KOLEŻEŃSKA TRANSAKCJA

W ostatnich tygodniach warszawską giełdę poruszyła informacja o planowanym przez Zygmunta Solorza zakupie przez Polsat akcji Elektrimu. Obecnie w holdingu rządzi ekipa związana z BRE Bankiem i jego prezesem Wojciechem Kostrzewą. Niegdyś wielkie nomenklaturowe przedsiębiorstwo przejdzie więc z rąk aparatczyków PRL w ręce ... ich dawnych kolegów.

Elektrim to największy polski konglomerat. Działalność koncentruje na telekomunikacji, elektroenergetyce oraz przemyśle elektromaszynowym. W skład grupy wchodzi ponad 140 przedsiębiorstw działających w wielu sektorach. Jest właścicielem jednego z trzech działających w Polsce operatorów telefonii komórkowej - Era. Grupa Elektrim jest też drugim co do wielkości operatorem telefonii stacjonarnej w Polsce. W sektorze elektroenergetycznym grupa zajmuje się budową i modernizacją elektrowni oraz kotłów energetycznych.

Przez lata Elektrim był tzw. przedsiębiorstwem handlu zagranicznego, czyli państwową korporacją obracającą rozmaitymi towarami i wielkim kapitałem. Stworzono ją po to, aby państwowe pieniądze trafiały do kieszeni osób zasiadających w jej władzach oraz ich przyjaciół. Ludzie kierujący firmą zawsze byli namaszczani przez PRL-owskie władze. W 1992 r. po prywatyzacji Elektrim trafił na giełdę, gdzie posiadaczem jego akcji mógł stać się każdy.

Przez katastrofalne zarządzanie Elektrim omal nie zbankrutował. Obecnie choć tonie w długach, ciągle jeszcze znajduje się w orbicie tajemniczych powiązań dawnych i obecnych udziałowców. Korzyść z posiadania tak wielkiej korporacji wynika głównie z zysków dochodowych spółek zależnych. Jednak dla osób zaangażowanych w zarządzanie spółką podstawowym celem przez lata było wyprowadzanie majątku firmy, przy jednoczesnym wpędzaniu jej w długi.

Gwoździem do trumny Elektrimu omal nie stało się zaangażowanie w tę spółkę BRE Banku. W 2001 r. bank kupił od PZU Życie dług holdingu, zaciągnięty jeszcze za czasów kierującego ubezpieczycielem Grzegorza Wieczerzaka. Dług miał postać obligacji zamiennych na akcje, dzięki czemu do posiadanego już przez BRE Bank pakietu doszły nowe udziały, w wyniku czego bank przejął kontrolę nad spółką.

Na stanowisku prezesa Kostrzewa obsadził Macieja Radziwiłła, swojego wieloletniego współpracownika, należącego do klanu Radziwiłłów, zaangażowanych w rozmaite przedsięwzięcia, ale zawsze odrywających w nich istotną rolę. Nowemu prezesowi nie udało się wyprowadzić Elektrimu z długów, za to zdążył złożyć w sądzie wniosek o jego upadłość. Miał ratować firmę, a rozłożył ją na łopatki.

Jednak Kostrzewa musiał wiedzieć, że da się jeszcze na giełdowym gigancie zarobić, bo postanowił zdjąć Radziwiłła i zastąpić go Wojciechem Janczykiem. Ten wycofał z sądu wniosek o upadłość i zaczął dogadywać się z wierzycielami. Okazało się, że jest to gra na czas.

W ostatnich tygodniach oficjalnie ogłoszono plan kierowanego przez Zygmunta Solorza Polsatu dotyczący odkupienia Elektrimu od BRE Banku. Wiadomość ciekawa, szczególnie ze względu na profil działalności tych firm. O ile BRE Bank jako podmiot rynku finansowego może bez wzbudzania podejrzeń lokować pieniądze gdzie zechce, o tyle ściśle sprofilowany Polsat niewiele ma wspólnego z telekomunikacją, elektroenergetyką czy przemysłem elektromaszynowym. Tymczasem telewizja zamierza dać bankowi zarobić na tej transakcji. Co jeszcze ciekawsze BRE obiecał Polsatowi pożyczyć na ten zakup pieniądze.

Tego rodzaju oferty zdradzają, że ich istotą jest nie tylko biznes. W tym przypadku można domniemywać, że pomysł powstał z politycznej inspiracji. Zwłaszcza, że przedstawiciele świata polityki (dawnej i obecnej) już dawno zadomowili się we władzach obu firm. Warto więc przyjrzeć się tym ludziom.

Głównym aktorem spektaklu jest Wojciech Kostrzewa, prezes BRE Banku, finansista – paranoik, który wzorem głównego bohatera amerykańskiego hitu kinowego „Firma”, dzięki tajemniczym giełdowym zagrywkom próbuje przejmować kontrolę nad największymi firmami notowanymi na parkiecie.

Pierwszym spektakularnym osiągnięciem tego rodzaju było przejęcie przez BRE Bank firmy komputerowej Optimus. Kiedy Kostrzewa wywalczył sobie w akcjonariacie spółki informatycznej dostatecznie mocną pozycję, wyrzucił z jej władz Romana Kluskę, który przedsiębiorstwo to stworzył od podstaw za własne pieniądze.

Następnie Kostrzewa postanowił podzielić Optimusa na dwie firmy: Optimus i Onet.pl. Doprowadził tym samym do kresu Optimusa na rynku informatycznym. Z kolei Onet.pl, spółka czerpiąca największe dochody z działalności w internecie, stała się przedsięwzięciem lukratywnym, więc za solidne pieniądze Kostrzewa ją sprzedał grupie ITI, właścicielowi stacji telewizyjnej TVN (tej samej, która po wygranych przez SLD wyborach parlamentarnych nakręciła film promujący Leszka Millera).

Kolejnym przedsięwzięciem Kostrzewy było przejęcie kontroli nad Elektrimem. Stało się to w połowie 2002 r. W Elektrimie trwał konflikt między francuskim inwestorem Vivendi a akcjonariuszami polskimi. BRE Bank nie był wówczas w stanie odegrać wiodącej roli samodzielnie, nawet z posiadanymi obligacjami, ale znalazł sprzymierzeńca. Okazał się nim Zbigniew Jakubas, właściciel firmy Multico, rozlewni wody mineralnej i wydawcy „Życia Warszawy”. Jakubas dał się zapamiętać jako nabywca stołecznego dziennika od Nicoli Grauso, który wcześniej wyrzucił z redakcji Tomasza Wołka i ludzi kojarzonych z prawicą. Redaktorem naczelnym został wówczas Aleksander Chećko, a szarą eminencją Artur Howzan (w latach 1981-1984 pierwszy zastępca szefa Dziennika Telewizyjnego i naczelny "Życia Warszawy" pod koniec lat osiemdziesiątych).

Kostrzewa jest postacią dość enigmatyczną. Studiował w Niemczech, gdzie naukę ukończył w 1987 r. Po powrocie do Polski został doradcą Leszka Balcerowicza w ministerstwie finansów. Później przeszedł do bankowości, w której najpierw pracował w Polskim Banku Rozwoju, a później, kiedy ten został wchłonięty przez BRE Bank, piął się w górę, aż 1998 r. został jego prezesem.

Szaleństwo przejmowania spółek ogarnęło go zaraz potem. W 1999 r. wymyślił połączenie swojej firmy z Bankiem Handlowym, dzięki czemu powstać miał gigant porównywalny z PKO BP. Plan ten rozbił się jednak o mur nie do pokonania, jakim wówczas była para Władysław Jamroży i Grzegorz Wieczerzak. Kierowane przez nich PZU i PZU Życie miały udziały w Banku Handlowym, które zręczni finansiści sprzedali w ostatniej chwili Citibankowi. Kostrzewa oszalał z wściekłości. Zaplanowana, misternie przygotowana i niemal zrealizowana największa fuzja w polskim biznesie pękła jak bańka mydlana, a autor został całkowicie skompromitowany.

Aby odbudować swoją reputację musiał przeprowadzić kilka spektakularnych operacji finansowych. Nabrał też przekonania, że uda mu się to tylko wówczas, kiedy znajdzie odpowiednie koneksje w SLD i całkowicie odetnie się od prawicy. Tak też zrobił. Żeby móc prowadzić dalej duże operacje finansowe musiał mieć po swojej stronie radę nadzorczą. Okazało się, że z tym nie ma problemu, musieli się w niej tylko znaleźć odpowiedni ludzie.

Przewodniczącym rady jest Krzysztof Szwarc, człowiek, który całą karierę zawodową związał z PZPR i jej spadkobiercami. W latach 1972 – 79 był dyrektorem naczelnym Centrali Importowo – Exportowej Impexpmetal. Wcześniej, między 1964 a 1968 rokiem był attache handlowym ambasady polskiej w Londynie. W latach 1979 – 85 pełnił funkcję radcy handlowego w polskiej placówce dyplomatycznej w Montrealu, by zaraz potem wrócić do Impexmetalu.

Kiedy w nowej Polsce znalazł schronienie w radzie nadzorczej BRE Banku postanowił ściągnąć do niej swoich kolegów. To on m.in. zaproponował funkcję w radzie banku Sławomirowi Wiatrowi, który opuścił ją dopiero w oczekiwaniu na posadę ministra ds. informacji europejskiej w rządzie Leszka Millera.

Innym członkiem rady nadzorczej BRE Banku jest Andrzej Księżny, wiceminister łączności w rządach Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza. Wcześniej karierę polityczną robił w PRL-u. Był m.in. dyrektorem gabinetu ministra w komitecie ds. młodzieży, turystyki i sportu oraz zastępcą prezesa Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej. Do grona współpracowników Kostrzewy należy też Andrzej Dorosz, wiceprezes jednej ze spółek zależnych spod znaku BRE. W latach 70-tych był wiceministrem handlu zagranicznego i wiceministrem finansów.

To tłumaczy łatwość Kostrzewy w negocjacjach z Polsatem dotyczących Elektrimu. Po drugiej stronie stoi bowiem grupa ludzi z podobnymi życiorysami. Członkiem rady nadzorczej Polsatu jest znany wysoki aparatczyk PZPR Piotr Nurowski. Dziś jest jednym z najbliższych współpracowników Zygmunta Solorza, dawniej pracował w wydziale propagandy KW PZPR.

Solorz lubi robić interesy z ludźmi SLD. Ciekawym przykładem bliskich związków ludzi Solorza i polityków lewicy jest sprawa wspólnego kupna gruntu w Klarysewie pod Warszawą. Wyjątkowo atrakcyjną działkę pod planowaną wspólną budowę kupiło tam w lutym 1996 r. kilkadziesiąt osób, w tym najbliżsi współpracownicy Solorza: Piotr Nurowski, Aleksander Myszka, Józef Birka, oraz m. in żona Jerzego Jaskierni (SLD) Alicja, żona Jacka Buchacza (PSL) Izabella, poseł Tadeusz Kowalczyk oraz główny udziałowiec i prezes Naszej TV Henryk Chodysz, Andrzej Majkowski, PRL-owski dyplomata, pracownik jednej z firm Solorza, a dziś podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, poseł obecnej kadencji Andrzej Piłat (SLD) , Marian Woronin, kandydat SLD do Senatu.

Dlatego łatwość z jaką przyjdzie przejąć firmie Solorza udziały w Elektrimie od Kostrzewy nie powinna dziwić. Ludzi, którzy stoją za tym projektem łączy wspólna przeszłość. Teraz będą mogli kontrolować dawny nomenklaturowy moloch. Z pewnością znajdą w nim pracę dawni prominenci.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: