ZASIŁKOWY „OSCYLATOR”. Czyli: Warto być jak najdłużej bezrobotnym

Czy można zarabiać na byciu bezrobotnym? Poza Polską – nie bardzo. W Polsce – jak najbardziej. System działa już od kilku lat co najmniej w kilku miastach i nic nie wróży mu szybkiego upadku.

Mechanizm jest bardzo prosty. Wystarczy znaleźć grupę ludzi, którzy mają do siebie bezgraniczne zaufanie. Im większa grupa, tym lepiej. Słyszałem o grupach trzydziestoosobowych. Następnie jeden z członków grupy pozbywa się wszystkich dóbr, które mógłby mu zabrać komornik i rejestruje jakąś niewinną działalność gospodarczą, np. tłumaczenia książek. Taka działalność nie wymaga zgody ani SANEPIDU, ani architektury, ani w ogóle nikogo. Na opłaty mogą złożyć się po kilka złotych wszyscy członkowie grupy. Oni też zostają PRACOWNIKAMI ETATOWYMI takiej półfikcyjnej firmy, z możliwie jak najwyższymi pensjami, nawet po kilka tysięcy miesięcznie. Firma bankrutuje (ulega formalnej likwidacji) po dwóch tygodniach. Nie wolno przekroczyć miesiąca, aby nie było żadnych dokumentów dotyczących wypłaty – bo to pachnie sporem z ZUSem. Pracownicy NATYCHMIAST niosą przygotowane wcześniej pozwy przeciwko swojemu „pracodawcy” do Sądu Pracy, który nie pobiera żadnych opłat! Pracodawca bez szemrania zgadza się z ich roszczeniami, czyli deklaruje chęć wypłat odszkodowań za skrócony okres wypowiedzenia, odpraw i czego tylko sobie zażyczy Sąd. Ważne jest, aby sprawa jak najszybciej zakończyła się PRAWOMOCNYM wyrokiem.

Kolejny etap to „dochodzenie należności”. Wszyscy pokrzywdzeni przez niedobrego pracodawcę idą TEGO SAMEGO dnia do komornika. Ten, widząc łączną sumę roszczeń, zazwyczaj od ręki napisze, że nie ma możliwości wyegzekwowania ani grosza. Stąd tak ważna jest wielkość grupy pracowniczej. Pracownicy biegiem udają się do Funduszu Gwarancyjnego, który za niewypłacalnego pracodawcę płaci im całkiem spore sumki. Odbierane pieniądze wszyscy wpłacają do wspólnej puli i dzielą się nimi po równo, nie pomijając przy podziale łupów zbankrutowanego pracodawcy.

Aby nie tracić ciągłości zatrudnienia i praw do zasiłków i odpraw, niedługo po „bankructwie” pierwszego pracodawcy kolejną firmę otwiera kolejny „przedsiębiorca” z grupy. Powinien to zrobić przed końcem okresu wypłacania zasiłków członkom grupy, żeby nie stracili ani grosza. przez Przyjmuje oczywiście wszystkich do pracy. I – oczywiście – bankrutuje po 2 tygodniach wywalając wszystkich na bruk. Pozostałe czynności są opisane wyżej.

Cykl można powtarzać w nieskończoność, mając ustawowe gwarancje bezkarności i ustawowo zagwarantowane spore pieniądze za unikanie pracy. Nawet gdy jakiś domyślny urzędnik nabierze podejrzeń, że chodzi o szwindel – nie może się temu zgodnie z prawem przeciwstawić. Poza tym – tak samo łatwo w Polsce o myślących urzędników, jak łatwo o logicznie myślących ustawodawców. Ale to zupełnie inna bajka.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: