Wojna zmieni układ sił

Państwa wasalne, jak Polska czy Mongolia, nie mają wyboru – mogą tylko wykonywać życzenia suzerena i współzawodniczyć w służalstwie. Za to państwa niepodległe nie mają wyboru nieograniczonego – muszą podejmować decyzje chroniące ich bezpieczeństwo narodowe i strategiczne, chyba że ich elity uznają, iż w ich interesie grupowym leży rezygnacja z samodzielności i przyjęcie „opieki” suzerena.
 
Kryterium bezpieczeństwa narodowego sprawia, że państwa niejednokrotnie postawione przed brakiem wyboru muszą wejść w wojnę, choć jej nie chcą. Nie wiadomo jednak, czy przyjęta strategia okaże się słuszna, gdyż graczy jest kilku, a każdy jest więźniem swej polityki. Jeśli więc uczestnik gry politycznej nie chce się poddać, skazany jest na pewne decyzje i musi postąpić w sposób, który można przewidzieć. Warto o tym pamiętać, rozważając konsekwencje zbliżającej się wojny na Bliskim Wschodzie i zmiany układu geopolitycznego, który będzie musiała spowodować.
 
Iran szykuje rakiety
 
Iran z dążenia do likwidacji Izraela uczynił legitymację swego istnienia jako państwa islamistycznego. Gdyby nie szyityzm, zostałby już dawno centrum politycznym świata muzułmańskiego. Nie można głosić hasła zniszczenia Izraela i w nieskończoność nic nie robić. Wizerunek jedynego prawdziwego wroga stwarza pułapkę, gdyż zmusza do działania, nawet jeśli Iran zdaje sobie sprawę, że wojna zakończy się jego klęską. Na razie działał przez pośredników, czyli Hezbollah, obecnie jednak opanował opuszczony przez Amerykanów Irak. Za pośrednika w zaopatrywaniu Hezbollahu służyła mu Syria. Utrata wpływów w tym państwie osłabi więc Iran, dlatego po upadku prezydenta Baszara al-Asada będzie musiał jeszcze bardziej angażować się w Syrii, by zapewnić sobie łączność. Snute są też plany utworzenia iracko-syryjskiego państwa islamskiego, co jednak musiałoby spowodować wojnę między szyitami i sunnitami. Iran będzie zatem grał na uchwycenie przyczółków w rozpadającej się Syrii.
 
Do braku ustępliwości skłania również poparcie wojskowe Rosji i dyplomatyczne Chin. Dzięki nim negocjacje nie mogą pozbawić Iranu potencjału nuklearnego. Dla Teheranu optymalną taktyką jest przeciąganie rozmów, kompromitowanie w ten sposób bezwolnej Ameryki i szybkie wzbogacanie uranu oraz budowa rakiet.
 
Iran dysponuje już rakietami średniego zasięgu

Sejil-2, mogącymi przenieść głowice nuklearne o wadze 750 kg na odległość 2200 km, tzn. dosięgnąć Izrael ze środkowego Iranu lub z wód przed wejściem do Zatoki Perskiej. Przypomnijmy, że bomba użyta nad Hiroszimą zawierała tylko 64 kg uranu.
 
Iran opanował zastosowanie płynnego paliwa, co umożliwi skonstruowanie w ciągu trzech lat rakiety o zasiągu 3700 km, czyli dosięgnięcie Europy. Jego prawdziwym celem jest produkcja pocisków o długim zasięgu, które obecnie w regionie posiadają tylko Indie: Agni-V może dolecieć na odległość 5500–5800 km. Iran potrzebuje więc tylko czasu, by uzyskać pozycję przetargową, z którą będą musiały się liczyć Stany Zjednoczone.
 
Dla Iranu naturalnymi sojusznikami są Rosja i Chiny, z którymi od dawna związany jest Pakistan ze względu na wspólnego przeciwnika – Indie. W razie blokady Chiny mogą oddawać Iranowi usługi finansowe, zaś Rosja dostarczać zaopatrzenia. Wycofanie się Iranu oznaczałoby dlań utratę twarzy i osiągniętej pozycji.
 
Rosja i Chiny walczą o swoje
 
Dla Rosji i Chin, coraz bardziej spajanych interesami gospodarczymi, głównym przeciwnikiem pozostają Stany Zjednoczone.
 
Dla Chin Zatoka jest jednym ze źródeł ropy i zwiększenie wpływów amerykańskich w tym rejonie uderza w chińskie interesy strategiczne. Iran stanowi podbrzusze Azji Środkowej, która podobnie jak Syberia, staje się zapleczem surowcowym Chin.
 
Dla Rosji, wypieranej z Azji Środkowej przez Chiny i USA, Iran jest najważniejszym sojusznikiem w regionie. Rosja nie może go opuścić, gdyż tym samym godziłaby się z całkowitym odcięciem od Bliskiego Wschodu, a więc udziału w polityce międzynarodowej. Następnym krokiem byłoby wyparcie z Kaukazu przez wpływy amerykańskie. Bez Kaukazu i Azji Środkowej Rosja cofa się do zasięgu z XVII w. Byłaby to całkowita klęska strategii Putina. Moskwa nie ma więc wyboru, choć może kluczyć i oszukiwać jak zawsze.
 
Dla Rosji sprawą kluczową jest pozostanie w Syrii. Widząc już upadek Asada, zrobi wszystko, by nowa sytuacja nie była korzystna dla USA, czyli będzie generować chaos i wspomagać islamistów, co przypomina scenariusz afgański po wycofaniu wojsk w 1989 r.
 
Wojna irańska dla Rosji będzie okazją do ponownego zaatakowania Gruzji, otwartego lub poprzez opozycję wewnętrzną, i stworzenia korytarza do Armenii, gdzie w 2010 r. zmodernizowano rosyjską bazę w Giumri. USA nie będą mogły tolerować agresji, gdyż byłoby to okazanie słabości. Otwiera się więc możliwość zmian na Kaukazie i rośnie rola państw położonych w basenie Morza Czarnego. Pojawia się wreszcie szansa dla Czeczenii.
 
Zwyżka ceny ropy byłaby w interesie Rosji, ale mimo spodziewanej wojny ich wahania utrzymują się w granicach z ubiegłego roku, co dowodzi dużego potencjału nadprodukcji.
 
Izrael gotowy do wojny
 
Premier Izraela Beniamin Netanjahu nie ma wyboru. Nie może dopuścić do uzyskania przez Iran 20 proc. koncentratu uranu ani do przejęcia składów broni chemicznej w Syrii przez islamistów. Dodajmy, że Netanjahu, Sabra, czyli urodzony w Izraelu, widzi w zagrożeniu irańskim powtórkę sytuacji sprzed II wojny światowej, kiedy uderzenie prewencyjne na Niemcy zapobiegłoby holocaustowi.
 
Jeśli Izrael dotąd nie rozpoczął działań wojennych, to tylko dlatego, iż Netanjahu obawia się zwiększenia przez to szans wyborczych Obamy, którego nie znosi. Pozostaje mu więc stały nacisk na prezydenta USA poprzez wygłaszanie oświadczeń o gotowości do wojny.

31 lipca Netanjahu oświadczył w telewizji: „Nie pozwolę na Iran uzbrojony w broń jądrową. Reżym ajatollahów produkuje bomby, by nas zniszczyć. W zakresie, który mnie dotyczy, nie pozwolę, by do tego doszło”. Następnego dnia powiedział do sekretarza obrony Leona Panetty: „Ani sankcje, ani dyplomacja nie miały żadnego wpływu na irański program broni nuklearnych”.

Nie można jednak polityki eskalacji słownej prowadzić w nieskończoność. Po ewentualnym zwycięstwie Obama będzie mniej skłonny do pomocy Izraelowi.
 
Danny Yatom, były szef Mossadu (1996–1998), zapowiedział natychmiastową akcję, gdyby uzyskano informacje, że broń chemiczna czy biologiczna może dostać się w ręce Hezbollahu. Asad zgromadził zapasy gazu musztardowego, sarinu i cyjanku, i obecnie rozpoczął ich przewóz ze składów.
 
A zatem nie ma żadnej alternatywy dla wojny. Pytanie tylko, kiedy się ona zacznie i od czego: akcji w Syrii czy nalotów na Iran.
 
Obecnie sojusznikiem Izraela w regionie jest Azerbejdżan (zajął miejsce Turcji po tym, jak jej premier Recep Erdogan dokonał zbliżenia islamistycznego z Iranem). Dla operacji izraelskich cenna jest nie tylko współpraca wywiadów, lecz także udostępnienie bazy dla helikopterów w Sitalcay, 54 km na płn.-zach. od Baku i 450 km od granicy irańskiej. Dzięki temu samoloty izraelskie F-15I i F-16 po ataku na irańskie urządzenia nuklearne będą mogły lądować w Sitalcay, unikając konieczności tankowania w powietrzu.
 
Azerbejdżan znajduje się w stanie niewypowiedzianej wojny z Armenią, sojusznikiem rosyjskim i irańskim, zaś Izrael dostarcza mu broni (umowa na 1,6 mld dol.) i jest drugim nabywcą ropy azerskiej płynącej rurociągiem Baku–Ceyhan.
 
Dla oligarchicznego przywództwa Azerbejdżanu ważna jest legitymizacja narodowa, a 17 spośród 26 mln Azerów mieszka w Iranie. Choć są politycznie zasymilowani, Baku może zagrać kartą narodową, gdyż muzułmanie w Azerbejdżanie są w większości szyitami, ale dość zlaicyzowanymi.
 
Stany Zjednoczone stawiają na Uzbekistan
 
Wycofanie się z Europy, a zwłaszcza z Międzymorza, spowodowało zajęcie próżni przez Rosję wspomaganą przez niechętne Ameryce Niemcy. Wzmocniona Rosja stała się tym bardziej groźna w ważnych dla USA regionach azjatyckich: na Bliskim Wschodzie, w Afganistanie, w Afryce Płn., a niebawem prawdopodobnie w Indochinach. Jeśli więc Stany Zjednoczone mają najniższym kosztem skontrować wpływy rosyjskie w tych regionach, muszą wzmocnić niezależne od Rosji ośrodki w Europie. Nie jest to kwestia sentymentów, lecz interesu. Rozwiązaniem optymalnym dla nas i USA byłoby stworzenie obozu sojuszników Ameryki w Międzymorzu, który przeciwdziałałby budowie sojuszu niemiecko- (unijno)-rosyjskiego i rosyjsko-chińskiego.
 
Obama boi się, że wojna może obniżyć jego szanse wyborcze, dlatego upiera się przy nic niedających rokowaniach i stara się powstrzymać Izrael. Romney natomiast zapowiada powrót do twardej polityki i nie boi się zapowiadać działań zamiast negocjacji.
 
Na razie Amerykanie pomagają opozycji syryjskiej i szkolą w Turcji jej bojowników. Ponowie też nawiązali współpracę z władcą Uzbekistanu, prezydentem Islamem Karimowem, zerwaną po wydarzeniach w Andiżanie w 2005 r. Oznacza to nie tylko możliwość ewakuacji sprzętu i żołnierzy z Afganistanu, lecz także okrążenie Iranu. Główny warunek logistyczny ataku na Iran jest więc spełniony.
 
Putin przegrał rundę w Uzbekistanie, gdyż po udziale Karimowa w maju, w moskiewskim szczycie Organizacji Układu o Zbiorowym Bezpieczeństwie, 28 czerwca Uzbekistan ogłosił zawieszenie w nim swego udziału. Poprzedziła to wizyta kongresmena Gregory’ego Meeksa i posła do Izby Reprezentantów Dana Burtona. W lipcu Taszkient odwiedziła brytyjska delegacja wojskowa. Negocjacje między NATO i Uzbekistanem zaczęły się w listopadzie. Chodzi nie tylko o współpracę wojskową przy ewakuacji Afganistanu, lecz także o powtórne założenie na terytorium Uzbekistanu amerykańskiej bazy wojskowej.
 
Zakotwiczenie się w Uzbekistanie na dłuższą metę jest wymierzone w strategiczne interesy Chin. USA chciałyby zbudować tu nowy blok, izolujący jednocześnie Iran i Chiny oraz odcinający Rosję. Ma temu służyć propozycja nowego szlaku jedwabnego, prowadzącego z Azji Środkowej przez Afganistan i Pakistan do Indii.
 
Syria w rozpadzie
 
Wojny światowe się skończyły. Mocarstwa na obszarach centrum zamiast do wojen odwołują się do instrumentów ekonomicznych jako skuteczniejszych w narzucaniu dominacji własnych systemów gospodarczych. Dlatego wojny zostały „zepchnięte” do słabo rozwiniętych peryferii, które są widownią wojen lokalnych i domowych.
 
W Syrii opozycja jest podzielona i zaczyna w niej dominować Bractwo Muzułmańskie. Główna linia podziału wewnętrznego biegnie między sunnitami i alawitami prezydenta Asada, bliskimi irańskim szyitom. Dostawy broni finansują kraje sunnickie: Turcja, Arabia Saudyjska i Katar. Podział zewnętrz przebiega między szyickim Iranem i sunnickimi krajami Zatoki Perskiej, które rywalizują o wpływy w Syrii, same zaś zagrożone są na swoim terenie irredentą mniejszości szyickiej.
 
Także Turcja chciałaby rozszerzyć swą strefę wpływów, opierając się na umiarkowanych islamistach.
 
Do tego dochodzi infiltracja Armii Wolnej Syrii przez grupy związane z Al-Kaidą. Jeden z jej oficerów z okolic Kirkuku oświadczył: „Naszą wielką nadzieją jest utworzenie syryjsko-irackiego państwa islamistycznego dla wszystkich muzułmanów i wtedy ogłosimy wojnę przeciwko Iranowi i Izraelowi i uwolnimy Palestynę”. Przywódca Al-Kaidy Ayman al-Zawahiri wezwał islamistów do dżihadu przeciwko Asadowi. Wszyscy radykałowie będą teraz napływali do Syrii, a mogą liczyć na pomoc zaplecza, gdyż islamiści dochodzą do władzy od Mali przez Tunezją do Egiptu. Hamadi Jebali, sekretarz generalny Islamskiej Partii Al-Nahda i premier Tunezji, zapowiada utworzenie VI Kalifatu. W Egipcie do władzy doszło Bractwo Muzułmańskie, a ich kandydat Mohamed Morsi został prezydentem. W Libii umacnia się islamistyczna milicja. Zaplecze rekrutacyjne jest więc szerokie.
 
Problem USA polega na tym, iż pewnego dnia finansowana, szkolona i uzbrajana przez Amerykanów opozycja może się okazać islamistyczna. Tym bardziej że za pośrednika służy Turcja, już flirtująca z Iranem, m.in z powodu projektów wspólnej budowy rurociągów.
 
W perspektywie jest rozpad Syrii. Kurdowie już budują autonomię, a Turcja przygotowuje się do wkroczenia, by zabezpieczyć swoje interesy. Alawici, wspierani przez Iran, mogą stworzyć własne państewko na wybrzeżu, a tereny w głębi kraju staną się terenem walk różnych grup islamistycznych. Taka sytuacja będzie stwarzała zagrożenie dla Izraela i zmusi go do stworzenia strefy buforowej.
 
Agentura w Polsce
 
W związku ze zbliżającą się wojną ogromne zadanie propagandowe będzie miała, i już zaczęła je wykonywać, rosyjska agentura wpływu. Głównym celem będzie pogłębienie w społeczeństwie niechęci do USA, by utrudnić nasze współdziałanie. Stany Zjednoczone będą przedstawiane jako wróg Polski, który oddaje nas Rosji, jest sprawcą wszystkich zamachów, krwawych wojen, nieszczęść i niecnych knowań przeciwko wiecznie pokojowemu Iranowi, który nikomu nie zagrażał i nie zagraża. Oczywiście sojusz rosyjsko-irański będzie pomijany milczeniem. Jako najgorsza zbrodnia wobec Polski będzie przedstawiane ewentualne współdziałanie z Ameryką, która na pasku żydowskiego lobby i w walce o zasoby energetyczne gotowa jest rozpętać wojnę światową i wykorzystać Polaków.
 
Agenturze pomogą dwie grupy ochotników, którzy będą sądzili, że realizują własne cele. Do pierwszej należą różnego stopnia antysemici i ludzie, którzy swoją misję widzą w obronie Polski przed Żydami i ich niecnymi knowaniami. Nareszcie będą mieli wygodną kryszę

– przeciwników haniebnych wojen rozpętywanych przez Izrael i dokonywanych przez Mossad zamachów terrorystycznych niesprawiedliwie przypisywanych pokojowym z natury islamistom. Przy okazji usłyszymy o planach zamienienia Polski w państwo żydowskie itp. Grupa ta jest szczególnie cenna dla Rosji, gdyż na zewnątrz będzie można przedstawiać ją jako symbol obozu niepodległościowego, osiągając jego całkowitą kompromitację. Jest to stała linia wojny propagandowej przeciwko Polsce. Oczywiście polską grupę pożytecznych ochotników będzie wspomagała taka sama po stronie żydowskiej, napędzając się wzajemnie.
 
I nie chodzi mi o ukrywanie historii: udziału żydowskich komunistów w zbrodniach UB czy Judenratów i żydowskich kolaborantów w holocauście dokonywanym przez Niemców, ale o sposób przedstawiania tych problemów i wnioski, jakie będą wyciągane. Doskonałym przykładem jest kilku blogerów działających na Nowym Ekranie.
 
Druga grupa to naiwni, zwłaszcza kobiety, przeciwnicy wojen, gdyż na wojnach cierpią cywile, zwłaszcza dzieci. Jakby poddanie się zapewniało bezpieczeństwo. Żydzi w czasie II wojny się poddali. Nie miną nas jednak wezwania do pokoju, apele o przeciwdziałanie „zbrodniczej” wojnie itp. Oczywiście gdyby rakiety spadły na Izrael, również grupa ta by się oburzyła, tyle że po fakcie.
 
Konsekwencje dla Polski
 
Zacznijmy od uściślenia terminu „polityka polska”. Chodzi oczywiście o politykę, jaką prowadziłoby państwo polskie, np. II Rzeczpospolita lub wcześniej jego autentyczne elity, np. książę Adam Czartoryski i obóz Hotelu Lambert. Nie należy więc polityką polską określać działań ani rosyjskiego namiestnictwa czy służalstwa, ani akcji postsowieckiej generacji desantu wschodniego.
 
Z punktu widzenia polskiego najważniejszym celem jest powrót USA do naszego regionu, by stworzyć zagrożenie dla Rosji, które zmusi ją do wycofania się z popierania Iranu, fundamentalistów muzułmańskich i generalnie chaosu na Bliskim Wschodzie, co dla Ameryki stwarza zagrożenia, problemy i zwiększa koszty.
 
Musimy sobie zdawać sprawę, iż istnieją dwa warianty rozwoju sytuacji. Gdy już Ameryce uda się zaszachować Rosję, stwarzając zagrożenie dla jej wpływów w dawnych państwach bloku – obecnie powtórnie wasalizowanych w większości na własne życzenie – może dojść do powtórzenia transakcji Obamy: Polska za Iran, tyle że z jakimiś gwarancjami. I na ten gorszy wariant trzeba się przygotować. Rozwiązanie optymalne to oczywiście pozostanie Ameryki, która musi przeciwdziałać budowie sojuszu niemiecko (unijno)-rosyjskiego i rosyjsko-chińskiego, czyli zagrożeniu globalnemu.
 
Agentura wspomagana pożytecznymi idiotami będzie oczywiście przekonywała, że należy pokazać Ameryce figę, bo i tak nas zdradzą, w nic się nie mieszać, czyli – siedzieć grzecznie u boku Rosji i Niemiec. Polityk polski będzie się natomiast zastanawiał, jak z tymczasowej (wariant I) koniunktury wyciągnąć korzyści dla kraju. Polityka bowiem to nie altruizm, lecz zmiany koniunktur i umiejętność korzystania z interesów mocarstw i sprzeczności między przeciwnikami dla dobra własnego państwa. Tę tymczasową koniunkturę należy wykorzystać dla wojskowego wzmocnienia kraju, eliminacji z życia publicznego rosyjskiej agentury i podjęcie polityki regionalnej, by ewentualna transakcja okazała się niemożliwa, zbyt kosztowna lub gdy nastąpi, istniała już siła regionalna gotowa oprzeć się naciskowi rosyjskiemu. Po prostu interes amerykański, możliwe że tymczasowy, polityka polska powinna wykorzystać dla siebie.
 
Wojna regionalna stanowi szansę dla Polski zmiany obecnego układu geopolitycznego, który cementuje nasz status kondominium rosyjsko-niemieckiego, uniemożliwiając nie tylko walkę o wolność, lecz także skazując na oligarchiczny system gospodarczy i polityczny jako najbardziej wygodny Rosji, gdyż czyniący z nas bezsilnych. Wojna irańska nie zakończy, lecz dopiero otworzy wykluwanie się nowego układu geopolitycznego na świecie i powinniśmy być w grze.                                   

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
GEOPOLITYKA: 
Źródło: 
Nowe Państwo 77/78 (7/8)/2012