TOMASZ LIS – SZEF ORKIESTRY CZY TYLKO BATUTA?

Tomasz Lis w swoim programie na temat teczek dał znak orkiestrze jak ma grać. Ujawnił się w ten sposób jako naczelny dyrygent orkiestry teczkowej. Przypomnijmy jego sygnał „...ujawnić listę agentów w sposób cywilizowany... ”. Była to widoczna ewolucja formuły programu, od „niezależnego” dziennikarza konfrontującego swoich gości do programu, którego autor promuję określoną tezę. Tą tezę próbował forsować przez większą część programu za pomocą specjalnie dobranych pytań.

Zakładając, że Lis uaktywnił się jako dyrygent orkiestry należy przeanalizować to, co działo się później. W piątek po pierwszym programie Lisa o teczkach „Trybuna” nieśmiało powtórzyła jego tezę. Wydawałoby się że orkiestra ruszy, a jednak nastąpiło wstrzymanie – lista Bronisława Wildsteina krążyła po redakcjach. Orkiestra nie mogła zacząć realizować pierwotnego planu - namawiania do poszerzenia liczby czytających, co ułatwiło by poprzez wybiórczą lustrację manipulację i gry operacyjne (patrz casusu Niezabitowska) i przeforsowania odłożenia pełnej lustracji na później. Ujawnienie katalogu nie pozwalało na to. Rozpoczął się atak na Wildsteina i ujawniania ogromnej ilości „pokrzywdzonych” przez listę.

W tym momencie należy zadać sobie pytanie. Czy ujawnienie listy było elementem planu mającego obudzić histerię i zablokować powszechny dostęp do teczek, a w konsekwencji zrealizować pierwotny zamiar tylko poszerzenia grupy czytających. Czy było niespodziewanym czynnikiem burzącym plan, który szybko musiał ulec zmianie. Kluczowym elementem tego zagadnienia jest osoba, która pomogła Wildsteinowi zdobyć listę - jeżeli istniała, jak twierdzą media i IPN, był to moim zdaniem element planu, a Bronkiem posłużono się jako nieświadomym narzędziem działającym w dobrej wierze i szlachetnym celu. Natomiast jeżeli Wildstein ma wiedzę techniczną aby obejść zabezpieczenia na komputerze i skopiować taki plik na dysk wymienny to znaczy, że jego czyn był niespodziewanym elementem, który pokrzyżował czyjeś plany.

Zobaczmy jak rozwijała się dalej sytuacja. Przez tydzień mamy nagonkę na Wildsteina kierowaną przez GW. Ujawniani są pokrzywdzeni, pojawiają się osoby, które chcą dochodzić swoich praw sądownie, Wildstein traci pracę, a TVN”¤ odkrywa, iż minister prezia, Socha, odzyskuje akcje „Rzeczpospolitej” od Orkli i zamierza je ofiarować Gaudenowi i spółce („sprzedać”), która wyrzuciła Bronka. Dochodzimy do dnia, w którym kolejny program Lisa porusza sprawę listy. Po raz kolejny ma już gotową tezę (czyżby jednak element planu) i forsuje troskę o pokrzywdzonych ujawnieniem list. Pan Fronczewski opowiada historie jak to wpisano go na listę TW bo chciał odzyskać prawo jazdy, a Pan Olbrychski opowiada jak syn będzie na niego patrzył i jak zareagują inne dzieci jak znajdą swoich tatusiów na takich listach. Szkoda, że tatusiowie nie myśleli co pomyślą o nich dzieci, gdy donosili i inkasowali? Na marginesie opowiastka Olbrychskiego była ewidentnie manipulacją gdzie na sygnał (odpowiednio sformułowane pytanie) Lisa, Olbrychski atakował i znieważał Wildsteina oskarżając go o donosicielstwo.

Przez następny tydzień wychodzą kolejne „problemy” wywołane katalogiem IPN (sic!) – problem polskiego wywiadu, tajnych agentów będących na służbie za granicą. Premier Belka specjalnie zwołał naradę w tej sprawie. Podsycane negatywnych skutków ujawnienia listy trwało.

Obecnie kończy się etap realizacji planu, do którego sygnał dał dyrygent Lis. Poszerzenie listy czytających przy jednoczesnym ograniczeniu dostępu do archiwów jest już faktem. Środowisko robi to kosztem osób, które zgodnie z teorią Józefa Darskiego muszą zostać wyeliminowane aby gangi mogły nadal utrzymać władzę. Obecnie zmierza wszystko do tego aby pierwotny plan został zrealizowany. Nikt już nie krzyczy o upublicznieniu dostępu do teczek! Szanowni państwo tak oto wkraczamy do IV RP w fanfarach obrońców dorobku III RP.

Tomasz Lis się pojawił (1. września 2004), a Krzysztof Skowroński zniknął (26. Września 2004). Zdumiewająca sytuacja zwłaszcza jeżeli przypomnimy sobie, że w jednym z programów gość Skowrońskiego, Krzysztof Czabański wypowiedział takie słowa: „To, że służby specjalne mają u nas duży wpływ na życie polityczne jest sytuacją stałą właściwie od Stanu Wojennego”. Czyżby Pan Krzysztof Skowroński zadał niewłaściwe pytania nieodpowiedniemu gościowi? Tak, to by usprawiedliwiało likwidację programu „Czarny pies czy biały kot” z dobrego czasu antenowego jakim była niedziela 16:30. Po szybkich decyzjach Pana Tomasza Lisa, Krzysztof Skowroński może być mu wdzięczny. Nadal może kontynuować zadawanie pytań na antenie Polsatu w soboty o 9:30. O tak wczesnej porze na pewno odpowiedzi na pytania Skowrońskiego usłyszy duża rzesza widzów Polsatu.

Możemy się domyślać, że kierownictwo Pana Lisa woli dmuchać na zimne. Nieoczekiwane znikniecie Krzysztofa Skowrońskiego mogłoby zostać uznane za podejrzane a przeniesienie programu na poranne godziny likwiduje niebezpieczeństwa jakie mogłyby wyniknąć z zadawania nieodpowiednich pytań w popołudniową niedzielę. Zastanawia też, że jakoś żaden niezależny dziennikarz „nie zauważył” i nie zapytał: „Co stało się ze Skowrońskim”, wiadomo, woli, żeby to samo nie stało się z nim.

„Co z tą Polską?” – zastanawia się Tomasz Lis, a my popatrzmy jakie pytania powinien zadawać Krzysztof Skowroński by dostać dobry czas antenowy dla siebie.

Jak wyglądała manipulacja Lisa?

Oto lista pytań zadawanych przez niego w swoim programie o teczkach z 27 stycznia oraz część odpowiedzi jego gości umieszczona w trzech osobnych aktach przedstawienia.

Tytuł Dramatu: „... Ujawnienie listy agentów w sposób cywilizowany...”

Akt I Celem pierwszej odsłony jest podważenie wiarygodności teczek.

PYTANIA LISA:

„...czy można wierzyć teczkom...”; „...Panie pośle (Leszek Moczulski), pan napisał wielką książkę o lustracji, z której wynika, że nie powinniśmy tak do końca wierzyć w te teczki...”;

„..Panie pośle (Stefan Niesiołowski) w 1992 roku pan przyszedł do posła Macierewicza, który był wtedy szefem MSW i zapytał: Antoni czy ty jesteś pewien, że to naprawdę są agenci?;

„...Pan Antoni Dudek. Z pana wypowiedzi wynika, że ma pan bardzo daleko idącą wiarę w to, że z tych teczek, które są w tej chwili w IPN-ie można wyczytać prawdę o agenturze...”

Antoni Dudek – „...Można wyczytać bardzo wiele informacji. Ja mam pewność… Nie został udokumentowany żaden przypadek spreparowanej teczki. Pojawiają się różne przykłady, ale te przykłady nie są na razie udokumentowane.

Tomasz Lis - „... A pan profesor Chrzanowski?

Antoni Dudek - „... te dokumenty są autentyczne ale nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość...”

Tomasz Lis - „... To jak nie zawsze odzwierciedlają rzeczywistość, to ja już jestem sceptyczny wobec tych dokumentów...”

Tomasz Lis - „... Zbigniew Bujak jest Bohaterem podziemia a jest przeciwny lustracji, bo uważa, że nie można wierzyć teczkom...”

„... Nie zastraszyć panie pośle (A. Macierewicz) ale zgłosić pewne wątpliwości...”

„...Panie pośle, byli przecież agenci świetnie współpracujący z SB, którzy jako TW nie funkcjonowali, niczego nie podpisywali...”

„... Ja za chwilę, po przerwie chciałem panów zapytać, czy my wszyscy się nie obawiamy, że to jednak SB tą naszą historię pisze?...”

Akt pierwszy kończy się pytaniem, które nie zostanie rozwinięte w następnych częściach dramatu. Czyżby to był sygnał, „pokiwanie palcem”, ostrzeżenie dla niegrzecznych, którzy nie chcą się podporządkować?

Akt II Celem drugiej odsłony jest nakierowanie i wskazanie słusznego rozwiązania całej sprawy:

Tomasz Lis - „... pytanie do pana Bronisława Wildsteina. Mówi pan, żeby rozszerzyć ten krąg ludzi, którzy będą mogli zajrzeć do teczek np. dziennikarze, ale mówi pan też, żeby nie dotykać tych spraw obyczajowych. Bądźmy poważni. Przecież wiadomo, że jak 5 albo 10 osób te teczki przeczyta, to te całe łajno, przepraszam, rozniesie się po całym mieście, a potem po całym kraju. Zgadza się?...”

Bronisław Wildstein - „..druga rzecz jest taka, że dziennikarz gdy publikuje rzeczy jest odpowiedzialny za to, co robi. Podpisuje się pod tym tez jego redakcja...”

Tomasz Lis - „...Na pewno jest?...”

Bronisław Wildstein - „... Ja się mogę zgodzić z panem, że są nieodpowiedzialni lekarze, policjanci. Czy w związku z tym mamy zlikwidować prawo, wymiar sprawiedliwości?...”

Tomasz Lis - „... Nie, nie, to sprowadzamy trochę do absurdu. Przyjmujemy wersję, że są odpowiedzialni a wiemy, że nie są. Ja mówię o realnym świecie...”

Tomasz Lis - „...Pytanie do Zbigniewa Bujaka. Ja mam takie obawy, musze się przyznać, że jeśli chodzi o lustrację, to jestem schizofrenikiem. Z jednej strony uważam, że nie można tych śmieci cały czas chować pod dywan a z drugiej strony myślę o realnym człowieku, którego można skrzywdzić, jednej, drugiej, piątej osobie. To są dramaty?...”

Tomasz Lis - „... Ja mówię o pani Staniszewskiej, która za wszystkich działaczy Solidarności, za wszystkich, którzy gdzieś tam na Podbeskidziu pracują, była złotą osobą. Jej życie na lata zostało złamane...”

Tomasz Lis - „... Są ludzie uczciwi, którzy jak słyszą o sobie „konfident” to nie są w stanie z tym żyć...”

Tomasz Lis - „... Dzisiaj mamy taką historię, że jak ktoś był pułkownikiem, generałem SB, to pobiera piękne emerytury i jest szanowanym emerytem, który relaksuje się na działce. Natomiast ludzie, którzy walczyli o wolność i przepraszam za kolokwializm, dali ciała przez moment a pracowali dla tej Polski mężnie przez 10-15 lat, to oni będą tymi napiętnowanymi. Nie boi się pan tego?

Czyżby i w tym momencie nasz dyrygent pokazywał znak stop? Bo przecież gdyby okazało się, że ludzie Solidarności byli tylko marionetkami w teatrzyku SB (bo przecież „dali ciała”), straciliby wpływy a więc w interesie środowiska postsolidarnościowego jest ukrywanie prawdy. A jeżeli środowisko to będzie dalej atakować komunistów, ci zabiorą agenturę z sobą do grobu choćby z zemsty - to chyba wystarczająca groźba by przystać na warunki?

Tomasz Lis - „..Z sondaży wynika, że 1/3 Polaków jest przeciw ujawnianiu...”
Teraz jakby przypieczętowaniem groźby jest ważna wypowiedź Zbigniewa Bujaka.
Zbigniew Bujak - „...Nie wiem, pan zna te sondaże. Ja nie znam takich ludzi, którzy byliby przeciwni ujawnianiu nazwisk płatnych donosicieli, mówię o nas działaczach. Później zaczyna się sfera ludzi, którzy zaangażowali się w pomoc i zaczyna się sfera ludzi, którzy nie angażowali się w pomoc, sąsiedzi, rodzina, często nic nie robili. A jednak bezpieka ich złamała, jednak bezpieka ich zarejestrowała i jak ja słyszę termin „upublicznić”, „otworzyć archiwa, niech każdy zajrzy”, to w tym momencie ja widzę dramat nie setek, ale tysięcy ludzi, którzy naprawdę nawet z tą naszą walką nie mieli wiele wspólnego a będą przeżywać dramat.

Teraz już wiemy gdzie tkwi prawda o systemie komunistycznym. Aby dotrzeć do jego logiki funkcjonowania trzeba przeanalizować ich sposób rozumowania i działania operacyjnego. Czyli w jaki sposób manipulowano działaczami solidarnościowymi i całym społeczeństwem. To jest to co chce ukryć układ okrągłostołowy, logikę działania, sposób w jaki kontroluje się społeczeństwo. Tak jak starożytni kapłani ukrywali wiedzę o zaćmieniach słońca by zniewolić lud tak teraz ukrywa się wiedzę o technikach socjotechnicznych zapisanych w teczkach. Aby uwolnić się od niebezpieczeństwa ujawnienia ubeckiej socjotechniki (gier operacyjnych), czyli utrzymać władzę, zgodnie z teorią J. Darskiego, trzeba ściąć kilka głów, którymi będą „płatne świnie”. Oczywiście ścinanie głów też musi być kontrolowane dlatego muszą to robić „fachowcy”. Dzięki temu lud dostanie swoje mięso, rywale do apanaży wyeliminowani, a prawda zatuszowana.

Tomasz Lis -„...Co panowie na to?...”

Zbigniew Bujak - „...Jeszcze chwilka. Dlatego tak jest, że nastąpiła tu pewna zmiana terminów. Najpierw się mówiło „upublicznić” a teraz się mówi „poszerzyć dostęp” dla ludzi, którzy są w stanie spokojnie i fachowo badać te archiwa oraz upublicznić je. Tu widzę ludzi, którzy chętnie by poznali ten okres i jego ciemne strony. Świetnie, niech Pan Dudek bada, niech pisze i opisuje za każdym razem jak ma do czynienia z płatną świnią, to niech pisze. Ale niech to robi pan dudek. Natomiast, gdy mówi mi się, że archiwa otworzymy i każdy będzie mógł sobie zajrzeć, czyli ten zawistny sąsiad, ten ktoś z rodziny też będzie mógł chodzić i opowiadać co on tam wyczytał. To nie. Przepraszam bardzo, ale nie.

Antoni Macierewicz - „..Dlaczego od 15 lat w Czechach jest to publiczne? Dlaczego w Niemczech jest to publiczne? Dlaczego u nas tak nie może być?

Tomasz Lis - „... W Niemczech jest po prostu szerszy kręg ludzi, którzy maja dostęp...” „...Czy panowie są za tym, żeby taka lista agentów była w internecie, tak?...” „... Arcybiskup Życiński mówi, że jeśli my według takich kryteriów wszystko upublicznimy i będzie lista agentów, to zamaże się różnica między Judaszem, który zdradził a Piotrem ...”

Kluczową kwestią aby manipulacja się udała jest zastraszenie społeczeństwa.

Tomasz Lis - „... Sprawa pana Moczulskiego trwa, 4 czerwca będziemy mieli 13-tą rocznicę. Ilu tysiącom ludzi w Polsce chcemy zafundować 13 lat oczyszczania się biorąc pod uwagę sprawność naszych sądów być może kilkadziesiąt ...” „... Dochodzimy teraz do punktu, kiedy komuś łajno spadnie na głowę ...”

Bronisław Wildstein - „... My tylko mówimy o tych biednych ludziach, którym się dzieje krzywda...”

Tomasz Lis - „... Potrafi pan tak w ujęciu statystycznym o tym wszystkim mówić? W tych aktach można częściowo przeczytać co robił agent „Nowak” według pana Wyszkowskiego, pani Małgorzata Niezabitowska...”

Antoni Macierewicz - „... według IPN-u nie według pana Wyszkowskiego. Niech pan nie robi takich numerów. Pan idzie w kierunku Niesiołowskiego...”

Tomasz Lis -„...Tam są tego typu informacje, które ... umówmy się szczerze, że jak się wchodzi na forum telewizyjnej „Gazety Wyborczej” to tam są ludzie piszą na siebie 150 razy gorsze rzeczy i dzisiaj robimy to tak: kliknięcie i idzie, jeden na drugiego, jeden na drugiego. Nigdy tego nie piętnuje, to się dzieje w skali milionów każdego dnia ...” „... zapłacimy czy zapłacą ludzie ...” „... Bronku powiedz mi czy ty się tego nie boisz? ...”

Bronisław Wildstein - „... Można powiedzieć, że wszystko kosztuje, w ogóle demokracja kosztuje”.

Tomasz Lis -„... Czy ty się tych kosztów nie boisz? ....” „... Czy da się to zrobić solidnie, czy da się oddzielić rzeczywistego agenta od kogoś, kto tylko funkcjonował na liście jako agent? ...” „... A będziemy mieć 99% czy 75%?”
Antoni Dudek - „...W moim przekonaniu rzeczywiście w niektórych przypadkach nie da się jednoznacznie ocenić, jaki był zakres tej współpracy, ile ona trwała. Tam są duże zniszczenia, zwłaszcza w odniesieniu do lat '80-tych ...”
Akt III – Pointa

Tomasz Lis - „... Miałem wrażenie, że większość, choć nie wszyscy, sadzi, że może ten proces, lista agentów do Internetu, że to może jest daleko idący projekt … Czy jesteśmy w stanie znaleźć jakiś kompromis pt. rzeczywiście rozszerzyć na tym etapie, rozszerzyć krąg uprawnionych do zajrzenia? ...”

Antoni Dudek - „..Tak, bo jest rok 2005 a nie '92 ...”

Tomasz Lis - „.. Kończymy program więc ja mam pytanie: Czy Panowie się zgadzają, tak? ...”

Zbigniew Bujak - „... Jest konkretna inicjatywa, jest projekt ustawy i nad ta ustawa trzeba pracować i wysłuchać, jakie IPN ma oczekiwania w tej sprawie. Jest to kwestia i środków finansowych i środków technicznych ...”

Leszek Moczulski - „Nad ustawą nie należy pracować w toku kampanii wyborczej ...” „.. U nas cały czas jest kampania i nigdy w takim razie nie będzie można pracować. Panie pośle, czy byłby Pan skłonny zaakceptować, taki postulat nazwijmy go umiarkowanym, na razie rozszerzamy krąg ludzi, którzy mają dostęp ...”

Antoni Macierewicz - „... to jest tak nieprecyzyjne, że trudno się do tego ustosunkować .... Krótko mówiąc, że gdyby zrobić taką ustawę jak w Niemczech lub Czechach, to oczywiście się zgadzam ...”

Tomasz Lis „... Jeszcze Bronisław Wildstein, proszę jednym zdaniem ...”

Bronisław Wildstein - „... Tak, oczywiście ...”

Tomasz Lis - „... tak to jest pointa ...”

W świetle ostatnich wydarzeń chciałbym zadać jeszcze jedno pytanie. Czy groźby Pana Lisa okazały się skuteczne? Od programu z 27 stycznia mijają 2 miesiące a my możemy w naszych odbiornikach telewizyjnych zobaczyć jak to Lech Wałęsa wkracza na scenę polityczną i manifestuje swoje zdecydowane poparcie najpierw dla wirtualnej PeDecji, a później rzeczywistej Platformy. Obok niego siedzi Pan Donald Tusk wypowiadając się o zasługach byłego prezydenta Ubekistanu. Wydaję mi się, że broń jaką był Lis okazała się skuteczna, pokazała gdzie jest miejsce w szeregu środowiska postsolidarnościowego, teraz już pozostała walka z największym przeciwnikiem.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: