Miłosza "Umysł zniewolony"

Neapol. 5 stycznia 1977

Miłosz odparował elegancko wzmiankę o „Zniewolonym umyśle” w moim dzienniku. Ma oczywiście rację, że nie załatwi się sprawy jednym zdaniem: "książka świetnie napisana, lecz błędna, wydumana za biurkiem". Tę wymówkę przyjmuję z zawstydzeniem. Co nie przeszkadza, że biję się w piersi tylko za grzech skrajnej lakoniczności.

Miłosz odwołuje się do "heglowskiego ukąszenia". Jego skutki są następujące: przekonanie, że "należy stawiać na ruch, który ma przyszłość, zorganizowany centralnie, hierarchicznie, oparty na marksizmie"; olśnienie, że "historia naszej planety stanowi jedność, rozwijającą się prawidłowo, zgodnie z pewnymi prawami"; urzeczenie "koniecznością historyczną", a co za tym idzie, pilnowanie, "żeby nie narazić się bogini-Historii". Kto jak ja tłumaczy wszystko strachem, upraszcza zjawiska i procesy bardzo skomplikowane. Według Miłosza moje "zainteresowania są czysto moralistyczne", toteż "lgnięcie tzw. intelektualistów do komunizmu" skłonny jestem powierzchownie wyjaśniać "po prostu ich głupotą i znieprawieniem". Miłosz dodaje: "Różnica między nami na tym polega, że zarówno dawniej, jak i teraz przypisuję to działaniu przyczyn o wiele głębszych".

Miłosz uważa kryterium "moralistyczne" za mało tu przydatne, zbyt płytkie. Ja za główne, jeśli nie jedyne. Natomiast w owych "przyczynach o wiele głębszych" - w heglowskim zawierzeniu "historii rozumnej" i "przyszłości" (czyli w praktyce sile) - widzę istotnie maski strachu, znieprawienia, często głupoty, czasem ciągot do udziału we władzy. W dzienniku Gombrowicza jest taki zapis: "Etyka marksizmu. Zgadzam się, że komunizm urodził się stokroć bardziej z obrażonego poczucia moralnego niż z pragnienia poprawy bytu materialnego. Sprawiedliwość - oto jego krzyk... Prawdziwy komunizm to męczarnia poczucia moralnego, które uświadomiło sobie krzywdę społeczną i już nie może zapomnieć - ta krzywda pożera mu wątrobę jak Prometeuszowi". Pierwsze zerwania intelektualistów z "prawdziwym komunizmem" miały podkład prawie wyłącznie moralny. Silone, który z partii wystąpił około roku 1930, lubi dziś powtarzać za Simone Weil: "Sprawiedliwość, wieczna uciekinierka z obozu zwycięzców". Co, gdy się dobrze zastanowić, jest programową negacją "heglowskiego ukąszenia".

Zapis Gombrowicza pochodzi z roku 1956, z roku przebudzenia się "poczucia moralnego". Trudniej byłoby wyobrazić go sobie w latach, które Miłoszowi posłużyły za materiał do „Zniewolonego umysłu”. W Polsce były to lata przyśpieszonej, brutalnej lekcji sowietyzmu. Jakież zatem siły pchały nazajutrz po wojnie polskich intelektualistów w objęcia Nowej Wiary? Działanie "prawidłowości historycznej", uznanie żelaznych "praw rozwojowych"? Wiem coś o tym z własnych obserwacji, ze Lwowa pod okupacją sowiecką, który był swego rodzaju poligonem powojennej rzeczywistości krajowej: szalały na nim wśród intelektualistów (z melicznymi wyjątkami) strach, głupota i znieprawienie, bez śladu "heglowskiego ukąszenia". Broniewskiemu, o którym Miłosz powiada, że doznał "heglowskiego ukąszenia" w roku 1920, zaaplikowano wtedy we Lwowie koński przeciw niemu zastrzyk. Działał on jeszcze w Jerozolimie, nawet zanadto: nierzadko zbierało się na mdłości, gdy podczas jerozolimskich seansów alkoholicznych Broniewski wpadał w trans plucia na komunizm i ZSSR. Cóż z tego, odpowie pewnie Miłosz: wrócił przecież, napisał poemat o Stali- nie, rozsiadł się na tronie księcia "rewolucyjnych" poetów.

Mógłbym dorzucić: więcej, pod koniec życia bronił zaciekle Stalina, usprawiedliwiał "historycznie" jego zbrodnie. Odżyło w nim "heglowskie ukąszenie"? Skądże znowu, raczej niż Stalina bronił z konieczności (już nie historycznej) swego nieszczęsnego „Słowa o Stalinie”. Do mojej listy deprawacyjnej trzeba dołączyć chorobę nagminną u literatów: próżność.

We wschodniej Europie i w Rosji wiele się pod tym względem zmieniło, i dalej zmienia, na lepsze od czasu ukazania się książki Miłosza. I szczególnie ważną sprężyną tych zmian jest właśnie fakt, że "zainteresowania moralistyczne" wzięły tam na powrót górę nad wybiegami "zniewolonych umysłów" w poszukiwaniu "historycznego" alibi.

Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Źródło: 
Gustaw Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą, Czytelnik, Warszawa 2001, s.97-99