JAK UCIEKALI ŹLI ZBÓJE

Źli zbóje długo rządzili mrowiskiem, które przy pomocy termitów odebrali niegdyś poczciwym, pracowitym mrówkom. Mieli wiele sposobów na trzymanie mrówek w posłuchu i okradanie ich ze wszystkiego, co niegdyś posiadały. W razie czego zresztą mogli uciec do termitów, a aby zmylić pogoń, mogły, jak w każdej bajce, rzucić za siebie lusterko, szal, papierek i grzebyk, by wyrosło jezioro, rozpadlina, trudności urzędowe i wielkie góry.

Pewnego dnia Myszaki i Kotaki, jak można było przewidzieć, pokłócili się o pieniądze i łaski u króla termitów. W mrowisku, gdzie mieszkali, powstała komisja śledcza, już kolejna. Kotaki i Myszaki sądziły, że ją kontrolują, ale okazało się, że podczas wyborów udało się jednak tam przemknąć paru mrówkom, i pod Kotakami zaczął się palić grunt, za chwilę mogły wyjść na wierzch niektóre z ich wielkich przekrętów. Myszaki też nie próżnowały, jak mogły, podkładały byłym przyjaciołom świnie. Kotaki już dawno próbowały odwołać niezbyt rozgarniętego ale poczciwego przewodniczącego komisji, Jabłuszkę, ale ten się uratował. Komisja jak traktor zbliżała się do prawdy i nawet poważyła się wezwać samego głównego Kotaka Wielkiego na przesłuchanie. A Kotak Wielki, obrażony na mrówki z komisji, odmówił zeznawania.

Kotaki rzuciły za siebie papierek – aresztowały asystenta Jabłuszki pod zarzutem szpiegostwa na rzecz termitów. Biedy chłopak, można wyobrazić sobie, jak się poczuł, gdy okazało się, że niewinne spotkania na tematy europejskie, do których zachęcali go polityczni przyjaciele, mogą go we własnym demokratycznym kraju kosztować karierę i wolność na długie lata. Ale kto się tam przejmuje małymi chłopakami, „...bo najgęściej giną chłopy...” A Kotak Wielki, obrażony na mrówki z komisji, odmówił zeznawania.

Wtedy Kotaki rzuciły za siebie lusterko – i prokuratura rozesłała międzynarodowy list gończy za Meksykaninem Oberkiem, który siedem lat wcześniej przyjechał z głównym Myszakiem i jego koleżkami popatrzeć na zamordowanego Papaszkę, kierownika straży zamkowej. Mówiło się wtedy, że bardzo, bardzo była ta śmierć na rękę Oberkowi... Oberek nawet trochę posiedział, ale prędko go zwolniono. Teraz nagle okazało się, że na pewno jest winny podżegania, tylko niestety, nie wiadomo, gdzie jest.

W tym samym czasie usłużne termitom Mediaki-Tomaki rozpoczęły grę na kilku instrumentach naraz – trąbki grały o palmę pierwszeństwa z bębenkami, mamiąc, kłamiąc, odwracając uwagę mrówek – a to że jeden z członków komisji ma za długie rękawy surduta, a to, że inny buty ma niewyczyszczone, a to, że teczka mu się nie dopina... Słowem, na wielkie skandale. Hałas był i jazgot taki, że mrówki nic prawie nie mogły z tego zrozumieć.

Co będzie dalej?

Ano, jeszcze mają grzebyk.

Na pewno go rzucą za siebie. I miejmy nadzieję, że wyrosną z niego wielkie góry, za którymi zostaną już na zawsze, daleko od nas.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: