PRZECZYTAJ TO JESZCZE RAZ, SAM

Powiem szczerze, że nigdy nie przepadałem za lekturami szkolnymi. Powiem więcej, będąc w szkole czytałem je z niechęcią by nie rzec, że z obrzydzeniem. Teraz, po latach, czytając je z dość dużego dystansu czasowego powoli zmieniam zdanie. Nie były to w dużej części utwory nudne i nieciekawe. Co więcej, lektura ich zmusza i dziś do choć chwili zastanowienia się, do refleksji. Powiem więcej, w wielu wypadkach pomagają mi one zrozumieć otaczający nas świat i problemy z którymi borykam się na co dzień. Sądzę, że od czasu do czasu warto przeczytać jeszcze raz to co kiedyś musieliśmy czytać a dzisiaj już tylko możemy. Jeśli zechcemy. Zechcijmy więc.

Dziś zacznijmy naszą wędrówkę od utworu dość krótkiego, doskonale wszystkim znanego, czyli od „Szkiców węglem” Henryka Sienkiewicza.

Pomińmy fabułę tego, powiedzmy sobie szczerze, dość erotycznego opowiadania. W końcu w najprostszej warstwie jest to historia o pożądaniu i molestowaniu seksualnym zakończona wymuszonym aktem płciowym. Nasyciwszy naszą wyuzdaną wyobraźnię sceną upadku Rzepowej proponuję abyśmy skupili się nad warstwą o wiele głębszą tego opowiadania. A jest nią opis struktury społeczeństwa polskiego tuż po powstaniu styczniowym. To bardzo ciekawy i pouczający opis. Pozwolicie, że krótko go streszczę. Według Henryka Sienkiewicza po powstaniu styczniowym uległa całkowitemu przekształceniu dawna struktura społeczna w Polsce. Przed powstaniem obraz był prosty i jasny – Właścicielem, a co za tym idzie Władzą na wsi był Dwór, w którym mieszkał i decydował o wszystkim Szlachcic. Dwór oczywiście położony był na uboczu, z dala od wsi. Dalej mamy wieś, najczęściej typową ulicówkę, czyli drogę, po której obu stronach stały chaty chłopów. Chłopi zaś byli całkowicie uzależnieni od Szlachcica, gdyż cała ziemia, którą uprawiali należała do niego. Dodatkowo chłopi musieli jeszcze pracować na polach Szlachcica, pracę tę nazywano popularnie pańszczyzną. Szkolnictwo jeśli istniało to najczęściej funkcjonowało przy kościele gdzie dzieci chłopskie mogły nauczyć się czytać i pisać. Oczywiście była to działalność dodatkowa gdyż podstawowym celem działań Księdza na wsi było dbanie o życie duchowe parafian.

Na wsi była jeszcze karczma – łączyła ona kilka funkcji – była swoistym centrum rozrywkowym, sklepem a zarazem „oknem na świat” gdyż to tu można było dowiedzieć się co się dzieje na świecie i dlaczego. Tak czytelną, mocno zakodowaną w świadomości ludzi strukturę zlikwidowały kolejne dekrety i rozporządzenia władz carskich podczas i po powstaniu styczniowym. Nagle wieś polska zmieniła się nie do poznania. Od tej pory chłop nie musiał już pracować na Szlachcica. Nie musiał też go słuchać ani się mu podporządkowywać. Od tej pory chłop był wolny i sam decydował co ma robić. Jeśli chciał pracować na roli musiał sobie tę ziemie kupić albo ją dzierżawić. Warunki ustalał z właścicielem ziemi. Kościoły funkcjonowały dalej, lecz już bez szkółek przykościelnych. Księża zaś ograniczali swoją działalność tylko do sfery duchowej bojąc się prowokacji politycznych, które kończyły się dla nich więzieniem lub wyjazdem na Sybir. W końcu przecież obowiązującą wiarą w Imperium nie był katolicyzm lecz prawosławie.
Szczególne szykany spotkały polską szlachtę – za udział w powstaniu czy choćby sprzyjaniu powstańcom Rosjanie konfiskowali majątki a szlachtę skazywali na Sybir. Pomijam tu samych powstańców, ci w większości albo zostali wymordowani albo skazani na Sybir. Ci co pozostali i utrzymali swoje posiadłości musieli teraz zamienić się w sprawnych gospodarzy aby uprawiając ziemię utrzymać się przy życiu.
Jedynie karczma przetrwała powstanie bez większych strat zarabiając na handlu bronią i informacjami. Ponieważ, jak pewno zauważyliście, pozycję władcy i właściciela utraciła szlachta ktoś pewnie musiał zająć ich pozycję. I zajął. Był to nowy typ ludzi – urzędnik. Najczęściej byli to chłopi posiadający elementarne wykształcenie lub przyuczona biedota miejska. Godząc się na pracę w strukturach władzy carskiej uzyskiwali stałe wynagrodzenie w zamian wykonując w sposób lojalny wszelkie rozkazy i polecenia przełożonych. Z perspektywy czasu śmiało można ich nazwać kolaborantami czy też najemnikami. Uzależniając się od struktury władzy carskiej stawali się beznarodowymi obywatelami, wykonawcami wszelkich poleceń. W zamian otrzymywali całkowitą aprobatę i poparcie Władz. Tak mniej więcej, w dużym uproszczeniu wyglądała Polska popowstaniowa. Cóż w tym obrazie ciekawego, pewnie się spytacie? Dla mnie jest to doskonała ilustracja, synteza nie tylko Polski po 1863 ale też Polski dzisiejszej.

Bo czyż, po masowej eksterminacji inteligencji polskiej przez okupantów (obozy koncentracyjne, wywózki na Kołymę, Katyń, okres stalinowski), resztka polskiej inteligencji z trudem musi walczyć o przetrwanie materialne po wcześniejszym odebraniu jej resztek majątków i dóbr (w ramach reform komunistycznych w latach 1945-9; o zwrocie zagrabionych majątków jakoś do tej pory nie słychać)? Czy Kościół po 1945 roku, a następnie po 1989 roku nie został zepchnięty do roli marginalnej, na dodatek stając się obiektem zmasowanych ataków ze strony „liberałów”? Czy przypadkiem, szczególnie po 1989 roku, szkolnictwo w Polsce nie zostało zniszczone poprzez kolejne reformy i przez negatywny dobór kadr? Czy przypadkiem „karczma”, czyli dzisiejsze mass media, nie ostała się uzyskując największy wpływ na poglądy, wiedzę, świadomość obywateli? Czy przypadkiem po 1989 roku wszyscy nie zostaliśmy uwłaszczeni w podobny sposób jak chłopi w 1863 kiedy to chłop polski nie musiał już odrabiać pańszczyzny, ale równocześnie nie musiał też jeść czy też żyć, bo kogo to w końcu obchodziło, wszak był „wolny”? Czy przypadkiem po 1989 roku nie staliśmy się ofiarami bezdusznej rzeszy urzędników dla których nie istnieje zdrowy rozsądek czy patriotyzm lecz tylko obowiązujące przepisy i normy? Czy rozmycie władzy w strukturach urzędniczych nie jest też chorobą która i nas toczy po 1989? A sam problem opowiadania „Szkice węglem” – nie znajomość prawa przez zwykłych obywateli i wyzyskiwanie tej niewiedzy przez chciwych władzy urzędników nie jest naszą plagą codzienną?

Pewnie powiecie że przesadzam lub że naciągam interpretacje. Skądże. Przeczytajcie to opowiadanie jeszcze raz. Sami. I powiedzcie sobie, nie mnie, czy dużo się zmieniło w sytuacji szarego obywatela żyjącego w Polsce w ciągu ostatnich 100 lat. Ja znam odpowiedź. Chciałbym żebyście znali ją i Wy.

P.S.

Czy pamiętacie inną nowelę Henryka Sienkiewicza „Sachem”? Przypomnę – w małym miasteczku w którym przed laty wymordowano wszystkich Indian występuje cyrk. Popisowym zaś numerem jest występ ostatniego żyjącego Indianina tego plemienia. Wszyscy czekają w napięciu, Indianin śpiewa pieśń zemsty, jest groźny, jednych wzrusza, innych straszny. Występ zaś kończy kwestą chodząc wśród widzów z karteczką aby dobrowolnie dali datki na ostatniego żyjącego Indianina.

Kilka dni temu prezydent A.Kwaśniewski pojechał do USA aby ...

Przypominam tylko niewiedzącym że Henryk Sienkiewicz napisał nowelkę „Sachem” ponad 100 lat temu i już dawno nie żyje. Nie był też ani politykiem, ani satyrykiem. To tyle gwoli przypomnienia.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: