RYWIN SIEJE, KOMISJA ZBIERA

Praca w komisji śledczej to dla posłów SLD doskonała okazja do zaprezentowania w oczach społeczeństwa swojej niezależności. Jednym może pomóc w powrocie na najwyższe szczeble władzy, drugim umożliwi wybicie się. Nie obejdzie się bez ofiar. Najwięcej straci opinia publiczna.

Komisja śledcza, badająca aferę łapówkarską Lwa Rywina jednomyślnie podjęła decyzję o wystąpieniu z wnioskiem, aby Robert Kwiatkowski, prezes TVP zawiesił pełnienie obowiązków do czasu zakończenia śledztwa. Jednogłośnie zażądała też wglądu w billingi i komputery szefa telewizji publicznej oraz rewizji „jego pomieszczeń”. O ile głosowanie w drugiej sprawie wnioskował poseł opozycji Jan Rokita w czym nie ma nic zaskakującego, o tyle zadziwiająca była inicjatywa posła SLD Bogdana Lewandowskiego w pierwszej sprawie, która spotkała się z aprobatą wszystkich lewicowych członków komisji.

To właśnie Lewandowski zgłosił wniosek o podjęcie uchwały, by do wyjaśnienia afery Kwiatkowski zawiesił kierowanie TVP. Powołał się na zeznania przesłuchiwanego przez komisję śledczą Adama Michnika, redaktora naczelnego Gazety Wyborczej i na zgromadzony przez prokuraturę materiał dowodowy. Komisja przychyliła się do wniosku jednomyślnie.

Ten krok wprawił w osłupienie urzędników z SLD. Zdumienie jako pierwszy wyraził Jerzy Jaskiernia, szef klubu parlamentarnego lewicy i nawet nie był w stanie komentować tej decyzji. Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Krzysztof Janik stwierdził, że wniosek o zawieszenie Kwiatkowskiego był pochopny, bo komisja nie zdołała jeszcze dokończyć pierwszej tury przesłuchań, w tym samego zainteresowanego. Z kolei Danuta Waniek uspokaja partyjnych kolegów mówiąc, że adresatem wniosku jest Krakowa Rada Radiofonii I Telewizji (w której sama zasiada), a ta nie ma możliwości bezpośredniego wpływania na Zarząd TVP, bo to są uprawnienia Rady Nadzorczej. Kwiatkowski zatem na razie jest bezpieczny.

Okazuje się jednak, że niezupełnie. W czasie przesłuchiwania Michnika zaraz po Lewandowskim do akcji wkroczył Jan Rokita, który złożył wniosek o umożliwienie komisji wglądu w billingi i komputery szefa telewizji publicznej oraz rewizji jego pomieszczeń. Ten wniosek również przeszedł jednogłośnie.

Determinacja posłów lewicy w pogrążaniu własnych ludzi w imię przejrzystości budzi zastanowienie. Zastanowienie nie tylko w swoich szeregach, ale powszechne. Dlaczego bowiem Bogdanowi Lewandowskiemu czy Ryszadrowi Kaliszowi miałoby zależeć na pogrążeniu prezesa TVP, który uczynił z publicznej telewizji SLD-owską trybunę? Czy jest to efekt silnych podziałów wewnątrz całkowicie dotąd zabetonowanego monolitu?

Przyczyny mogą być jednak o wiele bardziej prozaiczne niż przejrzystość członków komisji. Nie jest to także efekt walki o władzę w SLD. Komisja śledcza jest pierwszym tego rodzaju organem w Polsce, który rozpoczął funkcjonowanie. Już pierwsze przesłuchanie, jakiego dokonała, okazało się bardziej owocnym niż wszystkie ujawnione dotąd kroki podjęte przez prokuraturę.

Pokazuje to jak bardzo potrzebnym ciałem jest komisja śledcza. Potrzebnym dla badania sprawy, dla opinii publicznej, ale i dla samych członków. Niezależny, pierwszy tego typu, pluralistyczny organ wymiaru sprawiedliwości, pochodzący z wyboru społecznego – to brzmi jak najlepsza recenzja. Oczywiście trudno wierzyć, że komisja zachowa dotychczasową determinację, ale jej pierwsze działania pokazują, że próbuje działać z werwą.

Może stać się przy tym dla jej członków doskonałą odskocznią do kariery politycznej na wyższych szczeblach władzy. I to być może jest jedyną motywacją dla posłów SLD zasiadających w jej szeregach. Stąd tak zgodne głosowanie w sprawie odsunięcia Roberta Kwiatkowskiego od fotela prezesa TVP. Pokazanie społeczeństwu, że nie popiera się swoich kolegów tylko przejrzystość w sprawowaniu funkcji publicznych dostarczy posłom SLD wielu punktów w oczach opinii publicznej. Będzie też dla nich kartą przetargową w staraniach o wyższe funkcje państwowe.

Sam Kwiatkowski zostanie natomiast najprawdopodobniej poświęcony dla politycznej kariery swoich kolegów, nie wyłączając samego premiera Leszka Millera. Ten sam los może również spotkać Włodzimierza Czarzastego, sekretarza Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, czego symptomem było odsunięcie kierowanej przez niego Muzy od lukratywnego przetargu na Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Ponadto Michnik z pewnością będzie wiązać jego osobę z funkcją sprawczą dla afery Rywina, ponieważ Czarzasty należy do grona współautorów niekorzystnych dla gazety Michnika zapisów tworzonej ustawy o mediach.

Zaangażowanie posłów: Kalisza i Lewandowskiego w „bezstronność” komisji śledczej jest ponadto efektem wewnętrznych podziałów w łonie SLD. Dwaj poplecznicy Aleksandra Kwaśniewskiego wykorzystają bowiem doskonałą okazję do osłabienia bardzo dziś silnej pozycji Leszka Millera, mocno przecież wspieranego przez Kwiatkowskiego i Czarzastego.

Będziemy więc prawdopodobnie świadkami kresu kariery politycznej dwóch bardzo dotąd wpływowych SLD-owskich ludzi mediów i początku nowej drogi politycznej członków komisji śledczej. To może być jednak cały plon afery.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: