Co w Prawicowej Trawie Piszczy?

Obecne sondaże sugerują, że marsz Platformy Obywatelskiej do władzy zakończy się sukcesem tej partii. Zdaniem wielu komentatorów, oczywistym tego efektem będzie racjonalna reforma III RP. Sądzę, że jest to opinia przedwczesna i dyskusyjna. Poniżej tłumaczę, jakie mam wątpliwości i obawy w tej sprawie.

Media wykreowały już przyszłą koalicję rządową PO-PiS. Oni się popiszą! – komentowali złośliwi. I rzeczywiście, na naszych oczach koalicja ta, nim jeszcze tak na dobre powstała, już się rozpada. W samorządach gdańskim i warszawskim drogi PO i PiS rozeszły się radykalnie. Nie poszło tam przecież o „pietruszkę”, ale o sprawę tak zasadniczą jak oczyszczanie życia publicznego z patologii, korupcji, wszelkiego rodzaju chorych „układów”, partyjniactwa. Hamulcowymi w tej niezbędnej sanacji okazali się działacze PO. Stoi to w jaskrawej sprzeczności z wizerunkiem i deklaracjami Jana Rokity, człowieka, który jest w tej chwili największym skarbem PO, a powoli staje się nadzieją wielu Polaków na skończenie z epoką „republiki kolesiów”. Ba, jest to też sprzeczne z ewidentnie korzystną dla państwa polskiego działalnością Rokity w sejmowej komisji śledczej. Niestety, we własnej partii wpływy Rokity okazały się mniejsze niż siła „kolesiów”. W tej sytuacji, zapowiedzi antykorupcyjne PO i hasła budowy praworządnego państwa są bytem czysto medialnym, wirtualnym.

To jeden istotny powód rozchodzenia się Rokity i Tuska z braćmi Kaczyńskimi. Drugim są wyniki sondaży preferencji politycznych obywateli i ich konsekwencje. PiS, jeśli nie chce być braćmi młodszymi w ewentualnej koalicji z PO, musi wyraźnie się wzmocnić wobec tego ugrupowania. Między innymi temu chyba ma służyć próba zmontowania przez PiS razem z LPR-em i z PSL-em wspólnych list wyborczych do Parlamentu Europejskiego. Ale ta swoista praktyczna arytmetyka wyborcza może mieć swoje poważne konsekwencje polityczne. PiS będzie coraz bardziej przesuwał się na pozycje antyeuropejskie, jednocześnie prezentując w polityce wewnętrznej postulaty typowe dla „partii gniewu i sprzeciwu”.

Jak na razie, nie widać, żeby liderzy PO przejmowali się kierunkiem żeglowania PiS. A to błąd, gdyż jeśli dopuszczą do straty potencjalnego koalicjanta, będą skazani na poszukiwanie nowego, co może się dla nich skończyć przykrą niespodzianką. Otóż, według najnowszych wyników sondaży opinii publicznej, obecnie PO plus PiS mogłyby osiągnąć wynik wyborczy gwarantujący im większość rządową w nowym parlamencie. Trudno sobie wyobrazić, żeby przez półtora roku do nowych wyborów PO mogła samodzielnie uzyskać większość mandatów poselskich. Skoro zaś tak, Tusk i Rokita muszą sobie poszukać partnera do rządu. I kto wówczas zostaje? Samoobrona, PSL, LPR odpadają z definicji. Jakaś nowa partia centrowo-prawicowa? Może tak być, gdyż na scenie pojawiła się Inicjatywa Centrum, która jeszcze nie jest traktowana poważnie jako partia, ale jej lider, Zbigniew Religa, wypada zaskakująco korzystnie w najnowszych notowaniach prezydenckich. Być może, podobnie jak Rokita PO, tak Religa wprowadzi Centrum do gry?

Jeśli jednak nie PiS i nie jakieś inne ugrupowanie prawicowe, Platformie - jeśli wprawdzie wygra wybory, ale będzie mogło utworzyć rząd tylko w koalicji -pozostanie SLD. Czy taka koalicja jest możliwa?

Dziś wydaje się to nieprawdopodobne, zwłaszcza gdy posłuchać wypowiedzi Donalda Tuska, Zyty Gilowskiej i Jana Rokity. Liderzy PO są zdecydowanie anty SLD i anty premier Miller. Ale przecież SLD może się zmienić, a Miller niebawem odejdzie z funkcji premiera (przyjście do rządu Józefa Oleksego jest tego wyraźnym sygnałem). Próby renowacji SLD, może ze zmianą szyldu włącznie, podejmuje od dawna prezydent Kwaśniewski. Wydaje się, że Miller ma jeszcze oparcie w grupach związanych ze służbami specjalnymi i w Waszygtonie. Zderzenie czołowe obecnego premiera III RP z przywódcami Francji i zwłaszcza Niemiec – skądinąd korzystne dla polskiej racji stanu, choć wiele zależy teraz od tego, jak to zostanie wykorzystane w praktyce – nie byłoby możliwe, gdyby Waszyngton miał inne zdanie w sprawie konstrukcji i polityki UE. Warto zauważyć (wspominałem już o tym kilka lat temu na łamach ówczesnego „Życia”), że część struktur i ludzi dawnego PRL została niejako przejęta przez Amerykanów. Nie jest przecież przypadkiem, że Miller był kilka lat temu głównym wprowadzającym do Polski pułkownika Kuklińskiego. Z kolei, prezydent Kwaśniewski zdaje się prowadzić bardziej zróżnicowaną politykę, obok sojuszu z USA stara się o kompromis z Niemcami i Francją. Notabene, byłoby bardzo interesujące, gdyby ktoś przeprowadził analizę, co stało się z ludźmi i strukturami, które przed 1989r. i po nim rządziły pieniędzmi, gospodarką i służbami specjalnymi w Polsce? Kto przeszedł z Moskwy do Waszyngtonu? Kto do Berlina lub Paryża? Kto zmienił pana, a kto postanowił dwa cycki ssać? Zwłaszcza, że w obecnej sytuacji międzynarodowej, można prezentować się jako sojusznik Niemiec lub Francji i spokojnie realizować cele Moskwy. Taka analiza mogłaby rzucić ciekawe światło na polską scenę polityczną, np. wyjaśnić pozornie niepojętą agresję jaką wobec rządu Millera wykazuje konsekwentnie Jerzy Urban ze swoim pismem „Nie”.

Wracając do pytania o ewentualną koalicję PO z SLD, nie widzę żadnych przeszkód dla porozumienia Andrzeja Olechowskiego z Aleksandrem Kwaśniewskim. Ba, gdyby na czele nowego obozu lewicowego stanął Aleksander Kwaśniewski z Józefem Oleksym jako premierem i Jolantą Kwaśniewską jako najpoważniejszą pretendentką do prezydentury III RP, to liderzy PO prawie nie mieliby wyjścia. W zależności od wyniku wyborów, albo powstałby rząd SLD z Samoobroną, albo rząd SLD z PO. Sojusz mógłby zatem liczyć w przyszłym parlamencie na dwóch ewentualnych sojuszników (zresztą, PSL też nie jest wykluczony), a Platforma tylko na jednego – na SLD. Chyba żeby PiS...I tu wracam do sformułowanej już przestrogi pod adresem liderów PO: dbajcie o Kaczyńskich, nie ulegajcie euforii własnych notowań, gdyż możecie stać się zakładnikiem SLD. Wielkim wygranym, który sromotnie przegrał...Bo przecież nikomu przytomnemu nie trzeba tłumaczyć, że Jolanta Kwaśniewska w roli prezydenta i Aleksander Kwaśniewski jako ponowny zbawca lewicy z pomocą Józefa Oleksego, oznacza zakonserwowanie patologii, niszczących III RP.

Notowanie PO uprawniają ją do roli – że zacytuję posła Ludwika D. – psa przewodnika. To znaczy, że liderom PO nie spadłaby korona z głowy, gdyby zaczęli rzeczowo współdziałać z potencjalnymi sojusznikami w centrum i na prawicy: przede wszystkim z PiS-em, także z Unią Wolności (choć to dla obu stron bardzo trudne z powodów głównie psychologicznych), z Inicjatywą Centrum prof.Zbigniewa Religi i Krzysztofa Piesiewicza, również z PSL-em. Ba, nie wykluczałbym nawet czegoś w rodzaju zawieszenia broni z LPR-em; warto przecież zauważyć jak ciekawą i korzystną z punktu widzenia interesu państwowego metamorfozę polityczną przeszedł lider LPR, Maciej Giertych, zamieniając się z europrzeciwnika w eurosceptyka i odcinając się od nieodpowiedzialnego narodowo radia Maryja.

Oczywiście, o kształcie przyszłej koalicji rządowej zdecydują wyniki najbliższych wyborów. Byłoby gorzką ironią losu, gdyby Platforma Obywatelska, zyskująca dziś olbrzymie poparcie dzięki nadziei na uzdrowienie państwa, mogła utworzyć rząd tylko z SLD lub w nowym parlamencie być nadal jedynie w opozycji. I nie chodzi tu tylko o arytmetykę wyborczą. Jeśli PO dziś nie porozumie się z ugrupowaniami prawicowymi, to siłą rzeczy pójdą one w stronę LPR, a sama Platforma drogą wytyczoną przez Andrzeja Olechowskiego, a nie przez Jana Rokitę.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: