Jacek Różański [Goldberg Józef]

[...]
Jacek Różański [Goldberg Józef] od 1952 r popadał w coraz większą izolację. Najpierw śmierć brata Jerzego [Goldberg Beniamin], potem wiadomość o rozstrzelaniu w Moskwie jego stryja [Goldberg Lejb - 1948] i brata żony pogłębia jego zły stan. Zaczął chorować. Podejrzewano raka żołądka.
 
Tymczasem efektem poczynań X Departamentu stała się istna psychoza strach, która opanowała cały aparat bezpieczniacki. Mnożenie przykładów tej psychozy niewiele wyjaśnia. Pozostańmy więc przy jednym, ale typowym przypadku. Chodzi o sekretarkę Jakuba Bermana - Annę Duraczową, synową Teodora Duracza, przedwojennego działacza KPP i obrońcę politycznego komunistów, tego, który w czasie okupacji przewodniczył komisji KC PPR badającej okoliczności śmierci Marcelego Nowotki.
[...]  
Wybrany 20 marca 1956 r. I sekretarzem KC PZPR Edward Ochab nie był jednakże politykiem takiego formatu, aby uporać się z nową sytuacją. Brak mu było zarówno koncepcji programowej, jak i poparcia aparatu partyjnego. Partia była zresztą rozbita. Tak zwani "puławianie" i "natolińczycy" zabiegali przede wszystkim o zabezpieczenie własnych interesów, obrzucając się wzajemnie inwektywami, "Puławianie" deklarowali się jako zwolennicy demokratyzacji i reform, oskarżając zarazem "natolińczyków" o stalinowski dogmatyzm, co było o tyle przewrotne, że dawni zdeklarowani stalinowcy byli w obydwu frakcjach. Przyjmuje się często, że różnił obydwie frakcje stosunek do Związku Radzieckiego, u "puławian" krytyczny, u "natolińczyków" wiernopoddańczycy. Wedle innej wersji "puławianie" byli to przede wszystkim (choć nie wyłącznie) komuniści pochodzenia żydowskiego, a "natolińczycy" to polscy nacjonaliści, najczęściej o robotniczo-chłopskim rodowodzie. Po głębszej analizie wypowiedzi i działalności przedstawicieli obu partyjnych skrzydeł odnosi się wrażenie, że zasadnicza różnica między nimi polegała na tym, czyim kosztem chciały się rehabilitować za własną, niechlubną przeszłość. "Puławianie" o wszystkie zbrodnie i wynaturzenia oskarżali Stalina, Berię i ich ludzi, "natolińczycy" natomiast znajdowali wroga bliżej, na polskiej scenie politycznej i uosobieniem rzeczywistych winowajców byli dla nich Berman, Minc, Zambrowski i jeszcze kilku przedstawicieli partyjnego establishmentu pierwszej połowy lat pięćdziesiątych.
 
Wbrew pozorom podziały frakcyjne w partii, mimo dużej hałaśliwości "puławian", którzy niemal całkowicie opanowali prasę, nie miały decydującego wpływu na przebieg wydarzeń w Polsce w 1956 r. Partyjna "góra" walczyła przede wszystkim o własne przetrwanie, poświęcając bez żalu najbardziej skompromitowanych towarzyszy. W kwietniu 1956 r. odwołano z zajmowanych stanowisk Stanisława Radkiewicza (byłego ministra bezpieczeństwa publicznego, a w ostatnich latach PGR-ów), Henryka Świątkowskiego (ministra sprawiedliwości), Włodzimierza Sokorskiego (ministra kultury i sztuki), Stefana Kalinowskiego (prokuratora generalnego) i Stanisława Zarako-Zarakowskiego (naczelnego prokuratora wojskowego). 23 kwietnia w związku ze śledztwem w sprawie naruszania praworządności zostali aresztowani: były wiceminister bezpieczeństwa publicznego Roman Romkowski i były dyrektor X departamentu MBP Anatol Fejgin. 3 maja Biuro Polityczne przyjęło rezygnację Jakuba Bermana. Jednocześnie przyspieszone zostały procesy rehabilitacyjne. 6 marca 1956 r. Biuro Polityczne podjęło decyzję o zwolnieniu z więzienia Mariana Spychalskiego.
[...]
Dwa miesiące po usunięciu od władzy w Związku Radzieckim Ławrientija Berii, jesienią 1953 r., do Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej w Warszawie wpłynęła skarga Haliny Siedlik i Eugenii Piwińskiej, zwolnionych z więzienia w końcu lipca tegoż roku, skierowana przeciwko Jackowi Różańskiemu. Światło mówił później: "Opisały, jak Różański bił je w śledztwie, wyzywał obelżywymi wyrazami, wybijał zęby, pluł i kopał. W raporcie tym oskarżyły go, że jest zboczeńcem i sadystą. W ten sposób powstała w Komisji Kontroli Partyjnej sprawa pułkownika Józefa [w oficjalnych dokumentach z zasady używano imienia Józef] Różańskiego, dyrektora departamentu śledczego w bezpieczeństwie. Do oskarżenia dołączyła się Luna Brystygierowa, koleżanka Różańskiego, dyrektor departamentu V w Ministerstwie Bezpieczeństwa".1/
 
Po zwołanej wczesną wiosną naradzie aktywu MBP, poświęconej łamaniu praworządności w resorcie, już następnego dnia, 5 marca 1954 r. (w pierwszą rocznicę śmierci Stalina), minister bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz podpisał rozkaz personalny nr 222, zwalniający Józefa Różańskiego z zajmowanego stanowiska i organów MBP "w związku z przejściem na inną pracę".2/
 
Różański jeszcze przed ucieczką Światły w grudniu 1953 r. bardzo ciężko zachorował. Podejrzewano nowotwór złośliwy żołądka. Najwyższe czynniki partyjne, zgodnie z ówczesnym obyczajem, podjęły decyzję, że Różański natychmiast ma się poddać operacji. Ku zaskoczeniu wszystkich Różański odmówił ograniczając się do leczenia sanatoryjnego. Rozkaz zwalniający go z pracy w MBP otrzymał natychmiast po powrocie z kuracji. Początkowo Różański podjął pracę w Zespole Programu Zagranicznego Polskiego Radia. Po niespełna dwóch miesiącach Wydział Propagandy i Agitacji KC PZPR zarekomendował go na stanowisko dyrektora Państwowego Instytutu Wydawniczego z następującym uzasadnieniem:
 
„Państwowy Instytut Wydawniczy pozostaje od roku bez dyrektora i redaktora naczelnego. St. W. Balicki, który został przeniesiony do Centralnego Zarządu Teatrów był dyrektorem i redaktorem naczelnym. Wydział uważa, że należy oddzielić funkcje dyrektora PIW od redaktora naczelnego i proponuje tow. Różańskiego na stanowisko dyrektora PIW. Tow. Różański - obecnie dyrektor programowy Zespołu Zagranicznego Polskiego Radia wyraża chęć przejścia do PIW”.3/
 
Dyrektorem PIW-u był Różański cztery miesiące. Podobno to właśnie on zlecił swemu dawnemu znajomemu, Janowi Brzechwie, przetłumaczenie „Odwilży” Erenburga, która ukazać się miała w Polsce w 1955 r. Różański już wtedy siedział w więzieniu.
 
Różański co najmniej miesiąc przed aresztowaniem go wiedział, że jest ono nieuniknione. W drugiej połowie września 1954 r. Światło zaczął za pośrednictwem Radia Wolna Europa odsłaniać przed całym światem tajemnice policji politycznej i jej powiązań z aparatem partyjnym w Polsce i w ZSRR. 10 października 1954 r. wiceminister Romkowski, który dotąd jakby nie dostrzegał nieobecności Światły, złożył nagle oświadczenie, w którym m.in. mówił: "Od 1952 roku w różnych wynurzeniach Światły, zarówno przede mną jak i Fejginem występował coraz silniej nacjonalistyczno-żydowski sposób reagowania na niektóre posunięcia personalne w naszym państwie i w innych krajach demokracji ludowej".4/ Wyraźnie więc przygotowywano wersję antyżydowską w partyjnej ocenie przypadku Światły.
 
Nadto żona informowała Różańskiego, że Franciszek Mazur zażądał wydania mu wszystkich podpisanych przez niego wniosków o wypożyczenie teczek personalnych, w celu sprawdzenia jakichś szczegółów. Polecenie wykonała, ale wnioski oczywiście już do niej nie wróciły. Na początku października 1954 r. Różański musiał się poddać odłożonej wcześniej operacji żołądka. Mimo bardzo już złego stanu i komplikacji pooperacyjnych - przeżył. Wyszedł ze szpitala pod koniec miesiąca. W tym czasie Różańskim zaczął stale towarzyszyć ich dawny znajomy - płk Zygmunt Okręt. Informował on Różańskiego o różnych sprawach, m.in. o wspomnianej już wcześniej dyrektywie o "rozłożeniu odpowiedzialności" za zbrodnie stalinizmu na poszczególne partie.5/
Śledztwo przeciwko Różańskiemu wszczęte zostało 8 listopada 1954 r., na podstawie decyzji prokuratora generalnego PRL, Stefana Kalinowskiego. Prowadzenie śledztwa zlecono wiceprokuratorowi Generalnej Prokuratury - Kazimierzowi Kukawce. Różański podejrzany był o przestępstwo z art. 141 KKWP, mówiącego o przekroczeniu władzy, popełnieniu czynu jawnie przekraczającego granicę uprawnień i pełnomocnictw, co zagrożone było karą więzienia od 1 do 10 lat. Różańskiemu zarzucano, że przestępstwo z art. 141 KKWP popełnił w ten sposób, że jako dyrektor Departamentu Śledczego MBP przekroczył granicę swych uprawnień i pełnomocnictw, wyrządzając przez to poważną szkodę interesom PRL.
 
Jacek Różański aresztowany został 8 listopada 1954 r. o godz. 1915 przez prokuratora Kalinowskiego, bezpośrednio po wyjściu z gmachu KC PZPR, gdzie składał wyjaśnienia przed Centralną Komisją Kontroli Partyjnej.
 
Rewizja w jego mieszkaniu przy ul. Narbutta dokonana została przez oficerów MBP w obecnościi prokuratora Kalinowskiego i - co nie powinno zaskakiwać nikogo zorientowanego w specyfice tamtych czasów - Julii Brystygierowej, dyrektora V departamentu MBP. Podczas rewizji, oprócz różnych legitymacji, przepustek, pozwolenia na broń i kilkudziesięciu sztuk amunicji zakwestionowano też - to już ironia losu - 25 numerów paryskiej "Kultury" i broszurę Światły.6/
 
Pierwszy raz przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie stanął Różański 19 grudnia 1955 r. Proces odbywał się przy drzwiach zamkniętych, na salę nie wpuszczono nawet żony, a to "ze względu na ważny interes publiczny", który niezbędnie wymaga "zachowania w tajemnicy okoliczności sprawy". Śledztwo, jak twierdzili prokuratorzy, ograniczono do minimum niezbędnego do skazania Różańskiego. Ciekawe jednak, że zgodnie z wcześniejszymi tradycjami dochodzenie nadzorował osobiście sekretarz KC PZPR Franciszek Mazur, który telefonował codziennie do prokuratora, pytając co zeznają świadkowie.7/
 
Trudno się dziwić czujności Franciszka Mazura, jeśli wiadomo, że akt oskarżenia głosił m.in.:
 
"W pracy niektórych ogniw aparatu bezpieczeństwa publicznego, obok poważnych osiągnięć w ujawnianiu i unieszkodliwianiu wrogów ludu i zdrajców ojczyzny, miały miejsce wypadki brutalnego łamania praworządności rewolucyjnej polegające na naruszaniu i lekceważeniu obowiązujących przepisów prawa, stosowaniu środków niezgodnych z rewolucyjnym poczuciem prawnym mas ludowych, sprzecznych z zasadami socjalistycznej moralności. Poważne naruszenia praworządności ludowej, wyrażające się w stosowaniu zabronionych przez prawo metod w toku śledztw prowadzonych przeciwko osobom podejrzanym o działalność antypaństwową, wystąpiły w pionie śledczym bezpieczeństwa publicznego. Jak wykazało przeprowadzone śledztwo, winę za to ponosi przede wszystkim były dyrektor Departamentu Śledczego MBP, Józef Różański".8/
 
Franciszek Mazur, prowadzący wcześniej rozmowy ze wszystkimi świadkami, wiedział doskonale, że Różański, aczkolwiek niewątpliwie jest winny zarzucanych mu czynów, to z całą pewnością winny jest nie tylko on ani nie on przede wszystkim. Dlatego tak pilnie czuwał nad zaplanowanym scenariuszem procesu.
 
Proces trwał dwa dni. Po udowodnieniu Różańskiemu, że osobiście stosował "zabronione przez prawo metody w toku śledztw przeciwko osobom podejrzanym o działalność antypaństwową" (czego Różański nigdy się nie wypierał) skazano go 23 grudnia 1955 r. na 5 lat więzienia. Na podstawie amnestii złagodzono karę do 3 lat i 4 miesięcy.
 
W uzasadnieniu wyroku sędziowie stwierdzili: "Postępowanie oskarżonego Różańskiego w szczególności powodowało demoralizację podległych mu młodych oficerów śledczych, którzy w oskarżonym Różańskim widzieli wzór do naśladowania, gdy w istocie oskarżony Różański uczył ich nieludzkiego wprost stosunku do człowieka, lekceważenia obowiązujących norm prawa, sprowadził ich na drogę łatwizny i prymitywizmu w pracy śledczej".9/ Istotnie, jeden ze świadków, młody oficer zeznawał: ,,Do Różańskiego odnosiłem się zawsze z szacunkiem. Oficerowie wyrażali się o nim dobrze, niektórzy uważali go za drugiego ojca. Kiedy leżałem w szpitalu, jeden oskarżony Różański odwiedził mnie, co jeszcze bardziej przywiązało mnie do niego".10/
 
Najbliżej istoty sprawy był chyba sam Różański mówiąc: "Mnie się wydaje, że taka jest logika, że w dobrym systemie i złego człowieka można dobrze poprowadzić, a w złym systemie dobrzy ludzie mogą się zepsuć. Myśmy się zepsuli w złym systemie".11/
 
W lipcu 1956 r. Sąd Najwyższy w Izbie Karnej, któremu przewodniczył sędzia Henryk Kempisty, rozpatrzył rewizję nadzwyczajną złożoną przez prokuratora generalnego i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez Sąd Wojewódzki. Rewizja nadzwyczajna zarzucała Sądowi Wojewódzkiemu "niewykazanie inicjatywy w kierunku ujawnienia danych, naświetlających całość przestępczej działalności oskarżonego".12/ Wytknięto również, że "Sąd nie przesłuchał świadków, nie sprawdził dowodów, słowem nie dotarł do "prawdy obiektywnej". Akta sprawy Różańskiego zwrócono Prokuraturze Generalnej do uzupełnienia. W sierpniu 1956 r. Różański był znowu przesłuchiwany przez prokuratorów Generalnej Prokuratury. 31 grudnia 1956 r. wznowiono śledztwo przeciw Różańskiemu połączone ze śledztwem przeciwko Anatolowi Fejginowi i Romanowi Romkowskiemu.
 
11 listopada 1957 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał Romana Romkowskiego i Józefa Różańskiego na kary po 15 lat więzienia, a Anatola Fejgina na 12 lat więzienia. Oskarżeni złożyli rewizję do Sądu Najwyższego, który 2 października 1958 r. obniżył wyrok Różańskiemu do 14 lat, pozostałe wyroki utrzymując w mocy bez zmian.
 
Romkowski osadzony został w więzieniu w Sztumie, Różański najpierw na Mokotowie, a potem we Wrocławiu, Fejgin w Raciborzu. Nieoczekiwane przeniesienie Różańskiego do Wrocławia miało na celu - jego zdaniem - zmontowanie przeciw niemu jakiejś prowokacji.
[...]
Po wypuszczeniu go z więzienia Różański żył jeszcze blisko 17 lat. Zmarł w wyniku choroby nowotworowej 21 sierpnia 1981 roku. Żona przeżyła go o siedem lat, umierając 17 sierpnia 1988 r. Oboje - zgodnie z życzeniem - pochowano na Cmentarzy Żydowskim w Warszawie.

Przypisy:

1/ Z. Błażyński, op. cit., s. 87; Światło twierdzi, że Brystygierowa "przez swoich kochanków Bermana i Minca dodała swoje trzy grosze przeciw Różańskiemu. Pozyskała sobie nawet zastępcę przewodniczącego Komisji Kontroli Lubę Jankowską i sama przeciwko Różańskiemu ruszyła w Komisji bardzo mocno". Brystygierowa była - jak wiadomo - członkiem Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej przy KC PZPR w okresie między I a II Zjazdem partii w marcu 1954 r.
2/ Teczka osobowa J. Różańskiego, k. 14.
3/ Teczka osobowa J. Różańskiego, k. 15; Różański twierdził, że po ucieczce Światły, kiedy on sam miał wyjechać do sanatorium, zwrócił się do niego Edward Ochab z sugestią, aby podał się do dymisji, a w zamian za to zostanie wysłany na placówkę dyplomatyczną do Korei jako zastępca Leszka Krzemienia. Różański powiedział, że się zastanowi, jednak w międzyczasie został przez Ochaba poinformowany, że jego wyjazdowi do Korei kategorycznie sprzeciwił się F. Mazur. Notatka z rozmowy z J. Różańskim 30 września 1980 r., AA.
4/ S. Marat, J. Snopkiewicz, Ludzie bezpieki, s. 23.
5/ Notatka z rozmowy z J. Różańskim 29 sierpnia 1980 r., AA; por. wypowiedź J. Różańskiego z grudnia 1956 r., A. Garlicki, op.cit., s. 266, 271.
6/  S. Marat, J. Snopkiewicz, Ludzie bezpieki, s. 62.
7/ Tamże, s. 67. A. Fejginowi w rozmowie z Piecuchem udało się powiedzieć nieco więcej, niż zapewne chciał. Stwierdził np.: "Nie zaskoczyła mnie [...] postawa Mazura, spełniającego w Biurze Politycznym podobną rolę, jak Światło w X Departamencie. Po postawieniu sprawy X Departamentu pod oskarżenie publiczne, Mazur i wielu innych towarzyszy otrzymało polecenie odcięcia się od naszych spraw. I odcięli się. Zaprzeczając co i jak było". H. Piecuch, op.cit., s. 164.
8/ S. Marat, J. Snopkiewicz, Ludzie bezpieki. s. 68.
9/ Tamże, s. 72; można by spytać, dlaczego wobec tego Różański w ciągu dwóch lat awansował z kapitana na pułkownika, czemu zrobiono go dyrektorem departamentu śledczego i wielokrotnie udekorowano najwyższymi odznaczeniami państwowymi.
10/ Tamże, s. 79.
11/ Tamże, s. 285.
12/  Tamże, s. 69.

Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Źródło: 
Barbara Fijałkowska, Borejsza i Różański, Olsztyn 1995, s.260 s. 203, 210, 216-223.