarnej. „N” opowiada się za drugim wariantem, zastrzegając jednak, że do tej pory muszą powstać doskonałe struktury państwa podziemnego, tak aby opuszczone przez komunistów gabinety mogły być zasiedlone przez ludzi z wyborów demokratycznych. Czasu mamy niewiele, bo jak sądzi „N”, ostateczny upadek imperium rosyjskiego nastąpi za jakieś 3 – 4 lata.

Krytykując „S” za brak umiejętności organizatorskich, nie spójną w wielu wypadkach koncepcję oporu, za brak umiejętności w podejmowaniu jasnych, odważnych decyzji, za brak społecznego wyczucia, „N” zapomina jednak o ogromnej odpowiedzialności, jaka ciążyła na tych ludziach, o odpowiedzialności za ludzkie życie. Czyż reżym cofnąłby się przed „zrobieniem” następnej kopalni „Wujek”, następnego Lublina, czy Wrocławia. Oczywiście nie, bo reżym walczy o przetrwanie, a społeczne koszty przedłużania tej agonii są w to wkalkulowane. Oczywiście to wcale nie znaczy, że grupa w imieniu której piszę, jest za porozumieniem i żebraniem łaski z jaruzelskiego stołu. Podobnie jak wy odrzucamy wszelkie formy porozumienia z komunistami, a naszym celem jest walka o odzyskanie całkowitej niepodległości i pozostawienia losu komunistów polskim wyborcom. Nie jesteśmy jednak pewni, czy w naszym społeczeństwie okresu stanu wojennego, pomimo nienawiści do okupantów, wypływającej również z poprzednich doświadczeń, idea odzyskania pełnej niezawisłości zyskałaby pełne poparcie. Większość raczej skłania się do koncepcji (zresztą mocno zdewaluowanej) KOR-u, która postuluje wydzieranie rządzącym coraz to nowych pól aktywności społecznej, zostawiając na razie władzę w ich rękach. Dlatego być może koncepcja walki proponowanej przez TKK, to walka na poziomie związku zawodowego, której główną bronią był pokojowy opór i izolacja władzy. Metody walki powinny być zawsze dostosowane do poziomu politycznego tych, którzy mają je stosować. Według mnie społeczeństwo polskie nie jest jeszcze na takim poziomie rozwoju politycznego, aby miało pełną świadomość, że niepodległość, tak jak ją rozumie redakcja „N”, jest niebywałą wartością w ich życiu. Na to trzeba czasu i sporej edukacji historycznej, politycznej, aby reakcje niechęci nie były podyktowane tylko emocjonalnie ale zbudowane na trwałej wiedzy i analizie intelektualnej. Dlatego też koła samokształceniowe mogą spełnić niezwykle pożyteczną rolę, zwłaszcza, że takie jest zapotrzebowanie robotników i innych grup społecznych. Chcę zaznaczyć, że nie jesteśmy za koncepcją budowy społeczeństwa podziemnego, gdyż człowiek musi pracować, chodzić do sklepu, załatwiać sprawy w urzędzie itp., a więc prowadzić jawne życie społeczne. Odpowiada nam koncepcja państwa podziemnego ale nie traktujemy tego jako panaceum na wszelkie dolegliwości polskiej konspiracji. Twierdzimy wręcz, że utworzenie jego struktur jest teraz o wiele trudniejsze niż w jakimkolwiek innym okresie w dziejach Polski. Struktury państwa to partie polityczne, parlament, rząd, administracja, sądownictwo, policja, wojsko. Są to struktury ze sobą sprzężone, a wyłączenie z funkcjonowania którejś z nich powoduje kadłubowość całości. Owszem, można stworzyć partie polityczne, określić program, stworzyć forum porozumienia międzypartyjnego, wyłonić Rząd Polski Niepodległej. Rząd taki, aby nie był śmiesznym tworem musi wykonywać swoje funkcje. Musi rządzić; jego decyzje powinny być imperatywem działania dla większości Polaków. Żaden rząd na świecie nie może funkcjonować bez policji i wojska. Jak „N” wyobraża sobie utworzenie armii polskiej w konspiracyjnym wymiarze? Jak ma funkcjonować sądownictwo, kto i na jakiej podstawie ma wydawać wyroki i kto ma je wykonywać? Struktura państwa podziemnego to również administracja, czyli wojewodowie, naczelnicy gmin, prezydenci miast. A to chyba nie jest do przeprowadzenia w warunkach tzw. konspiracji. „N” najbardziej obawia się faktu, że w sytuacji rozpadu Rosji i ruchów rewolucyjnych w innych krajach bloku, tron polski pozostanie nieobsadzony. Czyli inaczej, w sferze jej zainteresowań leży koniec drogi do niepodległości. Nic jednak nie mówi, jak tę niepodległość zdobyć, chociaż propozycje takie byłyby niezwykle cenne, zwłaszcza aktualnie, po ujawnieniu braków wyobraźni przez przywódców „S”. Niepodległość nie spadnie z nieba, niepodległość trzeba wywalczyć, również i własnymi rękami nie czekając tak zupełnie na splot korzystnych międzynarodowych sytuacji. W Polsce społeczeństwu trzeba przede wszystkim programu walki, skutecznego i realnego, który mógłby być zaakceptowany przez większość ludzi, który mógłby być realizowany konsekwentnie i który przyniósłby pozytywne rezultaty. Program taki musiałby wkalkulować fakt, że przez jakiś czas społeczeństwo będzie żyło w tym ustroju, a więc musi pracować, zarabiać pieniądze, meblować mieszkania, korzystać z usług itp. Tego niestety „N” nie proponuje. Zafascynowana wzorcem wojennej konspiracji, zakładając podobnie nienawistne postawy ludzi do polskiego okupanta. Musimy jednak bardzo mocno trzymać się realnych warunków. A realia to – powolne przystosowanie się ludzi do nowej sytuacji, zniechęcenie i defetyzm. Rewolucyjności mas nie można utrzymywać na jednakowo wysokim poziomie przez długi okres czasu. Nie jest to wyłącznie wina błędów robionych przez Bujaka i TKK, lecz naturalne reakcje ludzi kierujących się instynktem samozachowawczym. Demonstracje, strajki to forma oporu, która przynajmniej na razie nie będzie mogła zostać użyta; jest to po prostu nie opłacalne, bo można je przeprowadzać tylko w wąskim zakresie. Także koncepcja państwa podziemnego, to sprawa niedalekiej, ale przyszłości. Na razie pozostaje nam stosowanie oporu na płaszczyźnie politycznej, czy inaczej bojkot wszelkich zarządzeń politycznych władzy, która jest władzą uzurpatorską. Pozostaje usprawnienie obiegu podziemnej informacji i propagandy, zakładając, że społeczeństwo dobrze poinformowane może wybierać i utrwalać własne postawy polityczne. Na walkę zbrojną nie jesteśmy ani fizycznie, ani moralnie przygotowani. Do starcia z władzą jednak i tak musi dojść, a tym razem to starcie należy wygrać. A na to trzeba właśnie realnego programu. A nawiasem mówiąc, nic nie stoi na przeszkodzie, aby grupa działająca pod hasłem „N” założyła pierwszą niepodległościową partię polityczną z jasną koncepcją wywalczenia Polski Niepodległej.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: