ZBRODNIE KOMUNIZMU

[...]
Chcąc utrwalić swoją władzę, reżimy komunistyczne wykroczyły poza jednostkowe zabójstwa i lokalne lub okolicznościowe masakry i uczyniły ze zbrodni masowej prawdziwy system rządów. To prawda, że z upływem czasu - po kilku latach w Europie Wschodniej i wielu dziesięcioleciach w ZSRR i w Chinach - terror utracił żywotność, reżimy ustabilizowały się w zarządzaniu codziennymi represjami, takimi jak cenzura wszystkich społecznych środków komunikacji, kontrola granic, wydalanie z kraju dysydentów. Ale "pamięć o terrorze" niezawodnie i skutecznie podtrzymywała nadal poczucie zagrożenia. Reguła ta dotyczy każdego z eksperymentów komunistycznych, chwilowo popularnych na Zachodzie: a więc i Chin Wielkiego Sternika, i Korei Kim Ir Sena, i nawet Wietnamu "dobrego wujka Ho" czy Kuby płomiennego Fidela, wspieranego przez nieskazitelnego Che Guevarę, a także Etiopii Mengystu, Angoli Neta i Afganistanu Nadżibullaha.
 
Tak się składa, że zbrodnie komunizmu nie zostały jeszcze właściwie ocenione ani z historycznego, ani z etycznego punktu widzenia. Podejmujemy więc tu zapewne jedną z pierwszych prób analizy komunizmu, stawiając pytanie o jego zbrodniczy wymiar i traktując ten właśnie wymiar jako kwestię kluczową i globalną zarazem. Zapewne spotkamy się z argumentem, że większość zbrodni dokonywana była przez instytucje "legalnie" ustanowione przez panujące reżimy, które uznawano na płaszczyźnie międzynarodowej i których przywódcy przyjmowani byli z wielką pompą przez nasze rządy. Ale czyż nie tak właśnie było z nazizmem? Zbrodni, które pokazujemy w tej książce, nie da się zdefiniować w kontekście prawodawstwa reżimów komunistycznych, lecz jedynie poprzez odniesienie do niepisanego kodeksu naturalnych praw ludzkości.
 
Dzieje ustrojów i partii komunistycznych, ich polityki, relacji z własnym społeczeństwem i ze wspólnotą międzynarodową nie sprowadzają się wyłącznie do owego przestępczego wymiaru ani nawet do terroru i represji. W Związku Sowieckim i w "demokracjach ludowych" po śmierci Stalina, w Chinach po śmierci Mao terror osłabł, społeczeństwo odetchnęło, a "pokojowe współistnienie" - jeśli nawet było to nadal "kontynuowanie walki klasowej w innej formie" - stało się trwałym faktem w życiu międzynarodowym. Jednakże archiwa i liczne świadectwa wskazują, że terror był od początku jedną z podstaw współczesnego komunizmu. Porzućmy przeświadczenie, że wszelkie egzekucje zakładników, masakry zbuntowanych robotników czy hekatomby umierających z głodu mas chłopskich to jedynie koniunkturalne "wypadki", "specyfika" konkretnych krajów lub okresów historycznych. W naszej analizie wykraczamy poza konkretne obszary i przyjmujemy, że zbrodnia jest jednym z elementów właściwych całemu systemowi komunistycznemu podczas całego jego istnienia.
 
O czym więc, o jakich zbrodniach będziemy mówić? Komunizm popełnił ich nieskończenie wiele: zbrodnie na psychice przede wszystkim, ale także zbrodnie na kulturze powszechnej i na kulturach narodowych. Stalin kazał zniszczyć dziesiątki cerkwi w Moskwie; Ceausescu zburzył zabytkową dzielnicę Bukaresztu, aby wznieść tam nowe budowle i wytyczyć megalomańskie perspektywy; na rozkaz Pol Pota rozebrano kamień po kamieniu katedrę w Phnom Penh i pozostawiono na pastwę dżungli świątynie Angkoru; nieprzebrane skarby zostały zniszczone lub spalone przez Czerwoną Gwardię podczas maoistowskiej "rewolucji kulturalnej". A przecież bez względu na to, jak wielkie straty poniosły na dłuższą metę poszczególne narody i cała ludzkość, czymże są te zniszczenia w porównaniu z masowymi morderstwami ludzi - mężczyzn, kobiet i dzieci?
 
Ograniczyliśmy się zatem tylko do zbrodni przeciwko ludziom, one bowiem stanowią istotę zjawiska terroru. Można je określić za pomocą wspólnej terminologii, nawet jeśli niektóre działania są dla pewnych krajów bardziej typowe. Do zbrodni tych należą: wszelkiego rodzaju egzekucje (rozstrzeliwanie, wieszanie, topienie, katowanie na śmierć; niekiedy też posługiwano się gazami bojowymi, truciznami lub aranżowano wypadki samochodowe); unicestwienie przez głód (klęski głodowe sztucznie wywoływane i/lub takie, w których ofiarom nie udzielono pomocy); zsyłki - śmierć mogła nastąpić podczas transportu (wędrówka piesza lub jazda w bydlęcych wagonach) albo w miejscach pobytu i/lub w wyniku ciężkich robót (wyczerpanie, choroby, głód, zimno). Sprawa się komplikuje w przypadku "wojen domowych", niełatwo bowiem odróżnić skutki walk między władzą a buntownikami od masakr ludności cywilnej.
 
Możemy jednak sporządzić wstępny bilans. Choć jest on jedynie przybliżony i wymaga dalszych szczegółowych badań, to zgodnie z naszymi szacunkami pozwala ustalić rząd wielkości i uzmysłowić sobie powagę zagadnienia:
- Związek Sowiecki - 20 milionów ofiar śmiertelnych,
- Chiny - 65 milionów,
- Wietnam - 1 milion,
- Korea Północna - 2 miliony,
- Kambodża - 2 miliony,
- Europa Wschodnia - 1 milion,
- Ameryka Łacińska - 150 tysięcy,

  • Afryka - 1,7 miliona,
  • Afganistan - 1,5 miliona,
  • międzynarodowy ruch komunistyczny i partie komunistyczne nie sprawujące władzy - 10 tysięcy.

W sumie blisko 100 milionów ofiar śmiertelnych.
[...]
Nowy francuski kodeks karny, przyjęty 23 lipca 1992 roku, w taki sposób określa zbrodnię przeciwko ludzkości: „Zesłanie, praca niewolnicza albo masowe i systematyczne egzekucje bez sądu, porwania i związane z nimi zaginięcia, tortury oraz niehumanitarne czyny, dokonywane z przyczyn politycznych, filozoficznych [podkreślenie autora], rasowych lub religijnych, mające na celu wykonanie ustalonego planu, wymierzonego przeciwko jakiejś grupie ludności cywilnej”.
 
Wszystkie te definicje, zwłaszcza ostatnią definicję francuską, można zastosować do licznych zbrodni popełnionych za czasów Lenina, przede wszystkim zaś Stalina, także więc i do zbrodni popełnionych we wszystkich krajach o reżimie komunistycznym z wyjątkiem (z całym dobrodziejstwem inwentarza) Kuby i Nikaragui sandinistów. Podstawowe założenie wydaje się bezsporne: reżimy komunistyczne działały "w imieniu państwa uprawiającego politykę hegemonii ideologicznej". W imię doktryny, logicznej i niezbędnej podstawy systemu, dokonano zabójstwa dziesiątków milionów niewinnych ludzi, którym niczego szczególnego nie można było zarzucić, chyba że uzna się za przestępstwo przynależność do szlachty lub burżuazji, bycie kułakiem, Ukraińcem, a nawet robotnikiem lub... członkiem partii komunistycznej. Czynna nietolerancja była częścią realizowanego programu. Czyż to nie Michaił Tomski, potężny przywódca sowieckich związków zawodowych, oświadczył 13 listopada 1927 roku na łamach pisma "Trud": ,,U nas mogą istnieć inne partie. Ale oto podstawowa zasada, która różni nas od Zachodu; możemy sobie wyobrazić taką sytuację - jedna partia rządzi, wszystkie pozostałe są w więzieniu"1/.
 
Pojęcie zbrodni przeciwko ludzkości jest złożone i obejmuje wyraźnie określone zbrodnie. Jedną z najbardziej szczególnych jest ludobójstwo. W następstwie dokonanego przez nazistów ludobójstwa Żydów trzeba było sprecyzować artykuł 6c Trybunału Norymberskiego; pojęcie to zostało później zdefiniowane w konwencji Organizacji Narodów Zjednoczonych z 9 grudnia 1948 roku:

„W rozumieniu konwencji ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych jako takich: a) zabójstwa członków grupy; b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy; c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego; d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy; e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy”.

Nowy francuski kodeks karny podaje jeszcze szerszą definicję ludobójstwa: "Fakt wprowadzenia w czyn ustalonego planu, którego celem jest całkowite lub częściowe wyniszczenie określonej grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej albo „grupy określonej na podstawie jakiegokolwiek innego arbitralnego kryterium” (podkreślenie autora). Ta definicja prawna nie stoi w sprzeczności z bardziej filozoficznym ujęciem Andre Frossarda, dla którego "zbrodnia przeciwko ludzkości występuje wtedy, kiedy zabija się kogoś pod pretekstem, że się urodził"2/. A Wasilij Grossman w swej krótkiej i znakomitej powieści "Wszystko płynie" tak mówi o powracającym z łagrów bohaterze, Iwanie Grigorjewiczu: "Pozostał tym, kim był od urodzenia - człowiekiem"3/. I właśnie dlatego dostał się w tryby terroru. Francuska definicja pozwala na podkreślenie, że różne są motywy ludobójstwa - w przypadku Żydów rasowe - i że może ono dotyczyć także grup społecznych. W książce "Czerwony terror w Rosji", opublikowanej w 1924 roku w Berlinie, Siergiej Mielgunow, rosyjski historyk i socjalista, cytuje Łacisa, jednego z pierwszych funkcjonariuszy Czeka (sowieckiej policji politycznej), który 1 listopada 1918 roku wydał swoim zbirom następujące dyrektywy:

„Nie wojujemy z poszczególnymi osobnikami. Likwidujemy burżuazję jako klasę. W czasie śledztwa nie szukajcie materiałów i dowodów mających wykazać, że oskarżony czynem albo słowem walczył przeciw władzy Rad. Pierwsze pytanie, jakie powinniście mu zadać, to do jakiej klasy się zalicza, jakiego jest pochodzenia, jakie ma wykształcenie, jaki zawód”4/.

Lenin i jego towarzysze od razu przyjęli zasadę bezpardonowej "walki klas", w której przeciwnik polityczny, ideologiczny lub nawet niechętna ludność byli uważani za wrogów i - tak traktowani - musieli zostać zlikwidowani. Bolszewicy postanowili wyeliminować w sensie prawnym, a także fizycznym, wszelką, nawet bierną, opozycję i opór wobec ich hegemonicznej władzy - i to zarówno przeciwników politycznych, jak i grupy społeczne jako takie: szlachtę, burżuazję, inteligencję, Kościół itp., oraz kategorie zawodowe (oficerowie, żandarmi itd.) - w czym niekiedy posuwali się do ludobójstwa. Przeprowadzane od 1920 roku "rozkozaczanie" jest w znacznej mierze zgodne z definicją ludobójstwa; cała populacja Kozaków jako taka, zamieszkująca ściśle określony teren, została poddana eksterminacji: mężczyzn rozstrzelano, kobiety, dzieci i starców deportowano, wsie zrównano z ziemią lub przekazano nowym mieszkańcom nie-Kozakom.
 
Lenin porównywał rozprawę z Kozakami do wydarzeń w Wandei podczas Rewolucji Francuskiej i życzył sobie, aby potraktowano ich w sposób, który Gracchus Babeuf, "wynalazca" nowoczesnego komunizmu, nazwał w 1795 roku "zabójstwem ludu"5/.
 
"Rozkułaczanie" z lat 1930-1932 było tylko powtórzeniem na wielką skalę "rozkozaczania"; przeprowadzenia tej operacji żądał Stalin, a jej oficjalne hasło, głoszone przez reżimową propagandę, brzmiało "zniszczyć kułaków jako klasę". Chłopów opierających się kolektywizacji rozstrzelano, resztę zaś zesłano, wraz z kobietami, dziećmi i starcami. Oczywiście nie wszystkich zabito w sposób bezpośredni, ale ciężkie roboty do których zostali zmuszeni na dziewiczych obszarach Syberii lub Dalekiej Północy, dawały niewielką szansę na przeżycie. Wieleset tysięcy poniosło tam śmierć, dokładna liczba ofiar pozostaje jednak nieznana. Z kolei wielki głód na Ukrainie w latach 1932-1933, związany z oporem ludności wiejskiej wobec przymusowej kolektywizacji, spowodował w ciągu paru miesięcy śmierć 6 milionów osób.
 
W tym wypadku ludobójstwo "klasowe" oznacza to samo, co ludobójstwo "rasowe". Śmierć dziecka ukraińskiego kułaka, rozmyślnie skazanego na głód przez reżim stalinowski, niczym się nie różni od śmierci żydowskiego dziecka z warszawskiego getta, które do głodowania zmusił reżim nazistowski. Stwierdzenie to w żadnym stopniu nie podaje w wątpliwość "specyfiki Oświęcimia", polegającej na zgromadzeniu najnowocześniejszych środków technicznych i uruchomieniu prawdziwego "procesu przemysłowego": budowa "zakładu eksterminacji", zastosowanie gazu, kremacja. Podkreśla ono jednak cechę szczególną wielu reżimów komunistycznych, czyli systematyczne posługiwanie się "bronią głodu"; władza zmierza do kontroli wszystkich będących w jej dyspozycji zapasów żywności i za pomocą niekiedy bardzo złożonego systemu racjonowania rozdziela tę żywność w zależności od "zasług" lub "braku zasług" takich czy innych ludzi. Podobne działania mogą doprowadzić do wystąpienia niewyobrażalnego głodu. Przypomnijmy, że od 1918 roku kraje komunistyczne doznały klęsk głodu, które doprowadziły do śmierci setek tysięcy, a nawet milionów ludzi. Jeszcze w ostatnim dziesięcioleciu doszło do tych zabójczych klęsk w Etiopii i Mozambiku, dwóch afrykańskich krajach odwołujących się do marksizmu-leninizmu.
 
Można zatem sporządzić pierwszy ogólny bilans zbrodni:

- dziesiątki tysięcy zakładników lub więźniów rozstrzelanych bez sądu i masakra setek tysięcy zbuntowanych robotników i chłopów w latach 1918-1922;
- głód z 1922 roku, który spowodował śmierć 5 milionów osób;
- likwidacja i zesłanie Kozaków dońskich w 1920 roku;
- dziesiątki tysięcy zmarłych w obozach koncentracyjnych w latach 1918-1930;  - prawie 690 tysięcy zamordowanych podczas Wielkiej Czystki z lat 1937-1938; - zesłanie 2 milionów kułaków (lub rzekomych kułaków) w okresie 1930-1932;
- 6 milionów Ukraińców zmarłych wskutek sprowokowanego głodu, któremu nie próbowano zaradzić, w latach 1932-1933;
- deportacja setek tysięcy Polaków, Ukraińców, Bałtów, Mołdawian i mieszkańców Besarabii w latach 1939-1941 i 1944-1945;
- deportacja Niemców znad Wołgi w 1941 roku;
- deportacja Tatarów krymskich w 1943 roku;
- deportacja Czeczenów w 1944 roku;

  • deportacja Inguszy w 1944 roku;

- deportacja i eksterminacja populacji miejskiej w Kambodży w latach 1975-1978;
- powolne wyniszczanie mieszkańców Tybetu przez Chińczyków, trwające od 1950 roku itd.
Nie sposób wyliczyć zbrodni leninizmu i stalinizmu, często niewolniczo niemal powielanych przez reżimy Mao Zedonga, Kim Ir Sena czy Pol Pota.
 
Pozostaje do rozstrzygnięcia problem poznawczy: czy w swoich opisach i interpretacjach faktów historyk może odwoływać się do pojęć "zbrodni przeciwko ludzkości" i "ludobójstwa", które, jak zauważyliśmy, są właściwe dziedzinie prawa? Czy pojęcia te nie są zbyt związane z wymogami chwili - jak na przykład potępienie nazizmu w Norymberdze - aby można je było zastosować w rozważaniach historycznych, których celem jest analiza średnioterminowa? Z drugiej zaś strony, czy pojęcia te nie są zbyt obciążone "wartościami", które mogą "zafałszować" obiektywizm badań historycznych?

Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, dzieje naszego stulecia wykazały, że masowe zabójstwa, dokonywane przez państwa i partie-państwa, nie były typowe jedynie dla nazistów. Bośnia i Ruanda świadczą o tym, że praktyki te przetrwały i z pewnością będą stanowić jedną z cech charakterystycznych XX wieku.
 
Co się tyczy drugiego zagadnienia, nie ma naturalnie mowy o powrocie do dziewiętnastowiecznych koncepcji historycznych, kiedy to historyk usiłował raczej "osądzać" niż "rozumieć". Wszelako wobec ogromu ludzkich tragedii, spowodowanych bezpośrednio przez niektóre koncepcje ideologiczne i polityczne, historyk nie może nie brać pod uwagę zasad humanistycznych, związanych z naszą judeochrześcijańską cywilizacją i demokratyczną kulturą, jak na przykład poszanowanie osoby ludzkiej. Wielu znanych historyków nie waha się nazwać zbrodni nazistowskich "zbrodniami przeciwko ludzkości", na przykład Jean-Pierre Azema w artykule na temat Oświęcimia6/ czy Pierre Vidal-Naquet w związku z procesem Touviera7/. Sądzimy zatem, że nie jest nieuprawnione używanie tych pojęć przy opisie zbrodni popełnionych przez reżimy komunistyczne.
 
Oprócz zagadnienia bezpośredniej odpowiedzialności sprawujących władzę komunistów należy rozważyć także zagadnienie współudziału. Kanadyjski kodeks karny, poprawiony w 1987 roku, stanowi w artykule 7 (3.77), że przestępstwa związane ze zbrodnią przeciwko ludzkości obejmują przestępstwa usiłowania, współudziału, doradztwa, pomocy, podżegania lub faktycznego współudziału.8/ Do zbrodni przeciwko ludzkości zalicza się również - artykuł 7 (3.76) - "usiłowanie, spisek, współudział po fakcie, radę lub namowę do tego faktu" (podkreślenie autora). Tymczasem od lat dwudziestych po lata pięćdziesiąte tego wieku komuniści na całym świecie, a i wiele innych osób, przyklaskiwali gorąco najpierw polityce Lenina, potem zaś Stalina. Setki tysięcy ludzi wstąpiły w szeregi Międzynarodówki Komunistycznej i lokalnych sekcji "światowej partii rewolucyjnej". Od lat pięćdziesiątych po lata siedemdziesiąte kolejne setki tysięcy osób oddawały cześć Wielkiemu Sternikowi chińskiej rewolucji, wychwalając zalety Wielkiego Skoku lub "rewolucji kulturalnej". Jeszcze później niejednokrotnie grawitowało w objęcia władzy przez Pol Pota.9/ Wiele osób powie, że "nie wiedziało". To prawda, że wiedza na ten temat nie zawsze była łatwo dostępna, ponieważ reżimy komunistyczne uczyniły z tajności jedną ze swych ulubionych broni. Bardzo często jednak niewiedza wynikała z zaślepienia wywołanego wiarą aktywisty. A przecież od lat czterdziestych i pięćdziesiątych wiele faktów było już znanych i nie można ich było zakwestionować. Tymczasem liczni pochlebcy, porzucając swoich wczorajszych idoli, czynili to cicho i dyskretnie. Jak zatem ocenić zasadniczy brak moralności, który pozwala w głębi ducha wyprzeć się przekonań ongiś głoszonych publicznie i nie wyciągnąć z tego żadnej nauki?
 
Robert Conquest, jeden z pionierów badań nad terrorem komunistycznym, pisał w 1969 roku: „Fakt, że tylu ludzi w istocie "przełknęło" [Wielką Czystkę], był niewątpliwie jednym z czynników, dzięki którym czystka stała się możliwa. Z pewnością procesy nie odegrałyby takiej roli, gdyby nie zostały uwiarygodnione przez niektórych zagranicznych, a więc "niezależnych" komentatorów. Przynajmniej w jakiejś mierze powinni oni ponosić odpowiedzialność za współudział w tych morderstwach politycznych; na pewno zaś winni odpowiadać za to, że zostały one powtórzone, ponieważ pierwszy proces - Zinowjewa [w 1936 roku] - cieszył się niezasłużoną wiarygodnością”.10/
 
Jeśli tą miarą moralną i intelektualną oceniać współwinę niekomunistów, to co należy powiedzieć o współudziale komunistów? Choć niekiedy nawet wydawało się, iż Louis Aragon krytykował stalinizm, to nie zapomnieliśmy przecież, że w poemacie z 1931 roku wezwał z własnej woli do utworzenia komunistycznej policji politycznej we Francji.11/
 
Joseph Berger, dawny urzędnik Kominternu, który padł ofiarą czystki i poznał obozowe życie, cytuje list kobiety zesłanej do GUŁagu, która po powrocie z łagru pozostała nadal członkiem partii:

„Komuniści z mojego pokolenia zaakceptowali autorytet Stalina. Wyrazili zgodę na jego zbrodnie. Odnosi się to nie tylko do komunistów sowieckich, ale i do komunistów z całego świata, a to piętno obciąża nas indywidualnie i zbiorowo. Możemy je zmazać, nie dopuszczając do tego, aby coś podobnego się powtórzyło. Co się stało? Czy wtedy straciliśmy rozum, czy teraz zdradziliśmy komunizm? Prawda jest taka, że my wszyscy, nawet ci, którzy byli najbliżej Stalina, uczyniliśmy ze zbrodni ich przeciwieństwo. Uznaliśmy je za istotny wkład w budowę socjalizmu. Sądziliśmy, że wszystko, co zwiększa polityczną siłę partii komunistycznej w Związku Sowieckim i na świecie, przyczynia się do zwycięstwa socjalizmu. Nigdy nie przyszło nam do głowy, że w łonie komunizmu może zachodzić konflikt między polityką a etyką”.12/
 
Berger ze swej strony nadaje tej wypowiedzi inny odcień: „Choć można potępić postawę tych, którzy zaakceptowali politykę Stalina - a nie wszyscy komuniści to uczynili - to jednak trudno im zarzucać, że nie uniemożliwili zbrodni. Wiara w to, że nawet wysoko postawieni ludzie mogli pokrzyżować plany Stalina, świadczy o całkowitym niezrozumieniu jego bizantyjskiego despotyzmu”.
 
Berger może jeszcze przytoczyć na swe usprawiedliwienie, że przebywał w Związku Sowieckim, a zatem został wciągnięty przez piekielną machinę, której nie mógł się wymknąć. Ale co zaślepiało komunistów z Europy Zachodniej - nie doświadczających bezpośrednio przemocy NKWD - do tego stopnia, że nieustannie wychwalali system i jego przywódcę? Czarodziejski napój, który ich uzależnił, musiał mieć wielką moc! W książce o rewolucji rosyjskiej i historii ZSRR, zatytułowanej "Sowiecka tragedia", Martin Malia uchyla rąbka tajemnicy, mówiąc o "owym paradoksie wielkiego ideału, który prowadzi do wielkiej zbrodni".13/ Annie Kriegel, inna znana badaczka komunizmu, kładzie nacisk na niemal nieuchronne występowanie dwóch stron komunizmu - jasnej i ciemnej.
 
Pierwsze objaśnienie tego paradoksu daje Tzvetan Todorov: „Człowiek żyjący w zachodniej demokracji pragnął wierzyć, że totalitaryzm jest całkowicie obcy naturalnym ludzkim dążeniom. Otóż gdyby tak było, totalitaryzm nie utrzymałby się tak długo ani nie pociągnął za sobą tylu ludzi. Wprost przeciwnie, jest to straszliwie skuteczna machina. Ideologia komunistyczna proponuje wizję lepszego społeczeństwa i pobudza nasze pragnienia. Czyż bowiem chęć przekształcenia świata w imię ideału nie jest nieodłączną cechą ludzkiej natury? [...] Ponadto społeczeństwo komunistyczne zdejmuje z jednostki odpowiedzialność - decydują zawsze "oni". A przecież odpowiedzialność to często ciężar trudny do uniesienia. [...] Atrakcyjność systemu totalitarnego, jakiej bardzo wiele osób nieświadomie ulega, wynika z pewnego strachu przed wolnością i odpowiedzialnością, co wyjaśnia popularność wszystkich ustrojów autorytarnych (tezę tę postawił Erich Fromm w "Ucieczce od wolności"); już La Boetie mówił, że istnieje "dobrowolna niewola".14/

Współudział tych, którzy dobrowolnie oddali się w niewolę, nie zawsze był abstrakcyjny i teoretyczny. Akceptacja i/lub rozpowszechnianie propagandy służącej ukrywaniu prawdy były i są współudziałem czynnym. Jedynym bowiem, chociaż - jak tego dowiodła tragedia w Ruandzie - nie zawsze skutecznym sposobem zwalczania masowych zbrodni, popełnianych w tajemnicy, z dala od niedyskretnych spojrzeń, jest ich publiczne ujawnienie.
[...]
Od lat dwudziestych po lata czterdzieste naszego wieku komunizm gwałtownie piętnował terror stosowany przez reżimy faszystowskie. Gdy jednak spojrzymy na liczby, okazuje się, że i tu sprawa nie jest taka prosta. To prawda, że włoski faszyzm, który pojawił się pierwszy i otwarcie nazwał się "totalitarnym", odpowiedzialny jest za więzienie, a często i maltretowanie przeciwników politycznych; rzadko jednak posuwano się do zabójstwa. W połowie lat trzydziestych we Włoszech było paruset więźniów politycznych i kilkuset confinati - umieszczonych na wyspach, w dobrze strzeżonych miejscach - przyznać jednak trzeba, że wygnańców politycznych liczono na dziesiątki tysięcy.
 
Aż do wojny terror nazistowski wymierzony był w kilka grup. Przeciwnicy reżimu - przede wszystkim komuniści, socjaliści, anarchiści i niektórzy związkowcy - byli prześladowani w sposób jawny, osadzani w więzieniach, głównie zaś internowani w obozach koncentracyjnych, gdzie podlegali surowym rygorom. W latach 1933-1939 w obozach i więzieniach zamordowano z wyroku lub bez około 20 tysięcy lewicowych aktywistów, nie mówiąc o wewnętrznych porachunkach nazistów, takich jak "noc długich noży" w czerwcu 1934 roku. Inną kategorią osób skazanych na śmierć byli Niemcy, którzy nie odpowiadali kryterium rasowemu "wysokiego, jasnowłosego Aryjczyka" - chorzy umysłowo, kaleki, starcy. Hitler postanowił podjąć tę akcję przy okazji wojny: między końcem 1939 a początkiem 1941 roku 70 tysięcy Niemców zdążyło paść ofiarą programu eutanazji, dokonywanej przy użyciu gazu, dopóki wobec protestu Kościołów nie zaniechano tych działań. Opracowane wówczas metody gazowania zastosowano do trzeciej grupy ofiar - Żydów. Do wybuchu wojny metody segregacji rasowej zostały upowszechnione; do największego nasilenia prześladowań Żydów doszło podczas pogromu "kryształowej nocy", kiedy poniosło śmierć wieleset ludzi, a 35 tysięcy deportowano do obozów koncentracyjnych.
 
Prawdziwy terror naziści rozpętali dopiero po wybuchu wojny, a zwłaszcza po ataku na Związek Sowiecki. W okupowanych krajach straciło życie 15 milionów ludności cywilnej, 5,1 miliona Żydów, 3,3 miliona sowieckich jeńców wojennych, 1,1 miliona więźniów obozów, kilkaset tysięcy Cyganów. Do ofiar tych - choć nie śmiertelnych - należy dodać 8 milionów osób skierowanych na ciężkie roboty i 1,6 miliona więźniów obozów koncentracyjnych.
 
Terror nazistowski poruszał wyobraźnię z trzech powodów. Przede wszystkim dotyczył bezpośrednio Europejczyków. Ponadto ze względu na to, że naziści zostali pokonani, a ich główni przywódcy osądzeni w Norymberdze, zbrodnie te zostały oficjalnie ujawnione i jako takie napiętnowane. I wreszcie ujawnienie ludobójstwa Żydów wywołało szok z uwagi na jego najwyraźniej irracjonalny charakter, aspekt rasowy oraz bezwzględność zbrodni.
 
Naszym celem nie jest sporządzenie jakiegoś makabrycznego arytmetycznego porównania, zaksięgowanie potworności ani ustalenie hierarchii okrucieństwa. Fakty jednak uparcie dowodzą, że reżimy komunistyczne winne są zgładzenia około 100 milionów istot ludzkich, podczas gdy nazizm odpowiada za śmierć około 25 milionów. To proste stwierdzenie powinno pobudzić co najmniej do refleksji nad podobieństwem między reżimem, który już w 1945 roku uznano za najbardziej zbrodniczy ustrój stulecia, a reżimem komunistycznym, który aż do 1991 roku był uznawany na arenie międzynarodowej i do dziś dzierży władzę w pewnych krajach, jego wyznawcy zaś rozsiani są po całym świecie. Jeżeli nawet wiele partii komunistycznych uznało po jakimś czasie prawdziwość zbrodni stalinizmu, to przecież większość z nich nie zrezygnowała z zasad Lenina ani też nie stawia sobie pytań odnoszących się do własnego udziału w represjach.
 
Metody opracowane przez Lenina i usystematyzowane przez Stalina i ich uczniów nie tylko przypominają metody nazistów, ale bardzo często były także wcześniej zastosowane. Stwierdził to wyraźnie Rudolf Hoss, organizator obozu w Oświęcimiu i jego pierwszy komendant:
"Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy przekazał komendantowi obszerny materiał dotyczący rosyjskich obozów koncentracyjnych. Zawarto w nim szczegółowe informacje uciekinierów odnośnie do urządzenia obozów i panujących w nich warunków. Szczególnie podkreślano, że na skutek zarządzenia wielkich robót przymusowych Rosjanie niszczyli całe narodowości".15/
 
Niemniej z faktu, że metody masowej zagłady zostały zapoczątkowane przez komunistów i mogły stanowić inspirację dla nazistów, nie można naszym zdaniem wnioskować, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między dojściem do władzy bolszewików a pojawieniem się nazizmu.
 
Z końcem lat dwudziestych GPU (nowa nazwa Czeka) wprowadziła metodę kontyngentów: każdy region, każdy obwód zobowiązany był do aresztowania, zesłania lut rozstrzelania określonego odsetka ludzi wywodzących się z "wrogich" warstw społecznych. Proporcje były ustalane centralnie przez kierownictwo partii. Szaleństwo planowania i mania statystyczna odnosiły się nie tylko do gospodarki, ale objęły także sam terror. Od 1920 roku, po zwycięstwie Armii Czerwonej nad białą armią na Krymie, zaczęły pojawiać się metody statystyczne, a nawet socjologiczne: ofiary wybierano zgodnie z określonymi kryteriami, ustalonymi na podstawie kwestionariuszy, których wypełnienia nikt nie mógł uniknąć. Podobne metody "socjologiczne" Rosjanie mieli zastosować przy organizowaniu deportacji i masowych morderstw w państwach bałtyckich i w okupowanej Polsce w latach 1939-1941. Przewóz deportowanych w bydlęcych wagonach wywoływał podobne zamieszanie jak u nazistów. W latach 1943-1944, podczas działań wojennych, Stalin kazał ściągnąć z frontu tysiące wagonów i setki tysięcy lud2 ze specjalnych oddziałów NKWD, aby w krótkim, kilkudniowym terminie dokona, sprawnej wywózki ludów z Kaukazu. Ta ludobójcza logika - polegająca według francuskiego kodeksu karnego na "całkowitym lub częściowym wyniszczeniu określonej grup: narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej albo grupy określonej na podstawie jakiegokolwiek innego arbitralnego kryterium" - zastosowana przez władzę komunistyczną.
[...]
Podobieństwo nazizmu i komunizmu pod względem zbrodni ludobójstwa może być szokujące. A jednak Wasilij Grossman, którego matka została zamordowana przez hitlerowców w berdyczowskim getcie i który pierwszy napisał o Treblince, a także był jednym z inicjatorów "Czarnej księgi" dotyczącej masowych mordów Żydów z ZSRR - każe wypowiedzieć jednej z postaci swej powieści "Wszystko płynie" takie oto słowa w związku z głodem na Ukrainie: ,,I pisarze piszą, i sam Stalin, a wszystko do jednego zmierza: kułacy to pasożyty, zboże palą, dzieci mordują. I ogłoszono wprost: podniecać gniew mas pracujących do kułaków, tępić ich wszystkich - złoczyńców przeklętych - jako klasę". Po czym dodaje: "Żeby ich zabić, trzeba było ogłosić: kułacy to nie ludzie. Niemcy tak samo mówili: Żydzi to nie ludzie. Tak samo i Lenin, i Stalin: kułacy to nie ludzie". Pisząc dalej o dzieciach kułaków, Grossman podkreśla: "Niemcy tak samo żydowskie dzieci truli gazem: nie ma dla was życia, parszywe Żydziaki".16/
 
Za każdym razem terror uderza nie w jednostki, lecz w grupy. Ma on na celu zniszczenie grupy uznanej za wrogą, która, oczywiście, jest częścią społeczeństwa, ale w konsekwencji wprowadzenia ludobójczej logiki zostaje w całości dotknięta prześladowaniem. A zatem mechanizmy segregacji i wykluczenia stosowane przez "totalitaryzm klasowy" dziwnie przypominają mechanizmy "totalitaryzmu rasowego". Przyszłe społeczeństwo nazistowskie miało być zbudowane na idei "czystej rasy", przyszłe społeczeństwo komunistyczne - na idei klasy proletariuszy, bez jakichkolwiek burżuazyjnych odpadków. Przekształcenie obu społeczeństw miało się dokonać w taki sam sposób, jeżeli nawet kryteria wykluczenia nie były takie same. Dlatego też błędne jest twierdzenie, że komunizm ma charakter uniwersalny: jeżeli bowiem snuje się zamierzenie na skalę światową, nie można zakładać, podobnie jak zakładał nazizm, iż pewna część ludzkości nie ma prawa do istnienia; różnica bowiem polega jedynie na tym, że nazistowski podział rasowy i terytorialny zastępuje podział na warstwy (klasy). Leninowskie, stalinowskie i maoistowskie zbrodnie oraz doświadczenie kambodżańskie stawiają więc przed ludzkością, a także przed prawnikami i historykami, nowe pytanie: w jaki sposób określić zbrodnię, która polega na eksterminacji ze względów politycznych i ideologicznych już nie jednostek czy grup przeciwników, ale wielkich części społeczeństwa? Czy należy wynaleźć nową nazwę? Przychylają się do tego niektórzy autorzy anglosascy; utworzyli nawet termin "politykobójstwo". Czy też, jak to czynią czescy prawnicy, wszystkie zbrodnie popełnione przez reżim komunistyczny należy nazwać po prostu "zbrodniami komunizmu"?
 
Co wiedziano o zbrodniach komunizmu? Co chciano o nich wiedzieć? Dlaczego trzeba' było doczekać końca wieku, aby ten temat mógł stać się przedmiotem naukowych dociekań? Widać bowiem wyraźnie, że choć na Wschodzie podejmuje się coraz więcej badań, analiza terroru stalinowskiego i komunistycznego w ogólności - w stosunku do wiedzy na temat zbrodni nazistowskich - ma do nadrobienia ogromne opóźnienie.
 
Nie sposób tu nie dostrzec silnego kontrastu. Zwycięzcy z 1945 roku z mocy prawa uczynili zbrodnię, a zwłaszcza ludobójstwo Żydów, centralnym punktem oskarżenia, które postawili nazizmowi. Od dziesiątków lat wielu badaczy na całym świecie pracuje nad tym zagadnieniem. Poświęcono mu tysiące książek, dziesiątki filmów, niektóre z nich, jak "Noc i mgła", "Shoah", "Wybór Zofii" czy "Lista Schindlera", zyskały duży rozgłos. Raul Hilberg, że wymienimy tylko jego, swoją najważniejszą pracę poświęcił szczegółowemu opisowi sposobów uśmiercania Żydów w Trzeciej Rzeszy.17/

Tymczasem zbrodni komunistycznych nie traktuje się w ten sam sposób. Podczas gdy Himmler czy Eichmann to znane na całym świecie symbole współczesnego barbarzyństwa, nazwiska Dzierżyńskiego, Jagody czy Jeżowa ogromnej liczbie ludzi nic nie mówią. Lenin, Mao, Ho Chi Minh, a nawet Stalin cieszą się nadal zadziwiającym szacunkiem. Pewna państwowa instytucja francuska, Loto, wykazała taki brak rozeznania, że włączyła Stalina i Mao do jednej ze swoich kampanii reklamowych! Kto wpadłby na pomysł, aby w takiej sytuacji posłużyć się Hitlerem lub Goebbelsem?
 
Wyjątkowa uwaga, jaką poświęca się zbrodniom hitlerowskim, jest w pełni uzasadniona. Taka jest bowiem wola pozostałych przy życiu świadków zagłady, badaczy, którzy pragną zrozumieć, oraz autorytetów moralnych i politycznych chcących potwierdzić wartości demokratyczne. Dlaczego więc świadectwa dotyczące zbrodni komunistycznych znajdują tak słaby oddźwięk w opinii publicznej? Skąd się bierze zakłopotanie polityków? I przede wszystkim dlaczego na temat komunistycznej katastrofy, która w ciągu osiemdziesięciu lat zdołała dotknąć niemal trzecią część rodzaju ludzkiego na czterech kontynentach, panuje "akademickie" milczenie? Z czego wynika niemożność poddania analizie - jako głównego punktu - tak zasadniczego składnika komunizmu, jak zbrodnia, zbrodnia masowa, zbrodnia ujęta w system, zbrodnia przeciwko ludzkości? Czy chodzi tu o niezdolność zrozumienia? Czy raczej o świadome nieprzyjmowanie do wiadomości, o strach przed zrozumieniem?
 
Przyczyny tego przysłaniania prawdy są różnorodne i złożone. Przede wszystkim odegrała tu rolę klasyczna potrzeba oprawców, aby nieustannie zacierać ślady zbrodni, jak również ich pragnienie, by uzasadnić to, czego nie mogli zamaskować. "Tajny referat" Chruszczowa z 1956 roku,18/ pierwsze wyznanie zbrodni komunizmu przez jednego z jego przywódców, to również raport oprawcy, który pragnie ukryć własne zbrodnie (jako przywódcy ukraińskiej partii komunistycznej w okresie największego nasilenia terroru), przypisując je wyłącznie Stalinowi i zasłaniając się koniecznością podporządkowania rozkazom; zataja większość zbrodni, wspominając tylko o ofiarach wśród komunistów, o wiele mniej licznych niż inne, i określa te zbrodnie eufemistycznie - nazywa je "wypaczeniami okresu stalinowskiego", by uzasadnić dalsze trwanie systemu przy zachowaniu tych samych zasad, tych samych struktur, a nawet tych samych ludzi.
 
Chruszczow mówi o tym bez ogródek, opisując sprzeciwy, jakie napotkał podczas przygotowywania tajnego referatu, zwłaszcza ze strony jednego z zaufanych ludzi Stalina: „Kaganowicz był takim potakiwaczem, który poderżnąłby gardło własnemu ojcu, gdyby Stalin tyl- ko mrugnął, mówiąc, że to dla dobra sprawy; oczywiście sprawy stalinowskiej. [...]. Spierał się ze mną w strachu o własną skórę. Gorączkowo pragnął uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności. Co się tyczy zbrodni, Kaganowicz chciał tylko jednego: pewności, że ślad po nich został zatarty.”19/
 
[...]
Udział komunistów w wojnie i zwycięstwie nad nazizmem doprowadził ostatecznie do triumfu pojęcia antyfaszyzmu, stosowanego na lewicy jako kryterium prawdy; rzecz jasna, komuniści wystąpili jako najlepsi jego wyraziciele i obrońcy. W końcu antyfaszyzm stał się dla komunizmu rodzajem znaku firmowego i nietrudno było w jego imię uciszać przeciwników. Ten zasadniczy problem jest przedmiotem bardzo przejrzystych analiz François Fureta. Ponieważ alianci uznali pokonany nazizm za ucieleśnienie "Zła absolutnego", komunizm niemal automatycznie znalazł się w obozie Dobra. Wynikało to jasno z przebiegu procesu norymberskiego, w którym Rosjanie byli oskarżycielami. W taki oto sposób zręcznie ukryto kłopotliwe - z punktu widzenia wartości demokratycznych - wydarzenia, jak pakty niemiecko-sowieckie z 1939 roku lub masakrę katyńską. Zwycięstwo nad nazizmem miało stanowić dowód wyższości systemu komunistycznego. W Europie wyzwolonej przez Amerykanów wywołało przede wszystkim uczucie wdzięczności w stosunku do Armii Czerwonej (której okupacji nie trzeba było znosić) i jednocześnie poczucie winy wobec poświęcenia narodów Związku Sowieckiego. Uczuć tych komunistyczna propaganda nie omieszkała wykorzystać.
 
Ponadto metody "wyzwalania" Europy Wschodniej przez Armię Czerwoną były prawie nie znane na Zachodzie; tamtejsi historycy porównywali dwa krańcowo odmienne typy "wyzwolenia": jeden prowadził do odtworzenia państw demokratycznych, drugi zaś zmierzał ku ustanowieniu dyktatur. W Europie Środkowej i Wschodniej reżim sowiecki dążył do zastąpienia tysiącletniej Rzeszy, a dramat tych narodów wyraził w paru słowach Witold Gombrowicz:

„Zakończenie wojny nie przyniosło Polakom wyzwolenia, tam, w tej przesmutnej środkowo-wschodniej Europie stało się ono wymianą jednej nocy na drugą, wymianą zbirów Hitlera na zbirów Stalina. Gdy w kawiarniach paryskich rozmaite szlachetne duchy witały radosnym pieniem „wydobycie się ludu polskiego z feudalnego ucisku”, w Polsce po prostu ten sam zapalony papieros przechodził z ręki do ręki, by przypiekać nadal człowiecza skórę”.20/
[...]
 
Przypisy:

1/ Zob. Kostas Papionannou, "Les Marxistes", "J'ai lu", Paris 1965.
2/ Andre Frossard, "Le Crime contre I'humanite", Robert Laffont, Paris 1987.
3/ Wasilij Grossman, Wszystko płynie, tłum. Wiera Bieńkowska, Współpraca, Warszawa 1990, s. 174.
4/ Jacques Baynac, "La Terreur sous Lenine", Le Sagittaire, Paris 1975 [cyt. za: Aleksander Sołżenicyn, "Archipelag GUŁag", tłum. Jerzy Pomianowski, t. 1, Nowe Wyd. Polskie, Warszawa 1991, s. 38. (Przyp. red.)].
5/ Gracchus Babeuf, "La Guerre de Vendee et le systeme de depopulation", Tallandier, Paris 1987.
6/ W: J.-P. Azema, F. Bedarida, "Dictionnaire des annees de tourmente", Flammarion, Paris 1995, s.777.
7/ Pierre Vidal-Naquet, "Reflexions sur le genocide", La Decouverte, Paris 1995, s. 268.
Autor pisze zresztą: "Mówiono o Katyniu i masakrze w 1940 roku oficerów polskich, więźniów rosyjskich. Katyń dokładnie mieści się w definicji norymberskiej".
8/ Denis Szabo, Alain Joffe, "La repression des crimes contre l'humanite et de crimes de guerre au Canada", w: Marcel Colin (red.), "Le Crime contre I'Humanite", Eres, Ramonville Saint-Agne 1996, s. 65.
9/ Zob. Jean-Noel Darde, "Le Ministere de la Verite: histoire d'un genocide dans le journal «L'Huma- nite»", Le Seuil, Paris 1984.
10/  Robert Conquest, "La Grande Purge", "Preuves" z 11-11.1969.
11/ Zob. Louis Aragon, "Prelude au temps des cerises", cyt. przez Jeana Malaquais, "Le Nomme Louis Aragon ou le patriote professionel", suplement do "Masses" z 11 1947.
12/ Joseph Berger, "Le Naufrage d'une generation", Denoel, Paris 1974, s. 255.
13/ Martin Ma1ia, "Sowiecka tragedia. Historia komunistycznego imperium rosyjskiego 1917-1991", tłum. Magdalena Hułas, Elżbieta Wyzner, Wyd. Philip Wilson, Warszawa 1998, s. 14.
14/ Tzvetan Todorov, "L'Homme depayse", Le Seuil, Paris 1996, s. 36
15/ Rudolf Hoss, "Autobiografia Rudolfa Hossa, komendanta obozu oświęcimskiego", tłum. Wiesia, Grzymski, Wyd. Prawnicze, Warszawa 1990, s. 159.
16/ W. Grossman", Wszystko płynie", s. 102-103.
17/ Raul Hilberg, "La Destruction des Juifs d'Europe", Fayard, Paris 1988.
18/ Liczne pol. wyd. referatu pt. "O kulcie jednostki i jego następstwach". (Przyp. red.)
19/ Nikita Khrouchtchev, Souvenirs, Robert Laffont, Paris 1971, s. 330.
20/ Witold Gombrowicz, Testament, Res Publica, Warszawa 1990, s. 65.

Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Źródło: 
Czarna Księga Komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Prószyński i S-ka Warszawa 1999, s. 23 i nast.