Strategia wojny zaczepno-obronnej przeciw agresji niemieckiej

W czasach wojen hybrydowych media odgrywają kluczową rolę. Dlatego społeczeństwo i rząd powinny oprzeć na nich swoją strategię w wojnie prewencyjnej, którą wypowiedziały nam Niemcy posługując się dwoma instrumentami propagandowymi: Unią Europejską i duchowymi Volksdeutschami gotowymi w obronie prawa do pasożytowania na Polsce oddać swoje usługi agresorowi. Jeśli koryto ma pozostać, Polski jako suwerennego podmiotu być nie może.

W 2007 roku Niemcy odegrały kluczową rolę w manipulacji medialnej, która doprowadziła do zwycięstwa wyborczego Platformy Obywatelskiej. Zmobilizowana wówczas młodzież w nagrodę za walkę z kaczyzmem dostała zmywak w Londynie. Organizator zaś – jak się wydawało - sprawę polską rozwiązał raz na zawsze. „Teraz już będzie dobrze, mogę wracać do Niemiec” –  stwierdziła przedstawicielka niemieckiej fundacji zaangażowanej w kampanię: „Idź na wybory – zmień Polskę!”.

Niemcy już mogły traktować nasz kraj jak protektorat gospodarczy i zawierać sojusz z Rosją bez obawy, że Polacy będą wierzgać. Osiem lat potulności jednak minęło. I zwycięstwo PiS stało się dla polityki niemieckiej katastrofą. Nie tylko zapowiedź odbudowy gospodarki uderza w interesy ekonomiczne Niemiec, ale samodzielna polityka w wypadku sukcesów pociągnie za sobą naśladowców i w perspektywie region Międzymorza może wymknąć się niemieckiemu dyktatowi gospodarczemu, a więc skończy się eksport niemieckiego bezrobocia na Wschód i politycznej kurateli niemiecko-rosyjskiej w regionie oraz przekreślone zostaną perspektywy na geopolityczny sojusz kontynentalny Niemiec i Rosji.

Im większa samodzielność regionu, tym trudniej będzie zawrzeć wieczny sojusz z Rosją po Putinie. W tej chwili szorstka przyjaźń między obu państwami w takie przymierze nie może się przekształcić, gdyż wymagałoby to kolejnego resetu. Ten zaś będzie możliwy dopiero po wymianie „Złego Putina” na „Dobrego Putina”, który przybierze wygląd gołąbka pokoju, rzecz jasna za odpowiednią cenę. Ale region może obecny okres przejściowy wykorzystać do usamodzielnienia się i gdy miłość niemiecko-rosyjska znów w pełni rozkwitnie, nie będzie już można wprowadzić w Europie środkowo-wschodniej kondominium.

Próba zdestabilizowania regionu i przez to uczynienia go niezdolnym do samodzielnego działania poprzez przerzucenie do niego muzułmańskich najeźdźców na razie nie powiodła się, a teraz Polska staje na czele oporu. Niemcy muszą więc spróbować jak najszybciej obalić rząd polski lub sobie go podporządkować. A najlepiej to robić w trosce o uczynienie Polaków szczęśliwymi i uratowanie ich od faszystowskiej dyktatury polskości, tym bardziej, że duchowi Volksdeutsche i Targowica tylko czekają, by obronić swe pozycje na trupie Polski. Wojna prewencyjna wynika zatem z kluczowych ekonomicznych o geopolitycznych interesów niemieckich, a nie jakichś emocji czy uprzedzeń, nie z niewiedzy tylko z doskonałej wiedzy o aspiracjach wolnych Polaków. Emocje są jedynie instrumentem ataku. Dopiero przegrana zmusiłaby Niemców do szukania kompromisu z nami.

Fałszywa alternatywa

Twierdzenie, że musimy być niemieckim protektoratem w niemieckiej Unii by nie dostać się w łapy Rosji, albo należy wesprzeć się na Rosji jak Węgry, by stawić skuteczny opór Niemcom, jest z gruntu fałszywa i należy do arsenału manipulacji. Z faktu, że Niemcy i Rosja spierają się ile wycisną z Polski i jaki będzie zakres ich prerogatyw wobec nas, wcale nie wynika że są przeciwnikami. Wobec Polski ich polityka jest identyczna – mamy być pozbawieni suwerenności i tożsamości narodowej, gdyż ta jest niebezpieczna i stale znajdować się pod kontrolą sprzedajnych elit, owych polskojęzycznych Niemców i Rosjan, wywodzących się z postsowieckiej inteligencji kierowanej w dużej części przez współczesny Komintern czyli spadkobierców dawnego obozu Puławian. Targowica łączy dziś reprezentację interesów niemieckich banków i Rosji, przybierając europejską twarz pederasty. Wprawdzie reformiści partyjni zerwali z aparatem partyjnym za Gierka, a inteligencja partyjna w stanie wojennym, ale nie utożsamili się z dążeniami narodu polskiego. Dlatego po zakończeniu „kłótni w rodzinie” możliwa była zgoda w okresie transformacji i budowa Ubekistanu jako raju dla pasożytniczych elit. 

Strategia rosyjska opiera się na sojuszu z Niemcami, które powinny kontrolować Europę. Osłabienie Unii sprzyja Rosji, ale najważniejsze by Unia nie wymknęła się spod kontroli właśnie Niemcom czyli geopolitycznemu partnerowi Rosji na Zachodzie. To prawda, że im Unia słabsza, bardziej zdestabilizowana, tym chętniej będzie zwracała się o pomoc do Kremla. ale Unia, której Niemcy nie kontrolują, Unia państw samodzielnych nie jest w interesie Rosji. Idealnym rozwiązaniem jest Unia pod kontrolą Niemiec, które zdestabilizowane przez muzułmanów zwracają się do Rosji. A zatem Polska – z punktu widzenia Kremla – powinna być podporządkowana takiej słabej Unii niemieckiej. Wtedy nie będzie groźna, a od Berlina będzie można uzyskać poparcie dla zwiększenia wpływów rosyjskich w Warszawie dla obustronnej niemiecko-rosyjskiej korzyści. Dlatego rosyjska agentura, która do niedawna wiła się u stóp Putina, a nawet stwierdzała wprost, iż Rosja jest gwarantem naszego bezpieczeństwa, nagle podnosi wrzask, że wychodząc z niemieckiego poddaństwa trafiamy pod skrzydła największego wroga - Rosji.
Osłabienie Rosji uderza w Niemcy, tak samo jak słabe Niemcy pozbawiają Rosję partnera, pod warunkiem, że nie opowiadamy się za żadnym z dwu sojuszników lecz prowadzimy własną politykę. Na takie postępowanie stać w regionie tylko Polskę.

Polska, który uwalnia się spod niemieckiej kurateli i prowadzi samodzielną politykę w regionie jest największym zagrożeniem dla Rosji. W konsekwencji bowiem będzie dążyła do przywrócenia równowagi geopolitycznej w regionie, a to uniemożliwi sojusz niemiecko-rosyjski i stworzy podstawy do porozumienia na równych prawach między Niemcami i Międzymorzem.

Obecnie Rosja jest za słaba by zaangażować się w Europie, zaś rozmaite działania dywersyjne będą tylko zwiększały amerykańską kontrakcję. Sytuacja geopolityczna sprzyja nam dopóki Putin jest u władzy. USA nie mogą bowiem „powierzyć” spraw Europy ani Rosji, ani Niemcom i będą musiały się zaangażować. Powinniśmy to wykorzystać, pamiętając, że sprzyjające okoliczności mogą się zmienić natychmiast po zmianie władzy na Kremlu.

W sojuszu niemiecko-rosyjskim słabym ogniwem są Niemcy z racji powiązań gospodarczych, braku odporności na wojnę informacyjno-psychologiczną i zagrożenie muzułmańskie oraz niemożności jawnego i bezwarunkowego sojuszu z Rosją dopóki na Kremlu nie rządzi „Dobry Putin”. Dlatego najpierw im należy stawić opór. Ponadto z Niemcami porozumienie jest możliwe, podczas gdy z Rosją należy przywrócić równowagę geopolityczną sprzed traktatu Andruszowskiego, tzn. wyprzeć jej wpływy poza granicę I Rzeczpospolitej.

Społeczeństwo i rząd powinny działać niezależnie od siebie na trzech płaszczyznach: wojny informacyjnej, psychologicznej i gospodarczej. Byśmy mogli prowadzić ją JAKO społeczeństwo na dwu pierwszych płaszczyznach, gdzie polem walki będzie Internet i demonstracje, należy tworzyć grupy językowe zdolne do redagowania przekazu we wszystkich językach europejskich. Powinny one działać samodzielnie i spontanicznie, nawet w ramach jednego języka, gdyż jest to warunek skuteczności w planowanej wojnie.

Wojna informacyjna

Jej celem jest przedstawienie Niemiec jako głównego zagrożenia dla Unii, inicjatora jej rozpadu i gospodarczego pasożyta, wykorzystującego słabsze kraje. Atak na Polskę powinien być przedstawiany jako początek dążenia do rozbicia Unii, a obrona jako walka o uratowanie Unii jako związku równych.

Przekaz kierowany na Zachód powinien podkreślać niebezpieczeństwo jakie Niemcy sprowadziły na Europę w postaci inwazji muzułmańskiej. Ważne by Niemcy były przedstawiane jako jedyny winowajca, gdyż wtedy inni z chęcią obciążą je także swoimi błędami. Winny zawsze musi się znaleźć i chodzi o to by były to Niemcy.

Przekaz kierowany do mieszkańców naszego regionu powinien podkreślać niemieckie dążenia do dominacji, wykorzystywanie krajów zamienionych w protektoraty i starania o zniszczenie ich poprzez skierowanie muzułmańskiego najazdu do naszego regionu. Chodzi by każdy sprzeciwiający się najazdowi widział w Niemcach głównego wroga, a w Polsce sojusznika.

Realizacja zadania powinna polegać na masowym zalewaniu Internetu w krajach Europy listami i hasłami zawierającymi powyższy przekaz. Chodzi o kierowanie ich nie tylko do redakcji ale absolutnie wszystkich instytucji, organizacji, portali itp.

Pod wszystkimi ambasadami i konsulatami niemieckimi w Europie i na świecie należy organizować pokojowe demonstracje z hasłami wyłącznie w językach lokalnych i skierowanych do ludności miejscowej. Przekaz powinien być jasny: Niemcy sprawcami muzułmańskiego najazdu na Europę, Chcemy Unii równych, Niemcy rozbijają Unię, Unia niemiecka to podbój Europy itp.

Chodzi by demonstrowanie niezłomnej woli walki, zdeterminowania przekonało Niemców, że nie pokonają Polski, a swoim postępowaniem wywołują falę nastrojów antyniemieckich. Jedynym wyjściem jest wycofanie się z agresji przeciwko Polsce, gdyż w przeciwnym wypadku grozi im kląska.

Wojna psychologiczna

Jej celem jest upokorzenie Niemców do tego stopnia by mieli pretensje do własnych elit i rządu, iż spowodowały taki stan. Im więcej kłopotów będą miały Niemcy u siebie, tym szybciej wycofają się z agresji przeciwko Polsce i poszukają kompromisu.

Niemcy muszą być przekonani, że Polacy nigdy nie poddadzą się, a konsekwencje walki, będą dla Niemców niezwykle dotkliwe. Tylko przeciwnik przekonany, że przegra, idzie na ustępstwa. Zdecydują tu nasza wola walki, zdecydowanie, konsekwencja, spontaniczność.

W tym celu należy zalać niemiecki Internet, podobnie jak w poprzednim wypadku, hasłami i listami pokazującymi niemieckie tchórzostwo i upodlenie. Hasło: „Brońcie waszych kobiet nie demokracji w Polsce” czy „Niemcy zajmują się Polską, a muzułmanie Niemkami” w różnych wariantach i koniecznie uzupełnione przekazem obrazkowym, np. memami wyłącznie w języku niemieckim, powinno stać się przekleństwem Niemców.  

Wojna gospodarcza

Powinna uzmysłowić Niemcom, że jeśli się nie wycofają, stracą wszystko. Należy w nich ugruntować przekonaniu o niemożności wygranej, które wraz z zasadą minimalizacji strat powinna doprowadzi ich do rezygnacji z części aktywów by zachować inne. Postawa społeczeństwa musi być o wiele radykalniejsza niż rządu, by pozostawić mu pole manewru.
 
Ze strony rządu pierwszym posunięciem powinna być ustawa repolonizująca media. Przy czym należą ją tak przedstawić, żeby Niemcy nie miały wątpliwości, że jest to krok odwetowy za cyrk w Unii i popieranie Volkslisty w Polsce. Jesteśmy gotowi do porozumienia ale przygotowujemy następne kroki. Jeśli chcecie nas powstrzymać musicie ustąpić, a na początek pozostawić na mieliźnie Volkslistę i Targowicę.

Sprawę repolonizacji mediów musi pierwsze podjąć społeczeństwo by rząd mógł przedstawić swoje działania jako wymuszone przez naród.

Na poziomie społecznym można przeprowadzić bojkot tylko jednej firmy lub jednego towaru niemieckiego. Większy zakres byłby nieskuteczny, natomiast skoncentrowana akcja pokazałaby naszą determinację i byłaby groźbą w wypadku zaostrzenia konfliktu ze strony niemieckiej.

Między Volkslistą a Targowicą

W polityce wewnętrznej należy umiejętnie sterować i pogłębiać konflikt między Volkslistą i kontrolowaną przez Komintern Targowicą. Niemcy i Rosja dążą do obalenia suwerennych rządów w Polsce, ale nie jest im obojętne kto ile weźmie dla siebie. Pamiętać też należy o linii podziału wewnątrz obozu postkomunistycznego, który ujawnił już Jedlicki w książce „Chamy i Żydy”. Jest on z równą intensywnością aktualny do dziś i dogorywająca SLD mogłaby jeszcze zadać przed zgonem kilka ciosów Nowoczesnej.

Człowiek wolny walczy o swoje prawa, niewolnik pyta czy mu wolno, czy pan się zgodzi, czy go nie każe wybatożyć, itp. Warunkiem powodzenia jest wytrzebienie wyhodowanego w Polakach przez Uzbekistan genu niewolnictwa i służalstwa. W toku akcji, jeśli będzie ona odnosiła sukcesy, gen będzie zanikał.
 

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
ROSJA: 
Źródło: 
GPC 1 lutego 2016