TRZY RODZAJE ZABEZPIECZEŃ INTERESÓW NOMENKLATUROWYCH Cz. II

ZABEZPIECZENIA AGENTURALNE
 
„Maksyma: jeśli coś można wytłumaczyć na wiele sposobów, wybierz wytłumaczenie najprostsze - nie ma zastosowania, gdy w grę wchodzą działania służb specjalnych.”(1)
 
Pełnych i bezpośrednich dowodów na rzecz przypuszczenia o istnieniu jakiś jednolicie zaprojektowanych, centralnie koordynowanych i skutecznie realizowanych zabezpieczeń agenturalnych nie mam. Jednak nawet jeśli zabezpieczenia takie mają charakter rozproszony i formowały się bardziej spontanicznie, niż w sposób centralnie sterowany, to i tak mamy tu do czynienia ze znaczącym faktem społecznym. To bowiem, iż pewne fakty są b. trudne do udowodnienia, nie znaczy, że przestają być elementami rzeczywistości społecznej. Istnieje dostatecznie duża liczba poszlak, by cały problem traktować bardzo poważnie. Zacznijmy od jednej z nich.
 
Przy okazji podpisywania przez Jaruzelskiego książki „Stan wojenny. Dlaczego...”, w Toruniu, „Gazeta Wyborcza” zapytała: "Czy liczy się Pan z oskarżeniem przed Trybunałem Stanu?
 
- Oczywiście. Przecież podjęto uchwałę uznającą stan wojenny za nielegalny. Sejm skierował sprawę do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Komisja pracuje. Myślę, że wszyscy, którzy chcą taki spektakl urządzić powinni się nad tym dobrze zastanowić. Mogą spaść różne aureole” (podkr. AZ).(2)
 
Jak się niebawem przekonamy (zob. fragment poświęcony Wałęsie), szantaż nie jest metodą działania nową dla Jaruzelskiego. Niezależnie jednak od jego intencji, w interesie państwa polskiego jest, byśmy dowiedzieli się, nad czyimi głowami aureole świecą niezasłużenie. Lustracja służyć ma właśnie temu, by materiały zgromadzone przez Jaruzelskiego i jego towarzyszy utraciły swoją destrukcyjną dla naszego państwa moc polityczną. Już tylko ze względu na to, co powiedział powyżej, były I sekretarz powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Zasugerował on bowiem, iż dysponuje informacjami, których ujawnienie może wywrzeć istotny wpływ na stan spraw publicznych. Być może - niezależnie od i jego nielegalności - wprowadzenie stanu wojennego faktycznie leżało w interesie naszego społeczeństwa i Jaruzelski zostanie uniewinniony. Jednak, choćby tylko ze względu na tego typu wypowiedzi, przed Trybunałem Stanu stanąć powinien. Istnieje bowiem potrzeba, by poprzez publiczne prześwietlenie całej tej sprawy Wojciech Jaruzelski przestał wreszcie rzucać cień na naszą scenę polityczną.
 
Przejdźmy teraz do bardziej systematycznej charakterystyki zabezpieczenia agenturalnego. Można wyróżnić co najmniej sześć takich, pracujących względnie niezależnie od siebie pionów stanowiących podstawę tego zabezpieczenia. Cztery częściowo niezależne od siebie piony w obrębie MSW i dwa w MON. Wyliczmy je po kolei, scharakteryzujmy ich zadania i możliwości działania.
 
Po pierwsze, SB, czyli departamenty MSW: III, IV, V, VI jak i pracujące dla nich piony techniczne. W połowie '89 funkcjonariuszy SB było 24-25 tysięcy. Liczbę rzeczywiście przydatnych TW, prowadzonych przez SB, szacuję na ok. 50 tysięcy.(3)
 
Po drugie, wywiad MSW - Departament I. Liczba zatrudnionych - od 600 do 1000.(4) Powszechnie uznawany za najbardziej geszefciarski w resorcie. Prawie wszystkie osoby, które udało się zwerbować do współpracy w związku z wyjazdami zagranicznymi (np. pracowników naukowych) próbowano, podczas ich pobytu w kraju, wykorzystywać do rozpracowywania opozycji.
 
Po trzecie, kontrwywiad MSW - Departament II.
 
Po czwarte, Zarząd Zwiadu WOP. Prowadził on agenturę w rejonach przygranicznych (przypominam, iż województw nadgranicznych jest 21) oraz w międzynarodowych portach lotniczych. Liczba współpracowników Zarządu Zwiadu WOP była bardzo duża - sądzę, iż rzędu kilkunastu tysięcy. Od czasu rozpoczęcia walki z opozycją „zadaniowano” ich pod kątem przekazywania informacji o przeciwniku politycznym.
 
Po piąte, kontrwywiad wojskowy, tj. Zarząd III WSW. W połowie lat osiemdziesiątych służyło tu ok. 4.500 pracowników (prawdopodobnie łącznie z zapleczem technicznym). Według ówczesnych wytycznych od każdego pracownika operacyjnego wymagano prowadzenia ok. 10 TW. Szacuje się, iż mniej więcej 20 % TW nie było zatrudnionych w wojsku; wiązało się to z zainteresowaniem cywilnym otoczeniem wojska - rodziny, mieszkańcy okolic jednostek itd.(5)
 
Po szóste, wywiad wojskowy - Zarząd II Sztabu Generalnego. Nie dysponuję wiarygodnymi danymi, co do liczby pracowników - spotkałem się szacunkiem ok. 2000 osób.
 
Należy też pamiętać, iż wykorzystywano do celów infiltracji i inwigilacji politycznej tajnych współpracowników MO - w tym zwerbowanych poprzez kontakty ORMO-wskie.
 
Wreszcie, pomijana zazwyczaj, agentura wewnętrzna. Po zabójstwie księdza Popiełuszki w MSW powstaje Zarząd Ochrony Funkcjonariuszy (ZOF) podległy bezpośrednio ministrowi, z Inspektoratami (IOF) w WUSW-ach. Była to formacja elitarna. „W całej Polsce funkcjonariuszy ZOF-u było mniej niż 200, z tego około 30 w centrali.”(6) Prowadził on rozpracowania operacyjne i swoją sieć informator6w (rzecz jasna także z odpowiednimi kartotekami) wśród funkcjonariuszy MSW. Nie wiem, czy dziś ktokolwiek poza dawnymi mocodawcami tej służby, orientuje się ilu agentów ZOF-u nadal pracuje w UOP, policji i innych: ważnych instytucjach publicznych.
 
Jasne jest, że przydatność wielu z zarejestrowanych agentów (może nawet: większości) była niewielka. Tylko niektórzy z nich faktycznie zasługiwali na miano tzw. agentury manewrowej, tzw. współpracowników nie tylko biernie dostarczających informacji, lecz też potrafiących działać aktywnie: promować lub blokować kariery wskazanych ludzi, wywierać istotny wpływ na poglądy i działanie określonych środowisk i organizacji, uczestniczyć w realizacji skomplikowanych przedsięwzięć zagranicznych. Tym niemniej, agentura manewrowa nie jest wymysłem tylko ze sprawozdań.
 
Agentura penetruje wszystkie sfery życia społecznego (tak w kraju jak i wśród Polonii), choć oczywiście skoncentrowana jest na rozpracowywaniu środowisk uznawanych przez PZPR i same służby specjalne za newralgiczne. Na podstawie tych elementów mozaiki informacyjnej, jaka już przedostała się do wiadomości publicznej - większość materiałów dotyczących tych agentów, umożliwiających nad nimi kontrolę operacyjną, w takiej czy innej postaci jednak istnieje -- w MSW i poza nim, w kraju i poza nim. Rzecz jasna, obecnie pozapaństwowi posiadacze nie mają takiej skali środków osobowych i technicznych, by z całą tą agenturą regularnie pracować. Nie jest to jednak niezbędne do tego, by agenci owi nadal zachowywali przydatność dla swoich dawnych lub/i nowych mocodawców, stanowiąc poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.
 
Szantażować można kogoś nie tylko groźbą ujawnienia faktu, iż był agentem. Można też szantażować grożąc ujawnieniem kompromitujących informacji, za pomocą których skłoniono daną osobę do tego, by agentem została. Wreszcie trzeba dodać rzecz dość rzadko poruszaną: wcale nie trzeba było być agentem, aby teraz móc być poddanym szantażowi. Archiwa MSW zawierały mnóstwo materiałów kompromitujących, informacji o mniejszych i większych grzeszkach tysięcy ludzi, którzy z różnych powodów agentami nie zostali. Na przykład, partyjny dyrektor państwowego zakładu pracy, na którego kombinacje patrzono przez palce, dlatego, iż był to swój człowiek, zawsze chętny do współpracy lub dzielenia się łupami, nigdy nie rejestrowany jako agent. Jednak na wszelki wypadek gromadzono materiały i na niego. Nie wiadomo, ile z takich materiałów znajduje się poza resortem lub/i poza krajem. Między innymi z tego powodu lustracja musi być wsparta dekomunizacją.
 
By przybliżyć nieco sposoby wykorzystywania TW zacytuję poniżej fragmenty ogłoszonego przez dziennikarza, Jana Dziadula, pisma z-cy komendanta wojewódzkiego ds. SB w Katowicach do ówczesnego dyrektora Departamentu IIIA (później przemianowny na Departament V) MSW, gen. Władysława Ciastonia. Datowane 21.09.81 r., prezentuje ono koncepcję działań w stosunku do Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego i Krajowej Komisji Górniczej w przypadku operacji „Wrzos” (zatrzymywanie osób do internowania) - w okresie, gdy nie było jeszcze decyzji o zawieszeniu delegalizacji "S" na wypadek wprowadzenia stanu wojennego. Według tego dokumentu po zatrzymaniu części prezydium Zarządu Regionu należy:
 
„Doprowadzić do odpowiedniego ukształtowania struktury Zarządu i przejęcia kierownictwa Zarządu poprzez realizację następujących działań:
 
- Doprowadzenie do przejęcia funkcji przewodniczącego ZR przez (tu funkcja i nazwisko - J. D.), który w kręgach 'Solidarności' znany jest z reprezentowania tzw. linii związkowej.
 
- W tym celu opracować dla (nazwisko - J.D.) linię postępowania uwzględniającą przejęcie we władanie siedziby Zarządu Regionu przy poparciu jego zwolenników i wytypowanych przez nas działaczy 'Solidarności'.
 
- Dla tajnych współpracowników przekazać zadania, aby w przypadku kształtowania nowych władz regionu udzielili poparcia (nazwisko - J.D.), propagowali zasadność przejęcia przez niego funkcji przewodniczącego, jak również, żeby bezpośrednio zaangażowali się w udzielenie mu poparcia i pomocy w przejęciu siedziby ZR.
 
- Dla pełnego opanowania sytuacji w ZR wprowadzić w skład Prezydium i Zarządu następujące osoby, znane z pozytywnych postaw i gwarantujące realizację działalności zgodną z linią polityczną partii i rządu (tu dołączona została lista z 21 nazwiskami - J. D.).
 
Równolegle wprowadzi się do komisji zakładowych wiodących zakładów przemysłowych osoby gwarantujące kierowanie związkiem zgodnie z linią polityczną partii i rządu, a jednocześnie popierających działania nowego Zarządu. W koncepcji odpowiedniego kształtowania władz Zarządu planuje się również wykorzystanie wiceprzewodniczącego (tu nazwisko - J.D.), który według posiadanego rozpoznania może być skłonny do współpracy w zamian za określoną wysoką kwotę finansową. Wariant ten przewiduje się w przypadku nie zrealizowania wcześniejszej koncepcji z przyczyn od nas niezależnych. W tym przypadku wspomniany kandydat na przewodniczącego otrzyma również wskazówki od nas, na których działaczach 'Solidarności' ma się oprzeć.”(7)
 
Dokument ten warto skomentować. Podkreślić trzeba, iż TW nie byli wykorzystywani jedynie jako bierni obserwatorzy przekazujący informacje; używano ich w celu aktywnego kształtowania sytuacji w "S". Z jakim skutkiem - to osobna sprawa. Z tą kwestią wiąże się uwaga druga: zgodnie z regułami działania służb specjalnych formułowano wariantowe scenariusze działań. Zauważmy też, iż wskazane możliwości infiltracyjnego oddziaływania na "S" dotyczą okresu września '81. Od stanu wojennego SB była rozbudowywana, a penetracja środowisk opozycyjnych zintensyfikowana. Możemy sobie wyobrazić, jak wiele udało się uzyskać do '89.
 
Pragnąc uzyskać orientację co do możliwości SB w skali kraju, trzeba uwzględnić specyfikę województwa katowickiego. Komendantowi wojewódzkiemu podlegało tam 16 tysięcy funkcjonariuszy MO i SB, podczas gdy np. komendantowi legnickiemu tysiąc trzystu.(8) Można więc przyjąć, iż mamy tu prawdopodobnie do czynienia z górnym poziomem nasycenia agenturalnego w skali kraju w danym czasie.
 
Nie sposób nie zwrócić w tym miejscu uwagi na inną kwestię. Wszystko wskazuje, iż Dziadul, dziennikarz „Polityki”, uzyskał dostęp do materiałów wprost wymieniających wielu TW. Kto zadecydował o udzieleniu mu takiej zgody w sytuacji, gdy kierownictwo MSW cały czas oficjalnie przeciwstawiało się ujawnianiu list TW? Możemy tylko pytać, ile jeszcze osób otrzymało taki prezent?!
 
Być może sporo jeszcze czasu upłynie zanim dowiemy się, do jakich gier prywatnych, gospodarczych i politycznych wykorzystano już rozmaite wykazy TW zanim jeszcze Antoni Macierewicz zabrał się za oficjalne przygotowywanie lustracji? Jednak tylko jego oskarża się o polityczne wykorzystanie tego rodzaju materiałów.
 
Dziś jest już jasne, iż tzw. masowe niszczenie dokumentów PZPR i akt służb specjalnych służyło - jak się wydaje - trzem zasadniczym celom:
 
1. Usunięciu materiałów, które mogłyby zostać wykorzystane w celu pełnego ujawnienia oblicza komunistycznej władzy - w tym stopnia dyspozycyjności i serwilizmu wobec Moskwy. Generał Ochocki: „Proszę pamiętać, że rok 1989, kiedy decyzje w sprawie niszczenia dokumentów zostały podjęte, to czas, gdy funkcjonowała jeszcze w naszym resorcie komórka KGB.”
 
2. Usunięciu dokumentów mogących posłużyć jako dowody dla prawnego rozliczenia przestępstw popełnionych przez funkcjonariuszy PRL. Chodzi o materiały, które mogłyby umożliwić wykrycie czynów stanowiących przestępstwa nawet na gruncie ówcześnie obowiązującego prawa (np. afery finansowe) jak i materiały pomocne dla wyjaśnienia okoliczności śmierci ks. Stanisława Suchowolca lub zbadania, czy SB planowała pozbawienie życia ks. Adolfa Chojnowskiego.(11)
 
3. Było przykrywką masowego - tak centralnie koordynowanego jak i powodowanego indywidualną przedsiębiorczością - wyprowadzania poza właściwe instytucje tych akt, których ujawnienie mogłoby uniemożliwić lub utrudnić zabezpieczenie agenturalne. Ochocki: „Według mnie (...) najwięcej chyba zniszczono dokumentów dotyczących ostatniego dziesięciolecia. Chodziło po prostu o schowanie pewnych gier operacyjnych, które były prowadzone w stosunku do opozycji.”(12)
 
Swego czasu wielokrotnie komentowano zadziwiający fakt, że przy weryfikacji funkcjonariuszy SB „surowość członków komisji wzrastała szczególnie w tych województwach, w których opozycja praktycznie w latach osiemdziesiątych nie istniała, SB nie miała więc jakichkolwiek powodów do ścigania pewnych grup obywateli i ich prześladowania. I na odwrót: obywatele nie mieli w zasadzie kontaktów z tą służbą, a więc i szczególnych powodów do obdarzania jej wyjątkowo złymi uczuciami.” Autor tej wypowiedzi pyta: „Czyżby więc działalność komisji dała niektórym okazję do zmazania swej wcześniejszej winy bierności i strachu?”(13) Myślę, że może warto rozważyć także inne wyjaśnienie? W regionach, gdzie nie działała opozycja, mniejsze było nasycenie agenturą i mniejsze przeto prawdopodobieństwo znalezienia się agentów w komisjach weryfikacyjnych! Z drugiej strony, tam gdzie zorganizowana opozycja nie istniała, SB nierzadko poczynała sobie bardziej brutalnie, niż w regionach, gdzie podziemna "S" była silna i potrafiła nagłośnić represje. Przeto tam właśnie SB „zapracować” sobie mogła na surowsze potraktowanie.
 
KONTRWYWIAD WOJSKOWY JAKO BEZPIEKA
 
W porównaniu z tym, co ujawniono na temat działalności służb specjalnych LWP, wiedza o służbach MSW jest już spora. Jeśli bowiem czegoś nie przeoczyłem, to poza b. szefem ochrony Wojciecha Jaruzelskiego, Arturem Gotówko, żaden z byłych ludzi MON nie przedstawił opowieści szkicującej (wyrywkowo, oczywiście, że bardzo wyrywkowo!) kulisy pracy wojskowych służb specjalnych.(14) Powiem od razu, iż argument, że wchodzą tu w grę kwestie obronności kraju - co ma wskazywać na specyfikę służb wojskowych w odróżnieniu od cywilnych - jest nie do utrzymania. Po pierwsze, wielka część owych sekretów obronnych, to informacje związane z funkcjonowaniem LWP w strukturach Układu Warszawskiego. W sytuacji przejęcia armii NRD przez Bundeswehrę, w warunkach przejścia naszej armii na nową politykę obronną i przeorganizowywania wojska, znaczna (jeśli nie przeważająca) część owych tajemnic ma obecnie podobną wartość wywiadowczą, co wiedza o zasadach organizacji legionów rzymskich. Po drugie, wojskowe służby specjalne nie tyle służyły interesom państwa, co układom polityczno-partyjnym. W bardzo szerokim zakresie były wykorzystywane do walki z opozycją polityczną. Ten wątek został już zasygnalizowany wcześniejszym cytatem z wypowiedzi posła Okrzesika. Jednakże, skoro można już dziś zrekonstruować przybliżony obraz roli SB w naszej transformacji ustrojowej, to rola służb wojskowych nadal pozostaje w cieniu w niepokojącym stopniu.
 
Zdaniem Widackiego, aż do końca lat siedemdziesiątych rola WSW w walce z opozycją była minimalna. „Sytuacja zmieniła się w latach osiemdziesiątych, gdy generał Jaruzelski został premierem. Wtedy też zaczęto zlecać różnym służbom WSW zadania na zewnątrz wojska. Wojskowa obserwacja uganiała się za członkami opozycji, niewiele mniej niż SB. Przy okazji różnych spraw raz po raz napotykamy ślady działań wojskowej obserwacji. (...)
 
Zdarzało się, że gdy gen. Kiszczak chciał sprawdzić rzetelność lub skuteczność różnych komórek MSW, a nawet lojalność poszczególnych podwładnych w swym nowym resorcie, korzystał z usług WSW.(15) To za jego czasów i za jego sprawą WSW stało się, jak mówią dziś wojskowi, 'drugą ubecją'. Granica między wywiadem i kontrwywiadem - także wojskowym - a policją polityczną uległa zamazaniu z wszystkimi tego konsekwencjami, z moralnymi włącznie (podkr. AZ).(16)
 
W połowie lat '80 pracy ściśle kontrwywiadowczej poświęcano nie więcej niż 20% czasu i środków.(17) Gotówko mówi: „Nie znam dokładnej liczby, ale sądzę, że około siedemdziesięciu-dziewięćdziesięciu procent wysiłku naszych służb specjalnych szło na walkę z Solidarnością. Taka była decyzja Kiszczaka wykonującego wolę pierwszego sekretarza.”(18)
 
Na przykład, oficerowie mający pod swoją opieką m.in. studia wojskowe wyższych uczelni leżących na terenie Oddziałów WSW, rozbudowywali agenturę także wśród cywilnej kadry akademickiej.(19) W kontrwywiadzie wojskowym istnieli też pracownicy operacyjni, którzy formalnie mieli zajmować się osłoną rodzin wojskowych przed wpływami duchowieństwa katolickiego. W istocie niekiedy prowadzono normalne rozpracowania księży.(20) Występując jako świadek w procesie generałów Ciastonia i Płatka, były z-ca ds. SB szefa WUSW w Bydgoszczy, Stefan S. „potwierdził (...) słowa innego z funkcjonariuszy milicji bydgoskiej, który zeznał, że zdarzało się, iż tym samym człowiekiem mogły interesować się służby wojskowe. Kanałami WSW płynęły także informacje dotyczące Kościoła, zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego - powiedział Stefan S. To miała być współpraca, ale ja - dodał - nie byłem z tego zadowolony, ponieważ wchodzili w moje kompetencje i usiłowali nas kontrolować.”(21)
 
„Zwiad WOP-u spełniał w rejonie przygranicznym wszystkie te funkcje, które bezpieka wykonywała na całej reszcie kraju. (...) graniczne punkty kontrolne, nastawione były na równi na ujawnianie i unieszkodliwianie osób podejrzanych o terroryzm, jak i osób podejrzanych o powiązania z podziemnymi strukturami byłej "Solidarności". Szereg działań WOP-u nastawionych było na wyłapywanie przewożonych przez granicę środków materiałowych i wydawnictw o wrogiej treści, przeznaczonych do wspierania ugrupowań opozycyjnych w kraju, jak głosiła instrukcja. Obiektem działań operacyjnych zwiadu WOP było też duchowieństwo rejonu przygranicznego. Zwiad zbierał również dane o nastrojach ludności. Zachowywał się, krótko mówiąc, jak klasyczna bezpieka.”(22)
 
Starano się umocnić pozycję wojskowych służb specjalnych przy okazji działalności tzw. terenowych grup operacyjnych, wprowadzonych przed stanem wojennym. Po powrocie z terenu ich członkowie odbywali regularne spotkania z oficerami kontrwywiadu. W niektórych regionach do umocnienia pozycji kontrwywiadu wojskowego (tak wobec partii jak i MSW) próbowano wykorzystać komisarzy wojskowych, ustanowionych wraz z wprowadzeniem stanu wojennego. Trudno mi określić bliżej rolę tych komisarzy w agenturyzacji zakładów pracy i instytucji państwowych, które nadzorowali, nie była ona jednak bez znaczenia. Pod tym samym kątem należałoby się przyjrzeć tak niewinnej służbie jak Obrona Cywilna. W sporej mierze to nastroje ludności były przedmiotem zainteresowania i służb OC.(23) Być może pod tym względem OC odgrywała podobną rolę jak ORMO - liczące w lutym '82, w skali kraju, ponad 352 tys. członków.(24) Niezależnie od faktu, iż sporą cześć tych członków to martwe dusze, ORMO stanowiło dla milicji i SB ważne źródło rekrutacji TW.
 
Tezy Widackiego wspiera poseł Janusz Okrzesik, przewodniczący podkomisji sejmowej badającej niszczenie akt WSW. Wskazuje on, iż jedną z przyczyn niszczenia była „chęć ukrycia faktu, że WSW zajmowało się zwalczaniem cywilnej opozycji politycznej. Służba ta zawsze zajmowała się tymi sprawami, z tym, że wzrost jej zainteresowania nastąpił w momencie, kiedy szefem WSW został generał Kiszczak. Gdy objął on z kolei stanowisko ministra spraw wewnętrznych, kontrwywiad wojskowy zaczął być wykorzystywany do ścisłej współpracy z SB.
 
W latach osiemdziesiątych walka ze szpiegostwem znajdowała się wyraźnie na drugim planie zainteresowań kontrwywiadu. Głównym zadaniem tej służby stało się zwalczanie opozycji. W wojsku, ale przede wszystkim - poza wojskiem. To właśnie kontrwywiad, a nie SB, rozpracował i doprowadził do aresztowania Władysława Frasyniuka. Takich spraw było znacznie więcej.
 
Działalność kontynuowano już po wyborach czerwcowych. (...) Z naszych informacji wynika, że WSW posiadało we wszystkich ugrupowaniach politycznych około 30 'źródeł informacji'. Nie byli to jednak, przynajmniej jeśli chodzi o "Solidarność" czy w ogóle o dawną opozycję, działacze wysoko postawieni.”(25)
 
Ciekawe mogłoby się okazać, jakie były dalsze losy tych ówcześnie niezbyt wysoko postawionych działaczy... Według wiceministra ON, Bronisława Komorowskiego, agenturalne rozpracowanie opozycji przez służby wojskowe stanowiło 7% tego, co uzyskał resort SW.(26)
 
W kręgach opozycji w Toruniu był swego czasu analizowany (udokumentowany)(27) przypadek z początku '81. Kontrwywiad wojskowy posłużył się żołnierzem służby czynnej do infiltracji Niezależnego Zrzeszenia Studentów na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika - dziewczyna żołnierza była działaczką NZS.
 
Działo się to jeszcze w czasie, gdy Jaruzelski był tylko ministrem ON. On sam potwierdza wykorzystywanie służb wojskowych do zadań politycznych, pisząc przy okazji omawiania incydentu bydgoskiego z marca '81: „Zażądałem informacji z MSW i WSW” (podkr. AZ). (28)
 
Zakończmy ten fragment pytaniem: jak wyjaśnić to, iż Jan Majewski, w latach '60 pracownik ambasady PRL wydalony pod zarzutem szpiegostwa z Wielkiej Brytanii,(29) „Absolwent i pracownik m. in. Wojskowej Akademii Politycznej im. F. Dzierżyńskiego, pułkownik LWP, od 1971 r. w służbie dyplomatycznej, [który] podsekretarzem stanu został w 1985 r.”,  nieprzerwanie pełnił to ostatnie stanowisko aż do połowy sierpnia 1992 r.,(30) a po opuszczeniu został attache wojskowym w naszej ambasadzie w Pakistanie? Jakim panom służy przez ostatnie lata?(31)
 
Kończąc ten fragment, przypomnę tylko, iż wojskowe służby specjalne nie zostały poddane nawet tak niedoskonałej weryfikacji jak ta, która objęła SB. Przeprowadzając weryfikację w SB przyjęto m.in. zasadę, by eliminować funkcjonariuszy po szkołach KGB. Tym bardziej niepokojące muszą być powtarzające się informacje, że przy okazji reorganizacji wojskowych służb specjalnych (WSW została rozwiązana we, wrześniu '90, a wywiad wyprowadzono poza strukturę Sztabu Generalnego) i przekształceniu ich w WSI - Wojskowe służby Informacyjne dokonano selekcji idącej w odwrotną stronę. Pozbywano się przede wszystkim tych oficerów, którzy nie mieli na swoim koncie dyplomów tak zwanych „dwóch Feliksów”: Wojskowej Akademii Politycznej im. F. Dzierżynskiego w Warszawie i szkoły KGB.
 
Przypisy:
 

  1. Emerytowany oficer kontrwywiadu wojskowego.
  2. (dar), Bezpartyjny, GR, nr 203, 29.08.92, s. 1.
  3.  „Wymogi generała Kiszczaka były takie, by jeden etatowy pracownik operacyjny SB miał od dziesięciu do dwunastu tajnych współpracowników” (Byłem człowiekiem Kiszczaka, s. 198). Z drugiej strony, nie potrafię dokładniej oszacować, ilu ze wskazanych 24 tysięcy funkcjonariuszy należy uznać za pracowników operacyjnych - pewno nie mniej niż 50%. Twierdzi się też, iż wymaganie pracy z taką liczbą informatorów był nierealistyczny, że jeden pracownik nie jest w stanie prowadzić tylu TW i zalecenie Kiszczaka prowadziło do tworzenia w ewidencji martwych dusz.
  4. Teczki bezpieki, s. 157.
  5. Dane za źródłem osobowym „E”.
  6. Jan Widacki, Czego nie powiedział generał Kiszczak, Warszawa 1992, „BAW”, s. 153.
  7. Jan Dziadul, Lato '80 - Brzoza. Jak przygotowywano stan wojenny - z tajnych archiwów, Polityka, nr 45, 10.11.W, s. 10; por. tenże, Rozstrzelana kopalnia, Warszawa 1991, „BGW”, s. 188; istnieją drobne różnice między wersjami tego dokumentu w obu publikacjach.
  8. Byłem człowiekiem Kiszczaka, Generał Marek Ochocki w rozmowie z Krzysztofem Spychalskim, Łódż, Wydawnictwo „Athos”, 1~2, s. 144.
  9. Byłem człowiekiem Kiszczaka, s. 207.
  10. Poseł Janusz Okrzesik, przewodniczący Podkomisji Specjalnej do Spraw Zbadania Działalności byłej WSW twierdzi, iż „Chodziło o zatarcie śladów pospolitych afer finansowych, za które odpowiedzialne były osoby ze ścisłego kierownictwa WSW Z generałem Bułą na czele. Chodzi tu m.in. o sprawę losu tzw. depozytów - czyli mienia zajmowanego w czasie dokonywanych przez kontrwywiad aresztowań, wykorzystywanie do celów prywatnych służbowych lokali, ciemne interesy związane z polowaniami organizowanymi przez ministerstwo. Zajmie się tym wszystkim spowodowana przez nas kontrola NIK” (rozmowa Piotra Skwiecińskiego, ŻW, nr 29, wyd. 3, 04.02.91, s. 2; podkr. AZ). Nie słyszałem o żadnych rezultatach tej kontroli ani nawet o jej przeprowadzeniu.
  11. Zob. np. Kazimierz Sulka, Dostałem rozkaz zabicia księdza..., Gdańsk 1989, NSZZ "Solidarność".
  12. Byłem człowiekiem Kiszczaka, s. 207.
  13. Kajetan Mucha, Spalone „bezpieczniki”, Gazeta Wspólna, nr 13, 04.10.90, s. 7.
  14. Henryk Piecuch, Byłem gorylem Jaruzelskiego, Warszawa, Oficyna Wydawnicza „Reporter” 1993.
  15. Potwierdzone przez źródło osobowe "E" - np. wysłano oficerów kontrwywiadu wojskowego do kościołów z poleceniem przekazania informacji o treści kazań.
  16. J. Widacki, Czego nie powiedział generał Kiszczak, s. 178.
  17. Według szacunku jednego z moich konsultantów, b. oficera kontrwywiadu wojskowego - źródło "E".
  18. Henryk Piecuch, Byłem gorylem Jaruzelskiego, Warszawa, Oficyna Wydawnicza "Reporter" l993, s. 171.
  19. Żródło osobowe "E".
  20. Źródło osobowe "Ń".
  21. (jano), Proces Ciastonia i Płatka. Niewygodne informacje, Nś nr 239, wyd. K, 10-11.10.92, s. 3.
  22. Widacki, Czego nie powiedział generał Kiszczak, s. 174-5. Przypomnijmy, że WOP pod względem logistycznym podlegał MON, a operacyjnie MSW.
  23. Źródło osobowe "R".
  24. Rozmowa Andrzeja Monastyrskiego z Monasterskiego. Muszyńskim, kierownikiem Inspektoratu do Spraw Nieletnich Sztabu Stoł. ORMO, Żołnierz Wolności, nr 43, wyd. A, 21.02.83, s. 4.
  25. Rozmowa Piotra Skwiecińskiego, ŻW, nr 29, wyd. 3, 04.02.91, s. 2.
  26. Informacja podana na spotkaniu w klubie UD w Toruniu w okresie rządów Olszewskiego, gdy Komorowski już/jeszcze znajdował się poza MON. Nie udało mi się uzyskać jasnej odpowiedzi na pytania zmierzające do sprecyzowania tej informacji przez dookreślenie podstawy, względem której owe 7% zostało obliczone.
  27. Przypadkiem, w marcu '82, w ręce zaangażowanych w działalność podziemną pracowników zakładu „Polchem” dostała się kaseta magnetofonowa, jeśli dobrze pamiętam, zakupiona w komisie. Zawierała ona rozmowę oficera kontrwywiadu wojskowego, w czasie której żołnierz służby zasadniczej instruowany był jak ma infiltrować organizację studencką. Z kontekstu rozmowy wynikało, iż miała ona miejsce w trakcie strajków o rejestrację NZS-u, na początku '81. Żołnierz pytany też był o nastroje w swej baterii. Przeprowadzona w nerwowy sposób akcja kontrwywiadu wojskowego w celu odzyskania tej kasety (i pewno innych - skupiono wtedy kasety od wielu sprzedawców w mieście) potwierdziła autentyczność nagranej tam rozmowy.
  28. Wojciech Jaruzelski, Stan wojenny. Dlaczego..., Warszawa, „BGW”, s. 72.
  29. Jacek Kurski, Piotr Semka, Lewy czerwcowy, Warszawa, Editions Spotkania, s. 152; bez roku wydania.
  30. (abm), Czy rewolucja personalna w MSZ, NS, nr 183, 05.08.92, wyd. P, s. 2; por.: Piotr M. Rudnicki, Ministerstwo pod specjalnym nadzorem, Nś, nr 187, wyd. P, 10.08.92. s. 2.
  31. O decydującej często roli służb MON i MSW w MSZ zob. Tadeusz Kosobudzki, MSZ od środka, Chicago-Toronto-Warszawa 1990, Andy Grafik Ltd.
Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Źródło: 
Andrzej Zybertowicz, CZĘŚĆ I SŁUŻBY SPECJALNE I "SAMOLIKWIDACJA" KOMUNIZMU, w: W uścisku tajnych służb. Upadek komunizmu i układ postnomeklaturowy, Wydawnictwo ANTYK, Warszawa 1993, s. 19-56.