W Rumunii bez zmian (2012)

9 lutego 2012 roku nowym premierem Rumunii został 44-letni Mihai Răzvan Ungureanu. Media, szczególnie te zagraniczne, ogłosiły „nowe otwarcie”, które ma rozpocząć epokę wytężonej walki z bolączkami trapiącymi ten położony w Karpatach kraj. Pytanie, czy zmieni on aktualną proamerykańską politykę Rumunii pozostaje otwarte.

Na początku stycznia w Rumunii wybuchły protesty na niespotykaną od dawna skalę. Bezpośrednia przyczyna społecznego wzburzenia była więcej niż banalna. 10 stycznia do dymisji podał się Raed Arafat, podsekretarz stanu w ministerstwie zdrowia. Wcześniej krytykował on reformy przeprowadzane w służbie zdrowia. Jego rodzina pochodzi z Palestyny, ale on sam w wieku 16 lat przeniósł się do Rumunii, gdzie ukończył studia medyczne i pozostał na stałe. Dymisja Arafata była iskrą, od której rozpalił się tłum na ulicach Bukaresztu i kilku innych miast. Powszechnie uważano, że w swej krytyce ma on rację, zaś rząd prowadzi politykę oszczędności kosztem obywateli. Arafat wezwał manifestantów do powrotu do domu, jednak tłum go nie posłuchał, gdyż błyskawicznie oprócz haseł o zdrowiu pojawiły się inne: o biedzie, korupcji i tłumieniu wolności słowa, w końcu również o ACTA, które rumuński rząd chciał przeprowadzić w sposób podobny do tego zastosowanego przez gabinet Tuska.

17 stycznia Arafat został przywrócony przez premiera Emila Boka na stanowisko, lecz manifestacje zaczęły żyć własnym życiem. Według rozmaitych doniesień, nie da się wykluczyć udziału wojska w organizacji protestów. Prezydent Traian Băsescu wprost oskarżył służby wojskowe, związane jeszcze z klanem Ceaușescu, o prowokację. Wskazywał na udział Mircei Dogaru, emerytowanego pułkownika i przewodniczącego związku weteranów, w organizowaniu wieców. Dogaru nie pozostał dłużny, wskazując, iż prezydent jest „sługą zagranicy”. Oliwy do ognia dolało pojawienie się 23 stycznia na proteście w Bukareszcie młodego podporucznika Alexandru Gheorghe w mundurze galowym. Żołnierz popierał Arafata, który od prawie tygodnia był już z powrotem na stanowisku, i zwracał uwagę na zaniedbania w resorcie obrony. Podkreślał również, że wojsko rumuńskie jest zawsze z narodem, co było oczywistym nawiązaniem do grudnia 1989 roku, kiedy armia najpierw dokonała rzezi w Timișoarze, a później już, wraz z „ludem”, obalała znienawidzonego dyktatora Ceaușescu. Ciekawym wydarzeniem w czasie protestów była też próba ugrania politycznego kapitału przez Petre Romana, pierwszego „niekomunistycznego” (w rzeczywistości był synem stalinowskiego dygnitarza) premiera Rumunii. Roman wszedł w tłum protestujących, lecz podzielił los Palikota – został wygwizdany i przepędzony.

Jednocześnie do ofensywy przeszła opozycja parlamentarna będąca koalicją partii postkomunistycznej i centroprawicowej. Zaczęła ona dążyć do przedterminowych wyborów, co było dużym zagrożeniem dla rządzącego obozu. Pod naciskiem ulicy i opozycji Băsescu zdecydował się na ucieczkę do przodu – kazał premierowi podać się do dymisji i mianował kandydata bardziej akceptowalnego w społeczeństwie.

Nowy premier pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny z Jassów, stolicy rumuńskiej Mołdawii (tereny obecnej Republiki Mołdawii zostały oderwane od Rumunii przez Rosję w 1812 roku) i jednego z najważniejszych miast w kraju. Jego ojciec w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych był zastępcą mera Jassów. Sam premier urodził się w 1968 roku, zaś w 1985 roku, w wieku17 lat, objął zaszczytną funkcję zastępcy członka Komitetu Centralnego Komunistycznego Związku Młodzieży. Według niektórych relacji, dał się poznać jako ambitny komunista już w liceum, które ukończył z wyróżnieniem.

Ungureanu studiował historię na uniwersytecie w Jassach. W czasie nauki był członkiem senatu uczelni i sekretarzem międzynarodowego zrzeszenia studentów historii. W 1993 roku obronił pracę magisterską z hebraistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, zaś w 2004 roku doktoryzował się z historii na uniwersytecie w rodzinnych Jassach. Jest świetnie wykształcony: oprócz tytułów naukowych włada biegle kilkoma językami zachodnimi, zna też węgierski, co nie jest częste wśród rumuńskich polityków tego szczebla. W latach dziewięćdziesiątych aktywnie działał naukowo, zarówno w kraju, jak i na Oksfordzie.

W 1998 roku, w rządzie centroprawicowej koalicji, został sekretarzem stanu w ministerstwie spraw zagranicznych, później działał aktywnie w organizacjach międzynarodowych. W 2004 roku wstąpił do centroprawicowej Partii Narodowo-Liberalnej i został ministrem spraw zagranicznych w rządzie Călina Popescu Tăriceanu wywodzącego się z tego ugrupowania. W kolejnych latach zbliżył się do obozu Băsescu. W marcu 2007 roku został odwołany ze stanowiska, jednak już pół roku później został dyrektorem Służby Wywiadu Zagranicznego (SIE). W tej roli pozostawał dyskretny, wolał pozostawać w cieniu. Jego nominacja na szefa rządu pojawiła się nagle, po odrzuceniu kilku kandydatur wywodzących się bezpośrednio z Partii Liberalno-Demokratycznej.

Ungureanu cieszy się dobrą opinią większości sił politycznych w kraju. Powszechnie jest postrzegany jako osoba stawiająca się nieco z boku podziałów, może nie apolityczna, co byłoby trudne, ale na pewno nie ma wizerunku „żołnierza” Băsescu, co jest radykalną zmianą w stosunku do swego poprzednika, o którym mówiono, że jest wyłącznie wykonawcą rozkazów prezydenta.

Jaką politykę będzie prowadził nowy rząd? Wydaje się, że nic się nie zmieni. Rumunia od lat sytuuje się w obozie proamerykańskim, uczestniczy w projekcie tarczy antyrakietowej i gości na swym terytorium żołnierzy z USA. W życiorysie Ungureanu trudno doszukać się motywów, które mogłyby wskazywać na jakiekolwiek prorosyjskie sympatie – w związku młodzieży komunistycznej działał w latach, gdy Ceaușescu prowadził zdecydowanie antysowiecką politykę, co zresztą doprowadziło go przed pluton egzekucyjny. Domniemany udział wojskowych służb specjalnych w organizowaniu demonstracji mógłby wskazywać na próbę przeorientowania polityki zagranicznej, jednak mianowanie Ungureanu zablokowało ten ruch, przynajmniej na jakiś czas.

W polityce wewnętrznej nowy rząd, z którego usunięto najbardziej skompromitowanych ministrów poprzednika, będzie musiał stawić czoła oszczędnościom wymuszonym przez trudności gospodarcze. Nie bez znaczenia jest też sytuacja demograficzna kraju – niedawno opublikowano wyniki spisu powszechnego. W ciągu dekady populacja Rumunii zmniejszyła się aż o 2 miliony i obecnie wynosi 19 milionów plus milion na emigracji.

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: 
Źródło: 
Gazeta Polska nr 8 z 22 lutego 2012