GLOSSA DO CHLEBA, PRAWDY I ZDRADY, CZYLI JAK SB...

Redakcja „Rzeczpospolitej”, do której poniższy artykuł przesłałem, odmówiła jego publikacji. Krzysztof Gottesman przekazał go do dodatku „Plus – Minus”, a redaktor Maciej Łukasiewicz nie zgodził się na druk. Rozumiem, że łamy dziennika otwarte są dla tych, którym redakcja ma ochotę je udostępnić, np. dla Małgorzacie Niezabitowskiej. Ponieważ sprawa TW „Nowaka” i „Tygodnika Solidrność” ma szerszy wymiar, a nie tylko osobisty, tekst ten rozsyłam równocześnie do osób, które – moim zdaniem – powinny się z nim zapoznać.

Piotr Rachtan

Pan Rachtan myli się. Redakcja „Rzeczpospolitej” w tej sprawie nie otrzymała jeszcze instrukcji i dlatego woli nie ryzykować. O tym, że „Rzeczpospolita” jest chroniona i wykonuje „zadanie specjalne” świadczy wybielenie red. Fikusa przez IPN, podczas gdy jeszcze dwa tygodnie temu red. Adam Michnik, twierdził w nagranej w redakcji „Wybiórczej” spowiedzi życia, iż widział teczki agenta Drawicza i agenta Fikusa i to właśnie skłoniło go do zwalczania lustracji. Czyżby więc redaktor „Nieskazitelny” kłamał? I po co?

Red. Maciej Łukasiewicz kiedyś podpisał się pod apelem o lustrację dziennikarzy, a później „zrozumiał”, może mu wytłumaczył kto trzeba, i pod drugim apelem złożenia podpisu już odmówił. Red. Gottesman należy natomiast do ludzi, którzy nawet torturowani, będą twierdzili, iż KGB nigdy nie istniało i nic nie robiło, trudno się więc dziwić zachowaniu „Rzeczpospolitej”.

Uwagi abcnet zamieściliśmy w nawiasach kwadratowych J. Darski

GLOSSA DO CHLEBA, PRAWDY I ZDRADY, CZYLI JAK SB MNIE KOMPROMITOWAŁA

Do sprawy TW „Nowak” z pierwszej redakcji Tygodnika Solidarność nie zamierzałem już wracać, choć jako dawnego publicystę tego pisma rzecz mnie i interesowała, co oczywiste, i dotyczyła bezpośrednio. Swój stosunek do artykułu mojej dawnej koleżanki z Tysola Małgorzaty Niezabitowskiej starałem się oddać w tekście, który umieściłem w internetowym magazynie „Kontrateksty” (www.kontrateksty.pl). Jednak wydarzenia mają własną dynamikę, na którą autor pojedynczego artykułu wpływu żadnego nie ma i, po wypowiedziach kolejnych ministrów w rządzie, w którym M. Niezabitowska była rzecznikiem, a usprawiedliwiających jej postępowanie, uznałem, że jeszcze raz głos zabiorę. Bowiem to, o czym mówią dokumenty, powinna poznać publiczność, do której tak gromko zwracał się i Waldemar Kuczyński, i Krzysztof Kozłowski i – przede wszystkim – sama zainteresowana. Tym bardziej, że posłużono się najpierw argumentem usprawiedliwienia – złamała się pod naciskiem szantażu, potem relatywizowaniem - zająć się trzeba tymi, którzy szkody większe swoimi donosami i współpracą z władzami politycznymi uczynili, wreszcie minimalizowaniem - jej delatorstwo nie miało żadnych nieprzyjemnych dla osób trzecich skutków.

Szantaż?

Przyjrzyjmy się najpierw argumentowi szantażu. Nie każdy jest człowiekiem z żelaza, mówią obrońcy M. Niezabitowskiej, nie można być odpornym jak, nie przymierzając, Maciej Poleski - Czesław Bielecki, który swoją odporność, wyrażaną choćby w długotrwałej głodówce protestacyjnej w więzieniu, przypłacił utratą zdrowia. Sprawa nie jest do końca jednoznaczna, naturalnie – nie w przypadku Czesława Bieleckiego. Szantażowano Mariana Jurczyka, szantażowano Krzysztofa Wyszkowskiego, szantażowano wielu, wielu innych działaczy opozycji. Jedni ulegali, inni – nie. Nie można potępiać ludzi za to, że przedkładają np. zdrowie i życie swoich dzieci ponad nawet honor. Ulepieni jesteśmy z różnej gliny. Jednak można ulec i nie ulec. Krzysztof Wyszkowski, któremu grożono, że jego córka zostanie zgwałcona – nie cofnął się. Marian Jurczyk, straszony, że coś złego spotka jego syna – podpisał zobowiązanie o współpracy. I znów – można ulec, podpisać – i nie zrobić nic, wręcz przeciwnie, odebrać prześladowcom ich władzę, powiadamiając swoje środowisko o własnej słabości i metodach SB. Przecież jawność zawsze była naprawdę skutecznym narzędziem wytrącającym broń z ręki bezpieki. Jeśli o sprawie wiedzą wszyscy zainteresowani, nie można więcej szantażować. Może się to przyznanie wobec bliskich, wobec współpracowników wiązać z utratą zaufania, z izolacją – ale koszty tego są w takiej sytuacji nieporównanie mniejsze, niż nawiązanie współpracy, także pod naciskiem szantażu.

Osobowość

Istotna jest więc osobowość, charakter, wierność zasadom, także tym, które odnoszą się do wartości patriotycznych, owej blizny i Ojczyzny, tak chętnie przywoływanych w tekście M. Niezabitowskiej. Zajrzyjmy do dokumentu SB, spisanego 12 października 1981 przez ppor. Artura Woronieckiego, młodszego inspektora w Wydziale IV Departamentu III MSW. Nosi on tytuł „Sprawozdanie z przedsięwzięć operacyjnych podjętych podczas pobytu służbowego w Gdańsku w dniach 28.09.1981 – 8.10.1981”. Notatka podporucznika, członka zespołu prowadzącego sprawę obiektową „Walet” przeciwko „Tygodnikowi Solidarność”, to zapis jego spotkań z agentami, pracującymi w gdyńskim hotelu „Bałtyk”, gdzie ulokowano ekipę Tygodnika, obsługującą I Krajowy Zjazd NSZZ Solidarność. Ppor. Woroniecki pisze, że „drogą operacyjną uzyskano też informacje dotyczące prywatnego życia Małgorzaty Niezabitowskiej… Jest ona kobietą o dość twardym charakterze, dającą sobie radę z większością problemów życiowych i bardzo energiczną w działaniu…”. Czy ta charakterystyka, pisana na użytek wewnętrzny SB, a zatem nie mająca służyć jakimś grom operacyjnym i szantażom, nie kłóci się z obrazem swojej osoby, jaki dziś M. Niezabitowska stara się publiczności ukazać, a mianowicie osoby wylęknionej, bezradnej, zaszantażowanej?

Zespół sprawy „Walet”

Skoro jesteśmy przy ppor. Woronieckim, przedstawmy Zespół V, który prowadził sprawę obiektową „Walet” (wg. Notatki z 19 czerwca 1982). Zespołem kierował por. Paweł Bańkowski. (Członkowie Zespołu przedstawieni są poniżej).

Do oczywistych zadań tego Zespołu należało pozyskiwanie tzw. źródeł – wśród nich także Tajnych Współpracowników. W końcu agentura to najpewniejsze, choć omylne i nie do końca godne zaufania, źródło wiedzy o zamiarach, kontaktach, faktach, które mogą umknąć uwadze podglądaczy. Techniki werbowania opisywano wielokrotnie, z pewnością były one odmienne w każdym przypadku: inaczej przekonuje się znaną dziennikarkę, innych argumentów używa się wobec maszynistki. A jeszcze inaczej trzeba podejść do grafika. Według por. P. Bańkowskiego W TYGODNIKU SB MIAŁA 6 TAJNYCH WSPÓŁPRACOWNIKÓW O PSEUDONIMACH „KIEŁ” [Norbert Wawrzyniak, ur. 14.08.1955 r. - abcnet], „NOWAK”, [MAŁGORZATA NIEZABITOWSKA - abcnet], „SZUM” [Janusz Chudzyński, ur. 14.05.1955 r. - abcnet], „LIERA” [NA RAZIE POD OCHRONĄ IPN - abcnet], „ZYGMUNT” [Jan Bohuszewicz, ur. 24.04.1929 r. - abcnet], „BAMBUS” [Krzysztof Forbert, ur. 15.03.1947 r.: NOWa, Interpress, - abcnet], „z czego 2 t.w. pozyskanych w b.r. [tj. w 1982- PR] – Szum i Liera”. W innych dokumentach SB można jeszcze znaleźć informację o TW „MARII” [NA RAZIE POD OCHRONĄ IPN - abcnet]. Bańkowski pisze w swojej notatce z czerwca 1982 roku, że nie zamierza na tym poprzestać, ma bowiem jeszcze 3 KANDYDATÓW DO POZYSKANIA, których nazywa „OPTIMA” [NA RAZIE POD OCHRONĄ IPN - abcnet], „SOWA” („AKTUALNIE KIERUJĄCY ZESPOŁEM I POSIADAJĄCY O NIM NAJWIĘCEJ INFORMACJI”) [NA RAZIE POD OCHRONĄ IPN - abcnet], I "KRAKUS" [NA RAZIE POD OCHRONĄ IPN - abcnet]. [KTO KIEROWAŁ WÓWCZAS TYSOLEM CHYBA WIEMY - ABCNET].

Mała szkodliwość

Wróćmy do przypadku M. Niezabitowskiej i drugiego z argumentów, użytego przez Krzysztofa Kozłowskiego i Waldemara Kuczyńskiego. Mówili oni, że wycofała się, nie szkodziła, kręciła i że biedna taka…

Jeśli się już uległo, nie można się później tłumaczyć małą szkodliwością swoich czynów, to jest - donosów. Nie może tego sugerować człowiek, który był ministrem spraw wewnętrznych, bo jest to dziecinada. Co to znaczy, że donosy nie były szkodliwe? Dla kogo nie były szkodliwe, dla donosiciela? Czy delator wie, co się dzieje dalej z jego meldunkami, jak jego opiekunowie wykorzystają niewinne na pozór wiadomości i ploteczki? Muszę tu napisać nieco o sobie, w końcu własne sprawy zna się najlepiej. Mam oto przed sobą inne dokumenty SB.

Już dość wcześnie, bo tuż po opublikowaniu 1 numeru „Tygodnika Solidarność” w „Informacji operacyjnej” z 17 kwietnia 1981 roku por. Paweł Bańkowski analizując sytuację w Tygodniku pisze we wnioskach, że „będą podejmowane wysiłki, zmierzające do … podejmowanie [tak w oryginale – PR] działań propagandy specjalnej służącej do wyeliminowania ze składu redakcji i wpływów na redakcję przeciwników socjalizmu (najbliższe zadania tego typu realizowane będą odniesieniu do: Artura Hajnicza, Piotra Rachtana i J. Jankowskiej)”.

Jakie to były wysiłki? I jakie ich wyniki? O spowodowanie nieudanej próby internowania mnie 31 grudnia 1981 roku (ekipa SB przyjechała pod adres mieszkania, w którym od kilku dni już mnie nie było) podejrzewałem od lat Janusza. S. z Regionu Mazowsze, którego przyprowadziłem na konspiracyjne zebranie z ludźmi, których nie znał. Wiedział on tylko kim jestem ja i znał mieszkanie, do którego przyszedł. Wkrótce internowano właściciela mieszkania – Wojtka Brojera z Działu Związkowego redakcji „Tygodnika Solidarność” i jego żonę oraz dokonano nieudanej próby internowania mojej osoby. Dziś nie jestem już tak pewny, czy to za sprawą donosu Janusza S. SB pojawiło się w mieszkaniu Wojtka na Ordynackiej i u moich rodziców w Al. Ujazdowskich. Może źródłem były informacje, pochodzące od agentury ulokowanej wewnątrz redakcji? Jeżeli SB – jak pisał w styczniu 1982 por. Bańkowski – sądziła, mylnie zresztą, że jestem redaktorem naczelnym „Głosu Mazowsza”, to ktoś taką informację Bańkowskiemu, a może Grzelakowi – podsunął? Czy to był TW „Nowak”? TW „Maria”? TW Ktoś Inny?

Jedno ze spotkań Nowaka z por. Grzelakiem odbyło się w maju 1982, w raporcie z tego spotkania informuje się, że Rachtan prowadzi bliżej nieokreśloną działalność konspiracyjną. Wkrótce w moim mieszkaniu pojawiła się ekipa SB i dokonała przeszukania. Szczęśliwie się złożyło, że większość interesujących dla SB materiałów wcześniej ukryliśmy z żoną poza naszym mieszkaniem i kamienicą. Zabrano tylko trochę książek, jakieś dokumenty partyjne i pojedyncze ulotki. Pobrano też, naturalnie, próbkę czcionek z maszyny do pisania. Większych szkód nie było, czy jednak meldunek Nowaka był przez to mało szkodliwy?

W czerwcu znów por. Bańkowski w swoich planach nadal snuje projekty „przekwalifikowania na figurantów rozpracowań celem ich neutralizacji lub kompromitacji w środowisku (np.: J. Strzelecka, P. Rachtan, J. Szczepański i inni)”.

Gęba

Działalność agenta jest tajna, tak utajniona, by nie wiedzieli o niej najbliżsi i by nie podejrzewał go o to nikt z otoczenia, także – inny delator. Najlepiej zaś, gdy skutki donosów przerzucać na kogoś innego. W tym celu przeprowadza się tzw. kombinacje operacyjne. Autor niniejszego padł właśnie ofiarą takiej kombinacji. Jak ona się odbyła – tego nie wiem. Ślad znajduje się w dokumentach SB, które – jeszcze w sierpniu 1981 – przypominają, że byłem wcześniej tzw. figurantem (czyli obiektem jakichś czynności operacyjnych), najpewniej chodzi o okres 1967 – 69, kiedy miewałem w domu rewizje i byłem przesłuchiwany w Pałacu Mostowskich oraz przez WSW, gdy odbywałem zasadniczą służbę wojskową po usunięciu z Uniwersytetu Warszawskiego w 1968 roku. Według SB „w swoim poprzednim miejscu pracy – w red. „Kulisy” kolportował ulotki KSS KOR”. Nawiasem mówiąc, od kogo z „Kulis” miała SB tę informację? I kto później robił nieustannie ze mnie – innych osób w Tygodniku – syjonistów? Czy był to pomysł samych poruczników i podporuczników?

Wracając zaś do okresu stanu wojennego, to w analizie „dot.: sytuacji kadrowej w redakcji tygodnika „Solidarność /TS/” czytam o sobie: „… w pierwszych dniach stycznia 1982r. planował podjęcie wrogiej działalności jako redaktor naczelny konspiracyjnego tygodnika „Głos Mazowsza”, do czego nie doszło. Obecnie skompromitowany, podejżewany [tak w oryginale – PR] o współpracę z SB”

Nie ma nic gorszego dla ludzi wiązanych z ruchem demokratycznym niż podejrzenie o agenturalną współpracę, czyli – nazywając rzecz po imieniu – o zdradę. Wiedzieli dobrze o tym gracze operacyjni, podejmując swoje kombinacje. Udało im się nie tylko wobec mnie, ale wobec wielu, także – liczących się w Polsce osób. Profesor Wiesław Chrzanowski padł ofiarą sfingowanych podejrzeń, a oczyszczony został dopiero w wyniku autolustracji; niedawno - wiele lat po śmierci oczyszczono redaktora Dariusza Fikusa. Nawiasem mówiąc, gdyby nie ułomna nawet ustawa o IPN paskudne plotki o D. Fikusie mogłyby bezkarnie krążyć po Warszawie i nikt by nie mógł im zaprzeczyć. IPN sprawę – na podstawie dotychczas znanych dokumentów - przeciął, szkoda że dopiero teraz. Co zaś do mnie, to komu mogę te podejrzenia zawdzięczać? – oto pytanie, które mnie od dawna nurtuje. Czy wspomnianemu Januszowi S., czy raczej TW „Nowak” lub TW Marii? Bo przecież nie podsłuchom, zainstalowanym pewnie w siedzibie redakcji na Batorego. Kto zrobił mi gębę? I jak?

Niewinny donosik?

Na koniec przypomnę raz jeszcze byłym ministrom, że nie ma nieszkodliwego donosu. Donos, a nawet tylko taki malutki donosik to jest zwykła zdrada. Nie mała zdradka, tylko zdrada. Dziś, gdy mleko się rozlało, gdy archiwa się otwierają i zainteresowani zaglądają coraz tłumniej do swoich teczek, można tylko donosicielom, delatorom, agentom i tajnym współpracownikom życzyć, by o nich jak najszybciej zapomniano. Ale dopiero po tym, gdy zdradzeni sami zechcą miłosiernie zapomnieć. Nie wcześniej i nie na życzenie TW, choćby tak pięknie oni pisali o bliźnie i Ojczyźnie.

ZESPÓŁ V

Paweł Bańkowski, porucznik: inspektor z 10-letnim stażem pracy w resorcie, wkrótce awansował na kapitana, „poprzednio Wydział III-2 KSMO (kierownik Sekcji II – KSS KOR i NOWa. Koordynuje pracę Zespołu, analizy, prowadzenie sprawy obiektowej”.

Stefan Kardaszewski, porucznik, też inspektor z takim samym stażem, „poprzednio Wydział II Biura „B” (ochrona hoteli. Prowadzi rozpoznanie na redaktora naczelnego Tyg. „Solidarność” – Tadeusza Mazowieckiego i inne sprawy…”.
Robert Grzelak, podporucznik (on zwerbował i prowadził TW „Nowaka”) „10 lat pracy w resorcie; poprzednio Wydział I Biura „B” (organizacja stałych i czasowych punktów zakrytych). Prowadzi sprawę na fakt publikowania w Tyg. „Solidarność” treści antysocjalistycznych oraz zajmuje się sprawami przenikania pracowników „TS” do konspiracyjnych struktur „Solidarności”.
Artur Woroniecki, podporucznik, autor zwięzłej charakterystyki M. Niezbitowskiej pracował „w resorcie” najkrócej, zaledwie 2,5 roku. Zanim trafił do Zespołu był młodszym inspektorem w Wydziale I Dep. „P”, czyli w kontrwywiadzie. Por. Bańkowski przeznaczył mu prowadzenie spraw „na fakt nasyłania [tak w dokumencie – PR] do redakcji opracowań o treści antysocjalistycznej z zagranicy. Ponadto prowadzi sprawy związane z funkcjonowaniem konspiracyjnych struktur „Solidarności” i roli publicystów „TS” w tych strukturach oraz kontaktami redakcji z KK” [Komisją Krajową – PR].

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: