ALFABET URBANA PRZED KOMISJĄ ŚLEDCZĄ.

W 1990 roku w Warszawie nakładem oficyny wydawniczej „BGW” wydana została książka, „Alfabet Urbana”. Dzisiaj książka ta nabrała zupełnie niespodziewanie wartości, jako biograficzny przewodnik po Rywingate. Przesłuchiwany nie tak dawno temu przez komisję Nałęcza autor na zakończenie swojego przesłuchania, przyznał, że i tak powiedział więcej niż wie. A oto co wiedział lat temu trzynaście:

„Michnik Adam – poseł, redaktor Gazety Wyborczej. Zawsze myliłem się w ocenie Michnika. Po aresztowaniu go w 1968 roku wezwano mnie na Rakowiecką. Pytano. Co wiem o działalności i jak oceniam. O działalności wiedziałem tylko z gazet, a oceniłem, że jest niepoważna, nieznacząca, niegodna uwagi resortu, co zostało zaprotokołowane i podpisane. Zawiniłem więc wtedy wobec MSW uwagą błędną.

Po wypuszczeniu Michnika zapowiedziałem mu: kiedyś zostaniesz tu premierem. Pokraśniał z zadowolenia. Znów byk. Wygląda w Polsce na to, że ta przepowiednia w Polsce nigdy się nie spełni. Oddawałem Michnikowi prezesurę rady ministrów w trakcie zbiorowego pijaństwa u młodego Nieszporka, syna starego Nieszporka, który był ministrem górnictwa, wojewodą katowickim, po czy wyleciał – na ambasadora. (...)

Michnik znowu jest wcieleniem politycznego zła – teraz dla narodowo–katolicko-fundamentalistycznej prawicy i Wałęsy. Czuję się z nim bardzo związany w tym rozumieniu, że kiedy jego życie znów potoczy się normalnie, to znaczy Michnik pójdzie siedzieć, zaraz potem ja pójdę wisieć”.

Jako premier siedzieć raczej nie pójdzie. A jako wiceprezydent?

„Kwaśniewski Aleksander – wódz socjaldemokracji. Cudowne dziecko PZPR, ksywa Młody. Już się zresztą starzeje, lecz czyż nie przyjemnie być starym dziadem z pseudonimem Młody dla kontrastu? Polityk brawurowy, ale w sposobie bycia, myślenia i mówienia. Piankowy, lekki, rozperlony – przeciwieństwo Geremka i w ogóle odętych aparatczyków. Człowiek rozrywkowy. (...) Za pięć dwunasta, która wybijała właśnie realnemu socjalizmowi, doproszono do władzy dziennikarza Kwaśniewskiego, redaktora Sztandaru Młodych, wcześniej ITD., i umoczono biedaka w niezmywalnej, czerwonej farbie.

Na ostatnim zjeździe PZPR, który planowo przerodził się w wielki Zjazd Socjaldemokracji, Kwaśniewski przeżył swój wielki tryumf. Skłócona sala poszła za nim jako przywódcą, stwarzającym nadzieję na uleczenie ciężko chorej lewicy. Święto było, minęło. Socjaldemokracja ma status zdechłego śledzia. Okoliczności zmarnują nam Kwaśniewskiego. Może się stoczyć w dół – zostać działaczem sportowym, czyli wykonywać pracę mniej inteligentne niż zajęcia złodzieja, czy sutenera”.

Z tym zdechłym śledziem, to chyba jednak przesadna skromność. Swoją drogą ciekawe, jak w stosunku do zajęć złodzieja, czy sutenera Urban odniósłby zajęcie prezydenta?

„Rywin Lew - Od kiedy Rywin został wiceprezesem Radiokomitetu, prawie cały swój czas poświęca pisaniu próśb o dymisję. Składa średnio dwie dziennie. Miał swoim wielkim łbem wybić telewizję w przestworza. Tymczasem za jego czasów jest bryndza jak nigdy. (...) Ci, co teraz [czyli w roku 1990 M.R.] rządzą, przy okrągłym stole walczyli jak lwy (za przeproszeniem Lwa Rywina) o kawałek dostępu do telewizji. Rychło połknęli całą i wszystkich innych precz od niej odgonili, a teraz nie chcą dać paru groszy na uruchamianie swojej ukochanej zabawki. Przypomina to dziecko w przedszkolu, które tłucze wszystkie inne, żeby zabrać im lalkę, po czym natychmiast odrywa jej ręce, nogi, wydłubuje oczy i skręca szyję”.

A może jeszcze przebija serce osinowym kołkiem?

„Czarzasty – niech imię jego będzie zapomniane. Sekretarz KC. Któregoś dnia pierwsi sekretarze KW PZPR zwołani zostali do Słupska. Mieli zachwycić się osiągnięciami tamtejszego Pierwszego, towarzysza Czarzastego. Zachwyt ów zgnieść powinien był opór przeciwko powołaniu go na sekretarza KC. Czarzasty rzeczywiście objął ten urząd i został szefem kampanii wyborczej PZPR w wyborach 4 czerwca 1989 roku. Zgłosiłem wtedy zamiar kandydowania do Sejmu w ramach 35 procent przeznaczonych dla bezpartyjnych, czyli wygrać musiałbym z kandydatem Wałęsy. Tow. Czarzasty doradził mi najpewniejszy okręg: Warszawa Śródmieście. Do tego okręgu zaliczało się głosy z zagranicy – Macie – mówił Czarzasty nie 100, ale 1000 procent pewności wygranej. (...) Kiedy okazało się, że moim kontrkandydatem jest aktor Łapicki, z którego polityk, jak ze mnie astronom, tow. Czarzasty założył się z min. Mietkiem Wilczkiem o 1 mln zł na stare pieniądze, że Urban wygra. Wilczek zresztą rozumnie obstawiał moją przegraną będąc rozkosznie pewnym swojej wygranej do Senatu. Kiedy przegrałem z Łapickim, Czarzasty Wilczkowi nie zapłacił. Cóż, nie trafił na biednego.

W owych czasach zapraszany byłem na posiedzenia Biura Politycznego oraz uczestniczyłem w dwóch zespołach zajmujących się wyborami. Całymi dniami słuchałem więc Czarzastego. (...) Wznosił swoje przezroczyste jakby oczy, ulokowane w gładkiej twarzy, i mówił: Towarzysze, jestem pewien, gwarantuje, mur beton, daję głowę. Polemizował ze sceptykami. Zapewniał więc przed klęską pyszny nastrój w gmachu KC. Był niczym owa orkiestra grająca na Titanicu. Już wszyscy czuli i widzieli, że woda nas zalewa, a on jeszcze wydawał pyszne dźwięki. (...)

Niemcy i Japonia przegrały II Wojnę Światową z ogromną dla siebie korzyścią. Podobnie Korea Południowa (...). Wiele jest innych współczesnych wojen bardzo korzystnie przegranych. Jeśli jakikolwiek kraj lub armia zechcą rozpocząć wojnę, by sprowokować swą bezprzykładną, dogłębną porażkę, a zapragną ją osiągnąć w pysznym nastroju – niech pamiętają, że w Polsce mieszka niejaki Czarzasty, idealny kandydat na przywódcę, lub naczelnego wodza”.

W świetle tej opinii pozostaje jedynie wierzyć, że Kwaśniewski wiedział co robi, nominując Czarzastego do składu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. To, że Czarzastemu do gustu przypadła akurat funkcja sekretarza tego gremium dziwić nie powinno.

michalrachon@go2.pl

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: