KWESTIA MORALNOŚCI

W wszelkim postępem naukowym wiąże się niebezpieczeństwo nadużycia, wykorzystania go w sposób zły lub niemoralny. Ryzyko to jest największe w biologii i w medycynie, ponieważ są to dziedziny, które dotyczą i ciała człowieka, i jego osobowości. Z tą myślą rząd francuski powołał niedawno narodowy komitet konsultacyjny do spraw etyki w naukach dotyczących życia i zdrowia. Na trzydziestu pięciu członków tego komitetu prezydent Republiki mianował pięciu jako "przynależących do głównych rodzin filozoficznych i duchowych": dwu lekarzy, w tym jednego żyda i jednego muzułmanina; protestancką kobietę teologa, katolickiego dziennikarza i wicedyrektora Instytutu Badań Marksistowskich, członka KC Francuskiej Partii Komunistycznej. Ta ostatnia nominacja wydaje mi się podważać autorytet całego komitetu.
 
Nie, żeby komuniści byli niemoralni. Wręcz przeciwnie, przestrzegają oni bardzo ściśle pewnych zasad moralnych, często nawet sumienniej od innych. Przez to właśnie znajdują tak wysoki szacunek wśród tych, którzy za najważniejsze uważają stosowanie się do zasad moralnych, jakiekolwiek by one były. Kłopot polega na tym, że moralność ta jest sprzeczna z moralnością powszechną.
 
Częste jest przekonanie, że moralność zależy od wybranej "rodziny filozoficznej i duchowej". Jest to przekonanie mylne. Wszystkie religie nakazują czynienie dobra i unikanie zła, żadna z nich nie definiuje jednak tego dobra ani zła. Definicja ta istniała przed nimi. W kwestii życia ludzkiego, najważniejszej może i najbardziej podatnej na wszelkie nadużycia medycyny i biologii, istnieje głęboka zgoda między filozofami greckimi, prawnikami rzymskimi, mędrcami chińskimi i hinduskimi i doktorami religii wywodzącymi się od Abrahama. "Moralność judeo-chrześcijańska" w ścisłym sensie nie istnieje; istnieje natomiast żydowski lub chrześcijański sposób stosowania moralności powszechnej. Dlatego też Grocjusz mógł w siedemnastym wieku twierdzić, że nawet gdyby Pan Bóg nie istniał to granica między dobrem a złem przechodziłaby w tym samym miejscu.

Mimo to nasz wiek zaznał prób, na wielką skalę, zmieniania lub zatarcia tej granicy. Wiążąc największe dobro z "czystością rasy", faszyzm hitlerowski podporządkował moralność swej ideologii. Rozkazując "ostateczne rozwiązanie" Hitler myślał, że postępuje moralnie, ponieważ likwidując Żydów tępił źródło zła zgodnie z doktryną nazistowską. Podobnie komunizm leninowski wyciągnął ze swej ideologii nową i zadziwiająco prostą definicję dobra: dobrem jest to, co przyczynia się do "zniszczenia kapitalizmu" i do "budowy socjalizmu". Tę jasną definicję można znaleźć już w "katechizmie rewolucjonisty" Bakunina i Nieczajewa i w dziełach Tkaczowa. Klasyczną formę nadał jej Lenin w swym przemówieniu o "Zadaniach Związków Młodzieży", wygłoszonym drugiego października 1920 roku. Przejęta z kolei przez Trockiego, Stalina i ich następców, definicja ta nadal utrzymuje się przy życiu.
 
Wynika z niej, że jest dobrem, a nie złem, zabijać ludzi, jeśli jest to zgodne z kierunkiem Historii takim, jak go rozumie i interpretuje Partia. Nie mówi się na przykład o "mordowaniu" kułaków (kilka milionów zamordowanych), lecz o ich "likwidacji jako klasy". Pojęcie zbrodni traci więc swój sens, ponieważ jest rozumiane jedynie jako coś, co przeczy kierunkowi Historii. W podobny sposób potępia się zbrodnie "imperializmu", a nie ma większej, aniżeli skierowana przeciw komunizmowi. Pojęcie zbrodni znika natomiast, gdy ocenia się czyny tych, którzy zarządzają zniszczeniem "kapitalizmu" i budową "socjalizmu". Czyny te ocenić można za pomocą tego jedynego kryterium jako "słuszne", lub jako "błędne". Tak więc Chruszczow w swym słynnym tajnym raporcie zarzuca Stalinowi oddalenie się bez potrzeby od zasad leninowskich i uciekanie się do "środków ostatecznych" i "masowych represji", które nie przynosiły politycznego pożytku. Potępia on przede wszystkim represje przeciwko komunistom. Niemniej jednak zarzuca Stalinowi nie pogwałcenie jakiegoś najwyższego dobra, a raczej techniczne w pewnej mierze błędy, które sprawiły, że odchylił się od procesu mającego doprowadzić do zwycięstwa socjalizmu. Chruszczow nie mówi o zbrodniach, mówi o błędach. Podobnie też w Chinach Wielki Skok Naprzód i Rewolucja Kulturalna (podczas których wymordowano za każdym razem dziesiątki milionów ludzi) to nie zbrodnie, lecz błędy, jakie zarzuca się Mao.
 
Francuska Partia Komunistyczna wykazała w przyjęciu tej nowej etyki wybitną zdolność, choć etyka ta u szeregowego członka partii może współżyć przez dłuższy czas z tradycyjną moralnością. Francuska Partia Komunistyczna posunęła swe skrupuły aż do odcięcia się od Chruszczowa, gdy ten potępiał "błędy" Stalina. Nie znalazła też moralnie nic do potępienia w ludobójstwie praktykowanym przez Pol Pota aż do chwili, gdy reżym ten, przeciwstawiając się ZSRR, tym samym popełnił zbrodnię największą, która pociąga za sobą potępienie całej reszty. W sferze medycyny i biologii poparła Łysenkę w jego walce przeciwko prawdziwej biologii i nazwała żydowskich lekarzy Stalina "mordercami w białych fartuchach". Nikt nie słyszał, by protestowała przeciwko nadużyciu psychiatrii, jakie istnieje obecnie w Związku Sowieckim. Czyżby "nasza" Partia była niemoralna? Ależ skąd: przeciwnie, postępuje logicznie i konsekwentnie w stosunku do siebie, do swej ideologii, do własnej "moralności komunistycznej".
 
Powróćmy do naszego komitetu etyki. Wydawałoby się zatem pożądane i zgodne z naturą rzeczy podzielić go na dwie części. W jednym komitecie znaleźliby się ci, którzy przyjmują powszechnie uznawane definicje dobra i zła: wierzący i niewierzący, żydzi, chrześcijanie i buddyści. Drugi natomiast składałby się z tych, którzy przyjmują inne, nowe prawa moralne. Można sobie wyobrazić, że utrzymywanie nieporozumienia leży w interesie komunistycznej "rodziny filozoficznej i duchowej". Jednak do obowiązków prezydenta należy także chronić przed nim Francuzów. Kierkegaard sądził, że wielki podział między ludźmi nie leży między tymi, którzy czynią zło, a tymi, którzy czynią dobro (wszyscy, niestety, czynią i jedno, i drugie), lecz między tymi, którzy akceptują różnicę między złem a dobrem, a tymi, którzy jej nie uznają lub ją zniekształcają.

Tłum. Agnieszka Kołakowska  L 'EXPRESS, 2 grudzień 1983.

Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Źródło: 
Między sierpem a młotem. ZSRR i świat, The Committee in Support of Solidarity, London 1985, s. 304.