LIST DO PARTII

I. Władza biurokracji

Według oficjalnej doktryny, żyjemy w kraju socjalistycznym. Teza ta opiera się na utożsamieniu państwowej własności środków produkcji z własnością społeczną. Akt nacjonalizacji przekazał przemysł, transport, banki na własność społeczeństwu, a stosunki produkcji oparte na własności społecznej są ex definitione socjalistyczne.
 
Rozumowanie to jest pozornie marksistowskie. W rzeczywistości do marksowskiej teorii wprowadzono tu element z gruntu jej obcy - formalne, prawne rozumienie własności. Własność państwowa może kryć rozmaite treści klasowe w zależności od klasowego charakteru państwa. Państwowy sektor w gospodarce współczesnych krajów kapitalistycznych nie ma nic wspólnego z własnością społeczną. Nie tylko dlatego, że poza nimi istnieją prywatne korporacje kapitalistyczne, ale dlatego, że robotnik fabryki kapitalistycznej państwowej jest najzupełniej pozbawiony własności, gdyż nie ma realnego wpływu w państwie, a więc żadnej kontroli nad swoją pracą i jej produktem. Historia zna przykłady społeczeństw klasowych i antagonistycznych, w których dominowała państwowa własność środków produkcji (tzw. azjatycki sposób produkcji).
 
Państwowa własność środków produkcji - to tylko forma własności. Należy ona do tych grup społecznych, do których należy państwo. W systemie gospodarki znacjonalizowanej wpływ na całokształt decyzji ekonomicznych (a więc władanie środkami produkcji, podział i wykorzystanie produktu) może mieć tylko ten, kto ma udział lub możliwość wpływania na decyzje władzy państwowej. Władza polityczna łączy się z władzą nad procesem produkcji i podziału.
 
Do kogo należy władza w naszym państwie? Do jednej, monopolistycznej partii - PZPR. Wszystkie istotniejsze decyzje podejmowane są najpierw w partii, a potem dopiero w organach oficjalnej władzy państwowej; żadna istotna decyzja nie może być podjęta i realizowana bez sankcji władz partyjnych. Nazywa się to kierowniczą rolą partii, a ponieważ monopolistyczną partię uznaje się za reprezentantkę interesów klasy robotniczej, jej władza ma gwarantować władzę klasy robotniczej.
 
Jeśli jednak nie chcemy oceniać systemu wg. tego, co myślą i mówią o sobie jego przywódcy, musimy zobaczyć, jakie możliwości wpływu na decyzje władzy państwowej ma klasa robotnicza.
 
Poza partią - żadnych. Rządząca partia jest bowiem monopolistyczna. Klasa robotnicza nie ma możliwości organizowania się w inne partie, a tym samym formułowania, propagowania i walki o realizację innych programów, innych wariantów podziału dochodu narodowego, innych koncepcji politycznych niż programy i koncepcje PZPR. Monopolu partii rządzącej na organizowanie robotników strzeże cały państwowy aparat władzy i przemocy: administracja, policja polityczna, prokuratura, sądy, a także kierowane przez partię organizacje polityczne, demaskujące w zarodku próby podważenia kierowniczej roli PZPR.
 
Ale z górą milion członków Partii - to zwykli obywatele, wśród nich kilkaset tysięcy - to robotnicy. Jakie są ich możliwości wpływu na decyzje władz partyjnych, a tym samym władz państwowych? Partia jest nie tylko monopolistyczna, ale zorganizowana na zasadach monolitycznych. Wszelkie frakcje, grupy o odrębnych platformach, zorganizowane prądy polityczne są w niej zakazane. Każdy szeregowy członek ma prawo do własnego zdania, nie ma natomiast prawa do organizowania innych podobnie myślących wokół swego programu i do zorganizowanej - propagandowej, wyborczej walki o jego realizację. Wybory do instancji partyjnych, na konferencje i zjazdy stają się w tych warunkach fikcją, gdyż nie odbywają się na bazie różnych platform i programów (czyli rozeznania alternatyw politycznych), a realizacja inicjatywy politycznej w masowym środowisku wymaga organizacji. W ewentualnych próbach kształtowania decyzji "góry" masa szeregowych członków Partii jest pozbawiona organizacji, zatomizowana, a więc bezsilna. Jedynym źródłem inicjatywy politycznej mogą być z natury rzeczy zorganizowane instancje, a więc aparat. Jak każdy aparat, jest on zorganizowany hierarchicznie: z dołu w górę płyną informacje, z góry na dół - decyzje i polecenia. Jak w każdym zhierarchizowanym aparacie, źródłem poleceń jest elita, zespół ludzi zajmujących w hierarchii eksponowane stanowisko i zbiorowo kształtujących podstawowe decyzje. W naszym systemie elita partyjna jest zarazem elitą władzy; wszystkie decyzje władzy państwowej są podejmowane przez nią, na górnych szczeblach hierarchii partyjnej i państwowej występuje zresztą z reguły kumulacja stanowisk. Sprawując władzę w państwie, dysponuje ona tym samym całokształtem upaństwowionych środków produkcji, decyduje o rozmiarach akumulacji i spożycia, o kierunkach inwestycji, o udziale poszczególnych grup społecznych w konsumpcji i dochodu narodowego, słowem o podziale i wykorzystaniu całego produktu społecznego. Decyzje elity są samodzielne, wolne od wszelkiej kontroli ze strony klasy robotniczej i pozostałych klas i warstw społecznych. Robotnicy nie mogą na nie wpływać, ogół członków Partii też nie. Wybory do Sejmu i Rad Narodowych w warunkach istnienia jednej i odgórnie ustalonej listy i przy braku rzeczywistych różnic programowych między PZPR a partiami satelitarnymi (ZSL, SD) stają się fikcją. Tę partyjno-państwową elitę władzy, wolną od kontroli społecznej i samodzielnie podejmującą całokształt węzłowych decyzji gospodarczych o znaczeniu ogólnokrajowym (oraz całokształt decyzji politycznych) nazywać będziemy centralną polityczną biurokracją.
 
Przynależność do centralnej politycznej biurokracji wyznacza realny współudział w kształtowaniu podstawowych decyzji politycznych i gospodarczych o znaczeniu ogólnokrajowym, podejmowanych centralnie. Dokładne ustalenie zakresu elity jest prawdopodobnie niemożliwe, przybliżone ustalenie wymagałoby prowadzenia badań socjologicznych na temat, który jest zupełnym tabu. Dla nas jednak sprawą najważniejszą nie jest liczebność i organizacja wewnętrzna biurokracji, lecz jej rola w społeczeństwie i w społecznym procesie produkcji.
 
Jeśli szeregowi członkowie partii są zdezorganizowani w ewentualnych próbach wpływania na decyzje biurokracji, są oni jednocześnie zorganizowani do wykonywania jej poleceń na zasadach dyscypliny partyjnej. Kto się sprzeciwia, jest usuwany, a poza partią nie ma prawa zorganizować się, a więc działać. W ten sposób partia, która na szczytach swej hierarchii jest po prostu zorganizowaną biurokracją, "na dole" staje się narzędziem dezorganizacji prób oporu i wywierania wpływu na władze ze strony klasy robotniczej, a zarazem organizuje klasę robotniczą i inne środowiska społeczne w posłuszeństwie wobec biurokracji. Taką samą funkcję pełnią pozostałe organizacje społeczne kierowane przez Partię, łącznie ze Związkami Zawodowymi. Tradycyjna organizacja robotniczej samoobrony ekonomicznej, poddana kierownictwu jedynej zorganizowanej siły politycznej, tj. partii, stała się posłusznym organem biurokracji, czy li władzy państwowej: politycznej i ekonomicznej. Klasa robotnicza jest pozbawiona organizacji, programu, środków samoobrony.
Biurokracja sprawuje zatem całokształt władzy politycznej i ekonomicznej, pozbawiając klasę robotniczą środków nie tylko władzy i kontroli, ale nawet samoobrony. Wodzowie biurokracji uważają się przy tym za wyrazicieli interesów klasy robotniczej. Jeśli nie mamy oceniać systemu według deklaracji przywódców, musimy zanalizować klasową istotę biurokracji. Fakt, że sprawuje ona władzę, sprawy w ostateczny sposób nie przesądza. Decydują stosunki produkcji: musimy się więc przyjrzeć procesowi produkcji i stosunkom w jakie w tym procesie wchodzą ze sobą klasa robotnicza, jako podstawowy twórca dochodu narodowego i centralna polityczna biurokracja, jako zbiorowy dysponent środków produkcji.

II. Płaca, produkt dodatkowy, własność

Kto wytwarza dochód narodowy i jak przedstawia się jego podział? Według teorii marksowskiej, dochód narodowy powstaje w sferze produkcji materialnej, tj. w przemyśle, budownictwie, częściowo w transporcie, w rolnictwie i rzemiośle. W przemyśle twórcą dochodu narodowego jest tzw. robotnik łączny czyli ogół pracowników przygotowujących, wykonujących i zabezpieczających techniczny proces produkcji. A więc poza robotnikami bez- pośrednio i pośrednio produkcyjnymi, również technologowie, konstruktorzy, projektanci, inteligencja techniczna. Nie są natomiast pracownikami produkcyjnymi ludzie, których funkcja nie polega na zabezpieczeniu technicznego procesu wytwarzania, lecz na nadzorowaniu określonego układu stosunków między ludźmi zaangażowanymi w tym procesie, czyli nadzorcy pracy najemnej, technokracja. Wprawdzie oni również zabezpieczają produkcję w tym sensie, w jakim zabezpieczał ją antyczny dozorca niewolników, feudalny rządca folwarku pańszczyźnianego, czy współczesny dyrektor kapitalistycznej fabryki. Ich zadaniem jest jednak zabezpieczenie istniejących stosunków a nie samego materialnego procesu wytwarzania. (Jest to oczywiście podział abstrakcyjny, gdyż na ogół nadzór ten pełni funkcje zarówno techniczne jak i społeczne, ale w działalności zawodowej majstra czy przeciętnego inżyniera dominuje funkcja technicznego zabezpieczenia produkcji, zaś w działalności inżyniera - funkcja organizacyjna, tj. nadzorowanie ludzi i określonego układu stosunków produkcji w fabryce.)
 
W rolnictwie pracownikami produkcyjnymi, czyli twórcami dochodu narodowego są chłopi indywidualni, robotnicy PGR i nieliczni u nas chłopi zrzeszeni w Spółdzielniach Produkcyjnych, w miejskim sektorze drobnotowarowym - rzemieślnicy.
 
Ostatnio lansuje się tezę, że marksowska koncepcja, ograniczająca wytwarzanie dochodu narodowego do sfery produkcji materialnej, jest przestarzała - dziś dochód narodowy wytwarzają wszyscy pracujący. W szeroko pojętym sektorze usług (tj. poza sferą produkcji materialnej) zaspokaja się bowiem pośrednio potrzeby produkcji, spożycia i organizuje życie całego społeczeństwa, czyli zaspokaja określonym nakładem pracy istotne potrzeby społeczne.
 
Takie rozumowanie byłoby uprawnione tylko w takim społeczeństwie, w którym odbywa się ekwiwalentna wymiana produkcji i usług. A więc pod warunkiem, że producent dóbr materialnych otrzymuje z powrotem w postaci świadczonych jemu, a nie komu innemu usług, równowartość tej części produktu swej pracy, którą oddaje on na utrzymanie szeroko pojętego sektora usług, a jednocześnie akumulacja podporządkowana jest jego interesom. Jeśli warunki te nie są spełnione, to traktowanie wszelkiej pracy (a więc również pracy policjanta, prokuratora, oficera; hotelarza) jako pracy produkcyjnej skutecznie maskuje wyzysk. Cały dochód narodowy, poza częścią przeznaczoną na akumulację, można by wówczas sprowadzić do płac różnego rodzaju pracowników, czyli do wynagrodzenia za pracę "produkcyjną". W ten sam sposób można by zamaskować fakt wyzysku we współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym; poza indywidualnym spożyciem dóbr materialnych przez klasę kapitalistów, które stanowi niewielki ułamek produktu społecznego, a nawet niewielką część dochodów tej klasy, cała reszta dochodu narodowego sprowadziłaby się do płac i dochodów producentów dóbr materialnych, płac innych pracowników, zatrudnionych bezpośrednio przez kapitalistów lub przez państwo, oraz funduszu akumulacji. Takie rozumowanie nie miałoby nic wspólnego z obiektywną analizą naukową, a wszystko - z apologetyką.
 
Przyjmujemy takie kategorie rozumowania, które służą analizie rzeczywistych sprzeczności, a nie ich ukrywaniu. Dlatego przyjmujemy za Marksem, że dochód narodowy jest uprzedmiotowioną pracą pracowników produkcyjnych sektora produkcji materialnej, podstawą akumulacji, oraz szeroko pojętych "usług" jest materialny produkt wytworzony w tym sektorze: zatem tworzenie funduszu akumulacji, oraz wydatki na policję, wojsko, kulturę, lecznictwo itp. - to wykorzystanie wytworzonego dochodu narodowego poza tymi usługami, za które robotnik płaci z własnej kieszeni, cała reszta utrzymywana jest z nieopłaconej części pracy robotnika i chłopa, czyli z produktu dodatkowego. Musimy zatem przyjrzeć się podziałowi tego produktu, aby stwierdzić, w czyim interesie wykorzystywane są jego poszczególne części.
 
Podstawowe grupy wytwórców dochodu narodowego w naszym kraju to robotnicy i chłopi indywidualni. Jaki jest ich udział w podziale produktu ich pracy?
 
Chłopi indywidualni lokują produkty swej pracy na rynku. Ale 75% produkcji gospodarstw chłopskich jest zbywane za pośrednictwem państwa, które nabywa te produkty po cenach przeciętnie o 40% niższych od rynkowych. [...]
  
Klasa robotnicza nie ma żadnego wpływu na rozmiary produktu dodatkowego, jego podział i wykorzystanie, gdyż jak już widzieliśmy, jest pozbawiona wpływu na decyzje władzy dysponującej środkami produkcji i samym produktem. Nie ona wyznacza rozmiary płacy roboczej - zostają jej one narzucone, podobnie jak normy (najczęściej wraz z normami). Robotnicy nie mają prawa i możliwości samoobrony ekonomicznej, gdyż jak widzieliśmy są pozbawieni organizacji, zaś skuteczna akcja strajkowa musi być zorganizowana. Wszelka organizacja (porozumienie robotników) mająca na celu walkę o płace jest nielegalna i jako taka ścigana przez aparat przemocy - policję, prokuraturę, sądy. Produkt dodatkowy jest zatem odbierany klasie robotniczej przemocą, w rozmiarach nie przez nią wyznaczonych i wykorzystywany poza zasięgiem jej wpływów i możliwości kontroli.
 
Na jakie cele jest przeznaczany produkt dodatkowy? Po pierwsze - na akumulację, czyli na rozszerzanie produkcji. Ponieważ jednak robotnik produkuje dla siebie tylko minimum egzystencji, cel produkcji nie jest jego klasowym celem. W istniejącym systemie wydatki na akumulację służą celowi, który jest dla robotnika obcy. Po drugie - na utrzymanie aparatu przemocy - wojska, policji politycznej, prokuratury, sądów, więzień. Aparat ten służy utrzymaniu istniejących stosunków ekonomiczno-społecznych, w których robotnik otrzymuje minimum egzystencji i oddaje dwie trzecie swego produktu, jest pozbawiony wpływu na władzę i kontroli nad swoją pracą i jej produktem, jest pozbawiony własnych organizacji i możliwości samoobrony. Temu samemu celowi służą wydatki na Partię i kierowane przez nią organizacje, które dezorganizują wszelkie próby oporu i opozycji ze strony klasy robotniczej i organizują ją do posłuszeństwa wobec władzy; na dyrekcje, które pilnują robotników, aby wytworzył jak największy produkt dodatkowy i nie uszczknął dla siebie ani złotówki ponad wyznaczone mu rozmiary płacy roboczej ... [...]
 
Komu w naszym kraju sprzedaje robotnik siłę roboczą? Tym, którzy dysponują środkami produkcji, czyli centralnej politycznej biurokracji. Z tego tytułu centralna polityczna biurokracja jest klasą panującą: włada w sposób wyłączny podstawowymi środkami produkcji, nabywa siłę roboczą klasy robotniczej, odbiera jej w drodze przymusu ekonomicznego i przemocy produkt dodatkowy i wykorzystuje go w celach robotnikowi obcych i wrogich, tj. w celach umocnienia i rozszerzenia swojego panowania nad produkcją i społeczeństwem. To jest w naszym systemie do- minujący typ stosunków własności, podstawa stosunków produkcji i stosunków społecznych.
 
Mówi się, że biurokracja nie może być klasą, skoro indywidualne dochody poszczególnych jej członków nie umywają się do indywidualnych dochodów kapitalistów, skoro żaden biurokrata z osobna wzięty nie włada niczym prócz swojej willi, samochodu i sekretarki, skoro wejście w szeregi biurokracji odbywa się na drodze kariery politycznej, a nie dziedziczenia rodzinnego i można być względnie łatwo wyeliminowanym z biurokracji w skutek politycznych rozgrywek. To nieporozumienie. Wszystkie argumenty dowodzą tylko rzeczy oczywistej: własność biurokracji nie ma charakteru indywidualnego, lecz jest zbiorową własnością elity utożsamiającej się z państwem. Akt ten określa zasadę wewnętrznej organizacji biurokracji, ale jej klasowy charakter nie zależy od jej wewnętrznej organizacji i obyczajów, tylko od jej stosunku - jako grupy - do środków produkcji i do innych klas społecznych (przede wszystkim do klasy robotniczej). Indywidualne dochody kapitalistów są bez porównania wyższe, niż biurokratów. Ale kapitaliści ze swych indywidualnych dochodów czerpią fundusz akumulacji, opłacają nadzorców pracy najemnej, oraz pracowników obsługujących ich osobiście oraz służących umocnieniu ich znaczenia i władzy; prestiż, znaczenie, wpływy, władzę polityczną zdobywają dzięki swym indywidualnym dochodom. Biurokracja ze swych dochodów indywidualnych pokrywa tylko część swojej bezpośredniej konsumpcji osobistej, natomiast wszystko pozostałe - a więc fundusz akumulacji, fundusz na opłacanie niezliczonej czeredy ludzi, zabezpieczającej jej panowanie, propagującej system, nadzorującej pracę i robotników itd. czerpie z dochodu państwowego, którym dysponuje w sposób wyłączny. Ze względu na małą liczebność klasy biurokracji, jej luksusowa konsumpcja pochłania znikomą część produktu społecznego, ale również w kapita1iźmie osobista konsumpcja kapitalistów pochłania nieznaczny ułamek tego produktu. Nie na tym polega wyzysk: bezpośrednia konsumpcja osobista nie jest bowiem w żadnym systemie samodzielnym celem klasy panującej. Zarówno przywilej wysokiej konsumpcji, jak prestiż władzy, w ogóle wszystkie istniejące w społeczeństwie przywileje są wynikiem panowania nad produkcją. Stąd każda klasa panująca zmierza do utrzymania, utrwalenia i rozszerzenia swego panowania nad produkcją i społeczeństwem; na ten cel wykorzystuje produkt dodatkowy i temu celowi podporządkowuje sam proces produkcji.

III. Klasowy cel produkcji

Każda klasa panująca wyznacza cele produkcji społecznej. Czyni to oczywiście we własnym klasowym interesie, czyli w interesie umocnienia i rozszerzenia swego panowania nad produkcją i społeczeństwem.
 
Pozycja kapitalisty indywidualnego (spółki akcyjnej, monopolu itp.) w społeczeństwie zależy od rozmiarów jego kapitału, podobnie jak pozycja międzynarodowa całej klasy kapitalistów danego kraju zależy od rozmiarów kapitału narodowego. Kapitał jest bowiem współczesną formą panowania nad pracą i jej produktem. Dążeniem kapitalisty jest więc przede wszystkim rozszerzanie czyli akumulacja posiadanego kapitału. Jest on w istocie rzeczy wyrazicielem swego kapitału i jego tendencji do formowania się.
 
Kapitalista nabywa na rynku wszystkie niezbędne do produkcji elementy: maszyny, surowce, siłę roboczą. Musi więc zrealizować na rynku cały wytworzony produkt. Dlatego celem produkcji nie jest dla niego sam produkt dodatkowy w postaci fizycznej, ale maksymalny zysk, czyli maksymalna różnica pomiędzy całością nakładów produkcyjnych (na maszyny, surowce i siłę roboczą) a ceną, uzyskaną na rynku przy realizacji całego produktu.
 
Pomiędzy dążeniem do rozszerzania kapitału, tj. aparatu wytwórczego i samej produkcji, a niskim poziomem spożycia klasy robotniczej, określonym przez minimum egzystencji, zachodzi sprzeczność. Rodzi się ona w samym procesie wytwarzania (jak najmniej zapłacić robotnikowi i zyskać od niego jak największą produkcję), a przejawia się na rynku jako dysproporcja między rosnącymi rozmiarami kapitału i produktu społecznego, a niską zdolnością nabywczą mas. W kapitalizmie wolnokonkurencyjnym sprzeczność ta regulowana była przez cykliczne kryzysy realizacji; w kapita1iźmie współczesnym przez wahania koniunktury, w nie- kt6rych wypadkach przez zwolnienie tempa wzrostu, niski stopień wykorzystania mocy wytwórczych, zbrojenie i wydatki państwowe, które do pewnego stopnia uniezależniają produkcję od rynku, wreszcie przez wzrost spożycia tzw. klasy średniej i klasy robotniczej, zorganizowanej w partie i związki zawodowe walczące o podwyższenie plac i świadczeń socjalnych. Jeśli jednak statystyki wykazują, że w długich okresach czasu udział pracy i kapitału w podziale dochodu narodowego jest mniej więcej stały, nie znaczy to, że cel produkcji uległ zmianie. Maksymalny zysk pozostaje celem, zaś wzrost spożycia mas pracujących - złem koniecznym ze względów politycznych lub ekonomicznych.
 
W naszym systemie nie ma kapitałów indywidualnych. Fabryki, huty, kopalnie, wraz z całą ich produkcją stanowią własność państwa. Ponieważ jednak państwo znajduje się w rękach centralnej politycznej biurokracji - zbiorowego dysponenta środków produkcji i wyzyskiwacza klasy robotniczej, więc ogół środków produkcji i utrzymania przekształcił się w jeden scentralizowany "kapitał" narodowy. Materialna potęga biurokracji, zakres jej panowania nad produkcją jej pozycja międzynarodowa (bardzo istotna dla klasy, zorganizowanej jako grupa utożsamiająca się z państwem) zależy od rozmiarów kapitału narodowego. Biurokracja dąży więc do rozszerzenia kapitału, do rozbudowy aparatu produkcyjnego, akumulacji. Jest ona wyrazicielem kapitału narodowego i jego tendencji do pomnażania się, podobnie jak indywidualny kapitalista jest wyrazicielem swojego kapitału.
 
Jaki jest klasowy cel biurokracji, realizowany w samym procesie produkcji, czyli klasowy cel produkcji? Nie jest nim zysk przedsiębiorstwa, tylko produkt dodatkowy w skali całej gospodarki narodowej. Dostarcza ona zarówno środków na akumulację, jak i na wszelkie nakłady związane z utrzymaniem i umocnieniem klasowego panowania biurokracji. W odróżnieniu od kapitalisty, biurokracja nie potrzebuje realizować na rynku produktu dodatkowego, ani tej części produktu globalnego, która odpowiada zużyciu kapitału stałego. Jest ona właścicielem wszystkich zakładów przemysłowych i ich produkcji, nie potrzebuje zatem sama od siebie nic kupować. Jeśli przekazanie stali z huty do fabryki metalowej, lub węgla z kopalni do huty rejestruje się jako zakup środków produkcji, to w rzeczywistości jest to zwykła forma ewidencji przesunięcia produktu w obrębie tej samej własności, a nie prawdziwy akt kupna sprzedaży. Dowodem - umowny charakter cen wewnątrz sektora państwowego: ceny są tylko narzędziem liczenia produktów, a więc relacje ich nie muszą odpowiadać relacjom wartości.
 
Jedynym elementem produkcji, którego biurokracja nie posiada, jest siła robocza. Biurokracja kupuje ją blokiem na warunkach monopolistycznych (za wszystkimi zakładami kryje się ten sam właściciel, więc robotnik stale "wybiera" tego samego nabywcę, który nie pozwala mu zorganizować się dla obrony je- go ekonomicznych interesów), ale mimo wszystko kupuje ją na rynku. Jest to prawdziwy akt kupna - sprzedaży i robotnikowi trzeba zapłacić. Czym? Oczywiście pieniędzmi, widzieliśmy jednak, że banknoty nie mają dla niego tego znaczenia, co dla kapitalisty - są po prostu środkiem kontroli nad podziałem produktu, którym ona dysponuje. Rozmiary płacy roboczej wyznaczają po prostu ilość środków utrzymania, znajdujących się w dyspozycji biurokracji i przekazywanych robotnikowi jako ekwiwalent jego siły roboczej.
 
W istocie biurokracja płaci za siłę roboczą określoną ilością środków utrzymania, czyli produkcją przemysłu przedmiotów spożycia, budownictwem mieszkań, szpitali, żłobków na potrzeby robotników i pracowników najemnych, oraz artykułami żywnościowymi. W warunkach indywidualnej własności ziemi produkty rolne nie są własnością biurokracji i musi ona nabyć je od producentów chłopskich na rynku. I w tym wypadku mamy do czynienia z rynkiem monopolistycznym, na którym biurokracja kształtuje ceny zbytu produkcji chłopskiej w niekorzystnej relacji do cen artykułów przemysłowych. Jest to jednak prawdziwy akt kupna - sprzedaży i chłopu trzeba zapłacić. Czym? Znowu - produkcją środków spożycia oraz przemysłowymi środkami roli dla gospodarstwa chłopskiego. Żywność kupowana od chłopa, jest składnikiem robotniczego minimum egzystencji a zatem cena, płacona chłopom, jest częścią składową wydatków na zakup siły roboczej do przemysłu, budownictwa, transportu i miejskich sektorów nieprodukcyjnych. A zatem cena siły roboczej sprowadza się do produkcji przedmiotów spożycia, budownictwa mieszkań, żłobków, szpitali itp., oraz produkcji przemysłowych środków uprawy roli. Z grubsza biorąc, jest to tzw. "dział B" (produkcja przedmiotów spożycia). Jak już widzieliśmy, siła robocza jest jedynym elementem procesu produkcji, którego biurokracja bezpośrednio nie posiada. Zakup siły roboczej, czyli produkcja "działu B" jest więc z punktu widzenia biurokracji jedynym wydatkiem, który trzeba ponieść, aby produkcja się odbywała i rodził się produkt dodatkowy. Dążąc do osiągnięcia możliwie największego produktu dodatkowego, biurokracja utrzymuje ten wydatek na możliwie najniższym poziomie. Produkcja dla celów spożycia jest z jej klasowego punktu widzenia złem koniecznym, produkcja dla produkcji - celem.
 
Rozpatrywana jako proces zachodzący między człowiekiem a przyrodą, czyli jako proces naturalno-techniczny istniejący w każdym społeczeństwie, produkcja nie może być celem sama dla siebie. Jest zawsze produkcją dla spożycia. Jest ona bowiem świadomą działalnością wywołaną przez potrzebę, zaś spożycie dóbr materialnych odradza potrzebę.
 
Subiektywny, prywatny cel klasy panującej (klasowy cel produkcji ) może być sprzeczny z tym ogólnospołecznym sensem produkcji. Jest tak zarówno w kapita1izmie, jak w systemie biurokratycznym, wskutek właściwego klasom panującym dążenia do rozszerzenia produkcji przy jednoczesnym klasowym ograniczeniu podziału, a co za tym idzie - ograniczeniu spożycia. W obu systemach sprzeczność ta ogranicza w ostatecznym rachunku samą produkcję, ale nie odbywa się to w ten sam sposób.
 
Aby zrealizować swoje cele, tj. maksymalny zysk i jego akumulację, kapitalista musi zrealizować na rynku wytworzoną wartość. Jest mu obojętne, co produkuje, ale rynek musi wchłonąć jego produkcję. Jest ona adresowana do odbiorcy rynkowego, a więc w ostatecznym rachunku do konsumenta. Dlatego efektywny popyt określony przez poziom społecznej konsumpcji, wyznacza możliwość realizacji rynkowej, a tym samym ogranicza kapitalistyczną produkcję i akumulację przez periodyczne kryzysy lub inne formy trudności realizacji.
 
O tym, w jaki sposób niski poziom konsumpcji społecznej ogranicza produkcję w systemie biurokratycznym pisaliśmy w rozdziale o ekonomicznym kryzysie systemu, który zreferujemy dalej. W każdym razie nie odbywa się to poprzez mechanizm rynkowy. Celem klasowym biurokracji nie jest bowiem zysk i jego akumulacja, lecz produkt dodatkowy w postaci fizycznej i rozszerzanie produkcji, czyli bezpośrednio produkcja dla produkcji. Na rynek wchodzi w zasadzie tylko siła robocza i środki jej utrzymania, nie wchodzi natomiast produkt dodatkowy ani ta część produktu, która służy odtworzeniu i rozszerzeniu kapitału stałego (maszyny, surowce, paliwa itp.). Rynek nie reguluje produkcji, a więc niemożliwe są cykliczne kryzysy koniunktury ani w ogóle ograniczanie produkcji przez trudności realizacji rynkowej. Możliwe jest zatem przez stosunkowo długi okres utrzymywanie niezwykle wysokiej akumulacji i niezwykle wysokiego tempa wzrostu produkcji przemysłowej przy niskim spożyciu. Sprzeczność pomiędzy klasowym celem produkcji a spożyciem występuje w tym systemie już przed rozpoczęciem cyklu produkcyjnego, przy układaniu planu. Zwykle w planach gospodarczych zakłada się możliwie wysoki poziom akumulacji, a więc: możliwie niski poziom spożycia w dochodzie narodowym, a w związku z tym znacznie szybszy przyrost produkcji "działu A", niż "działu B". Dysproporcja pogłębia się i w toku realizacji planu: z reguły wykonanie planu inwestycyjnego bywa zagrożone i z reguły występuje tendencja do wykonania tego programu kosztem spożycia. W rezultacie udział akumulacji bywa zwykle wyższy od planowanego, zaś udział spożycia - niższy. Odpowiednio do tego wzrost produkcji działu "A" jest z reguły wyższy, niż zakładano zaś przyrost produkcji działu "B" - niższy. [...]
 
Dopóki warunki społeczne i polityczne na to pozwalały, to jest do 1956 roku, biurokracja utrzymywała płace i dochody nadzorców pracy najemnej na stosunkowo niskim poziomie - o wiele niższym od przedwojennego i znacznie niższym od obecnego. Spożycie licznej rzeszy niższych urzędników po dziś dzień utrzymywane jest w granicach robotniczego minimum egzystencji, mimo że służą oni istniejącemu systemowi. Jeśli bowiem mogą mu służyć za 1600 złotych, nie ma potrzeby płacić im więcej. A zatem nie tylko konsumpcja klasy robotniczej i masy nisko opłacanych pracowników, ale również wysoka konsumpcja warstwy dyrektorskiej i innych grup uprzywilejowanych jest z punktu widzenia biurokracji złem koniecznym, zaś celem - sama produkcja. Technokracja służy oczywiście realizacji klasowego celu produkcji w charakterze płatnego i kontrolowanego nadzorcy. Ale jej własny grupowy interes (produkcja dla wysokiej konsumpcji warstw uprzywilejowanych) nie tylko nie pokrywa się z celem biurokracji, lecz jest mu obcy i przeciwny. W tej mierze, w jakiej technokracja znajdzie się poza kontrolą i będzie miała możliwość przejawienia własnej inicjatywy, będzie ona dążyć do realizacji własnego celu, sprzecznego z celem produkcji wyznaczonym przez klasę panującą. [...]
 
Demokracja robotnicza z natury rzeczy nie może ograniczyć się do szczebla przedsiębiorstwa. Wówczas bowiem, gdy decyzje ogólnogospodarcze i ogólnopolityczne, czyli faktyczne panowanie nad produktem dodatkowym i tworzącą go pracą nie należą do klasy robotniczej, również udział robotników w zarządzaniu zakładem musi stać się fikcją, Samorządność robotniczej załogi w przedsiębiorstwie wymaga zatem pełnej demokracji robotniczej w państwie. W takich warunkach zorganizowana klasa robotnicza wyznaczać będzie cele produkcji społecznej kierując się własnym interesem, tj. interesem masy ludzi, żyjących dziś na poziomie minimum egzystencji. Celem produkcji będzie oczywiście spożycie szerokich mas. W sumie, oznacza to obalenie istniejących stosunków produkcji i stosunków społecznych, a wraz z nimi klasowego panowania biurokracji. Sytuacja będzie z gruntu odmienna, jeśli monopol decyzji (samodzielnych) w przedsiębiorstwach na- leżeć będzie do dyrekcji i grup z nimi związanych, czyli do technokracji. Stosunki takie mogą z powodzeniem istnieć za fasadą formalnego samorządu robotniczego, jeśli zachowany zostaje system jednej monopolistycznej partii rządzącej (która nieuchronnie przekształca się w narzędzie dyktatury nad klasą robotniczą), oraz stary, policyjno-militarny aparat przemocy (policja polityczna i armia regularna z istoty swej są narzędziami antyludowej dyktatury). System taki, istniejący w dzisiejszej Jugosławii nie ma nic wspólnego z demokracją robotniczą. Klasa robotnicza jest w nim pozbawiona, wpływu na rozmiary, podział i wykorzystanie produktu dodatkowego, spożycie jej utrzymywane jest w granicach minimum egzystencji, a więc jest wyzyskiwana i klasowy cel produkcji jest jej obcy. Ale to nie znaczy, że jest to ten sam cel, co w systemie biurokratycznym.
 
W tzw. systemie zdecentralizowanym, przedsiębiorstwo samo decyduje o swojej produkcji, zaś realizacja planu centralnego odbywa się nie w drodze poleceń administracyjnych, tylko środka- mi oddziaływania ekonomicznego (kluczowe inwestycje realizowane przez centrale, odpisy amortyzacyjne, kredyt i stopa procentowa, ewentualnie dotacje państwowe i wpływ na kształtowanie się cen rynkowych).
Przedsiębiorstwo nie może być oceniane, jak w systemie centralistycznym, na podstawie wykonania wskaźników ustalonych odgórnie. [...]
 
IV. Pochodzenie systemu

Według bardzo rozpowszechnionej opinii, istniejący w dzisiejszej Polsce system został wraz z jego pierwszą ekipą rządową przywieziony do kraju przez Armię Radziecką, nie miał w "narodowej glebie" żadnego ekonomiczno społecznego podłoża, a więc mógł ukształtować się tylko w warunkach braku suwerenności. W ten sposób przyczyny ukształtowania się systemu biurokratycznego zostają odsunięte poza granice Polski, a przyczyny tego, co dzieje się poza granicami o wiele mniej interesują zwolenników tego poglądu. Interesują ich skutki, czyli istniejący stan rzeczy, przedstawiany jako "polska racja stanu". W ten sposób ideologia nacjonalistyczna wbrew pozorom sprzyja utrwaleniu stosunków społecznych, na których opiera się panowanie biurokracji.
 
Nie przeczymy, że warunki zewnętrzne, w których dokonało się obalenie kapitalizmu w naszym kraju (słabość elementów autentycznej, samodzielnej rewolucji, rozstrzygająca rola Armii Radzieckiej i ścisła zależność nowej władzy od biurokracji radzieckiej, od dawna ukształtowanej w klasę panującą, oraz sytuacja w międzynarodowym ruchu komunistycznym) skutecznie przyspieszyły proces biurokratyzacji. Sądzimy jednak, że był on obiektywnie uwarunkowany przez poziom rozwoju gospodarczego i strukturę ekonomiczno-społeczną zarówno Rosji carskiej, jak Polski międzywojennej, oraz znakomitej większości krajów naszego obozu, jak również przez fakt ich względnej izolacji międzynarodowej (wysoko rozwinięte potęgi przemysłowe pozostały kapitalistyczne). Były to w momencie obalenia kapitalizmu kraje zacofane, o słabym przemyśle, o wielkich nadwyżkach niewykorzystanej siły roboczej w postaci bezrobocia w miastach i przede wszystkim przeludnienia na wsi, o gospodarce podporządkowanej w ten lub inny sposób dominacji kapitału rozwiniętych przemysłowo krajów imperialistycznych. W takim kraju tylko uprzemysłowienie może przynieść istotną poprawę materialnych, społecznych i kulturalnych warunków bytu mas ludności wiejskiej i miejskiej, awans całego społeczeństwa. Uprzemysłowienie jest więc interesem ogólnospołecznym, jest głównym zadaniem stojącym przed nową władzą, która obaliła kapitalizm w interesie klasy robotniczej i zamierza rządzić w jej imieniu.
 
Aparat wytwórczy w przemyśle był szczupły, a co za tym idzie mała była również nadwyżka ekonomiczna, tj. różnica między bieżącą produkcją a bieżącą konsumpcją społeczną - materialna podstawa akumulacji. Na pomoc rozwiniętych krajów kapitalistycznych nie można było liczyć, przeciwnie: mechanizm rynku światowego prowadził do rozwijania eksportu żywności i surowców, podporządkowywał gospodarkę kraju zacofanego dominującemu na rynku kapitałowi przemysłowych potęg imperialistycznych, a przez to hamował uprzemysłowienie i uwieczniał zacofanie. Rozwój wymagał więc uniezależnienia się od mechanizmu kapitalistycznego rynku międzynarodowego; uprzemysłowienie mogło być szybkie lub żadne. Podstawą rozwoju były wielkie rezerwy niewykorzystanej siły roboczej, uprzemysłowienie odbywało się zatem z konieczności w drodze ich zatrudnienia i szybkiej budowy nowych mocy wytwórczych (tzw. droga ekstensywna). Przy tym wzrostowi zatrudnienia nie mógł towarzyszyć szybki wzrost spożycia, gdyż zmniejszyłoby to i tak szczupłą nadwyżkę ekonomiczną, a przez to uniemożliwiło szybką rozbudowę aparatu produkcyjnego, zatrudnienie wolnej siły roboczej, a więc zahamowałoby uprzemysłowienie. Konieczny był maksymalny wzrost produkcji i zatrudnienie przy utrzymaniu spożycia na możliwie niskim w takich warunkach poziomie, maksymalizacja nadwyżki ekonomicznej, czyli produkcja dla produkcji. Dopóki nie zostały zbudowane podstawy przemysłu, cel taki wyrażał interes uprzemysłowienia kraju, a więc produkcja dla produkcji na pewien czas odpowiadała wymogom rozwoju gospodarczego i interesowi ogólnospołecznemu.
 
W toku uprzemysłowienia nastąpił masowy odpływ wolnej siły roboczej ze wsi do budującego się przemysłu, szybki wzrost liczebny klasy robotniczej, inteligencji technicznej i humanistycznej, gwałtowna rozbudowa kadr technokracji. Jednocześnie jednak konieczność ograniczenia spożycia podyktowała znaczną obniżkę zarobków technokracji, inteligencji i urzędników w stosunku do okresu przedwojennego, ograniczenie płac robotniczych do bardzo niskiego poziomu, co stara, kadrowa klasa robotnicza poczuła jako obniżkę płacy, oraz politykę odbierania chłopstwu nadwyżek produktów rolnych ponad niezbędne potrzeby gospodarstwa i rodziny. A więc ogólnospołeczny interes uprzemysłowienia kraju nie pokrywał się z odrębnym interesem żadnej z wymienionych klas i grup społecznych z osobna wziętej. Naturalnym dążeniem każdej z nich - chłopów jako chłopów, robotników jako robotników, dyrektorów jako dyrektorów (a nie jako ludzi świeżego awansu lub posiadających realną perspektywę poprawy bytu i pozycji w społeczeństwie poprzez awans) było bowiem maksymalne zwiększenie dochodów indywidualnych i poprawa sytuacji materialnej i społecznej własnego środowiska, a więc w każdym wypadku pewien typ maksymalizacji spożycia.
 
Natomiast warunki uprzemysłowienia narzucały produkcję dla produkcji. Dla nowej władzy industrializacja była racją bytu, za- daniem podstawowym. Zadanie to realizowała ona wbrew odrębnym interesom klasowym pozostałych klas i warstw społecznych, a więc w pewnym sensie przeciw nim. Przeciw pozbawionemu przemocą nadwyżek i zagrożonemu kolektywnym wywłaszczeniem chłopstwu, przeciw klasie robotniczej, której płace utrzymywano na możliwie najniższym poziomie, a nawet obniżano, przeciw inteligencji i technokracji. Skuteczna realizacja takiego uprzemysłowienia wymagała pozbawienia wszystkich tych klas i warstw społecznych możliwości formułowania swych odrębnych interesów i walki o ich realizację lub w ich obronie, wymagała skupienia całokształtu decyzji politycznych i władzy nad środkami produkcji i produktem społecznym w sposób wyłączny w rękach elity nowej władzy, wymagała uniezależnienia produkcji od regulującego wpływu rynku i możliwie najdalej idącego ograniczenia pola własnej inicjatywy klasy robotniczej, technokracji i chłopstwa w dziedzinie ekonomicznej. A zatem wprowadzenia systemu monopartyjnego, pozbawienia wszelkich środowisk społecznych własnej organizacji przez faktyczne uprzemysłowienie wszystkich organizacji, rozbudowy aparatu przemocy, skierowanego przeciw producentom zmonopolizowania środków informacji i propagandy w rękach wszechmocnej elity, likwidacji swobód twórczych, ustanowienia centralistycznego systemu zarządzania gospodarką. Towarzyszył temu wszystkiemu masowy terror policyjny. W ten sposób elita monopolizując w swym ręku władzę polityczną, społeczną, oraz władzę nad procesem produkcji i podziałem produktu, czyli własność, uczyniła interes uprzemysłowienia swym klasowym, niejako prywatnym interesem, uczyniła produkcję dla produkcji swym klasowym celem, źródłem umocnienia i rozszerzenia swego panowania. Przekształciła się więc w nową klasę panującą - centralną polityczną biurokrację, zaś państwo, którym kierowała przekształciło się w ten sposób w państwo klasowej dyktatury biurokracji. Można więc powiedzieć, że charakter zadań, uprzemysłowienia kraju zacofanego powołał do życia biurokrację jako klasę panującą, która zadania te mogła zrealizować, gdyż tylko ona swym klasowym interesem reprezentowała interes industrializacji w takich warunkach - produkcję dla produkcji.
 
W tych warunkach stosunki produkcji, oparte na własności biurokratycznej, zapewniały szybki rozwój gospodarczy, dzięki czemu pozostałe klasy i warstwy społeczne miały w ramach systemu biurokratycznego realne możliwości poprawy bytu, perspektywy rozwoju i szanse awansu. Uprzemysłowienie otwierało przed podstawową masą ludności kraju zacofanego drogę do po- prawy bytu poprzez masowe przechodzenie z klas i warstw niżej sytuowanych materialnie, społecznie i kulturalnie do klas i warstw wyżej sytuowanych: ze wsi w szeregi klasy robotniczej, z szeregów chłopstwa i klasy robotniczej poprzez rozbudowującą się sieć szkolnictwa wszystkich szczebli w szeregi inteligencji technicznej, urzędników, inteligencji humanistycznej, technokracji. Masowemu awansowi społecznemu, likwidacji przeludnienia wsi i bezrobocia towarzyszył wzrost poziomu kulturalnego ogółu ludności, rozwój lecznictwa, świadczeń społecznych, oświaty itp. Dzięki temu, niezależnie od przemocy i terroru, biurokracja znajdowała we wszystkich środowiskach społecznych poparcie licznych entuzjastów. Władza jej znajdowała oparcie społeczne, jej ideologowie i propagandyści mogli skutecznie narzucać jej hegemonię całemu społeczeństwu, gdyż przeprowadzane przez nią uprzemysłowienie oznaczało realizację interesu ogólnospołecznego. Klasowe panowanie biurokracji opierało się więc na solidnej bazie społecznej, a zatem było trwałe tak długo, jak długo stosunki produkcji, a zwłaszcza klasowy cel produkcji, odpowiadały wymogom rozwoju gospodarczego. A więc dopóki nie zostały zbudowane podstawy nowoczesnego przemysłu.

V. Ekonomiczny kryzys systemu

Widzieliśmy, że klasowy cel biurokracji - produkcja dla produkcji - odpowiada interesom rozwoju gospodarczego w okresie pierwotnej industrializacji kraju zacofanego, tj. w okresie budowy podstaw przemysłu. Długotrwałość tego okresu zależy przede wszystkim od stopnia nasycenia gospodarki przemysłem u progu forsownej industrializacji. W Polsce zakończenie jego przypada na drugą połowę lat pięćdziesiątych. W roku 1956 aparat produkcyjny w przemyśle był już trzykrotnie większy, niż w 1949, a w roku 1960 - przeszło czterokrotnie większy. [...]
 
W warunkach tendencji produkcji dla produkcji przy rozbudowanym potencjale wytwórczym hamujący wpływ niskiego spożycia na wzrost gospodarczy przejawia się najbardziej bezpośrednio w postaci tzw. bariery inflacyjnej. Szybkie tempo inwestycji i wzrost zatrudnienia powoduje wzrost nominalnego funduszu płac; w warunkach produkcji dla produkcji dostawy przedmiotów spożycia na rynek nie pokrywają popytu konsumpcyjnego, co pociąga za sobą drożyznę i grozi spadkiem płacy realnej poniżej poziomu społecznie niezbędnego. Bariera inflacyjna występuje już w obecnej 5-latce, zaś w latach 1966-70, w związku z niezwykle napiętym programem inwestycyjnym, zjawisko to wystąpi w znacznie ostrzejszej formie.

2) Bariera surowcowa, tj. deficyt surowców i paliw hamuje możliwości rozwoju przemysłu przetwórczego i jest jedną z przyczyn niepełnego wykorzystania mocy wytwórczych. Jest to zjawisko techniczne pozornie nie związane ze stosunkami produkcji. W rzeczywistości jednak źródłem wyjątkowo ostrego deficytu surowców i paliw są przede wszystkim dwa zjawiska nieodłącznie związane z istniejącym systemem. Po pierwsze - sama tendencja produkcji dla produkcji oznacza, że wzrost gospodarczy przypada w miarę możności na tzw. dział "A". Tymczasem w tym dziale koszty materiałowe i paliwowe są znacznie wyższe, niż w dziale produkcji przedmiotów spożycia. Zatem rozwijając przede wszystkim i jednostronnie produkcję środków produkcji, powiększa się zużycie surowców i paliw na jednostkę przyrostu dochodu narodowego, a więc zwiększa się... kosztów materialnych i szybciej wyczerpuje się baza surowcowa. Po drugie, z istniejącymi stosunkami produkcji wiąże się, jak zobaczymy, ogromne marnotrawstwo surowców i paliw. Wyroby naszego przemysłu maszynowego są 1,5 do 2,5 raza cięższe od średnich światowych; zużycie węgla na jednostkę produkcji jest w naszym przemyśle o około 40% wyższe od średnich światowych. Plany obniżki kosztów materiałowych są realizowane wokoło 50%. Przyśpiesza to wyczerpanie bazy materiałowo-paliwowej, a więc wystąpienie bariery surowcowej. W tych warunkach jedyną drogą przezwyciężenia bariery stają się inwestycje w przemysł surowców i paliw, a są to inwestycje wyjątkowo kosztowne i długotrwałe. Około 45% realizowanych obecnie inwestycji - to inwestycje surowcowe. Przyczynia się to do spadku tempa wzrostu dochodu narodowego przy jednoczesnym wzroście nakładów.
 
3) Marnotrawstwo nadwyżki ekonomicznej w postaci nadmiernego zużycia surowców i paliw, niewykorzystania mocy wy- twórczych, oraz nadmiernego przyrostu zapasów. O marnotrawstwie surowcowym już pisaliśmy. Stopień wykorzystania mocy wytwórczych w całym przemyśle nie jest znany nikomu, a badania są tym trudniejsze, że przedsiębiorstwa starają się ukryć rezerwy. W przemyśle elektromaszynowym stopień wykorzystania mocy wytwórczych szacuje się na około 58%. Pełne wykorzystanie mocy produkcyjnych tylko w tej jednej gałęzi przemysłu zwiększyłoby dochód narodowy o około 19 mld. zł rocznie. Niewykorzystanie aparatu wytwórczego jest zjawiskiem nagminnym; np. maszyny budowlane we wszystkich zjednoczeniach budowlanych w kraju są wykorzystane wokoło 20%. Na nadmierny przyrost zapasów składa się tzw. "produkcja nietrafiona" (buble), na którą nie ma zapotrzebowania, lub która nie nadaje się do wykorzystania ze względu na niską jakość. Koszty tej produkcji są stratą: nie powstaje z niej nowa wartość, ani nie powiększy się ilość przedmiotów spożycia. W latach 1961-63 gospodarka narodowa straciła w ten sposób ponad planowo około 21 mld. zł.
 
Ile niepotrzebnych zapasów mieści się w samym planie - nie wiadomo; w każdym razie przyrost zapasów i rezerw pochłonął w 1960 r. 28,2 mld. zł (7,4% dochodu narodowego), w 1961 r. 32,9 mld. zł (8,1% dochodu narodowego) i w 1962 r. 21,4 mld. zł (5,1 % dochodu narodowego).
 
Wspólną przyczyną niewykorzystywania mocy wytwórczych i powstawania zbędnych zapasów jest ogólne nieprzystosowanie produkcji do potrzeb. Masowemu wytwarzaniu asortymentów nie znajdujących zastosowania i odkładanych do pęczniejących magazynów towarzyszą ostre deficyty nie tylko surowców, ale również pewnych typów narzędzi, detali, podzespołów, co powoduje liczne postoje, niewykorzystanie mocy produkcyjnych i powszechną nierytmiczność produkcji (nadrabianie planów pod koniec okresów sprawozdawczych kosztem nadmiernej pracy robotnika i obniżenia jakości wyrobów). Produkcja jest nieprzystosowana do potrzeb nie tylko pod względem struktury asortymentowej, ale i pod względem jakości. Około 15% końcowej produkcji lamp oświetleniowych i około 30% lamp radiowych nie nadaje się do wykorzystania z powodu złej jakości. Ponadto niska jakość wy- chodzących do produkcji surowców, narzędzi i detali przyczynia się do obniżenia jakości wyrobów, oraz przyśpiesza zużycie środków produkcji, stając się w ten sposób źródłem dodatkowego marnotrawstwa. Trudno zsumować nadmierne zużycie surowców i paliw, niewykorzystane moce wytwórcze, niepotrzebne zapasy i szkody powstałe wskutek niskiej jakości. Nie ulega jednak wątpliwości, że całe to marnotrawstwo pochłania wiele dziesiątków miliardów złotych rocznie. W obliczu jego rozmiarów bledną wszystkie afery gospodarcze razem wzięte.
 
4) Niewykorzystanie tzw. intensywnych czynników wzrostu gospodarczego, tj. wzrostu wydajności pracy poprzez modernizację, postęp techniczny, postęp technologiczny (uszlachetnianie produktu, zmniejszenie kosztów surowca itp.), oraz postęp organizacyjny (wykrywanie i uruchamianie rezerw). Osiągnięcie stanu "nasycenia przemysłem" oznacza, że aparat wytwórczy został powiększony do rozmiarów zapewniających zatrudnienie wolnej siły roboczej przy danym poziomie wydajności pracy w rolnictwie. Zatem dalszy rozwój nie może już odbywać się przez proste rozszerzanie aparatu wytwórczego i zatrudnianie rezerw siły roboczej, czyli drogą ekstensywną, lecz musi bazować głów- nie na czynnikach, powodujących wzrost wydajności pracy, czyli na czynnikach intensywnych. Wg. informacji podanych jesienią 1962 r. przez ministra handlu wewnętrznego, zadania planu 5-cio letniego w dziedzinie wprowadzania nowych wyrobów były wykonywane w 57%, zadania w dziedzinie mechanizacji w 44%, a zadania w dziedzinie automatyzacji w 28 %, tendencja przedsiębiorstw do ukrywania posiadanych rezerw jest powszechnie zna- na. Załamanie się planów postępu technicznego i organizacyjnego, a więc planów wzrostu wydajności pracy w warunkach gdy rozwój nie może już jak dawniej opierać się na czynnikach ekstensywnych, przyczynia się do zahamowania wzrostu dochodu narodowego. 
 
5) Bariera eksportowa tj. napięcie bilansu płatniczego handlu zagranicznego wywołane przez wzrost importu z krajów kapita1istycznych i niewydolność eksportową przemysłu przetwórczego. 18% produkcji przemysłu maszynowego jest przeznaczone na eksport; z tego jednak eksport na rynki kapitalistyczne wynosi około 4 %, w tym eksport do wysoko rozwiniętych krajów zachodnich zaledwie 1%, tymczasem obroty z tymi krajami stanowią około 39 proc. ogółu obrotów handlu zagranicznego, a bilans płatniczy jest na tym odcinku szczególnie napięty. [...]
 
A zatem żadne usprawnienie funkcjonowania gospodarki, nawet gdyby było możliwe, nie przyniosłoby przezwyciężenia kryzysu, gdyby nie było związane ze zmianą klasowego celu produkcji, z przejściem do produkcji dla spożycia.
 
Czy istnieją dziś jakieś poważne rezerwy gospodarcze pozwalające złagodzić, przynajmniej czasowo, kryzys? Rezerwy takie istniały w połowie lat 50-tych, gdy wraz z realizacją podstawowych zadań pierwotnego uprzemysłowienia wystąpiła na jaw sprzeczność pomiędzy rozbudowanym potencjałem produkcyjnym (aparat wytwórczy w przemyśle powiększył się 3-krotnie w stosunku do roku 1949), a ekonomiczny kryzys systemu dopiero się zaczynał. Podstawowym źródłem rezerw był fakt, że wielkie inwestycje, rozpoczęte w okresie poprzednim, wchodziły w latach 1956-59 w końcową fazę realizacji i zaczęły przynosić dochód. Istniała zatem możliwość osiągania względnie wysokich przyrostów dochodu narodowego przy zmniejszonym udziale w nim akumulacji, a zwiększonym udziale spożycia.
 
Drugim zasadniczym źródłem rezerw, szczególnie istotnym z punktu widzenia możliwości wzrostu spożycia, było rolnictwo. Uprzemysłowienie spowodowało przejście znacznej większości ludzi zbędnych w rolnictwie do miasta lub w każdym razie do pracy poza rolniczej. Rozładowanie przeludnienia wsi znacznie poprawiło strukturę agrarną, zwiększyło dochody większości gospodarstw chłopskich, a więc stworzyło możliwości wzrostu wydajności rolnictwa i zwiększenia masy towarowej. W warunkach stalinowskiej polityki bezwzględnego odbierania wszelkich nadwyżek, oraz groźby kolektywnego wywłaszczenia możliwości te nie były wykorzystywane, gdyż zwiększanie produkcji nie było dla chłopów opłacalne. Zmiana polityki rolnej polegająca na rezygnacji z przymusowej kolektywizacji i stworzeniu warunków opłacalności produkcji przez pewne złagodzenie drenażu nadwyżek (a więc ustępstwa na rzecz chłopstwa) mogła w ten sytuacji doprowadzić do uruchomienia rezerw, czyli do szybkiego wzrostu produkcji rolnej bez poważniejszych nakładów inwestycyjnych ze strony państwa i bez radykalnej zmiany bazy technicznej gospodarki chłopskiej. [...]
 
Widzieliśmy, że zakup artykuł6w żywnościowych od chłopstwa jest z punktu widzenia biurokracji częścią - składową wydatku na zakup siły roboczej dla sektorów przemysłu i usług. Widzieliśmy również, że produkcja dla spożycia (a taki charakter ma z natury rzeczy produkcja rolna) jest z punktu widzenia biurokracji złem koniecznym, zaś produkcja dla produkcji - celem. Zatem z punktu widzenia realizacji tego klasowego celu, rozmiary produkcji rolnej są określone przez poziom zatrudnienia i minimum egzystencji; nie chodzi więc o maksymalne rozwijanie tej produkcji, lecz o uzyskanie jak najmniejszym kosztem artykułów żywnościowych niezbędnych dla utrzymania siły roboczej, zatrudnionej w przemyśle, budownictwie, komunikacji i usługach. System drenażu nadwyżek poprzez obniżanie cen zbytu produkcji towarowej gospodarstw indywidualnych (a tym samym ograniczenie spożycia i możliwości inwestycyjnych ludności chłopskiej) jest zatem środkiem obniżania wydatków na zakup siły roboczej i wynika z klasowego celu produkcji. W ten sposób wyzysk chłopa jest konsekwencją wyzysku robotnika i jest nierozłącznie związany ze stosunkami produkcji panującymi w przemyśle.
 
System wypompowywania nadwyżek pozbawia wieś materialnej podstawy dla rozbudowy własnego potencjału wytwórczego. Powoduje to względną stagnację produkcji rolnej przy jednoczesnym szybkim wzroście zasobu środków produkcji w przemyśle. Rośnie w ten sposób dysproporcja, zwana oficjalnie "nienadążaniem rolnictwa za przemysłem". Zjawisko to, wspólne wszystkim uprzemysłowionym krajom dyktatury biurokratycznej, jest w rzeczywistości istotnym elementem sprzeczności między rozbudowanym potencjałem wytwórczym a niskim poziomem społecznej. konsumpcji. Mimo to stopa życiowa ludności chłopskiej jest dziś w Polsce znacznie wyższa, niż w okresie międzywojennym, wyższa jest również ogólna wydajność w rolnictwie, a zwłaszcza wydajność na zatrudnionego. Jest to rezultatem uprzemysłowienia kraju, które uwolniło wieś od głównej plagi ekonomicznej okresu międzywojennego: miliony ludzi zbędnych przeszły do miast, lub w każdym razie znalazły zatrudnienie i zarobki poza rolnictwem. Stało się to w latach 1949-55; jednak ówczesna polityka rolna, polegająca na odbieraniu nadwyżek przemocą i grożąca chłopstwu przymusową kolektywizacją, tj. wywłaszczeniem, nie pozwalała wykorzystać możliwości, stworzonych przez likwidację przeludnienia, dla podniesienia produkcji rolnej i spożycia chłopskiego.
 
W roku 1956 zrezygnowano z polityki kolektywizacji, oraz zmieniono formy drenażu wsi: przymus ekonomiczny, realizowany przez państwowy monopol rynku i "nożyce cen" zajął miejsce przymusu administracyjno-policyjnego. To niewątpliwe, choć wymuszone ustępstwo pozwoliło wsi zużytkować rezerwy, stworzone przez likwidację przeludnienia, dla wzrostu produkcji i własnego spożycia. Jednak istota stosunków między producentami chłopskimi a państwem nic: zmieniła się. Sprowadzają się one nadal do drenażu - przy pomocy innych niż dawniej metod - nadwyżek produkcyjnych i do osiągania niezbędnej masy towarowej nie drogą rozwoju rolnictwa, lecz drogą ograniczania spożycia rodziny chłopskiej i jej możliwości inwestowania. Nie mogło być zresztą inaczej skoro utrzymane zostały stare stosunki produkcji w przemyśle. Dlatego wzrost produkcji rolnej musiał zakończyć się i rzeczywiście zakończył się wraz z wyczerpaniem rezerw, stworzonych w okresie 6-latki. [...]
 
Jak już widzieliśmy, wysoki procent chłopo-robotników jest istotną formą rozładowania przeludnienia wsi, a zarazem czynnikiem podtrzymującym istnienie masy drobnych gospodarstw i gł6wną przeszkodą- na drodze do kapitalizacji. Nieuchronnym następstwem narastającego w przemyśle kryzysu będzie więc ponowne pojawienie się nadmiaru siły roboczej na wsi (redukcje chłopo-robotników) i upadek licznych drobnych gospodarstw. Oznacza to częściowy nawrót przeludnienia agrarnego (a więc regres w stosunku do osiągnięć wsi w dobie uprzemysłowienia), oraz powstanie warunków do przekształcenia najzamożniejszych gospodarstw w farmy kapitalistyczne. 
 
Jak widać, kryzys gospodarki rolnej jest ściśle związany z kryzysem ekonomicznym w sektorze wielkoprzemysłowym i w ramach istniejących stosunków produkcji może się tylko pogłębiać. Jedyną drogą przezwyciężenia kryzysu w rolnictwie, podobnie jak w całej gospodarce, jest zatem obalenie stosunków produkcji, na których opiera się klasowe panowanie biurokracji.

VII. Pierwsza rewolucja antybiurokratyczna 1956-1957

Tekst nasz zawierać miał rozdział poświęcony analizie walk klasowych w latach 1956-57. W skutek wkroczenia organów MSW rozdziału tego nie zdążyliśmy napisać. Ponieważ jednak ma on istotne znaczenie dla zrozumienia naszego stanowiska politycznego, a także dla tego, że próba oceny wydarzeń październikowych i przyczyn porażki nurtu lewicowego, oraz fiaska rewolucji 1956 r. stały się punktem wyjścia ewolucji naszych poglądów, uważamy za wskazane podać w skrócie zasadnicze tezy nienapisanego rozdziału.
 
Wraz z zakończeniem fazy forsownej budowy podstaw przemysłu, zatrudnieniem nadwyżek siły roboczej, ujawnieniem się sprzeczności pomiędzy rozbudowanym potencjałem wytwórczym a niskim poziomem spożycia, charakterystycznym dla ekonomicznego kryzysu systemu, wystąpiły ostre objawy kryzysu społecznego. Ogarnął on w latach 50-tych wszystkie uprzemysłowione kraje naszego obozu: ZSRR, Czechosłowację, NRD, Polskę i Węgry.
 
Osiągnięta została także faza rozwoju gospodarczego, w której perspektywy poprawy bytu dla znakomitej większości społeczeństwa nie wiążą się już z masowym przechodzeniem do lepiej sytuowanych klas i warstw społecznych, ale z polepszaniem materialnej, socjalnej i kulturalnej sytuacji w obrębie własnego środowiska. Oznacza to, że dążenia, świadomość i aktywność środowisk społecznych koncentruje się wokół odrębnego, klasowego interesu robotnika jako robotnika, chłopa jako chłopa, inteligenta jako inteligenta, a nie człowieka świeżego awansu lub spodziewającego się awansu dzięki trwającemu procesowi uprzemysłowienia. Oznacza to, że interesy poszczególnych klas i warstw społecznych, zgodnym z wymogami rozwoju gospodarczego a sprzecznym z klasowym celem biurokracji, staje się wzrost spożycia. W tym sensie prawdziwe były wysuwane przez biurokrację pod adresem klasy robotniczej oskarżenia o "nastroje konsumpcyjne".
 
Lata 50-te przyniosły międzynarodowy kryzys stalinizmu - pierwszą fazę ogólnego kryzysu biurokratycznej dyktatury. Wynikiem jego były pierwsze rewolucyjne wystąpienia klasy robotniczej: strajk powszechny w NRD, manifestacje i walki uliczne 17 czerwca 1953 roku w Berlinie, seria strajków w obozach koncentracyjnych w ZSRR, wypadki czerwcowe 1956 r. w Poznaniu i pierwsze rewolucje anty biurokratyczne na Węgrzech i w Polsce.
 
Ekonomicznym podłożem wydarzeń tego okresu był początek gospodarczego kryzysu systemu. Wraz z zakończeniem etapu budowy podstaw przemysłu oraz zatrudnieniem nadwyżek siły roboczej ujawniła się sprzeczność pomiędzy rozbudowanym potencjałem wytwórczym a niskim poziomem społecznej konsumpcji. W tych warunkach dla ogromnej większości społeczeństwa perspektywy poprawy bytu nie wiązały się już z masowym przechodzeniem z klas i warstw niżej sytuowanych do klas i warstw o lepszej sytuacji materialnej i społecznej, lecz z polepszeniem materialnych, socjalnych i kulturalnych warunków egzystencji własnego środowiska. Odrębny, klasowy interes chłopów, pozbawionych przemocą nadwyżek robotników, otrzymujących głodowe płace, nadzorców pracy najemnej, stosunkowo źle opłacanych, pozbawionych prawa do decyzji - sprowadzał się w każdym przypadku do pewnego typu wzrostu spożycia, a więc był sprzeczny z wyznaczanym przez biurokrację klasowym celem produkcji. A zatem z chwilą, gdy owe odrębne interesy klasowe nabrały decydującego znaczenia w praktyce ekonomicznej, społecznej i w świadomości ludzi - całe społeczeństwo znalazło się w konflikcie z panującą biurokracją. Stalinowski system totalnej dyktatury policyjnej, który pozbawiał wszystkie klasy i warstwy społeczne możliwości formułowania swych odrębnych interesów i walki o ich realizację stał się w tych warunkach przedmiotem powszechnej nienawiści i wywoływał bunt, zamiast zapewniać posłuszeństwo. Przestał być skutecznym narzędziem klasowego panowania biurokracji, a co za tym idzie dalsze utrzymywanie tej formy dyktatury mijało się z celem. Nadszedł XX Zjazd.
 
Ponieważ kryzys społeczny wystąpił w początkowej fazie ekonomicznego kryzysu systemu, w gospodarce istniały jeszcze znaczne rezerwy, stworzone w okresie pierwszego uprzemysłowienia. Pisaliśmy o nich w poprzednich rozdziałach: jak pamiętamy, były to rezerwy wzrostu spożycia i samo ich uruchomienie dokonało się w wyniku zagrożenia władzy i bezpośredniego nacisku klasy robotniczej. Ale sam fakt istnienia tych rezerw stwarzał szanse przejściowej stabilizacji, gospodarczą podstawę zewnętrznej reformy systemu - a przez to obiektywną możliwość utrzymania i utrwalenia klasowego panowania biurokracji.
 
Wykorzystanie tej szansy wymagało jednak pewnego czasu. Zatem w krajach, w których doszło do rewolucji, biurokracja musiała najpierw politycznymi środkami utrzymać władzę na krótką metę, aby następnie w oparciu o posiadane rezerwy osiągnąć stabilizację systemu na dłuższą metę.
 
Biurokrację węgierską uratowała zbrojna interwencja radziecka, oraz fakt międzynarodowej izolacji rewolucji węgierskiej, związany z powstrzymaniem rozwoju rewolucji w Polsce, powolnością narastania kryzysu społecznego w ZSRR i brakiem sytuacji rewolucyjnej w Czechosłowacji.
 
W Polsce biurokracja utrzymała władzę przy pomocy środków pokojowych. Jakie były tego przyczyny?
 
O losach rewolucji rozstrzyga walka dwóch podstawowych klas społecznych: klasy robotniczej i biurokracji. Wypadki poznańskie wykazały dostatecznie jasno, że są to główne siły konfliktu. Warunkiem doprowadzenia rewolucji do końca jest hegemonia klasy robotniczej jako najpotężniejszej i najbardziej konsekwentnej siły antybiurokratycznej.
 
Aby klasa robotnicza zdolna była do odegrania przewodniej roli, musi ona mieć świadomość swego odrębnego interesu, ująć go w formę programu politycznego i zorganizować się, jako klasa walcząca o władzę, we własną partię, lub własne partie polityczne.
 
Namiastką politycznej awangardy ruchu mas robotniczych mogła być tzw. lewica październikowa - prąd polityczny, złożony w znacznej mierze z naturalnych przywódców opinii środowisk robotniczych, młodzieżowych, inteligenckich. Lewica odróżniała się od nurtu liberalnego przede wszystkim swym stosunkiem do Rad Robotniczych, w których widziała podstawę nowych stosunków produkcji i kościec nowej władzy politycznej. Był to jednak prąd bardzo niejednolity. Lewica nie oddzieliła się od nurtu technokratycznego w ruchu Rad Robotniczych (sam postulat zarządzania fabrykami poprzez Rady nie wykraczał zresztą poza program technokracji) ani od liberalnej biurokracji w rozgrywce politycznej na skalę ogólnokrajową. Nie wyodrębniła się z ogólnospołecznego frontu antystalinowskiego jako ruch specyficznie proletariacki. W tej sytuacji nie była oczywiście zdolna do sformułowania własnego programu politycznego, do zorganizowanego propagowania go w masach, do tworzenia partii. Bez tego wszystkiego nie mogła stać się siłą politycznie samodzielną, a więc musiała przekształcić się w lewicowy dodatek do rządzącej liberalnej biurokracji.
 
VIII Plenum KC PZPR było zwycięstwem liberalnego skrzydła w łonie biurokracji. Skrzydło to zmierzało do rozładowania kryzysu społecznego i stabilizacji systemu poprzez jego wewnętrzną reformę, ustępstwa ekonomiczne, zdobycie hegemonii: stanąć na czele ruchu masowego, aby go utrzymać w granicach bezpiecznych dla systemu. Wybrano kierownictwo, cieszące się popularnością i wysunięto niezbędną dla realizacji zamierzeń liberalnej biurokracji platformę reform i obietnic. Rezygnacja z kolektywizacji i zmiana polityki rolnej wychodziła na przeciw postulatom całej wsi (choć najbardziej odpowiadała interesom zamożnego chłopstwa); rozszerzenie marginesu dla inicjatywy prywatnej odpowiadało dążeniom drobnomieszczaństwa; porozumienie z episkopatem usuwało ważny czynnik napięcia politycznego i stwarzało nowe możliwości propagandowo-polityczne (sojusz wyborczy z Wyszyńskim); konsekwentnie prowadzona po październiku polityka zwiększenia uposażenia i dochodów kadry dyrektorów i kierowników zmierzała do związania technokracji z systemem; krytyka planu 6-letniego i zapowiedź nowej polityki ekonomicznej budziła powszechne nadzieje na wzrost stopy życiowej; nade wszystko zaś kwestia narodowa zjednywała popularność nowemu kierownictwu: świeżo zdobytą suwerenność polskiej biurokracji masy skłonne były traktować jako swoją własną suwerenność. Natomiast klasie robotniczej nie obiecano nawet tych podwyżek płacy, które później zostały wywalczone. Uznano fakt dokonany powstania Rad Robotniczych w fabrykach, ale nie udzielono im żadnych istotnych uprawnień, a nowe kierownictwo biurokracji najpierw skrycie, a później otwarcie przeciwstawiło się ich rozwojowi.
 
Październik 1956 roku był jednak nie tylko miesiącem VIII Plenum, ale również szczytowym punktem rewolucji. W pierwszych popaździernikowych miesiącach nowe kierownictwo biurokracji było całkowicie pozbawione możliwości zduszenia rewolucji siłą. Jedyną szansą utrzymania władzy było dla biurokracji zmobilizowanie zaufania i autorytetu dla nowego kierownictwa. Zdobycie hegemonii w masach, ustępstwa i manewry - do czasu gdy stabilizacja ekonomiczna zmniejszy napięcie kryzysu społecznego, a aparat władzy odzyska swą siłę represyjną i kontrolę nad społeczeństwem. Jedyną szansą rozwoju rewolucji było wysunięcie klasowego programu robotniczego i zorganizowanie wokół niego ruchu zwalczającego władzę liberalnej biurokracji. W tym decydującym .momencie lewica nie tylko nie wysunęła takiego programu i nie zorganizowała się w partię, lecz udzieliła poparcia liberalnej biurokracji - głównej sile antyrewolucyjnej. Cały ogromny autorytet, jaki działacze lewicy posiadali w swych środowiskach, przekazała ona nowemu kierownictwu. W ten sposób lewica przyczyniła się do utrzymania władzy biurokracji, a tym samym przygotowała własną śmierć polityczną i klęskę rewolucji. 
 
Wiosną 1957 roku, na IX Plenum, kierownictwo biurokracji mogło już proklamować "walkę na dwa fronty" dla przywrócenia monolityzmu w Partii, oraz otwarcie potępić koncepcje rozbudowy Rad Robotniczych i zwołania krajowego Zjazdu Rad, jako "anarchistyczną utopię". Jesienią 1957 roku biurokracja mogła już przejść do rozstrzygającej batalii. Zaczęła się ona od policyjnego stłumienia strajku tramwajarzy łódzkich, po czym przyszło zamknięcie "Po Prostu", rozpędzenie przez policję masowych demonstracji ulicznych w Warszawie (4-7.X. 1957), likwidacja wolności prasy, czystka w Partii, likwidująca swobodę dyskusji w PZPR i przywracająca jej monolityczny charakter, wreszcie wiosną 1958 roku podporządkowanie obumierających Rad Robotniczych bezpośredniej kontroli aparatu partyjnego przez Komitety Zakładowe i pośredniej kontroli przez aparat Związków Zawodowych (utworzenie tzw. Konferencji Samorządu Robotniczego). W ten sposób wszystkie zdobycze Października, wykraczające poza ramy wewnętrznej reformy systemu, zostały zlikwidowane, a lewica październikowa ostatecznie rozbita.
 
Uruchomienie rezerw ekonomicznych i wzrost płac realnych, wywalczony przez klasę robotniczą stworzyły podstawę dla stabilizacji zreformowanej dyktatury biurokratycznej. Jak jednak widzieliśmy, te rezerwy stabilizacji miały charakter tymczasowy; stosunki produkcji nie uległy zmianie, toteż po wyczerpaniu się rezerw pod koniec ubiegłej pięciolatki kryzys ekonomiczny wystąpił w dojrzałej formie. System nie posiada już rezerw ekonomicznych, ani zaplecza dla manewrów reformatorskich: te reformy, które nie naruszają klasowej istoty systemu, zostały już przeprowadzone. Wraz z odnowieniem się kryzysu ekonomicznego rozpoczął się ogólny kryzys społeczny.
 
VIII. OGÓLNOSPOŁECZNY KRYZYS SYSTEMU
 [...]
Mówi się często, że potężny aparat władzy dysponujący nowoczesnymi środkami materialnej przemocy, jest dziś sam przez się wystarczającym oparciem dla klasy panującej i pozwala jej na trwałe utrzymywanie się przy władzy nawet bez żadnego poparcia społecznego i hegemonii. Jest to, mimo pozorów nowoczesności nieporozumienie tak stare jak społeczeństwo klasowe i państwo. Widzieliśmy w październiku 1956 roku jak potężna machina przemocy okazała się na Węgrzech bezsilna i rozpadła się w ciągu kilku dni. Klasa robotnicza produkuje i transportuje broń, służy w wojsku, wytwarza całą materialną potęgę państwa. Mury więzień, koszar i arsenałów są trwałe nie dlatego, że zrobiono je z solidnego materiału, lecz dlatego, że strzeże ich hegemonia klasy panującej, lub autorytet władzy, lęk, pogodzenie się z istniejącym porządkiem społecznym. Istnienie tych psychicznych murów pozwala władzy mocno usadowić się w murach z cegły. Kryzys społeczny pozbawia władzę hegemonii, autorytetu, przeciwstawia jej ogromną większość społeczeństwa, wreszcie zmusza klasę robotniczą do występowania przeciw panującej biurokracji. Nieuchronne pogłębianie się kryzysu podkopuje psychiczne mury, które są prawdziwą ochroną władzy. Sytuacja rewolucyjna obala je: wówczas mury z cegły nie stanowią już prze- szkody. Wobec niemożliwości przezwyciężenia kryzysu ekonomicznego i społecznego w ramach systemu biurokratycznego rewolucja jest nieunikniona.
 
IX MIĘDZYNARODOWE PROBLEMY REWOLUCJI
[...]
2. Argument czołgów radzieckich. Mówi się, że ewentualna rewolucja w Polsce spowodowałaby niechybnie interwencję zbrojną ZSRR, której wynik z wojskowego punktu widzenia nie budzi
wątpliwości. Autorzy tego rozumowania zakładają, że wszystko odbywa się w "jednym z osobna wziętym kraju", gdzie w drodze wyjątku istnieją konflikty klasowe, podczas gdy w państwach ościennych nie ma klas, a są tylko armie regularne z określoną ilością czołgów i samolotów. Rewolucja nie przekracza więc gra- nic narodowych i nie wywołuje poza ich obrębem żadnych skutków.
 
Ten bardzo swoisty "realizm polityczny" jest całkowicie sprzeczny z doświadczeniem historycznym. Kryzysy rewolucyjne miały zawsze charakter międzynarodowy. Rok 1956 nie był pod tym względem wyjątkiem. Jak jednak widzieliśmy, biurokracja dysponowała wówczas rezerwami ekonomicznymi i społecznymi, które umożliwiały rozwiązanie kryzysu, manewr reformatorski. Pozwoliło to zahamować rozwój rewolucji w Polsce, zapobiec powstaniu sytuacji rewolucyjnej w Czechosłowacji, NRD i w ZSRR, a tym samym izolować i rozbić rewolucję węgierską. Obecna faza kryzysu charakteryzuje się brakiem rezerw niezbędnych dla manewru. Dotyczy to nie tylko Polski, lecz również Czechosłowacji, NRD, Węgier a także samego Związku Radzieckiego. Trudno przewidzieć w którym z tych krajów rewolucja się rozpocznie; pewne jest jednak, że nie skończy się na nim. Kryzys społeczny w żadnym z tych krajów nie może być rozładowany, nawet tymczasowo, przez reformy i ustępstwa. W ramach systemu nie ma już z czego ustępować, ani co reformować. W tych warunkach ruch rewolucyjny rozszerzyć się musi w skali obozu, a możliwości interwencji zbrojnej biurokracji radzieckiej (o ile będzie ona jeszcze przy władzy) nie da się zmierzyć ilością po- siadanych czołgów i samolotów, lecz napięciem konfliktów klasowych wewnątrz ZSRR.
 
Rewolucja antybiurokratyczna niewątpliwie podważa stabilizację polityczną neokapitalizmu. Nie stanowi jednak dla niego zagrożenia równie bezpośredniego jak dla biurokracji. W każdym razie jest rzeczą nieprawdopodobną, aby imperializm zachodni, który chętnie zająłby miejsce obalonej biurokracji, zdecydował się dla tego celu na interwencję zbrojną. Klasa robotnicza w rozwiniętych krajach zachodnich wywalczyła sobie i społeczeństwu stosunkowo szeroki margines swobód demokratycznych. W tych warunkach wojna wymaga odpowiedniego przygotowania opinii. Zbrojna krucjata przeciw krajom antybiurokratycznej rewolucji jest z tego punktu widzenia niemożliwa: wywołałaby ona sprzeciw opinii, opór mas, czynną walkę antywojenną klasy robotniczej, która jest tam potężną i zorganizowaną siłą polityczną. Neokapitalizm jest ponadto zagrożony przez rewolucję kolonialną. Wreszcie, wojna interwencyjna przeciw rewolucji antybiurokratycznej grozi przerośnięciem w światowy konflikt nuklearny, co jest równoznaczne z samobójstwem.
[...]
Dlatego biurokracja radziecka kieruje się zasadą: tak daleko sięgnie "socjalizm", jak daleko zajdzie jej armia. W imię tej za- sady najpierw próbowała podporządkować kierownictwu swej policji i swych urzędników a następnie zdradziła rewolucję w Hiszpanii; zabroniła komunistom francuskim i włoskim prowadzenia rewolucyjnej walki o władzę w rewolucyjnej sytuacji 1945-46 r.; zdradziła rewolucję w Grecji; starała się wywrzeć nacisk na komunistów chińskich, aby zaniechali rewolucyjnej walki z armią Czang-Kai szeka.
 
Wyrwanie dużej grupy krajów spod dominacji kapitalistycznej było i jest czynnikiem sprzyjającym rewolucyjnej walce z imperializmem. Ale biurokratyzacja tych państw jest czynnikiem hamującym rozwój rewolucji kolonialnej i walkę klasy robotni- czej wysoko rozwiniętych krajów kapitalistycznych. Poprzez swą politykę zagraniczną, opartą o podział stref wpływów z imperializmem i dążenie do utrzymania istniejącego stanu rzeczy; poprzez swą ideologię, sankcjonującą tę politykę, wreszcie poprzez swój wpływ na oficjalne partie komunistyczne, międzynarodowa biurokracja przeciwstawia się rewolucji antykapitalistycznej. Rewolucja kolonialna wymyka się jednak spod jej kontroli; jest z powodzeniem organizowana i kierowana przez ugrupowania stojące poza oficjalnymi partiami komunistycznymi. Przykładem Kuba, przykładem Algieria.
 
Kontrola światowej biurokracji nad światowym ruchem komunistycznym również przeżywa pogłębiający się kryzys. Początki jego nie przypadkowo zbiegły się z początkami kryzysu wewnątrz naszego obozu i pierwszymi rewolucjami antybiurokratycznymi w Polsce i na Węgrzech. Walka z dyktaturą biurokracji sprzyja wyzwoleniu światowego ruchu robotniczego i rewolucyjnego spod jej kontroli. Zwycięska rewolucja antybiurokratyczna położy tej kontroli kres; jest ona naturalnym sojusznikiem ruchu rewolucyjnego na świecie.
 
X. Program

Dotychczas rozpatrywaliśmy rewolucje jako grabarza starego społeczeństwa. Jest ona zarazem twórcą nowego. Czy klasa robotnicza, która z natury rzeczy jest główną i przewodnią siłą rewolucji, zdolna jest do wysunięcia realnego programu?
 
Realny program tej klasy społecznej, której klasowy interes najbardziej odpowiada wymogom rozwoju gospodarczego, a co za tym idzie, na gruncie panowania tej klasy otwierają się perspektywy rozwoju i zaspokojenia potrzeb pozostałych klas i warstw, czyli realizacja interesu ogólnospołecznego.
 
Interes klasowy robotników wymaga zniesienia biurokratycznej własności środków produkcji i wyzysku. Nie znaczy to, że robotnik otrzymywać ma w formie płacy roboczej równowartość wytworzonego produktu. Z poziomu rozwoju sił wytwórczych w nowoczesnym społeczeństwie wynika konieczność takiego społecznego podziału pracy, w którym istnieją sektory nieprodukcyjne, utrzymywane z produktu materialnego wytworzonego przez robotnika. Zatem również w warunkach demokracji robotniczej konieczne będzie wydzielenie z tego produktu części przeznaczonej na akumulację, na utrzymywanie i rozwój służby zdrowia, oświaty, nauki, kultury, świadczeń socjalnych, oraz tych wydatków na administrację i aparat władzy politycznej, które klasa robotnicza uzna za niezbędne z punktu widzenia własnych interesów. Istota wyzysku tkwi nie w tym, że płaca robocza reprezentuje tylko część wartości nowowytworzonego produktu, lecz w tym, że produkt dodatkowy jest robotnikowi odbierany przemocą i wykorzystywany na cele, które są mu obce i wrogie; w tym, że sam cel produkcji i procesu akumulacji obcy jest interesom robotnika, zaś sektory nieprodukcyjne służą utrzymaniu i umocnieniu panowania biurokracji (lub burżuazji) nad produkcją i społeczeństwem, a więc w pierwszym rzędzie nad pracą i życiem społecznym klasy robotniczej.
 
Zniesienie wyzysku oznacza zatem stworzenie takiego systemu, w którym zorganizowana klasa robotnicza będzie panować nad swoją pracą i jej produktem; będzie wyznaczać cele produkcji społecznej, decydować o podziale i wykorzystaniu dochodu narodowego, a zatem określać rozmiar i kierunki inwestycji, rozmiary i przeznaczenie wydatków na świadczenia socjalne, służbę zdrowia, oświatę, naukę, kulturę, rozmiary wydatków na aparat władzy, oraz bieżące zadania tego aparatu. A więc sprawować będzie władzę ekonomiczną, społeczną i polityczną w państwie.
 
Z obecnego poziomu rozwoju sił wytwórczych wynika jednak nieuchronność takiego społecznego podziału pracy, w którym funkcja zarządzania oddzielona jest od funkcji wytwarzania. Musi być robotnik i musi być dyrektor. W procesie produkcji klasa robotnicza nie jest zorganizowana do rządzenia, lecz do wykonywania. Aby rządzić, musi ona specjalnie do tego celu zorganizować siebie samą i swoje państwo.
 
Jak musi być zorganizowana klasa robotnicza i jej państwo, aby mogła ona panować nad pracą i jej produktem?
 
I. Jeśli nie ma demokracji robotniczej w fabryce, nie może jej być na dłuższą metę również w państwie. Bowiem tylko w fabryce robotnik jest robotnikiem i spełnia swą zasadniczą funkcję społeczną. Gdyby w miejscu pracy pozostał on niewolnikiem, to wszelka wolność poza miejscem pracy stałaby się rychło wolnością od święta, czyli wolnością fikcyjną.
 
Klasa robotnicza nie może więc panować nad swoją pracą i jej produktem nie mając kontroli nad warunkami i celami swej pracy w fabryce. W tym celu musi ona zorganizować się w zakładach w Rady Robotnicze dla zarządzania przedsiębiorstwem. Dyrektora musi uczynić funkcjonariuszem podporządkowanym Radzie, kontrolowanym, angażowanym i zwalnianym przez Radę.
 
Ale wszystkie kluczowe decyzje, składające się na zarządza- nie przedsiębiorstwem, są dziś podejmowane przez centralę. W takich warunkach Rada Robotnicza pozbawiona będzie praktycznie władzy. Dyrektor związany jest z natury rzeczy z organami, które podejmują wiążące decyzje, a więc z centralnym aparatem zarządzania gospodarczego. Rada Robotnicza w tej sytuacji mu- siałaby nieuchronnie przekształcić się w dodatek do dyrekcji, na podobieństwo dzisiejszych KSR.
 
Aby móc zarządzać przedsiębiorstwami przez swoje Rady Robotnicze, klasa robotnicza musi więc usamodzielnić przedsiębiorstwo, Tym samym stworzy ona wstępny warunek demokracji robotniczej, a zarazem dostosuje stosunki zarządzania do nowego klasowego celu produkcji (jak już wykazywaliśmy w rozdz. III centralistyczny system zarządzania jest narzędziem organizacyjnym produkcji dla produkcji, podczas gdy produkcja dla spożycia narzuca tzw. system zdecentralizowany). W ten sposób, czyniąc pierwszy krok do urzeczywistnienia swego programu klasa robotnicza realizuje niejako "po drodze" to, co najdalej idące i postępowe w programie technokracji: samodzielność przedsiębiorstwa. Klasa robotnicza i technokracja wkładają jednak w to pojęcie z gruntu odmienną treść społeczną. Dla technokracji samodzielność przedsiębiorstwa oznacza pełną władzę dyrekcji w fabryce. Dla klasy robotniczej oznacza ona samorządność załogi. Dlatego właśnie klasa robotnicza nie może ograniczyć się do zarządzania zakładami przez Rady. Wówczas bowiem zrealizowałaby tylko program technokracji, a tym samym nałożyła na siebie nowe jarzmo.
 
Podstawowe decyzje dotyczące podziału i wykorzystania do- chodu narodowego mają z natury rzeczy charakter ogólnospołeczny, tj. podejmowane są w skali całej gospodarki narodowej - a więc mogą zapadać tylko centralnie. Gdyby te centralne decyzje pozostały poza zasięgiem wpływów klasy robotniczej, nie mogłaby ona panować nad wytworzonym przez siebie produktem, a tym samym nad swoją pracą. Samorząd robotniczy ograniczony do szczebla zakładu stałby się nieuchronnie fikcją, osłaniającą władzę dyrekcji w fabryce i panowanie nowej biurokracji, związanej politycznie z technokracją w państwie. Wyzysk zostałby w takich warunkach utrzymany, a cały stary bałagan powróciłby w nowej formie.
 
II. Dlatego konieczne jest, aby klasa robotnicza poza Radami w zakładach pracy zorganizowała się w przedstawicielstwa załóg fabrycznych w kraju, tj. w system Rad Delegatów Robotniczych na czele z Centralną Radą Delegatów. Poprzez system Rad klasa robotnicza decydować będzie o narodowym planie gospodarczym, czyli wyznaczać cele produkcji społecznej, podejmować decyzje o podziale i wykorzystaniu swego produktu, korygować te decyzje i na bieżąco kontrolować ich wykonanie. W ten sposób Rady wszystkich szczebli będą organami władzy ekonomicznej i politycznej, ustawodawczej i wykonawczej. Będą organami naprawdę wybieralnymi, gdyż wyborcy zorganizowani na naturalnej zasadzie produkcyjnej będą mogli w każdej chwili, niezależnie od terminów kadencji, odwoływać swych przedstawicieli i zastąpić ich nowymi delegatami. W ten sposób przedstawicielstwa załóg robotniczych staną się kośćcem proletariackiej władzy państwowej.
 
III. Gdyby jednak przedstawiciele robotników w Centralnej Radzie Delegatów mieli do dyspozycji tylko jeden projekt po- działu dochodu narodowego, przedstawiony przez Rząd lub kierownictwo jedynej partii politycznej, ich cała rola ograniczałaby się do mechanicznego przegłosowania. Jak wykazywaliśmy w rozdziale I monopolistyczna partia rządząca nie może mieć robot- niczego charakteru; staje się ona nieuchronnie partią dyktatury nad klasą robotniczą, organizacją biurokracji, służącą do dezorganizowania i utrzymywania w posłuszeństwie robotników i całego społeczeństwa.
 
Aby system Rad mógł stać się wyrazicielem zorganizowanej woli, zorganizowanej opinii i zorganizowanej działalności mas robotniczych, klasa robotnicza musi zorganizować się na zasadach wielopartyjności. Co oznacza wielopartyjność robotnicza w praktyce? Prawo każdej grupy politycznej, posiadającej oparcie w środowisku robotniczym, do wydania własnego pisma, głoszenia swego programu przez środki masowej informacji, organizowania kadry działaczy i agitatorów, tworzenia partii. Wielopartyjność robotnicza wymaga wolności słowa, druku, zgromadzeń, likwidacji cenzury prewencyjnej pełnej swobody badań naukowych, twórczości literackiej i artystycznej. Bez wolności opracowywania, publikowania wyrażania w formie naukowej, publicystycznej i artystycznej różnych nurtów ideowych, a więc bez pełnej swobody dla inteligencji twórczej nie ma demokracji robotniczej.
 
W warunkach wielopartyjności robotniczej różne partie zgłoszą w Centralnej Radzie Delegatów własne warianty podziału dochodu narodowego, a więc stworzone zostaną warunki dla rozeznania alternatyw i prawdziwego wyboru zarówno dla samego centralnego przedstawicielstwa klasy robotniczej, jak też dla załóg robotniczych, wybierających i odwołujących swych delegatów.
 
Mówimy o wielopartyjności robotniczej nie dlatego, byśmy uważali za celowe i możliwe ograniczenie dostępu do partii samych robotników. Robotniczy charakter wielopartyjności wynika z charakteru władzy państwowej, zorganizowanej jako system Rad.- W tych warunkach partie, dążące do wpływu na władzę polityczną, mogą go uzyskać jedynie poprzez zdobycie wpływów w załogach robotniczych.

Tym samym opowiadamy się przeciw systemowi parlamentarnemu. Doświadczenie obydwu dwudziestoleci wykazuje bowiem, że nie stanowi on zabezpieczenia przed dyktaturą, a jednocześnie nawet w najdoskonalszej postaci nie jest on formą ludowładztwa. W systemie parlamentarnym partie rywalizują o głosy wyborców: z chwilą, gdy kartki wyborcze zostaną wrzucone do urny, pro- gramy wyborcze mogą być wrzucone do kosza. Posłowie w parlamencie czują się związani tylko z kierownictwem partii, która wysunęła ich kandydaturę. Wyborcy są zorganizowani w okręgi na zasadzie czysto formalnej; są więc zatomizowani, a prawo odwoływania posłów jest fikcją. Udział obywatela w życiu politycznym sprowadza się do tego, że czyta on wypowiedzi przywódców w prasie, słucha ich przez radio i ogląda przez telewizję, a raz na cztery lub pięć lat udaje się do urny, by zadecydować. przedstawiciele której partii mają nim zarządzać. Reszta dzieje się z jego mandatu, lecz bez jego udziału. W dodatku parlament jest władzą wyłącznie ustawodawczą. Tzw. aparat władzy wykonawczej staje się w tych warunkach jedyną władzą rzeczywistą, kontrolowaną przez tych, którzy dysponują siłą materialną, tj. produktem dodatkowym. Tak więc system parlamentarny - to system w którym klasa robotnicza i całe społeczeństwo na mocy własnego głosowania pozbawione jest wpływu na władzę.
 
Formalnemu głosowaniu raz na cztery lub pięć lat przeciwstawiamy stały udział klasy robotniczej, zorganizowanej w system Rad, partie polityczne i Związki Zawodowe, w podejmowaniu, korygowaniu i kontroli wykonania decyzji gospodarczych i politycznych wszystkich szczebli. W społeczeństwie kapitalistycznym nad parlamentem stoi burżuazja, dysponująca wartością dodatkową; w systemie biurokratycznym nad fikcją parlamentu panuje niepodzielnie centralna polityczna biurokracja. W systemie demokracji robotniczej, jeśli reprezentacja ogółu obywateli będzie miała formę parlamentu, będzie nad nim stała zorganizowana w Rady klasa robotnicza, dysponująca materialną podstawą bytu społeczeństwa - produktem swej pracy.
 
IV. Klasa robotnicza nie może decydować o podziale wytworzonego przez siebie produktu bezpośrednio, a tylko poprzez swą reprezentację polityczną na szczeblu centralnym. W dodatku nie jest ona klasą całkowicie jednolitą w swych interesach. Dlatego nieuniknione są sprzeczności pomiędzy decyzjami przedstawicielstw robotniczych a interesami i dążeniami poszczególnych załóg, czy poszczególnych oddziałów klasy robotniczej. Sam fakt oddzielenia funkcji zarządzania od funkcji wytwarzania zawiera w sobie możliwość wyobcowania się władzy wybieralnej, zarówno na szczeblu przedsiębiorstwa, jak i na szczeblu państwa. Gdyby robotnicy pozbawieni byli możliwości samoobrony przed decyzja- mi systemu przedstawicielskiego poza głosowaniem, tj. tymże systemem, wówczas obróciłby się on przeciwko tym, których ma reprezentować. Gdyby klasa robotnicza pozbawiona była możliwości obrony przed własnym Państwem, demokracja robotnicza stałaby się fikcją. Obronę tę powinny zapewnić zupełnie niezależne od państwa Zwiqzki Zawodowe z prawem do organizowania strajków ekonomicznych i politycznych. Poszczególne partie polityczne, rywalizując o wpływy w Związkach Zawodowych, będą walczyły o utrzymanie ich robotniczego charakteru.
 
V. Aby instytucje demokracji robotniczej nie przekształciły się w fasadę, poza którą mógłby powrócić cały stary bałagan, formy demokratyczne muszą być wypełnione żywą treścią aktywności mas robotniczych. Dla administratorów, fachowców, polityków, sprawy publiczne są zawodem, mają więc oni niezbędny czas i wiedzę, by się tymi sprawami zajmować. Robotnik jest w procesie produkcji wykonawcą, z zawodu stoi przy maszynie. Aby mógł on aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym, trzeba mu na to dać niezbędne minimum czasu i wiedzy. W tym celu należy w ramach ustawowego, płatnego czasu pracy wydzielić pewną ilość godzin tygodniowo na powszechną naukę robotników. W ramach tych godzin robotnicy zgrupowani w zespołach produkcyjnych, będą dyskutowali nad zgłoszonymi przez poszczególne partie wariantami planu gospodarczego kraju, zakładu, rejonu. Są to sprawy zbyt trudne i nie nadające się do popularnego przedstawienia tylko wówczas gdy usiłuje się ukryć klasowy sens dokonywanego podziału dochodu narodowego przedstawiciele poszczególnych partii politycznych, biorąc udział w godzinach nauki robotniczej, będą zbliżać klasę robotniczą do swoich programów, a jednocześnie zbliżać swoje programy do klasy robotniczej.
 
VI. W systemie demokracji robotniczej nie może być utrzymana w żadnej postaci policja polityczna, ani armia regularna. Antydemokratyczny charakter policji politycznej jest dla każdego oczywisty. Natomiast wokół armii regularnej klasy panujące zawsze szerzą wiele mitów, które częściowo przyjmują się w społeczeństwie.
 
Na czym polega istota armii regularnej? Jest to organizacja, w ramach której setki tysięcy młodych ludzi wyrywa się z ich środowisk, izoluje w koszarach i przy pomocy brutalnych metod wybija z głowy samodzielność myślenia, ucząc mechanicznego wykonywania wszelkich rozkazów zhierarchizowanego, zawodowego dowództwa. Jest to zatem taka organizacja podstawowej siły zbrojnej państwa, która odrywa tę siłę od społeczeństwa tak, aby można ją było w każdej chwili społeczeństwu przeciwstawić. Dlatego nie wystarczy zmiana dowódców: armia regularna, podobnie jak policja polityczna, z istoty swej jest narzędziem antyludowej dyktatury. Jak długo jest ona zachowana, klika generałów może zawsze okazać się silniejsza od wszelkich partii i Rad.
 
Mówi się, że armia regularna jest niezbędna dla obrony kraju. Jest tak istotnie w warunkach antyludowej dyktatury, gdy trudno zmusić wielką masę ludzi do walki w obronie państwa, które nie do nich (należy), inaczej niż strachem i terrorem, na którym oparta jest organizacja armii regularnej; w każdym razie uzbrojenie mas poza ramami tej organizacji stwarza śmiertelną groźbę dla systemu, a co za tym idzie armia regularna jest dla niego jedyną możliwością organizacji siły zbrojnej.
 
Natomiast doświadczenie wojen rewolucyjnych w Wietnamie, Algierii, na Kubie wykazuje, że uzbrojeni robotnicy i chłopi, o ile wiedzą o co walczą i utożsamiają swe interesy z interesami rewolucji, nie są gorsi od armii regularnej. Dotyczy to zwłaszcza małego kraju, zagrożonego kontrewolucyjną interwencją obcego mocarstwa: w wojnie armii regularnych nie ma on żadnych szans, a skutecznie bronić się może tylko metodami wojny ludowej. Wojsko regularne potrzebne jest agresorom, prowadzącym wojny kolonialne i interwencyjne; potrzebne jest dyktaturom antyludowym do utrzymania w posłuszeństwie mas. Ta ostatnia funkcja występuje w czystej postaci w krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie wojsko odgrywa wyłącznie wewnętrzną, policyjną rolę. Występuje ona zresztą wszędzie, gdzie istnieje wojsko regularne - również w Polsce, jak dowodzą choćby wypadki poznańskie.
 
Nawet niezależnie od tego, czy dochodzi do starć między robotnikami a wojskiem, armia regularna pozostaje zawsze narzędziem przemocy nad klasą robotniczą i społeczeństwem, podobnie jak pałka pozostaje zawsze narzędziem do bicia, niezależnie od tego, czy jej właściciel musi z niej akurat zrobić pożytek czy nie. W systemie demokracji robotniczej armia regularna nie zapewnia obrony przed kontrrewolucją, przeciwnie - sama może stać się źródłem i narzędziem kontrrewolucyjnego przewrotu. Musi więc być zlikwidowana.
 
Aby uniemożliwić obalenie swej demokracji, klasa robotnicza musi być uzbrojona. Dotyczy to szczególnie robotników wielkoprzemysłowych, którzy powszechnie powinni być zorganizowani w podporządkowanej systemowi Rad milicji robotniczej. Kadra fachowców wojskowych spełniać powinna funkcję instruktorów, szkolących milicję robotniczą, zatrudnianych i podlegających Radom. W ten sposób podstawowa siła militarno-represyjna w państwie związana zostanie bezpośrednio z klasą robotniczą, która będzie zawsze gotowa do zbrojnej obrony swego państwa i swojej rewolucji.
 
Ze względów technicznych konieczne jest zachowanie stałych jednostek wojskowych w specjalnych rodzajach broni (wojska rakietowe, lotnictwo, flota itp.). Żołnierze tych oddziałów powinni być rekrutowani spośród robotników wielkich zakładów przemysłowych i przez czas służby wojskowej powinni zachowywać związek ze swą załogą, oraz wszelkie prawa robotników.
 
VII. Produkcja rolna odgrywa zbyt istotną rolę w gospodarce, a chłopstwo w społeczeństwie, by program robotniczy mógł pominąć sprawy wsi. Przyszłością rolnictwa są niewątpliwie wielkie, wyspecjalizowane i uprzemysłowione przedsiębiorstwa uspołecznione. Techniczną podstawą takiej organizacji produkcji wiejskiej może stworzyć tylko uprzemysłowienie rolnictwa. Wymaga to ogromnych inwestycji, których realizacja zajmie przynajmniej 20-25 lat. W obecnych warunkach techniczno-ekonomicznych wszelkie próby powszechnej kolektywizacji oznaczają wywłaszczenie chłopstwa, a więc mogą być dokonane tylko wbrew nie- mu, metodami policyjnej dyktatury nad ludnością wiejską. Konsekwencją byłby spadek produkcji rolnej i obrócenie systemu policyjnej dyktatury przeciw samej klasie robotniczej. Taka kolektywizacja jest do pogodzenia jedynie z systemem biurokratycznym. Dla demokracji robotniczej oznaczałaby ona śmierć, a więc jest nie do przyjęcia.
 
Wolna, niczym nie ograniczona gra sił rynkowych w warunkach indywidualnej własności ziemi i przy obecnej strukturze rolnej prowadzi do kapitalizacji typu farmerskiego. [...]
 
Klasa robotnicza musi przeprowadzić wszystkie te zmiany w dziedzinie stosunków politycznych, społecznych i ekonomicznych po to, aby zrealizować swój klasowy interes, tj. panowanie nad własną pracą i jej produktem. Czy program jej jest realny?
 
Czyniąc pierwszy krok do jego urzeczywistnienia, tj. usamodzielniając przedsiębiorstwo, klasa robotnicza stwarza niezbędne warunki dla przystosowania produkcji do potrzeb, likwidacji marnotrawstwa nadwyżki ekonomicznej, wykorzystania intensywnych czynników wzrostu gospodarczego. To samo uczyni technokracja. Celem produkcji dla klasy robotniczej jest jednak spożycie na najszerszej bazie społecznej, a nie luksusowa konsumpcja warstw uprzywilejowanych. Dlatego panowanie klasy robotniczej nad produkcją zapewnia najbardziej radykalne przezwyciężenie głównej sprzeczności ekonomicznej, hamującej dziś rozwój gospodarki i społeczeństwa: sprzeczności między rozbudowanym potencjałem wytwórczym a niskim poziomem społecznej konsumpcji. A zatem stosunki produkcji oparte na demokracji robotniczej stwarzają najszersze perspektywy rozwoju gospodarki i społeczeństwa.
 
Swym odrębnym, klasowym interesem robotnicy reprezentują jednocześnie interesy ekonomiczne masy niskopłatnych pracowników najemnych, oraz drobnego i średniego chłopstwa, czyli przytłaczającej większości ludności wiejskiej i miejskiej.

Niewola klasy robotniczej jest istotnym źródłem niewoli pozostałych klas i warstw społecznych: wyzwalając siebie samą, klasa robotnicza wyzwala jednocześnie całe społeczeństwo.
 
Aby wyzwolić siebie, musi ona zlikwidować policję polityczną; czyniąc to wyzwala ona całe społeczeństwo od strachu i dyktatury.
 
- musi ona zlikwidować armię regularną, a tym samym, wyzwala żołnierza od koszmarnej poniewierki,
 
- musi ona wprowadzić system wielopartyjny, a tym samym dać wolność polityczną całemu społeczeństwu,
 
- musi ona zlikwidować cenzurę prewencyjną, wprowadzić pełną wolność prasy, twórczości naukowej i kulturalnej, tworze- nie i rozpowszechniania różnych kierunków myśli społecznej. Tym samym wyzwala ona pisarza, artystę, naukowca, dziennikarza, stwarza w najszerszej skali warunki dla swobodnego spełniania przez inteligencję jej właściwej funkcji społecznej,
 
- musi ona poddać aparat administracyjny stałej kontroli i stałemu zwierzchnictwu swych demokratycznych organizacji, a więc zmienić także stosunki istniejące dziś wewnątrz aparatu: tym samym czyni ona zwykłego urzędnika człowiekiem wolnym od poniżającej feudalnej zależności od biurokratycznej hierarchii,
 
- musi ona zapewnić chłopstwu kontrolę nad jego produktem, samorządność ekonomiczną, społeczną i polityczną: tym samym zmienia chłopa z wiecznego, bezsilnego przedmiotu wszelkiej władzy w aktywnego obywatela, zorganizowanego i posiadającego udział w decyzjach kształtujących warunki jego życia i pracy.
 
W procesie produkcji robotnik zajmuje miejsce najbardziej upośledzone. Dlatego klasa robotnicza bardziej, niż jakakolwiek inna część społeczeństwa potrzebuje demokracji: każda rezygnacja z demokracji obraca się w pierwszym rzędzie przeciw robotnikom. Dlatego demokracja robotnicza jest zarazem społecznie najszersza i stwarza najpełniejsze warunki dla swobodnego rozwoju całego społeczeństwa.
 
Odrębny, klasowy interes robotników odpowiada więc najbardziej wymogom rozwoju gospodarczego, a w konsekwencji najpełniej reprezentuje interes ogólnospołeczny. Program klasy robotniczej jest zatem realny.
Czy zostanie on zrealizowany? To już zależy od tego, jak będzie przygotowana klasa robotnicza pod względem ideowym i organizacyjnym w momencie kryzysu rewolucyjnego. A więc także od tego, co już dziś będą robić ludzie, którzy program demokracji robotniczej uznają za własny.

XI. Kontrargumenty

W ostatnim rozdziale naszego dokumentu (Co robić?) wymieniliśmy między innymi tendencje społeczno-polityczne dnia dzisiejszego i jutrzejszego, z którymi klasa robotnicza prowadzić musi polemikę i walkę polityczną: technokracja, czyli "socjalizm dyrektorski", partia farmerska, czyli "socjalizm dobrych gospodarzy", drobnomieszczaństwo, czyli "chrześcijańska demokracja".
 
W związku z tą deklaracją, programem, oraz samym rozdziałem "Co robić?" wysunięto pod naszym adresem kilka istotnych zarzutów, na kt6re spróbujmy odpowiedzieć. Pierwszy z nich dotyczy stosunku do technokracji.
 
"Socjalizm dyrektorski" nie zmienia sytuacji robotnika w procesie produkcji, utrzymuje wyzysk, a więc jest nową formą dykta- tury nad klasą robotniczą, większością chłopstwa, inteligencją. Opowiadamy się przeciw niemu nie z kalkulacji, lecz dlatego, że świadomie wybraliśmy' inną stronę barykady. Zarzucano nam jednak, że zmierzamy do rewolucji proletariackiej, podczas gdy program technokratyczny jest r6wnież rozwiązaniem kryzysu, przy tym może on być zrealizowany przez połączenie presji oddolnej z reformami odg6rnymi, a więc bez rewolucji i związanych z nią niebezpieczeństw .
 
Zauważmy przede wszystkim, że zwolennicy tego poglądu r6wnież wybrali swoją stronę barykady, w skutek czego dyskutujemy z pozycji przeciwstawnych. Sądzimy poza tym, że są oni utopistami mimo, że posługują się tzw. argumentacją realistyczną. System technokratyczny w Jugosławii nie zastąpił ukształtowanego systemu biurokratycznego, lecz wyłonił się w specyficznych warunkach międzynarodowych i wynikających stąd specyficznych zadaniach gospodarczych wprost z porewolucyjnej płynności stosunków społecznych i politycznych. Wydawałoby się, że w naszym kraju w latach 1956-57 istniały wszelkie warunki i powody do przeprowadzenia technokratycznej reformy: przyniosłaby ona trwałe rozwiązanie kryzysu i trwałą stabilizację. Biurokracja jednak do tego nie dopuściła. [...]
 
System biurokratyczny budzi uzasadniony sprzeciw i nienawiść mas: jednocześnie utożsamia się on z socjalizmem, tłumi bezwzględnie wszelką lewicową opozycję, a tym samym stwarza ideologii prawicowej warunki do rozprzestrzenia się w masach: ludzie szukają ideowych symboli, które by wyraziły ich sprzeciw wobec systemu wyzysku i dyktatury, a w braku opozycji lewicowej wyrażającej ich istotne interesy, znajdują stare symbole tradycyjnej prawicy. W ten sposób dyktatura biurokratyczna sprzyja tradycyjnej prawicy politycznej, z niektórymi jej odłamami zawiera zresztą pakty oparte na kolaboranckich zasadach ( PAX), z innymi (hierarchia kościelna) - porozumienia oparte na kompromisie.
 
Jedyną skuteczną drogą zwalczania tradycyjnej prawicy nie jest zatem obrona dyktatury biurokratycznej, lecz jej konsekwentne zwalczanie i demaskowanie z lewicowych pozycji. Program klasy robotniczej nie posługuje się mglistymi symbolami, lecz realiami społecznymi: w swej krytyce i radykalizmie swych postulatów program ten dystansuje wszelkie frazesy nacjonalistyczne i klerykalne, zwraca się przeciw samej istocie dyktatury biurokratycznej i odpowiada interesom mas. Ma więc wszelkie szanse zwycięstwa w walce o poparcie mas. Walka z prawicą rządzącą i z prawicą w stanie spoczynku jest nierozdzielna. Tym, którzy sądzą, iż demokracja robotnicza otwiera siłom prawicowym dostęp do władzy, skoro pozwala na wielopartyjność i pozbawia się takiego narzędzia jak policja polityczna, odpowiadamy: nie mówiliśmy o państwie ponadklasowym, lecz o klasowej demokracji robotniczej. Przedstawicielstwa załóg robotniczych są w niej podstawą władzy ekonomicznej i politycznej, a więc klasa robotnicza jest instancją rozstrzygającą w walce pomiędzy partiami politycznymi. Istnieje też organizacja skupiająca środki przemocy - milicja robotnicza; w odróżnieniu od systemu obecnego, siła militarno-represyjna państwa nie jest w warunkach demokracji robotniczej przeciwstawiona klasie robotniczej, lecz bezpośrednio z nią związana. Sądzimy, że wszystko to daje klasie robotniczej decydujący głos w państwie. A więc zabezpiecza przed prawicą: z tezą, że klasa robotnicza jest u nas siłą reakcyjną nie zamierzamy dyskutować, gdyż nie wyraża ona nic prócz antyrobotniczej świadomości klasowej.
 
Klasowo robotniczy charakter naszego programu wywołał zresztą również zarzuty w środowisku uniwersyteckim: że postulujemy władzę klasy robotniczej z wyłączeniem reszty społeczeństwa, że jest to program antyinteligencki, że jest on "nie- nowoczesny".
 
Jesteśmy przekonani, że autorzy tych zarzutów nie mogą mieć na myśli "państwa ogólnonarodowego", które nie istnieje i prawdopodobnie nie będzie istniało nigdzie poza programem KPZR.
 
Być może więc zarzut sprowadza się do tego, że w ramach robotniczego państwa nie uwzględniliśmy form reprezentacji politycznej całego społeczeństwa. Trudno jednak przewidzieć z góry szczegóły przyszłego ustroju polityczno-prawnego. Nie pisaliśmy konstytucji przyszłego państwa, lecz program polityczny. Siłą rzeczy mogliśmy w nim zawrzeć tylko to, co decyduje o istocie demokracji robotnicze;. Staraliśmy się tylko odpowiedzieć na pytanie, jak klasa robotnicza musi zorganizować siebie i władzę państwową, aby zrealizować swój podstawowy interes: panowanie nad własną pracą i jej produktem, czyli zniesienie wyzysku.
 
Ze względu na decydującą rolę sektora przemysłowego w gospodarce, panowanie nad produkcją przemysłową, czyli nad pracą klasy robotniczej, jest w nowoczesnym społeczeństwie równo- znaczne z panowaniem klasowym i władzą polityczną. Dopóki w społeczeństwie istnieją wielkie grupy ludzi, różniące się między sobą miejscem w procesie produkcji, pozycją materialną i społeczną, oraz interesami, dopóty parlament lub inna forma reprezentacji ogólnonarodowej sankcjonować będzie władzę tej klasy, która faktycznie sprawuje kontrolę nad czynnością pracy i podziałem produktu w decydujących sektorach gospodarki. Dlatego likwidacja wyzysku robotników oznaczać musi objęcie przez klasę robotniczą władzy państwowej. Wszelkie pretensje do demokracji robotniczej o to, że jest ona klasowa, są zatem pozbawione sensu. Można jej zarzucić tylko to, że jest robotnicza: jest to jednak oczywiście zarzut wysunięty z pozycji innej klasy, pretendującej do panowania.
 
Jeśli nieznane nam bliżej "społeczeństwo nowoczesne", które nasi polemiści przeciwstawiają demokracji robotniczej, nie jest dyktaturą biurokracji, ani neokapitalizmem, to zapewne mają oni na myśli system technokratyczny. Nie wiemy jednak, na czym opiera się przekonanie, że w systemie tym rola inteligencji będzie większa, niż w warunkach demokracji robotniczej. Dopóki utrzymuje się wyzysk, konieczne są policyjne, administracyjne i propagandowe środki jego zabezpieczenia: oznacza to nie tylko istnienie np. policji politycznej, ale również apologetyczną funkcję nauki i kultury. Każdy system oparty na niewoli robotnika, w ten lub inny sposób pozbawia wolności inteligencję. Tylko wyzwolenie klasy robotniczej zmienia ten stan rzeczy. Z istoty swej demokracja robotnicza zapewnić musi inteligencji wolność znacz- nie szerszą od tej, która możliwa jest w najbardziej parlamentarnej republice burżuazyjnej i w najbardziej "nowoczesnym" królestwie managerów.
 
Rozwój ekonomiczny i społeczny prowadzi w dalszej perspektywie do zniesienia różnic między pracą produkcyjną a nie- produkcyjną, umysłową a fizyczną, przemysłową a rolniczą. Jest to zbieżne z perspektywicznymi celami klasy robotniczej. Ale droga do społeczeństwa komunistycznego, które zlikwiduje samą sytuację najemnego robotnika, oraz związane z nią nieuchronnie upośledzenie producenta, prowadzi poprzez klasową demokrację robotniczą. Nie pisaliśmy wizji społeczeństwa komunistycznego w XXI wieku; w tej sprawie niewiele możemy dodać do tego, co napisał Karol Marks. Próbowaliśmy natomiast stworzyć pierwszy szkic programu demokracji robotniczej w drugiej połowie XX wieku.
 
Najwięcej ostrych zarzutów usłyszeliśmy z powodu zawartych w rozdziale "Co robić?" wskazań praktycznych, dotyczących działalności strajkowej, oraz tworzenia kółek robotniczych - zalążków przyszłej partii. Deformując naszą analizę i pomijając prawie zupełnie program, referenci oficjalni cytowali obszernie ostatni rozdział, by wzbudzić oburzenie przeciw zamiarom naruszania prawa karnego. Zwalnia nas to od konieczności szczegółowego referowania tego rozdziału, ograniczymy się więc do uzasadnienia naszej postawy i odparcia zarzutów.
 
Uważamy, że kryzys gospodarki i społeczeństwa prowadzi nieuchronnie do rewolucji. Władza biurokracji nie opiera się dziś na poparciu społecznym, lecz tylko na utrzymywanej przemocą dezorganizacji sił społecznych. Przede wszystkim na atomizacji klasy robotniczej, pozbawionej programu i partii.
 
Rewolucja jest niezbędna dla rozwoju społeczeństwa i jest nieunikniona. Ale jej przebieg i rezultaty zależą przede wszystkim od tego, jak będzie do niej programowo i organizacyjnie przygotowana klasa robotnicza. Od tego przede wszystkim zależą możliwości ograniczenia związanego z rewolucją zamętu, a co za tym idzie, szanse jej pokojowego przebiegu i minimalizacji jej kosztów społecznych. Pozbawiona własnej organizacji i własnego programu klasa robotnicza nie może odegrać w rewolucji roli przewodniej, może tylko wynieść na swych barkach do władzy siły nieproletariackie, czyli swych nowych ciemiężycieli.
 
A zatem przekształcenie się klasy robotniczej w "klasę dla siebie", czyli świadomą swych celów i zorganizowaną siłę polityczną, leży zarówno w interesie tej klasy, jak w interesie rozwoju społecznego. Może się to dokonać jedynie w toku świadome; działalności, której prowadzenie uważamy za polityczny i moralny obowiązek tych wszystkich, którzy chcą walczyć o realizację interesu klasy robotniczej.
 
Uważamy, że osią tej działalności powinno być dążenie do ujęcia interesów klasy robotniczej w formę programu i szerzenie świadomości politycznych celów klasy, a więc dyskusje nad pro- gramem, oraz integracja załóg robotniczych w walce o ich interesy doraźne, a więc akcje strajkowe. W perspektywie prowadzi to do zorganizowania się klasy robotniczej we własne partie i związki zawodowe.
[...] 

Ubekistan: materiały i opracowania: