Rumunia - Mordercza walka obozów politycznych

Tegoroczne lato w Rumunii było wyjątkowo gorące – całkowicie zdominowała je bezpardonowa walka obozów politycznych skupionych wokół premiera Victora Ponty i prezydenta Traiana Basescu. Starcie wygrał Basescu, jednak w rzeczywistości jedynie obronił się przed całkowitą klęską.

Ostatniej zimy w Bukareszcie i innych miastach doszło do ogromnych manifestacji przeciwko Basescu i związanemu z nim premierowi Emilowi Bokowi z Partii Demokratyczno-Liberalnej (PDL). Ludzie sprzeciwiali się programowi oszczędności, który premier Boc realizował w porozumieniu z międzynarodowymi instytucjami finansowymi. Ponieważ nacisk społeczny był bardzo silny, Basescu w marcu mianował nowego szefa rządu – został nim Mihai Razvan Ungureanu, szef wywiadu zagranicznego. Już na początku maja powstała jednak nowa większość parlamentarna, która przegłosowała wotum nieufności wobec Ungureanu i zaproponowała nowego kandydata na premiera – Victora Pontę, szefa Partii Socjaldemokratycznej (PSD), która wraz z Partią Narodowo-Liberalną (PNL) tworzy koalicję o nazwie Unia Socjal-Liberalna (USL).

Ponta, urodzony w 1972 r., natychmiast rozpoczął konfrontację z Basescu. Pierwszą okazją były wybory samorządowe 10 czerwca. Koalicja USL odniosła w nich druzgocące zwycięstwo nad PDL i resztą rywali, obsadzając około połowy stanowisk. Dało to impuls do dalszego ataku na Basescu – politycy PSD i PNL doszli do wniosku, że operacja odsunięcia go od władzy będzie miała wystarczające poparcie społeczne, aby przeprowadzić ją pomyślnie.

Zawieszony prezydent

W myśl rumuńskiej konstytucji prezydent może być zawieszony przez parlament, a następnie odwołany w drodze ogólnonarodowego referendum. W momencie zawieszenia tymczasowym prezydentem staje się przewodniczący Senatu. Na kilka dni przed ponownym zawieszeniem prezydenta senatorzy USL zmienili szefa wyższej izby parlamentu – został nim przewodniczący PNL Crin Antonescu, mało charyzmatyczny, lecz nastawiony bojowo i należący do koalicji, w przeciwieństwie do swojego poprzednika Vasile Blagi z PDL.

6 lipca parlament zawiesił Basescu w sprawowaniu urzędu. Wniosek o zawieszenie zawierał częściowo słuszne oskarżenia o nadużycie władzy i łamanie obyczajów demokratycznych. Aby ułatwić operację, politycy USL zmniejszyli kompetencje Sądu Konstytucyjnego, który mógł ją zablokować, a w większości składał się z ludzi przychylnych prezydentowi oraz usunęli wymóg 50 proc. frekwencji przy referendum, aby było ważne. Zgodnie z planem Antonescu został tymczasowym prezydentem, a datę referendum ustalono na 29 lipca.

Posunięcia te, a szczególnie atak na Trybunał Konstytucyjny, wywołały ostrą reakcję polityków europejskich. Niektórzy z nich, tacy jak Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, mówili raczej o imponderabiliach, inni, a przede wszystkim niemiecka kanclerz Angela Merkel, wprost poparli Basescu i domagali się pozostawienia go na stanowisku. Pod takim naciskiem USL wycofała się z warunku 50 proc. frekwencji. Basescu był również atakowany przez stację radiową Głos Rosji, co jednak mu tylko pomogło, gdyż uwiarygodniało go jako niezależnego lidera. Warto też zauważyć, że podczas sierpniowej wizyty w Mołdawii Merkel praktycznie poparła rosyjskie stanowisko w sprawie Naddniestrza.

Przeciwnik lustracji kontra plagiator

Basescu i jego ekipa rozpoczęli bezprecedensową kampanię oczerniania premiera, głosząc w całej Europie, że Ponta przeprowadza „zamach na demokrację”, co brzmiało dość niepoważnie w ustach prezydenta, który do tej pory sam był uważany przez dużą część społeczeństwa, a przede wszystkim inteligencję, za największe zagrożenie demokracji w Rumunii. Opublikowana niedawno książka znanego historyka Mariusa Oprei pt. „Prawdziwa twarz Traiana Basescu” nie pozostawia złudzeń co do natury prezydenta. Oprea opisał wszystkie etapy jego kariery, skupiając się m.in. na jego udziale w komunistycznej nomenklaturze (był wówczas kapitanem statku handlowego), w postkomunistycznej oligarchii (był jednym z ważniejszych członków partii postkomunistycznej, z której wydzieliła się późniejsza PDL) oraz wojnach toczonych politycznymi wrogami i przyjaciółmi. W momencie starcia większość inteligencji zrewidowała swój stosunek do Basescu, widząc większe zagrożenie w Poncie.

Ponta również nie jest człowiekiem bez skazy. Udowodniono mu m.in. „poprawianie” swojej biografii i plagiat doktoratu (z tym drugim zarzutem premier do końca się nie zgadzał). Ponta jest szefem postkomunistycznej PSD, uwikłanej w wiele afer okresu transformacji ustrojowej. Jego partner koalicyjny – PNL, jest zaś najbardziej prawicową ze wszystkich rumuńskich dużych partii. Basescu próbował ukazać swoją walkę jako starcie z postkomunistami, jednak sprawa nie jest taka prosta. O ile faktycznie miał on pewne zasługi w rozliczaniu komunizmu (m. in. w 2006 r. oficjalnie uznał ten system za przestępczy), o tyle jego stosunek do lustracji był co najmniej dwuznaczny – jego ludzie wielokrotnie paraliżowali pracę tamtejszych odpowiedników IPN (w Rumunii kompetencje te podzielone są pomiędzy dwie instytucje). Nie da się ukryć, że najwięcej dla lustracji i rozliczenia z przeszłością zrobili ludzie, którzy obecnie są w PNL, m.in. wspomniany autor książki o Basescu, Marius Oprea.

Na jesieni wybory

29 lipca odbyło się referendum, w którym prawie 90 proc. głosowało za odwołaniem Basescu, jednakże nie spełniono kryterium frekwencji, która wyniosła tylko ok. 47 proc. (PDL wezwała do bojkotu głosowania). Oznaczało to powrót Basescu, lecz Trybunał Konstytucyjny stwierdził, iż musi ponownie obliczyć, ilu obywateli jest uprawnionych do głosowania. Ostatecznie 21 sierpnia Trybunał uznał referendum za ważne i Basescu mógł ponownie objąć stanowisko.

Początkowo wydawało się, że zamiarem Ponty jest przeprowadzenie dużych zmian, niektórzy mówili nawet o rewolucji. Jeszcze w maju uchwalono jednomandatowe okręgi wyborcze i głosowanie tylko w jednej turze, co było faktycznie rewolucyjną zmianą. Później jednak doszło do bezpardonowego starcia, w którym idee zeszły na plan dalszy.

Na jesieni w Rumunii odbędą się wybory parlamentarne. Wydaje się, że żadne z możliwych rozwiązań nie będzie dobre dla tego kraju. Jeżeli USL zdobędzie większość, prawdopodobnie ponownie doprowadzi do zawieszenia prezydenta, lecz jeżeli to się uda, to, niestety, program reform może zostać nagle odwołany. Przegrana USL to umocnienie Basescu, czyli powrót do stagnacji. Wynik, który można nazwać remisem (czyli nieznaczna wygrana koalicji Ponty), też nie jest korzystny, gdyż będzie oznaczał przedłużanie kryzysu politycznego obniżającego wiarygodność Rumunii za granicą.

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: 
Źródło: 
Gazeta Polska nr 38, 19 września 2012