RUSKA BABA

Naczelne instytucje państwa polskiego, rząd, prezydent, marszałkowie Sejmu i Senatu powinni określić interesy i zadania państwa w kluczowych dla przyszłości Polski sprawach, a następnie narzucić swoją wolę realizacji tych zadań administracji rządowej i państwowej. Tak widzę główne zadanie klasy politycznej, szykującej się do wyborów w przyszłym roku. Jest to zadanie trudne ze względu na słabość struktur państwowych, rachityczność większości partii politycznych, uwikłania korupcyjne i agenturalne części klasy politycznej i biznesowej, brak instytucji opinii publicznej, upolitycznienie służb specjalnych, uzależnienie znacznej części mediów od gier biznesowych i politycznych. Jest to również trudne ze względu na niezbędność przestrzegania procedur prawnych i demokratycznych przy tak znaczącej przebudowie naszego państwa. Jednak jest to absolutnie niezbędne, jeśli nie chcemy być prowincjonalnym skansenem Europy, terenem łatwych łupów dla obcych i własnych złodziei oraz agentów.

Być może, samorządy są skorumpowane nie w 95, a w 90 procentach? Być może, uczciwy jest co dziesiąty funkcjonariusz rządowy i państwowy, a nie co dwudziesty? Nie jest także wykluczone, że Rosjanie nie mają wpływu na wszystkie decyzje polityczne i gospodarcze w naszym kraju. Być może. Nie warto kruszyć kopii o takie szczegóły. Warto jednak sobie uprzytomnić, że najpierw komisja badająca aferę Rywina, a obecnie komisja do sprawy PKN Orlen odsłoniły rzeczywistość publiczną, która jako żywo przypomina sensacyjne powieści Ludluma i najbardziej skrajne wypowiedzi tzw. oszołomów z początku III RP. Sam należałem wówczas – współredagując „Tygodnik Solidarność”- do grupy oszołomów umiarkowanych. A i tak byliśmy pod ostrym ostrzałem politycznym „Gazety Wyborczej”, środowisk skupionych wokół Bronisława Geremka, Jacka Kuronia i Tadeusza Mazowieckiego. Wtedy to Andrzej Celiński, znany opozycjonista, następnie działacz SLD i SdPl, nazwał nas „grupką spoconych facetów w pogoni za władzą”. Teraz ten sam Celiński o prawicy, żądającej ukrócenia afer i oczyszczenia państwa, mówi: „Oni chcą wojny domowej”. Może to prawda: wówczas i dzisiaj próba przełamania władztwa dotychczasowych układów to przedsięwzięcie radykalne, wręcz rewolucyjne. Z goryczą muszę stwierdzić: niewiele racji mieli zasłużeni ludzie opozycji demokratycznej, którzy później tworzyli Unię Wolności, więcej racji mieli ludzie skupienie wokół braci Kaczyńskich, w tym ja sam, ale tak naprawdę rację miał kto inny: skrajni oszołomi, ostrzegający, że proces przemian w byłych „demoludach” jest sterowany przez rosyjskie służby specjalne, a rosyjska dominacja będzie się od teraz opierała na instrumentach finansowych i energetycznych.

Fasada i istota

W „ruskiej babie” w lalce zewnętrznej, tej która daje twarz i wygląd ogólny, jest schowana lalka wewnętrzna, i w wewnętrznej jeszcze jedna wewnętrzna, i jeszcze jedna, itd.itd. Nasze państwo wygląda jak „ruska baba” właśnie. Na zewnątrz fasada instytucji demokratycznych, które nadają nam cywilizowany wygląd. Wewnątrz jednak obrazek zmienia swoją treść. Używając terminologii oszołomów, za polskie sznurki pociąga ktoś w Moskwie, Brukseli lub Waszyngtonie, albo i co najgorzej – w jakichś anonimowych instytucjach finansowych.

To m.in. cena globalizacji. I na to rady nie znajdziemy, chyba, że za cenę dołączenia do Białorusi. Ale to wcale nie znaczy, że rząd polski i kierownictwo państwowe Polski są tylko wydmuszkami bez prawa do decydowania o czymkolwiek istotnym dla naszego kraju. Każdy, kto przyjdzie teraz do władzy w Warszawie stoi przed wyborem: sznurki przeciąć czy nasmarować wazeliną, żeby łatwiej dały się pociągać? Można to też określić inaczej: kontynuacja czy zmiana? Nie ulega dla mnie wątpliwości, że kierownictwo państwa polskiego może i powinno samo zdecydować w kilku sprawach strategicznych. Jak zapewnić Polsce bezpieczeństwo militarne i energetyczne, surowcowe, w jaki sposób chcemy wykorzystać pożytki, płynące z przynależności do UE, jak przygotować Polskę do uczestnictwa w tych pożytkach, w jaki sposób rozwinąć edukację, która jest przecież kluczem do przyszłości naszego kraju w świecie, jak ograniczyć patologię niszczącą nasze państwo, jak wzmocnić państwo i demokrację ( w tym partie polityczne), jak ułożyć stosunki partnerskie z USA, Niemcami i Francją, jak wzmocnić więzy z Ukrainą i budować z Białorusią, jak układać się z Rosją.

Żeby jednak tak się stało, trzeba mieć kierownictwo, które myśli w kategoriach dobra państwa, nie uwikłane w zależności od pieniądza lub obcej władzy. Kierownictwo, które zechce przejąć faktyczną władzę w kraju, a nie fasadę w postaci stanowisk o szumnie brzmiących nazwach: marszałek, przewodniczący, prezes najwyższy itp. itd.

Ekonomia sprzyja powstaniu takiego ośrodka władzy. Gospodarka polska rozwija się w tempie ok.6-7% rocznie, z UE możemy od 2007r. liczyć na wpływy netto wielkości ok. 4% naszego PKB. To oznacza – jeśli zostanie wykorzystane – olśniewające powodzenie, przekładające się na znaczący wzrost zamożności obywateli. Odnoszę wrażenie, że na to liczył też kilka miesięcy temu prezydent Kwaśniewski, gdy powoływał rząd Marka Belki. Politycy ci mogli zakładać, iż dzięki już rozruszanej polskiej gospodarce oraz pieniądzom z Brukseli i Waszyngtonu uda się poprawić warunki życia obywateli oraz dokonać ograniczonych, ale pożytecznych reform w państwie (wzmocnienie służby cywilnej, uporządkowanie prywatyzacji) i na tym sukcesie odbudować silną lewicę. Dziś jest jednak oczywiste, że tak pomyślany plan spalił na orlenowskiej panewce.

Moim zdanie, największym kłopotem w polskiej polityce nie jest korupcja – złodzieje byli i będą zawsze, i to przecież zawsze w miejscach, gdzie można dużo ukraść, a nie na bezludnej wyspie – ale brak zaufania obywateli do polityków i polityków do siebie nawzajem. PO i PiS mają szansę utworzyć wspólnie rząd zasadniczej zmiany w Polsce. Jednak PO podejrzewa PiS o chęć etatyzacji, nacjonalizacji i drakońskiego zaostrzania prawa, z kolei PiS podejrzewa PO o nieczyste związki z biznesem, korupcję i uwikłania agenturalne. Czy w tej sytuacji mogą obie te partie doprowadzić do przełomu w Polsce, czy raczej – po utworzeniu rządu – będą się nawzajem blokować? Nieszczęście w tym, że – jak wynika z sondaży przedwyborczych - bez PO i PiS nie ma szans na jakąkolwiek, choćby najmniejszą, ale pożyteczną dla ogółu, zmianę w państwie. Wprawdzie wśród partii deklarujących chęć naprawy III RP są jeszcze LPR, Samoobrona i SdPl, jednak ich wiarygodność jest mocno wątpliwa. Lepper, wiadomo Golem postkomunistów, SdPl to jak ten z dowcipu, co zepsuł zegarek a teraz chce go naprawiać, Giertych zaś skompromitował się spotkaniem z Kulczykiem, a zwłaszcza swoimi wyjaśnieniami w tej sprawie, nie mówiąc już o podejrzeniach formułowanych publicznie wobec LPR-u i nadal nad tą partią wiszących o prorosyjskie nastawienie i sympatie.

Nowa agentura, stare problemy

III RP musi uwolnić się z pętli rosyjskiej agentury. Badaczom z komisji orlenowskiej zostawmy ustalenie, czy ta pętla to bardziej Yukos czy Łukoil, czy trwa teraz w Polsce wojna wewnątrzrosyjska, czy rozgrywka Putina z oligarchami sięgnęła też pośrednictwa w dostawach ropy dla Polski, czy konflikt między rosyjskimi służbami specjalnymi wojskowymi i cywilnymi zaowocował u nas wojną między WSI a ABW, dlaczego Kaczmarek odpalił orlenowską minę? Istotne, że każde posiedzenie sejmowej komisji śledczej do sprawy PKN Orlen potwierdza fakt naszej zależności od Rosji.

Sądzę jednak, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Sowiecka (obecnie rosyjska) agentura zwykła i wpływu była w PRL-u dobrze osadzona. Kontrolowała tak życie partyjne, jak również resorty siłowe i inne struktury zarządzania państwem i gospodarką, w tym bankami. Po „okrągłym stole”, a zwłaszcza w procesie wstępowania III RP do NATO agentura ta uległa pewnej dekompozycji. Silną pozycję zachowała w instytucjach finansowych i bankach. Brała bowiem udział w prywatyzacji tego sektora i mogła wpływać na jej kształt. W służbach specjalnych, cywilnych i wojskowych, nastąpiła zmiana orientacji z prorosyjskiej na proamerykańską, proniemiecką, i w mniejszym stopniu na profrancuską i proizraelską. Tutaj wpływy rosyjskie musiały zostać mocno ograniczone. Jak to jednak bywa z „odwróconymi agentami”, mogą „odwracać się” po kilka razy i wreszcie już sam diabeł nie rozezna komu służą.

W sposób naturalny, również w wyniku ciągłości organizacyjnej i finansowej (słynna pożyczka moskiewska) między PZPR, KPZR i SdRP, lewica związana z Kwaśniewskim, Millerem, Oleksym i Borowskim, ma dużą podatność na rosyjskich łączników. Również część ugrupowań opozycyjnych (np.LPR i Samoobrona) nie wydaje się zbyt ostrożna w kontaktach z Rosją i jej sojusznikami. Jednocześnie jednak w partiach politycznych, zwłaszcza w tych sprawujących władzę, zrodziły się ośrodki proamerykańskie czy proeuropejskie.

Odnoszę jednak wrażenie – a przykładem jest dla mnie ociąganie się z offsetem przy F16 oraz lekceważenie Polski jako sojusznika USA w Iraku – że Amerykanie po wciągnięciu Polski do NATO przestali się nami interesować. Dla Waszyngtonu stało się ważne południe Europy oraz rejony ze złożami ropy naftowej, jak również Daleki Wschód, głównie Chiny, Indie i Pakistan. Zostaliśmy mało ważnym kraikiem, w którym to, co się dzieje nie ma większego znaczenia. Naszymi kłopotami może martwić się Bruksela. Ale dla Brukseli ważna jest gospodarka, księgowość i regulacje prawne. Niemcy, ani Francja nie będą walczyć z Rosją o Polskę. A Waszyngton ma już inne zmartwienia. Dlatego nie ma co liczyć na to, że ktoś nas uwolni od rosyjskiej dominacji, jak kiedyś częściowo zrobili to Amerykanie wciągając nas do NATO i Niemcy, torując nam drogę do UE. Teraz musimy wreszcie sami o siebie zadbać.

Co musimy

Z obawy, że nie będziemy do tego zdolni, pojawiła się sugestia – najwyraźniej sformułowana przez Jadwigę Staniszkis – że najkorzystniejsze byłoby dla Polski rozpłynąć się w Unii Europejskiej, co dałoby nam podobny status cywilizacyjny, kulturę polityczną i prawną. Też się obawiam, że III RP nie znajdzie w sobie sił i sposobów praktycznych do samo oczyszczenia, gruntownej przebudowy. Jednak jest dla mnie niemal pewne, że oddanie się w „niewolę brukselską” skończyłoby się mało przyjemnym przebudzeniem. Zza kamieniczek starej Brukseli wyłoniłyby się kremlowskie wieżyczki. Nie bez kozery przecież sowieckie służby specjalne transferowały olbrzymie pieniądze na Zachód, korzystając zapewne z takich kanałów przerzutowych jak FOZZ, a następnie ściągały te pieniądze do Europy środkowej i wschodniej już pod szyldami firm zachodnich, kapitalistycznych. O tym zresztą też wiele lat temu pisała J. Staniszkis.

Prezydent Putin cementuje Rosję metodami niedemokratycznymi. Podporządkował sobie struktury państwowe, ukrócił samowolę oligarchów i wprzągł wszystkich do swojego rydwanu pod hasłem odbudowy pozycji międzynarodowej Rosji. Jego polityka jest korzystna dla interesów państwowych tego kraju. Naprawa III RP musi odbyć się metodami demokratycznymi. Ale o sukcesie zdecyduje wola polityków dokonania zasadniczych i korzystnych dla Polski zmian w naszym państwie. I ich umiejętność przechwycenia prawdziwych sznurków władzy: kontroli obiegu pieniądza, neutralizacji agentury wpływu obcych państw, sterowania krajowymi służbami specjalnymi, ochrona mass mediów przed grami politycznymi i biznesowymi

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: