JAK WALENDZIAK WESOŁKIEM MANIPULOWAŁ

Wszystko od początku wyglądało dość dziwnie. Po artykułach w „Życiu” na początku 1998 roku minister Walendziak, jako szef Kancelarii Premiera, zlecił kontrolę gospodarki nieruchomościami Kancelarii byłego Urzędu Rady Ministrów. Co ciekawe, nie powierzył jej Biuru Kontroli Kancelarii Premiera, ale Wydziałowi Prawno-Organizacyjnemu Gospodarstwa Pomocniczego Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (którego byłem wtedy naczelnikiem), a więc instytucji, która w zasadzie uprawnień do takiej kontroli nie miała.

Można by tu znaleźć dwa wytłumaczenia. Pierwsze, że organy uprawnione do takiej kontroli nie wzbudzały zaufania nowego szefostwa Kancelarii. Drugie, znacznie mniej sympatyczne wytłumaczenie, że powierzając tę sprawę osobom bez doświadczenia w dziedzinie kontroli, chciano szybko „sprawie łeb ukręcić”. Interesujące było też to, że na kontrolę dokumentów znajdujących się w Kancelarii dyrektor generalny KPRM, Anna Grzymisławska dała nam niespełna trzy dni. W dodatku kontrolę powierzono jednocześnie Annie Dumańskiej i Marianowi Michalakowi, którzy sami byli uwikłani w nieruchomościowe afery, zwłaszcza w sprawę spółdzielni „Dębina”... Oni także kontrolowali wszystkie dokumenty i udostępniali nam to co chcieli...

No tak! Chcą nas zrobić w balona! - pomyślałem. Jednak nie dałem za wygraną. Zadzwoniłem do Marka, prosząc aby chłopacy z wydziału, którzy nie zostali wysłani na kontrolę do Dumańskiej, wyciągnęli wszelkie materiały na interesujące nas tematy z rejestrów sądowych Urzędu Wojewódzkiego, Urzędu Rejonowego i skąd się tylko da! I zaczęło się „układanie puzzli”.

Walendziakowi napisałem, że kontroli nie mogłem zakończyć, gdyż nie dostarczono mi wszystkich materiałów i powierzono kontrolę także osobom zainteresowanym jej wynikami. W innych instytucjach, choć w zasadzie nie mieliśmy żadnych podstaw do przeprowadzania tam kontroli, na starych urzędnikach robiły wrażenie legitymacje Kancelarii Premiera, które po pewnym czasie, prezentowaliśmy wyćwiczonym ruchem, jakbyśmy chcieli uderzyć lewym prostym. Oczywiście, od lewego prostego różniło się to tym, że „cios” zatrzymywaliśmy na jakieś 20 cm przed oczyma urzędników... Zauważali wtedy jedynie napis Kancelaria Premiera, czyli były URM, a ta instytucja robiła kiedyś piorunujące wrażenie... W tych okolicznościach urzędnicy nie zauważali dalszych napisów, że to jedynie skromny wydział Gospodarstwa Pomocniczego...

Ale trzeba przyznać, że niektórych nie trzeba było nawet „brać na huki”. Sami udzielali informacji i to nawet takich, o które nie pytaliśmy. Wtedy, będąc „chłopcem ufnym i pogodnym”, myślałem, że po prostu chcą pomóc w wyjaśnieniu sprawy. Ale frajer był ze mnie! Oni dawali tylko „sygnały” - nie ruszajcie mnie, bo ja mam „haki” na wszystkich. Kiedy podałem informacje do prasy wszyscy się na mnie poobrażali i niektórzy nic już nie chcieli mi dać... Co ciekawe, w Kancelarii, taki sympatyczny człowiek jak ja zyskał sobie wielu wrogów, także wśród tzw. „naszych”, np. Derdziuka... a i Walendziak nie był zbytnio zadowolony z wyciągania tych spraw. Okazało się bowiem, że czerwoni, prawie przy każdej aferze dobrali sobie do towarzystwa jakiegoś Solidarucha. No, a „puzzle” zaczęły się układać w całość.

Jedna „układanka” - to przydziały mieszkań, najpierw oddawane w najem na czas nieoznaczony, czyli praktycznie bez możliwości wypowiedzenia w normalnym trybie, a potem sprzedaż lokatorowi po znacznie zaniżonej cenie.

Druga, to oddawanie za bezcen gruntów spółdzielniom budowlanym z naruszeniem i tak kontrowersyjnej „ustawy Glapińskiego? Sprawa była opisywana wielokrotnie w mediach, więc nie będę się powtarzał, a jedynie odeślę Czytelników do mojej stronicy na ten temat: http://www.geocities.com/kwesolek/urm.html

Konsekwencją przeprowadzonej kontroli były wnioski do prokuratury i wszczęcie spraw cywilnych o zwrot zagarniętego mienia. Większość spraw ciągnie się już ponad dwa lata... a sprawa karna w sprawie oddania gruntów złodziejskim spółdzielniom została umorzona. W tej sprawie poseł Wawak wniósł interpelację do ministra Kaczyńskiego, który odpowiedział ....nie na temat.

W tym miejscu należałoby zamieścić jakieś podsumowanie i wnioski, ale nie będę tego czynił. Wnioski wyciągnij sam Drogi Czytelniku!

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: