POLITYKA ZSRR I ROSJI WOBEC ARMENII I AZERBEJDŻANU

Armenia i Azerbejdżan stały się niepodległymi państwami w wyniku rozpadu Związku Radzieckiego w 1991 roku. Już trzy lata przed tym wydarzeniem uwikłały się w nie rozwiązany do dziś spór. „Kością niezgody” między oboma narodami stał się Górny Karabach. Konflikt ormiańsko-azerski rozpoczął się w 1988 roku i, aby zrozumieć wydarzenia na Kaukazie Południowym oraz rolę polityki Rosji wobec tego regionu w latach1990., należy rozpocząć analizę od końca lat 1980. Koniec pierwszej części rozdziału, poświęconego polityce ZSRR wobec interesujących nas podmiotów w początkowej fazie konfliktu karabaskiego, wyznacza rok 1994, kiedy podpisano rozejm w Karabachu oraz tzw. „kontrakt stulecia”. Część druga dotyczy wpływu Rosji na rozwój wydarzeń wewnętrznych w Azerbejdżanie oraz przebiegu konfliktu ormiańsko-azerskiego w latach 1991-1994. „Kontraktowi stulecia” oraz wydarzeniom z nim związanym, w których miała swój udział Rosja, jest poświęcona część trzecia, natomiast w częściach następnych omówiona zostanie oddzielnie polityka Rosji wobec Armenii (część 4) oraz Azerbejdżanu (część 5) po roku 1994.

1. Polityka radziecka wobec konfliktu karabaskiego i jego stron w latach 1988 -1991

Za początek współczesnego konfliktu karabaskiego[1] uważa się dzień 20 lutego 1988 roku, kiedy to na sesji rady obwodowej Górnokarabaskiego Obwodu Autonomicznego (GKOA) postanowiono zwrócić się do Rad Najwyższych: ZSRR, Armeńskiej i Azerbejdżańskiej SRR o wykluczenie Górnego Karabachu z Azerbejdżanu i włączenie go do Armenii[2]. Ujawnienie się problemu Górnego Karabachu, jak również podjęcie takiej decyzji przez władzę ustawodawczą obwodu umożliwiła polityka głasnosti i pierestrojki rozpoczęta w 1985 roku przez Michaiła Gorbaczowa, polityka która miała zreformować i odnowić ZSSR, a która w rzeczywistości doprowadziła do jego upadku. „Problem narodowościowy, który u zarania pierestrojki nie był w centrum uwagi, okazał się najsłabszym ogniwem łańcucha utrzymującego system sowiecki. Podobnie jak w przypadku zmierzchu kolonializmu w Indiach, Palestynie, Angoli czy na Cyprze - długo skrywane napięcia etniczne wybuchły w krwawych starciach [...] między narodowościami Zakaukazia”[3]. Reakcja Moskwy na prośbę rady obwodowej była negatywna, początkowo starano się wprowadzić blokadę informacyjną w stosunku do konfliktu, następnie zaś przedstawiano zajścia w Stepanakercie (stolica Karabachu, przyp. aut.) i demonstracje w Erewanie jako działania nacjonalistyczne i ekstremistyczne, godzące w bezpieczeństwo i porządek publiczny. Dla władz komunistycznych groźny był nie tyle sam problem, ile fakt ujawnienia się go w demokratycznych formach. Oddolna inicjatywa obywateli radzieckich była, z punktu widzenia władz, czymś nielegalnym, naruszającym społeczno-polityczny porządek wypracowany przez 70 lat istnienia państwa radzieckiego. Mimo wyraźnie negatywnej reakcji Moskwy władze Karabachu zakwestionowały decyzję Biura Politycznego i stanęły na czele ruchu obywatelskiego protestu. Problem, który początkowo jawił się jako spór z dziedziny prawa państwowego, starano się skierować na inne tory, przekształcić go w konflikt etniczny, co, zważywszy na skomplikowane stosunki narodowościowe na Zakaukaziu, nie przyszło trudno. Efektem tych działań były masakry Ormian w Sumgaicie, Baku i innych miastach Azerbejdżanu. Sposób ich przeprowadzenia i stopień zorganizowania wykluczał spontaniczne wystąpienia ludności, wskazywał raczej na celową prowokację władz[4]. Po stłumieniu zamieszek do enklawy karabaskiej wprowadzono oddziały wojska a odwód przeszedł pod bezpośredni zarząd Moskwy. W Karabachu i jego okolicach wprowadzono stan wyjątkowy. Jednocześnie zdymisjonowano I Sekretarzy armeńskiej i azerbejdżańskiej partii: Karena Demircziana i Kamrana Bagirowa. Opracowany został również plan pomocy gospodarczej dla Karabachu, odrzucony jednak przez Ormian, gdyż miały go realizować władze w Baku. Enklawę Karabachu otoczono ścisłym kordonem wojsk radzieckich i policji azerbejdżańskiej, zaprowadzając tam dyktaturę i surowo karząc wszelkie przejawy niesubordynacji. Wojska i władze radzieckie faktycznie opowiedziały się po stronie Azerbejdżanu, częściowo dlatego, że ówczesne władze komunistyczne w Baku były przez Kreml postrzegane jako ideologicznie bliskie, częściowo z uzasadnionej obawy Moskwy przed stworzeniem niebezpiecznego precedensu zmian terytorialnych[5]. Problem karabaski był wówczas dla Rosji problemem wewnętrznym i z tego powodu poparto Azerbejdżan.

Mimo takiej postawy centrum percepcja wydarzeń w samym Azerbejdżanie była całkowicie odmienna. Gorbaczowowi zarzucano, że choć odrzucił żądania ormiańskie zmiany status quo na Zakaukaziu, wyraził swoją sympatię dla Ormian i zrozumienie dla ich położenia. Z rozgoryczeniem przywitano w Baku decyzję o wyłączeniu obwodu karabaskiego spod jurysdykcji Azerbejdżanu. Zwracano uwagę, że masakra w Sumgaicie i blokada połączeń z Armenią wprowadzona przez Azerbejdżan były ostro krytykowane w prasie centralnej, natomiast tragedii tysięcy azerskich uchodźców jak gdyby w ogóle nie zauważano.

25 września 1989 r. Rada Najwyższa Azerbejdżańskiej SRR uchwaliła Ustawę o Suwerenności, która m.in. potwierdzała suwerenność republiki nad Karabachem i konieczność zgody całego narodu na zmianę granic państwowych. Ze względu na sprzeczność ustawy z konstytucją ZSRR moskiewskie Prezydium Rady Najwyższej unieważniło ją. Z perspektywy sporu o Górski Karabach, orzeczenie to było rozumiane jako dodatkowy przykład poparcia dla stanowiska ormiańskiego[6].

Na przełomie 1989 i 1990 roku w Azerbejdżanie zaszła seria wydarzeń, która doprowadziła do interwencji Armii Radzieckiej. W grudniu 1989 r. miały miejsce rozruchy na granicy Nachiczewańskiej ARR z Iranem. Ludność azerbejdżańska niszczyła urządzenia graniczne, swobodnie przechodzono granicę w obie strony. Pojawiły się hasła o konieczności likwidacji „muru berlińskiego”, jakim dla narodu azerbejdżańskiego jest granica radziecko - irańska na Araksie. Moskwa interpretowała te wydarzenia jako „próbę zmiany granic ZSRR na korzyść innego państwa”. W styczniu 1990 r. Rada Najwyższa Armenii objęła budżetem republikańskim Karabach i nadała jego mieszkańcom prawo do głosowania w wyborach w Armenii. Wywołało to protesty i zamieszki w Baku, które przerodziły się w kilkudniową rzeź ludności ormiańskiej. Pretekstem bezpośrednim do wystąpień stały się pogłoski o atakowaniu wsi azerskich w Karabachu przez Ormian. W celu stłumienia niepokojów do Baku 19 stycznia wkroczyły oddziały wojska pod dowództwem gen. Aleksandra Lebiedzia. W walkach ulicznych zginęło kilkaset osób. Nastąpiły zmiany w kierownictwie partyjnym Azerbejdżanu - pierwszym sekretarzem został Ajaz Mutalibow. Gorbaczow zarzucił w przemówieniu telewizyjnym władzom obu republik uginanie się pod naciskiem grup nacjonalistycznych.

Od wydarzeń bakijskich[7] do puczu sierpniowego 1991 r. sytuacja w Armenii i Azerbejdżanie, jak również w samym Karabachu, wciąż odciętym od reszty kraju, zasadniczo nie ulegała zmianom. Nie zmieniała się także polityka Moskwy, która nie miała pomysłu na rozwiązanie konfliktu; poza tym w centrum uwagi społeczeństwa rosyjskiego była wówczas przybierająca na sile konfrontacja na linii Jelcyn - Gorbaczow.



[1] Poprzednie miały miejsce w latach 1905 - 06 i 1918 - 20.
[2] Suren Zolan, Górny Karabach: w poszukiwaniu rozwiązania, Eurazja nr 1/1996, s. 57.
[3] T. Świętochowski, Azerbejdżan i Rosja..., s. 228.
[4] Zobacz: Co wydarzyło się w Armenii?, Wybór z numeru specjalnego Głasnosti, Warszawa: Wydawnictwo CDN 1989.
[5] A .Popow, op.cit., s. 19.
[6] T. Świętochowski, Azerbejdżan i Rosja..., s. 236.
[7] Wydarzeniom w Baku ze stycznia 1990 nadano nazwę: „bakijskich dni styczniowych”.

2. Polityka Rosji wobec wewnętrznych wydarzeń w Azerbejdżanie i konfliktu karabaskiego w latach 1991-1994

Polityka Kremla radykalnie zmieniła się wraz z klęską sierpniowego puczu, rozpadem ZSRR w grudniu 1991 r. i objęciem władzy przez Borysa Jelcyna[1]. Aby zrozumieć politykę rosyjską wobec kwestii karabaskiej po 1991 r. należy uświadomić sobie, że na Kremlu zmieniła się percepcja tego konfliktu. Od sierpnia 1991 r. był to już dla władz moskiewskich nie problem wewnętrzny, ale konflikt między dwoma niepodległymi państwami, który można wykorzystać dla realizacji własnych celów strategicznych w regionie. Przez całą dekadę lat 1990. Karabach był dla Rosji instrumentem nacisku na Baku i Erewan, uzależnienia ich od siebie i utrzymania we własnej strefie wpływów. Z tego też powodu w interesie Rosji leżało stałe „tlenie się” konfliktu, utrzymywanie go w stanie „zamrożenia” i „odgrzewanie” w razie potrzeby.

Od rozpadu ZSRR ekipa Jelcyna postawiła wyraźnie na Armenię, uważając ją za swojego naturalnego sojusznika. „Można przypuszczać, że na taką decyzję miały wpływ bliskie kontakty najbliższych współpracowników Borysa Jelcyna (przede wszystkim [...] Galiny Starowojtowej) z liderami ormiańskiego ruchu narodowego, który doszedł wówczas do władzy w Erewanie i Stepanakercie”[2]. Ważnym atutem Armenii było też szybkie przystąpienie do WNP, podpisanie Układu taszkienckiego o zbiorowym bezpieczeństwie z 15 maja 1992 r. oraz zgoda na stacjonowanie wojsk rosyjskich na swoim terytorium. Zbliżeniu Rosji z Armenią sprzyjała również polityka władz azerbejdżańskich - najpierw prezydenta Mutalibowa, który w sierpniu 1991 r. poparł puczystów, potem zaś panturkisty Abulfaza Elczibeja.

Na przełomie 1991 i 1992 roku nastąpiła eskalacja konfliktu w Karabachu. Serię wydarzeń, które spowodowały rozpoczęcie walk zapoczątkowało zestrzelenie przez Ormian helikoptera z kilkoma azerbejdżańskimi funkcjonariuszami nad Karabachem. Odpowiedzią parlamentu Azerbejdżanu było anulowanie autonomii Górnego Karabachu, który z kolei 6 grudnia 1991 r. ogłosił niepodległość. W lutym Ormianie przeprowadzili ofensywę na Szuszę i Laczin w celu przerwania blokady Karabachu i uzyskania połączenia z Armenią. Kiedy telewizja azerbejdżańska pokazała ofiary masakry przeprowadzonej przez oddziały ormiańskie w miasteczku Chodżały reżim Mutalibowa upadł, oskarżany o nieudolność i doprowadzenie do klęski militarnej Azerbejdżanu. W wyniku czerwcowych wyborów prezydentem został przywódca Ludowego Frontu Azerbejdżanu Abulfaz Elczibej.

Do przerodzenia się konfliktu karabaskiego ze starć niewielkich oddziałów, uzbrojonych w nieliczną broń palną w regularną wojnę z użyciem artylerii, czołgów i samolotów przyczyniła się niewątpliwie polityka rosyjska wobec państw Zakaukazia lub raczej jej brak w latach 1991-92. „Jedyny wkład Rosji w rozwój wydarzeń na Zakaukaziu polegał na [...] manipulowaniu ogromnymi zapasami broni należącej do jednostek radzieckich stacjonujących w Zakaukaskim Okręgu Wojskowym”[3]. Wycofujące się z Karabachu i całego Azerbejdżanu wojska rosyjskie pozostawiały lub sprzedawały ogromne ilości broni i amunicji stronom konfliktu. Zdarzały się też napady „niezidentyfikowanych sprawców” na magazyny i transporty wojskowe, które w rzeczywistości były dobrze przygotowanymi i uzgodnionymi akcjami przeprowadzanymi w celu zatuszowania rzeczywistych operacji. Specjaliści obliczają, że w sumie Rosjanie pozostawili na Zakaukaziu co najmniej 3 tys. jednostek uzbrojenia i 20 tys. wagonów amunicji[4].

Realizacja postanowień Układu taszkienckiego była kolejnym krokiem wzmacniającym militarnie strony konfliktu. Zgodnie z jego postanowieniami Gruzji, Armenii i Azerbejdżanowi przyznano w spadku po ZSRR po 220 czołgów, 220 samochodów opancerzonych, 100 samolotów, 50 śmigłowców oraz 285 wyrzutni rakietowych[5]. Od drugiej połowy 1992 r. Rosja wyraźnie zaczęła wspierać stronę ormiańską i udzielać jej pomocy wojskowej, co związane było z wydarzeniami w Azerbejdżanie.

„Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Azerbejdżanu (A.Elczibej, przyp. aut.) był politykiem, który dobitniej niż inni sformułował i głosił publicznie konieczność rozluźnienia więzi z Rosją oraz potrzebę zbliżenia z Turcja i Iranem”[6]. Jedną z pierwszych decyzji Elczibeja było wystąpienie Azerbejdżanu z WNP oraz zdecydowane żądanie wycofania wojsk rosyjskich. Reakcja Moskwy była natychmiastowa. Wprowadzono 65% cła na wszystkie towary azerbejdżańskie, wiele przedsiębiorstw rosyjskich zaprzestało współpracy z azerbejdżańskimi, milicja zaczęła usuwać drobnych handlarzy - Azerów z moskiewskich bazarów.

Elczibej w swojej polityce zagranicznej kierował się ideami panturkizmu; rozpoczął proces wielostronnego zbliżenia z Turcją, chcąc zastąpić wpływy rosyjskie tureckimi. Ankara początkowo nastawiona była bardzo przychylnie. Rozpoczęła się turecka ekspansja kulturalna i ekonomiczna w Azerbejdżanie, tureccy wojskowi pomagali tworzyć od podstaw armię azerbejdżańską. W 1992 roku podpisano turecko-azerbejdżański układ o przyjaźni. Podjęto także decyzję o zmianie alfabetu na łaciński, co ułatwiło wzajemną wymianę kulturalną. Szybko jednak okazało się, że Turcy nie są w stanie angażować się w Azerbejdżanie na tak wielką skalę ze względu na ograniczone środki finansowe. Również Amerykanie, najważniejszy sojusznik Turcji, nie popierali jej aktywnej polityki na Zakaukaziu. Pod wpływem lobby ormiańskiego Kongres przyjął ustawę zabraniającą rządowi USA udzielania Azerbejdżanowi pomocy innej niż humanitarna. Najważniejszym jednak było stanowisko Rosji, w której interesy na Zakaukaziu godziły działania Turcji. Wobec coraz częstszych oświadczeń dygnitarzy i wojskowych rosyjskich, podkreślających że Moskwa uważa „bliską zagranicę” za strefę swoich interesów strategicznych, w Turcji zaczęto powoli wracać do kemalistowskiej polityki wobec Zakaukazia. Również władze Iranu były nieprzychylnie nastawione do rządów nacjonalistów w Baku, obawiały się bowiem ich negatywnego wpływu na Azerbejdżan Irański. Sojusz Elczibeja z Turcją nie leżał w interesie Teheranu, rywalizującego z Ankarą o wpływy na Bliskim Wschodzie.

Elczibej - tak jak kiedyś musawatyści - wierzył że fundamentem niepodległości Azerbejdżanu może stać się ropa[7]. W obliczu braku środków finansowych na wprowadzenie nowoczesnych metod wydobycia, koniecznością stał się napływ kapitałów i inwestycji z Zachodu. We wrześniu 1992 r. Azerbejdżan podpisał wstępną umowę z konsorcjum firm z USA, Wielkiej Brytanii i Norwegii dotyczącą wydobycia ropy z pola naftowego Azeri, położonego na azerbejdżańskim szelfie Morza Kaspijskiego. Rozpoczęły się jednocześnie rozmowy o przebiegu trasy rurociągu, którym miano transportować wydobyty surowiec do Europy Zachodniej. Naruszało to już bezpośrednio najżywotniejsze interesy Rosji w regionie kaspijskim. Wydarzenia, które nastąpiły w roku 1993 pokazały, że Rosja zdeterminowana jest bronić ich za wszelką cenę i posiada do tego odpowiednie instrumenty.

Po otrzymaniu wydatnej pomocy w postaci broni i amunicji zimą 1993 r. armia karabaska rozpoczęła ofensywę, zajmując ostatecznie korytarz lacziński oraz rejony Agdam i Kelbadżar, w sumie prawie 1/5 terytorium Azerbejdżanu. W tym samym czasie w tureckim Kurdystanie doszło do serii ataków partyzantów z Partii Pracujących Kurdystanu na tureckie posterunki i bazy wojskowe na terenach, przez które przechodzić miał planowany rurociąg. Podobne akcje miały miejsce w Iranie, gdzie organizatorem aktów terroru była ormiańska organizacja terrorystyczna ASALA. Wszystkie te wydarzenia zaszły prawie jednocześnie i miały na celu pokazanie koncernom, państwom zachodnim oraz Turcji i Iranowi rosyjskie możliwości destabilizacji sytuacji w regionie. Najważniejsze wydarzenia miały jednak miejsce w Azerbejdżanie. W Gandży (drugie co do wielkości miasto Azerbejdżanu) stacjonowała 104 rosyjska Dywizja Spadochronowa. Po przegranej w Karabachu władze Azerbejdżanu zażądały od Rosji wycofania dywizji, co też nastąpiło w niespodziewanie krótkim czasie. Jak się okazało później, większą część uzbrojenia Rosjanie przekazali zbuntowanym oddziałom płk Sureta Husejnowa. Jako jeden z dowódców azerbejdżańskich został on oskarżony o samowolne wycofanie się z Karabachu. Husejnow nie podporządkował się władzom i na czele swoich oddziałów rozpoczął marsz na Baku. Rząd Frontu Ludowego, nie dysponujący siłami mogącymi skutecznie przeciwstawić się puczystom rozpoczął z nimi pertraktacje. Obie strony osiągnęły kompromis - Elczibej ustąpił, Husejnow został premierem, natomiast sprowadzony z Nachiczewanu Gajdar Alijew przewodniczącym parlamentu, czyli faktycznym szefem państwa. Pucz został przeprowadzony tak, żeby uniemożliwić Elczibejowi zapowiedzianą wizytę w Londynie, podczas której miała zostać podpisana umowa z konsorcjum[8].

Gajdar Alijew zaraz po objęciu władzy wstrzymał podpisanie kontraktu w sprawie wydobycia ropy naftowej, wprowadził również Azerbejdżan ponownie do WNP, jednakże nie zgodził się na stacjonowanie wojsk rosyjskich w kraju oraz wspólne patrolowanie granic. Alijew był przez Kreml, państwa zachodnie, jak również siły polityczne w samym Azerbejdżanie, uważany za człowieka Moskwy, jego ponowne dojście do władzy (w latach 1970. i 1980. był I Sekretarzem Komunistycznej Partii Azerbejdżanu) interpretowano nawet jako powrót do stalinizmu. Oczekiwania rosyjskie co do polityki Alijewa dość szybko okazały się błędne. Nowy prezydent rozpoczął zręczną grę polityczną, umiejętnie lawirując między Rosją i Zachodem. Podobnie jak Elczibej oparł swoją politykę zagraniczną o ropę, robił to jednak uwzględniając do pewnego stopnia interesy rosyjskie. W renegocjowanym kontrakcie z konsorcjum firm zachodnich 10% udziałów przyznano rosyjskiemu Łukoilowi. Moskwa, jak się wydaje, liczyła na więcej, gdyż na początku 1994 r. rozpoczęła się kolejna, tym razem już ostatnia, ormiańska ofensywa, zagrażająca bezpośrednio Gandży. Alijew musiał przyjąć rosyjską mediację w konflikcie. 24 maja 1994 r. strony podpisały w Biszkeku układ rozejmowy, w którym Azerbejdżan zgodził się na wprowadzenie do Karabachu jednostek rosyjskich, do czego jednak nie doszło ze względu na ostrzeżenie wystosowane do Moskwy przez USA, które obawiały się zagrożenia dla inwestycji amerykańskich firm w Azerbejdżanie.



[1] Arif Junusow, „Karabach - przeszłość, teraźniejszość, przyszłość”, Eurazja nr 1/1996, s. 53.
[2] A. Popow, op.cit, str. 19.
[3] Ibidem, s. 17.
[4] W. Simonow, „Kawkaz: krow’, slozy i diengi”, Sowierszenno siekrietno, nr 8/1994, s. 4-5.
[5] Podpisując układ taszkiencki o wspólnej obronie Armenia i Azerbejdżan stały się de facto sojusznikami, co może uchodzić za paradoks. Zobacz: A. Popow, op.cit., s. 19.
[6] T. Świętochowski, „Azerbejdżan - kraj pogranicza”, Eurazja nr 5 -6/1994, s. 72.
[7] T. Świętochowski, „Ropa a stabilność polityczna w basenie Morza Kaspijskiego”, Eurazja nr 1/1996, s.30.
[8] Ibidem, s. 15.

3. Udział Rosji w „nowej wielkiej grze”

Od początku XIX wieku obszar Azerbejdżanu znajdował się w granicach państwa rosyjskiego. Carska Rosja i ZSRR eksploatowały lądowe pola naftowe Azerbejdżanu na zasadzie wyłączności. Rabunkowa radziecka gospodarka surowcowa doprowadziła do wyczerpania większości łatwo dostępnych złóż oraz do katastrofy ekologicznej Morza Kaspijskiego. Obecnie potwierdzone zasoby ropy azerbejdżańskiej wynoszą 1.71 mld ton, przewidywane - 4.4 mld ton. W całym regionie kaspijskim ten stosunek przedstawia się następująco: złoża potwierdzone - 4.78 mld ton, przewidywane - 32.2 mld. Również złoża gazu ziemnego w regionie są ogromne: potwierdzone - 9.3 bln m3 i przewidywane 9.0 bln m3, w tym z Azerbejdżanie odpowiednio 0.3 i 0.6 bln m3[1]. Złoża azerbejdżańskie zalegają w szelfie Morza Kaspijskiego, są trudne do wydobycia, przez co wymagają ogromnych nakładów i nowoczesnych metod technologicznych. Funduszy, technologii, jak również tytułu prawnego do eksploatacji złóż Rosja nie posiada. Brak jej również sieci dystrybucyjnej w Europie Zachodniej, dokąd wydobyty surowiec ma popłynąć.

Od początku lat 1990. toczy się na Zakaukaziu „nowa wielka gra”[2]. W dawnej rywalizacji chodziło przede wszystkim o zapewnienie bezpieczeństwa na strategicznych rubieżach ówczesnych mocarstw, obecnie stawką jest ropa naftowa i gaz ziemny[3]. Dla Rosji - oprócz tego - status supermocarstwa. Rozpad ZSRR umożliwił Azerbejdżanowi oraz innym państwom regionu prowadzenie niezależnej od Moskwy polityki, koncernom i państwom zachodnim zaś angażowanie się gospodarcze i polityczne w nowo powstałych państwach. Celem strategicznym dyplomacji amerykańskiej stało się pozbawienie Rosji wpływów na Zakaukaziu - „bramie” do makroregionu kaspijskiego i Azji Centralnej oraz stworzenie korytarza między Rosją a Iranem, którym do Europy Zachodniej miały być transportowane surowce kaspijskie. Wydarzenia lat 1990. i rozwój sytuacji w regionie pokazały zainteresowanym państwom, że Rosja jest zdeterminowana w obronie swoich interesów w Azerbejdżanie i na całym Zakaukaziu oraz że dysponuje odpowiednimi instrumentami do ich zabezpieczenia. Zabiegi USA, Unii Europejskiej i Turcji nie doprowadziły do przełamania rosyjskiego monopolu w dziedzinie transportu ropy i gazu, jednakże pierwsza połowa lat 1990. była okresem ostrej rywalizacji o wpływy w makroregionie, co było po części związane z przecenianiem potencjalnych złóż surowców kaspijskich.

Kontakty i rozmowy władz azerbejdżańskich z koncernami zachodnimi rozpoczęły się na dużą skalę po objęciu prezydentury przez Abulfaza Elczibeja. W 1992 r. firmy zamierzające zainwestować w Azerbejdżanie zjednoczyły się w jedno wielkie konsorcjum - Azerbaijani International Oil Company, które jako jeden podmiot przystąpiło do rozmów. W skład AIOC weszły 4 koncerny amerykańskie (AMOCO, PENZOIL, UNOCAL, RAMCO, McDERMOTT), po jednym: brytyjskim (BP), norweskim (STATOIL) i tureckim (TURKISH PETROLEUM) oraz turecka kompania państwowa BOTAS. Dojście do władzy Alijewa w Azerbejdżanie tylko na krótko wstrzymało prace nad planowanym kontraktem. 20 września 1994 r. podpisany został w Baku tzw. „kontrakt stulecia” między władzami Azerbejdżanu, konsorcjum AIOC i rosyjską spółką Łukoil. Kontrakt na zagospodarowanie i eksploatację złóż azerbejdżańskiego szelfu zawarto na 30 lat, w którym to okresie zamierzano wydobyć 511 mln ton ropy i 55 mld m3 gazu ziemnego. Do zarządzania realizacją kontraktu powołano Azerbejdżańską Międzynarodową Kompanię Operacyjną (AMOK)[4].

Mimo iż udziałowcem przedsięwzięcia był Łukoil, MSZ Rosji uznało podpisany kontrakt za bezprawny i oskarżyło Azerbejdżan o łamanie prawa międzynarodowego. W memorandum, złożonym przez Rosję w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, wyjaśniano motywy swojego protestu. Według stanowiska rosyjskiego Morze Kaspijskie, ze względu na swój śródlądowy, zamknięty charakter, winno być traktowane jak jezioro. Zważywszy na ten fakt, nie można stosować wobec tego akwenu norm międzynarodowego prawa morskiego (konwencja z Montego Bay), a konkretnie dotyczących ustanawiania specjalnych stref ekonomicznych oraz stref szelfu kontynentalnego. Jeśliby Morze Kaspijskie miało status śródlądowego zbiornika wodnego wówczas wszystkie państwa przybrzeżne miałyby równe prawa do korzystania z jego bogactw. Pod wyłączną jurysdykcją każdego z nich znajdowałby się jedynie wąski pas wód terytorialnych. Odpowiedzią na podpisanie kontraktu była również wypowiedź rosyjskiego ministra przemysłu paliwowo-energetycznego Jurija Szafrannika, który zagroził zachodnim koncernom utratą korzystnych kontraktów na wydobycie ropy naftowej na Zachodniej Syberii, jeśli interesy Rosji nie zostaną należycie uwzględnione w kwestii ropy azerbejdżańskiej[5]. Rosja nie poprzestała na protestach. Na przełomie września i października 1994 r. , podczas pierwszej zagranicznej wizyty Alijewa, próbowano w Azerbejdżanie doprowadzić do kolejnego zamachu stanu. Zbuntowały się oddziały specjalne policji azerbejdżańskiej, jednak rzeczywistym inspiratorem nieudanego puczu była prawdopodobnie Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji. Wydarzenia związane z podpisaniem „kontraktu stulecia” ujawniły rywalizację pomiędzy sektorem paliwowo-energetycznym Rosji, z którym związany był premier Wiktor Czernomyrdin, a rosyjskim MSZ i strukturami siłowymi. W roku 1995 obie rywalizujące grupy zawarły kompromis - uznano, że należy stworzyć wspólna komisję państw przybrzeżnych, która rozstrzygnie kwestię statusu Morza Kaspijskiego. Wewnętrznym skutkiem nieudanego puczu w Azerbejdżanie było usunięcie premiera Sureta Husejnowa (premier zbiegł do Rosji) i umocnienie autorytarnej władzy Alijewa.

W sporze o status Morza Kaspijskiego, który stał się jednym z głównych problemów w stosunkach rosyjsko-azerbejdżańskich, Azerbejdżan i Kazachstan stały na stanowisku, według którego morze należy wyraźnie rozdzielić na sektory narodowe. Stanowisko Rosji (wspólne korzystanie z zasobów naturalnych akwenu) poparł Iran i Turkmenistan. Uparte podtrzymywanie swojego stanowiska przez Rosję jest zrozumiałe. Gdyby Morze Kaspijskie rzeczywiście podzielono na sektory, w części rosyjskiej znalazłoby się zaledwie ok. 0.7 mld ton ropy, natomiast w sektorze azerbejdżańskim i kazachskim odpowiednio: 4.5 i 13.5 mld ton[6]. W toczącym się sporze Azerbejdżan i Kazachstan są popierane przez państwa zachodnie i USA, które niechętnie patrzą na sojusz Rosji z Iranem.

Podpisując „kontrakt stulecia” strony pozostawiły kwestię otwartą trasy przebiegu rurociągu, którym ropa miała być transportowana z Baku do Europy Zachodniej. Kontrola nad tranzytem ropy jest nie tylko źródłem dużych zysków, ale także skutecznym instrumentem oddziaływania na sytuację na Zakaukaziu, dlatego też zabiegają o nią wszystkie państwa regionu. Na początku rywalizacji istniały zasadniczo cztery projekty trasy rurociągu, z których jedna odpowiadała interesom rosyjskim. Trasa pierwsza - z Baku do tureckiego portu Ceychan - miała prowadzić przez Karabach, Armenię, Nachiczewan i turecki Kurdystan do wybrzeża Morza Śródziemnego. Jeszcze w 1993 roku okazało się, że przeprowadzenie rurociągu tą trasą jest nierealne ze względu na konflikty w Karabachu i Kurdystanie. Rosja w każdej chwili mogła wykorzystać zarówno Ormian jak i Kurdów do zablokowania wszelkich inwestycji. Projekt drugi, przewidujący poprowadzenie rurociągu do Ceychanu przez terytorium irańskie, został odrzucony ze względu na protesty amerykańskie i rosyjskie. Trzeci projekt zakładał wykorzystanie istniejącego rurociągu Baku-Batumi z ewentualnym odgałęzieniem do gruzińskiego portu Poti. Aby ominąć cieśniny tureckie planowano również budowę rurociągu Burgas (Bułgaria)-Aleksandrupolis (Grecja). Z wszystkich koncepcji ta była najtańsza lecz również sprzeczna z interesami Rosji. Czwarty, tzw. północny projekt - Baku-Machaczkała-Grozny-Noworosyjsk - popierała Rosja. Zamierzano wykorzystać w nim rurociąg Grozny-Noworosyjsk. Z terminalu noworosyjskiego ropa miała być przewożona tankowcami przez Morze Czarne oraz Bosfor i Dardanele do Europy Zachodniej[7].
Państwa zachodnie obstawały przy projekcie Baku-Batumi-Ceychan (połączenie projektu pierwszego i trzeciego), ponieważ uniezależniały w ten sposób transport ropy od Rosji. Rosjanie, chcąc zwiększyć swoje szanse, rozpoczęli w grudniu 1994 r. wojnę w Czeczenii, aby przywrócić kontrolę nad zbuntowaną republiką i przechodzącym przez jej terytorium rurociągiem. Rosja przygotowywała się również na ewentualność, w której nie udałoby się opanować sytuacji w Czeczenii. Planowano wówczas budowę rurociągu omijającego terytorium republiki. Jednocześnie przystąpiono do rozbudowy i modernizacji terminali naftowych w Noworosyjsku i Tuapse. Najważniejszym jednak atutem Rosji była obecność militarna w regionie - wojska rosyjskie znajdowały się w Armenii i Gruzji oraz na Północnym Kaukazie, dzięki którym Moskwa jest w stanie bezpośrednio lub pośrednio wpływać na sytuację w regionie. Największym rywalem Rosji była Turcja. Ona także podejmowała starania aby to jej terytorium wybrano pod trasę rurociągu. Władze tureckie wprowadziły dobowy limit dla ruchu tankowców przez Cieśniny oraz podniosły opłaty tranzytowe, motywując to ekologicznym zagrożeniem dla Stambułu. Rosyjski MSZ oprotestował decyzję rządu tureckiego oskarżając go o łamanie postanowień konwencji z Montreaux (20 sierpnia 1936 r.), regulującej kwestie tranzytu przez cieśniny tureckie. Turcy rozpoczęli również akcję pacyfikacyjną na terenach kurdyjskich, aby przekonać Radę AMOK, że kontrolują sytuację na terytorium, przez które przechodziłby rurociąg[8].

9 października 1995 r. Rada AMOK podjęła decyzję co do transportu tzw. wczesnej ropy (ok. 5 mln ton) z trzech złóż, która miała być wydobyta w połowie 1996 r. Zadecydowano o wyborze dwóch wariantów: rosyjskiego i gruzińskiego. Nie wykluczono przy tym skorzystania w przyszłości z wariantu tureckiego[9]. Rywalizacja o przebieg rurociągów decyzją Rady AMOK z 9 października nie została zakończona, gdyż ani rurociąg Baku-Noworosyjsk ani Baku-Supsa nie miały odpowiednio dużej przepustowości aby sprostać planowanemu za kilka lat pełnemu wydobyciu. Po roku 1995 wybór głównej trasy transportu ropy naftowej sprowadził się do dwóch alternatyw: wariant rosyjski czy wariant turecki. Do początku roku 2002 nie podjęto ostatecznej decyzji.
Próby zorganizowania niezależnego od Rosji transportu ropy i gazu przez państwa Zakaukazia i Turcję wpisują się w szerszy projekt Unii Europejskiej odtworzenia historycznego „jedwabnego szlaku”, który poprzez Kaukaz i Azję Środkową połączyłby Europę z Chinami[10]. Realizacja projektu TRACECA (Transport Corridor Europe Caucasus Asia) pozwoliłaby skierować dużą część transportu między Europą i Dalekim Wschodem na trasy, omijające Rosję, a tym samym pozbawiłaby ją części dochodów z tranzytu towarów[11]. Mimo kilku inwestycji UE niewiele wskazuje na to, że rosyjski monopol w dziedzinie transportu w regionie kaspijskim zostanie przełamany.

Zgodnie z decyzją AMOK wczesna ropa azerbejdżańska popłynęła drogą północną, od 1999 r. zaś także rurociągiem Baku-Supsa, co w niewielkim tylko stopniu przełamało monopol rosyjski. USA i Turcja angażowały się w przeforsowanie budowy rurociągu Baku-Ceychan, jednak zainteresowanie kaspijską naftą, w porównaniu z pierwszą połową lat1990., wyraźnie spadło. Złożyło się na kilka przyczyn. Po pierwsze, prowadzone wiercenia na szelfie azerbejdżańskim nie potwierdziły istnienia tam tak dużych złóż ropy, aby uzasadniona była budowa rurociągu o przepustowości 50 mln ton rocznie. Po drugie, na rynkach światowych cena ropy utrzymywała się na niskim poziomie, co zmniejszało chęć nowych inwestycji. Po trzecie wreszcie, uznano że zapotrzebowanie na ropę kaspijską wzrośnie dopiero ok. roku 2005, kiedy to oczekuje się zmniejszenia wydobycia z Morza Północnego. Choć rząd amerykański nalegał na koncerny naftowe, budowę rurociągu dla wielkiej ropy uznawały one za przedwczesne i nieuzasadnione ekonomicznie. Na odwlekanie decyzji wpływ miał także finansowy kryzys w Rosji i jego skutki dla krajów WNP oraz brak stabilizacji politycznej w regionie. Przedłużające się wyczekiwanie na ostateczne decyzje jest zdecydowanie na rękę stronie rosyjskiej, która zyskując na czasie, może realizować projekty udoskonalania własnej sieci transportowej, przez co zwiększa jej konkurencyjność[12].

Pod koniec lat 1990. punkt ciężkości problemu ropy i gazu kaspijskiego przesunął się, z rosyjskiego punktu widzenia, w innym kierunku. Okazało się, że surowce te będą niezbędne przede wszystkim samej Rosji, która uświadomiła sobie stan swojej gospodarki naftowej[13]. Przez kolejne lata następował nieustanny spadek produkcji ropy i gazu w Rosji, kończyły się złoża łatwe w eksploatacji, przez co większość szybów pracowała na granicy opłacalności, znacznych kapitałów wymagał cały przemysł naftowy, a Rosji nie stać było na nowoczesne technologie. Problemem była także chroniczna niewypłacalność odbiorców wewnętrznych i zewnętrznych. Wobec powyższego, dyplomacja rosyjska skupiła się przede wszystkim na zapewnieniu Rosji odpowiednich ilości ropy naftowej i gazu ziemnego z państw poradzieckich, co stało się warunkiem sine qua non równowagi i stabilnego funkcjonowania gospodarki rosyjskiej. Rozpoczęto negocjacje z Turkmenistanem, Kazachstanem i Azerbejdżanem (o warunkach eksploatacji złoża gazu Szach-Deniz) w celu zapewnienia korzystnych warunków importu surowców kaspijskich.

Podsumowując zagadnienie rywalizacji wokół kaspijskich złóż ropy i gazu, można stwierdzić, że:

- eksport tych surowców na rynki zewnętrzne jest niemal w całości kontrolowany przez Rosję
- państwom zachodnim, mimo 10-letnich zabiegów, nie udało się przełamać rosyjskiego monopolu
- co prawda podjęto już decyzję polityczną co do budowy rurociągu Baku-Ceychan (na szczycie OBWE w Stambule w 1999 r.), ale nie ustalono terminu jej realizacji; poza tym ostateczna decyzja należeć będzie do Rady AMOK
- jedynym sukcesem przeciwników Rosji była budowa rurociągu Baku–Supsa

Efektem wszystkich tych czynników jest postępujące uzależnienie państw regionu od Rosji



[1] Anna Wołowska, Kaspijska ropa i gaz - realia pod koniec roku 2000, Warszawa: OSW 2000, s. 26-27.
82 Nazwę rywalizacji mocarstw w regionie kaspijskim, upowszechnioną przez publicystykę, nadano przez analogię do wydarzeń z drugiej połowy XIX wieku, kiedy to Rosja i Wielka Brytania rywalizowały ze sobą o wpływy w całej Azji.
83 Wojciech Giełżyński, „Wielka gra o wielu niewiadowmych”, Eurazja nr 1/1996, s. 5.
[4] „Kontrakt stulecia” - nazwa potoczna, nadana podpisanemu w Baku kontraktowi przez światowe media.
[5] Rocznik Strategiczny 1995/96, s. 184.
[6] A. Wołowska, op.cit, s. 27.
[7] Jacek Cichocki, Wokół bakijskiej ropy naftowej, Warszawa: OSW 1996, s. 4.
[8] Ibidem, s.8-9.
[9] Rocznik Strategiczny 1995/96, s. 184.
[10] Zobacz: Rocznik Strategiczny 1998/99, s. 155 - 159.
[11] Rasim Musabekow, Niepodległy Azerbejdżan na skrzyżowaniu interesów geopolitycznych, Materiały seminaryjne OSW, 24 lutego 1998, s. 40.
92A. Wołowska, op.cit., s. 21.
[13] Interesy Rosji w regionie kaspijskim, Warszawa: OSW 2000, s. 5.

4. Polityka Rosji wobec Armenii w latach 1994-2002

Od pierwszych lat niepodległości Armenia jest najwierniejszym sojusznikiem Rosji na Zakaukaziu, a relacje Moskwa-Erewan określane są mianem strategicznego partnerstwa. Składa się na to kilka istotnych czynników. Po pierwsze – historia, po drugie – położenie geopolityczne Armenii i jej stosunki z sąsiadami i wreszcie kwestia konfliktu karabaskiego, który jest najtrudniejszym problemem niepodległego państwa armeńskiego, determinującym jego politykę zagraniczną.

Ormianie byli od drugiej połowy XVIII wieku „forpocztą” Rosji na Kaukazie i Bliskim Wschodzie. W swoich dążeniach do wyzwolenia się spod panowania Turcji i Persji wtedy właśnie postawili na Rosję i konsekwentnie trzymali się tego postanowienia do początku wieku XX. Lata pierwszej niepodległości (1918-1920), kiedy republika dasznacka próbowała oprzeć się na państwach Ententy i z ich pomocą przeciwstawić się agresji tureckiej, boleśnie uświadomiły Ormianom, że są skazani na Rosję[1]. Sojusz z Rosją był dla Ormian przez całe wieki kwestią życia lub śmierci, bowiem ze strony Imperium Osmańskiego wielokrotnie groziło im fizyczne unicestwienie[2]. Sytuację geopolityczną Armenii determinuje jej położenie geograficzne – pomiędzy Morzem Czarnym i Kaspijskim, na linii ścierania się wpływów wielkich mocarstw. „Także i dziś to 3-milionowe państwo znajduje się pomiędzy większymi krajami, liczącymi 150, 50 i 40 mln mieszkańców, z których pierwszy – Rosja jest potęga światową, a dwa pozostałe – Turcja i Iran – pretendują do roli mocarstw regionalnych”[3]. Jedynym sąsiadem, z którym Armenia utrzymuje normalne stosunki jest Iran, jednak trudno mówić o gwarancjach bezpieczeństwa dla kraju chrześcijańskiego, jakim jest Armenia, od państwa rządzonego przez fundamentalistów islamskich. Neutralność, którą deklaruje Teheran w stosunku do konfliktu karabaskiego oraz dobre stosunki gospodarcze z Armenią, wynikają z chęci ograniczenia wpływów Turcji w regionie, jak również z pewnej zbieżności interesów rosyjskich i irańskich. W latach 1990. mówiono nawet o osi politycznej Moskwa – Erewan – Teheran versus Waszyngton – Ankara – Baku – Tbilisi[4]. Z Turcją i Azerbejdżanem Armenia nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych. Turcy przyłączyli się w 1992 r. do blokady ekonomicznej Armenii i konsekwentnie wspierają Azerbejdżan w wojnie o Karabach. Paradoksem jest, że stosunki ormiańsko-gruzińskie są bardzo złe. Gruzini skłonni są bardziej współpracować z muzułmańskim Azerbejdżanem i Turcją niż z chrześcijańską Armenią. Na wrogi stan wzajemnych relacji składają się historyczne animozje obu narodów, konflikty władz gruzińskich z mniejszością ormiańską w Dżawachetii oraz zarzuty Gruzji pod adresem Armenii o prorosyjską politykę. Oparcie polityki zagranicznej o kraje zachodnie byłoby, ze względu na ich znaczne oddalenie geograficzne oraz fakt, że Turcja jest wyrazicielem interesów NATO i USA w regionie, zbyt ryzykowne.

Mimo że Ormianie wielokrotnie w historii zawiedli się na Rosji, która traktuje sojusz z Armenią instrumentalnie, nie mają alternatywy. Bez zbrojnej pomocy Rosji wygrana w wojnie o Karabach byłaby niemożliwa. Pozycja Rosji w Armenii jest tym bardziej silna, że opcja prorosyjska reprezentowana jest przez wszystkie liczące się ugrupowania armeńskiej sceny politycznej. Armenia jest niejako zakładnikiem w konflikcie o Karabach i jeśli nie chce go przegrać nie może sobie pozwolić na zerwanie z Moskwą[5]. Chociaż Rosja deklaruje chęć rozwiązania konfliktu karabaskiego, w jej interesie leży jak najdłuższe jego trwanie, dzięki czemu utrzymuje obie skonfliktowane strony w swojej strefie wpływów. Podczas wizyty w Armenii w 1996 r. minister spraw zagranicznych Rosji Jewgienij Primakow oferował pomoc w rozwiązaniu konfliktu. W podobnym tonie wypowiadał się prezydent Putin, jednak Rosja dotąd nie podjęła żadnych konkretnych kroków w tym kierunku.

Armenia, jako jedyne państwo Zakaukazia, nie była przeciwna rosyjskiej obecności militarnej w regionie. Na terenie tego kraju stacjonuje 127 Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych rozlokowana w bazie w Giumri (d. Leninakan) oraz na lotnisku w Erewanie. W Armenii znajdują się również oddziały Federalnej Służby Granicznej, podlegające bezpośrednio prezydentowi Federacji Rosyjskiej, rozlokowane na granicy armeńsko-tureckiej i armeńsko-irańskiej. 16 marca 1995 r. podpisany został rosyjsko-armeński układ o stacjonowaniu wojsk rosyjskich w Armenii. Nie określono w nim jednak ani terminu ich pobytu na terytorium Armenii, ani wysokości opłat, które powinny uiszczać za korzystanie z terenów oraz infrastruktury armeńskiej. Przeciwko nieprecyzyjnemu sformułowaniu warunków umowy protestowała opozycja nacjonalistyczna w Armenii, jednak rząd uznał, że nie jest to konieczne, ponieważ w interesie Armenii leży jak najdłuższe pozostanie wojsk rosyjskich w kraju[6].

Ważnym dla polityki Rosji wobec Armenii i stosunków rosyjsko-armeńskich był rok 1997. W lutym tego roku miała miejsce wizyta Sekretarza Generalnego NATO Javiera Solany w Erewanie, który przekonywał polityków ormiańskich (spotkał się między innymi z prezydentem Lewonem Ter-Petrosjanem i ministrem spraw zagranicznych Arzumanianem), że rozszerzenie NATO na wschód nie jest wymierzone przeciwko żadnemu krajowi, natomiast będzie stanowić podstawy bezpieczeństwa w XXI wieku. Strona armeńska podkreślała, że Rosja jest jej partnerem strategicznym i partnerstwo to będzie pogłębiane, Armenia przy tym życzy sobie uwzględnienia interesów rosyjskich przy rozszerzaniu NATO[7].

W tym samym miesiącu wybuchła w Rosji afera pod nazwą „Armeniagate” - skandal wokół nielegalnych dostaw uzbrojenia rosyjskiego dla Armenii. 14 lutego na konferencji prasowej w Moskwie rosyjski minister ds. współpracy z WNP Aman Tulejew oświadczył, że do Armenii w latach 1994-96 dostarczono nielegalnie 84 rosyjskie czołgi T-72 oraz 50 transporterów opancerzonych o łącznej wartości 270 mld rubli[8]. Informacje Tulejewa potwierdził minister obrony FR Igor Rodionow. Dla polityków rosyjskich najbardziej niepokojącym był nie sam fakt dostaw, ale ich charakter - bez wiedzy rządu i prezydenta Rosji. Na dostarczonej Armenii broni budżet federalny nie zarobił poza tym ani rubla. Mimo wysuwanych przez Azerbejdżan pod adresem Rosji oskarżeń, Kreml do lutego 1997 r. oficjalnie zaprzeczał, że dostawy broni miały miejsce. Afera przyczyniła się do ujawnienia mechanizmów polityki rosyjskiej na Zakaukaziu i w innych konfliktogennych obszarach b. ZSRR. Za winnego uznano byłego ministra obrony Rosji gen. Pawła Graczowa. Prokuratura Generalna wszczęła śledztwo w tej sprawie, jednak nie zakończyło się ono ani procesem, ani wyrokiem. W prasie rosyjskiej pojawiły się natomiast komentarze jakoby całą sprawę wywołać miały władze azerbejdżańskie w celu skompromitowania Rosji, jako głównego mediatora w konflikcie karabaskim (Rosja jest jednym z trzech mediatorów tzw. Grupy Mińskiej OBWE).

Pogłębieniu, współpracy i zacieśnieniu bliskich kontaktów rosyjsko-armeńskich służyło podpisanie porozumienia o restrukturyzacji długu armeńskiego wobec Rosji (podpisane w lipcu 1997 r. w Erewanie przez premiera Koczariana i wicepremiera Rosji Walerija Sierowa) oraz układu o przyjaźni, współpracy i pomocy wzajemnej, jak również wspólnej deklaracji politycznej. Układ podpisali 29 sierpnia 1997 r. prezydenci Jelcyn i Petrosjan podczas wizyty prezydenta Armenii w Moskwie. W dokumencie stwierdza się, że obie strony będą działać na rzecz pogłębiania dwustronnej integracji gospodarczej i stworzenia wspólnej przestrzeni ekonomicznej. Zadeklarowano też chęć umacniania współpracy w dziedzinie polityki, gospodarki, wojskowości, nauki i kultury, a także współdziałania w obronie suwerenności i bezpieczeństwa obu państw. Zobowiązano się do współpracy w sferze polityki wojskowo-technicznej oraz eksportu i importu sprzętu wojskowego i broni. Układ zawierał casus foederis - gdyby jeden z sygnatariuszy został zaatakowany przez państwo trzecie lub poczuł się zagrożony, ma obowiązek konsultacji z drugą stroną Postanowiono także kontynuować współpracę przy ochronie granicy armeńsko-tureckiej i armeńsko-irańskiej. Układ podpisano na 25 lat; ma być automatycznie przedłużany co lat 10[9]. Po uroczystości podpisania układu prezydent Ter--Petrosjan powiedział, że jeśli uda się go zrealizować, to oba kraje pójdą dalej w sferze integracji niż Związek Białorusi i Rosji[10].

W roku 1998 na scenie politycznej Armenii miało miejsce wydarzenie, które początkowo interpretowane było jako kolejne umocnienie się wpływów rosyjskich w tym państwie. W marcu na prezydenta Armenii wybrany został Robert Koczarian, uprzedni prezydent Republiki Górnego Karabachu. Poprzedni prezydent, wywodzący się z antykomunistycznego ruchu demokratycznego - Lewon Ter-Petrosjan został zmuszony przez opozycję do ustąpienia ze stanowiska kiedy jego poglądy w kwestii Karabachu zaczęły ewoluować w kierunku bardziej kompromisowym. Pewne pojednawcze gesty w stosunku do Azerbejdżanu oznaczały, w jego przypadku, polityczne samobójstwo. Władzę objął Koczarian znany ze swej antyazerskiej polityki i nieugiętego jak dotąd stanowiska w sprawie Górnego Karabachu, przez wielu postrzegany jako reprezentant „partii wojny”, która w ocenie wielu obserwatorów była inspirowana przez Moskwę[11]. Wkrótce, zgodnie z oczekiwaniami, wzrosło napięcie w stosunkach Armenii z Azerbejdżanem. Koczarian okazał się jednak politycznym realistą i po objęciu urzędu zdał sobie sprawę, że polityka konfrontacji w stosunku do Azerbejdżanu i opieranie się jedynie na Rosji nie przyczynia się do przezwyciężenia kryzysu gospodarczego, a powoduje jedynie izolację Armenii w środowisku międzynarodowym. Nie oznaczało to oczywiście zerwania z opcją prorosyjską - Koczarian nadal upatrywał w Rosji najważniejszego sojusznika - jednak po umocnieniu i konsolidacji swojej władzy rozpoczął serię spotkań z prezydentem Alijewem dotyczących uregulowania konfliktu karabaskiego. Pierwszy raz prezydenci spotkali się w Moskwie 1 kwietnia 1999 r. na szczycie państw WNP. Zwolennikiem wznowienia negocjacji na temat konfliktu były Stany Zjednoczone, chcące przejąć rolę superarbitra w tym sporze od Rosji. Moskwa, nie chcąc utracić inicjatywy i kontroli nad przebiegiem rokowań, zaangażowała się w proces negocjacji. Zarówno Koczarian, jak i Alijew, dążący do pokojowego uregulowania sporu, są zakładnikami opinii publicznej swoich krajów. Większość partii armeńskich jest przeciwna negocjacjom i ustępstwom w stosunku do Azerbejdżanu, traktując je jako zdradę interesów narodowych.

27 października 1999 r. w parlamencie Armenii doszło do bezprecedensowego aktu terroru. Do budynku parlamentu wtargnęła uzbrojona bojówka Nairi Hunaniana i dokonała tam masakry. Zginął premier Wazgen Sarkisjan, przewodniczący parlamentu Karen Demirczian oraz pięciu innych polityków z opozycyjnego bloku Miasnutiun. Koczarian nie miał prawdopodobnie związków z zamachowcami, jednak usunięcie głównych jego przeciwników, związanych ze stowarzyszeniem weteranów wojny karabaskiej „Jerkrapach” i rozbicie opozycji po zamachu umocniło pozycję prezydenta i dało mu możliwość dalszych negocjacji z Alijewem. Jednakże wiele wskazywało na to, że za zamachem stały siły niezadowolone z ugodowości armeńskiego rządu w kwestii Karabachu[12]. Oznaczałoby to, że niezadowolenie społeczeństwa ormiańskiego z kompromisów jest rzeczywiście duże, a siły polityczne zdeterminowane w zahamowaniu procesu pokojowego. Taka sytuacja dawałaby Rosji gwarancję, że konflikt pozostanie w stanie „zamrożenia”.

We wrześniu 2000 r. prezydent Koczarian odbył pięciodniową wizytę w Rosji; podpisał z premierem FR Michaiłem Kasjanowem pakiet porozumień gospodarczych i układ o ruchu bezwizowym, natomiast z prezydentem Putinem nowy armeńsko-rosyjski układ o przyjaźni. Politycy ormiańscy pokazywali podczas wizyty jak dużą wagę przywiązuje Armenia do kontaktów i partnerstwa z Rosją. Mimo tego od 2000 r. dostrzegalna była pewna ewolucja polityki zagranicznej Erewanu, spowodowana ociepleniem stosunków rosyjsko-azerbejdżańskich. Armenia zaczęła zacieśniać stosunki z Zachodem, a nawet ogłosiła „wielowektorowość” swojej polityki zagranicznej i uzyskała bezzwrotną pomoc od USA[13]. Pośrednikiem w kontaktach z Zachodem stała się liczna i wpływowa diaspora ormiańska na świecie. Na tę ewolucję w Armenii wpływ miały uchwały parlamentów Francji i Włoch oraz Komisji Spraw Międzynarodowych Kongresu USA uznające rzezie Ormian dokonane przez Turków w 1915 r. za ludobójstwo. Doprowadzenie do uznania tego faktu przez społeczność międzynarodową jest jednym z najważniejszych celów polityki zagranicznej Armenii. Zmianę stanowiska Armenii do Zachodu zwiastowała wypowiedź ministra spraw zagranicznych Armenii Wartana Oskaniana, który podczas wizyty w krajach bałtyckich stwierdził, że Armenia pozytywnie odnosi się do rozszerzenia NATO na wschód. Zwiększyły się również kontakty Armenii z NATO i UE. Odpowiedzią Moskwy tę zmianę polityki była wizyta Putina w Erewanie w dniach 14-15 września 2001 r. i podpisanie rosyjsko-armeńskiej umowy o współpracy gospodarczej. Wizyta miała rozwiać niepokoje polityków ormiańskich co do ocieplenia w stosunkach rosyjsko-azerbejdżańskich i pokazać, że Armenia jest nadal dla Rosji strategicznym partnerem. Putin potwierdził, że Rosja będzie gwarantem każdego porozumienia, które zostanie zwarte między Armenią i Azerbejdżanem.



[1] Grzegorz.Górny, „Armenia: skazani na Rosję”, Eurazja nr 5-6/1994, s. 1.
[2] W latach 1894-96 i w roku 1915 w rzeziach urządzanych przez reżim sułtański, a potem młodoturecki, zginęło ok. 1.5 mln ormiańskiej ludności Armenii Zachodniej.
[3] G.Górny, op.cit., s. 1.
[4] Rocznik Strategiczny 1999/2000, s. 187.
[5] G. Górny, Armenia, Warszawa: OSW 1995, s. 38.
[6] J. Cichocki, Rosyjskie zaangażowanie...nr 19/1997, s. 5.
[7] Wiadomości OSW nr 30/ 1997, s. 2.
[8] Łącznie Armenia otrzymała uzbrojenie o wartości ok. 1 mld dolarów. Zobacz: J. Cichocki, Rosyjskie zaangażowanie..., s. 6.
102 Dipłomaticzeskij Wiestnik nr 9/1997, s. 31- 35.
103 Wiadomości OSW nr 151/1997, s. 1.
104 Rocznik Strategiczny, 1997/98, s. 158.
[12] „Próba zamachu stanu w Armenii?”, Tydzień na Wschodzie nr 40/1999, s. 15.
106 „SSzA zaszcziszczajet Koczariana”, Niezawisimaja Gazieta, 3 grudnia 1999, s. 3.

5. Polityka Rosji wobec Azerbejdżanu w latach 1994-2002

Po dojściu do władzy Gajdara Alijewa w czerwcu 1993 r., podpisaniu rozejmu ormiańsko-azerskiego w Biszkeku (maj 1994) i „kontraktu stulecia” we wrześniu 1994 r. Azerbejdżan prowadzić zaczął, podobnie jak sąsiednia Gruzja, politykę prozachodnią, dystansując się zdecydowanie od Rosji i podejmowanych przez nią prób reintegracji państw byłego ZSRR. Dodać warto, że Alijew robił to dużo zręczniej i skuteczniej niż Szewardnadze. Udało mu się nie dopuścić do ponownego wejścia wojsk rosyjskich do Azerbejdżanu. Jedyna rosyjska obecność militarna w Azerbejdżanie to stacja wczesnego ostrzegania przed atakiem rakietowym w miejscowości Gabala. Do początku roku 2002 strony nie podpisały żadnego porozumienia regulującego status stacji i zasady jej użytkowania przez Rosję. Położony na południowych skłonach Kaukazu obiekt ma ogromne znaczenie strategiczne, ponieważ za pomocą zainstalowanych tam urządzeń można śledzić ruch samolotów w promieniu tysięcy kilometrów, włączając obszar Bliskiego Wschodu i Oceanu Indyjskiego. Baku obawia się, że w wypadku wznowienia konfliktu karabaskiego informacje uzyskane dzięki stacji radiolokacyjnej mogłyby być przekazywane Armenii.

Kiedy w Moskwie ostatecznie zdano sobie sprawę, że Alijew nie będzie prowadził polityki zgodnej z interesami rosyjskimi, najpierw starano się wypróbować trwałość jego reżimu. Kilkakrotnie podejmowane były próby zamachu stanu z inspiracji rosyjskiej - w październiku 1994 r., marcu i sierpniu 1995 r., wszystkie zakończone niepowodzeniem. Wobec tego Moskwa przechodzić zaczęła do polityki konfrontacyjnej w stosunku do Azerbejdżanu. W grudniu 1994 r. wprowadzono blokadę granicy rosyjsko-azerbejdżańskiej, oficjalnie motywując to koniecznością powstrzymania przepływu ochotników i broni z krajów muzułmańskich do Czeczenii. W rzeczywistości zamknięcie granicy równało się sankcjom gospodarczym i ponownemu sparaliżowaniu pracy przedsiębiorstw azerbejdżańskich, powiązanych ściśle z gospodarką rosyjską[1]. Blokadę granicy Rosja zdjęła dopiero w sierpniu 1996 r. Wyraźnie konfrontacyjny charakter miały także przeprowadzone we wrześniu 1996 r. manewry rosyjsko-ormiańskie, w których udział wzięli przedstawiciele Górnego Karabachu. Manewry, jak również ujawnione w 1997 r. dostawy rosyjskiej broni do Armenii były podstawą do kwestionowania przez Azerbejdżan zasadności pełnienia przez Rosję funkcji współprzewodniczącego Grupy Mińskiej OBWE.

W kwietniu 1996 r. milicja moskiewska zatrzymała, nielegalnie przebywającego w Rosji, byłego prezydenta Azerbejdżanu Ajaza Mutalibowa, oskarżanego przez władze azerbejdżańskie o zdradę stanu[2]. Rosja odmówiła ekstradycji Mutalibowa licząc, że mógłby on zastąpić Alijewa w razie upadku jego reżimu. Wydano natomiast Azerbejdżanowi byłego premiera Husejnowa i ministra obrony Gazijewa, co komentowano jako „wymianę” za zgodę Azerbejdżanu na rosyjską drogę transportu ropy z Baku. W oficjalnym oświadczeniu Prokuratura Generalna Rosji stwierdziła, że materiały śledztwa przekazane jej przez stronę azerbejdżańską nie są wystarczającym dowodem dla ekstradycji. Powodem do napięć we wzajemnych stosunkach były również powtarzające się aresztowania handlujących na moskiewskich bazarach obywateli azerbejdżańskich[3]. Prześladowania ludności kaukaskiej rozpoczęły się w Rosji, szczególnie w Moskwie, po rozpoczęciu wojny w Czeczenii.

W latach 1996-2000 Azerbejdżan podejmował szereg działań, mających wzmocnić jego pozycję względem Rosji. Alijew starał się rozwijając stosunki z mocarstwami Zachodu poprzez zwiększanie ich obecności w regionie osiągnąć bardziej zadowalający układ sił i takie rozwiązanie konfliktu w Karabachu, które przyniesie minimalny uszczerbek suwerenności i niepodległości państwa azerbejdżańskiego[4]. Priorytetowe znaczenie miały tu kontakty z USA i NATO oraz Turcją. Współpraca azerbejdżańsko-turecka, rozwijająca się od początku lat 1990., zwieńczona została podpisaniem w maju 1997 r. przez Alijewa i Sulejmana Demiela deklaracji w sprawie strategicznego partnerstwa obu państw oraz porozumieniem wojskowym z kwietnia 2001 r. Współpraca Azerbejdżanu z USA nie układała się początkowo korzystnie. Do 1997 r. Azerbejdżan był jedyną postsowiecką republiką, która nie otrzymywała do Waszyngtonu żadnej pomocy, poza humanitarną. Było to wynikiem działalności silnego lobby ormiańskiego w Stanach Zjednoczonych. USA dbały jedynie o zabezpieczenie interesów koncernów amerykańskich inwestujących w Azerbejdżanie, nie angażując się politycznie w tym kraju. W 1997 r. sytuacja uległa zmianie - administracja Clintona postanowiła zwiększyć obecność USA w regionie kaspijskim poprzez zacieśnianie kontaktów z postradzieckimi państwami muzułmańskimi[5]. W sierpniu tego roku podczas wizyty Alijewa w USA podpisano oświadczenie o rozwoju stosunków amerykańsko-azerbejdżańskich oraz 4 umowy dotyczące inwestycji w sektorze naftowym. Ponadto, w czerwcu 2000 r. podpisane zostało w Tbilisi porozumienie wojskowe między obu krajami, w którym USA zobowiązały się pomagać Azerbejdżanowi w reformie sił zbrojnych i dostosowywaniu ich do standardów NATO. Azerbejdżan konsekwentnie deklarował chęć przystąpienia do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Podczas wizyty Javiera Solany na Zakaukaziu w lutym 1997 r. Alijew powiedział, że pragnie aby NATO zrobiło wszystko, co w jego mocy dla zapewnienia bezpieczeństwa Azerbejdżanowi[6]. Wywołało to ostrą reakcję Moskwy, oskarżającej NATO o „tajne plany” przeciwdziałania integracji republik postradzieckich z Rosją.

Azerbejdżan starał się także zacieśniać kontakty innymi państwami, dążącymi do wyemancypowania się spod wpływu Rosji - Gruzją, Ukrainą, Uzbekistanem i Mołdową. Wkrótce grupę współpracujących państw zaczęto określać mianem GUUAM. Celem kolejnych spotkań szefów państw i wzajemnej współpracy miało być stworzenie alternatywnej wobec Rosji i WNP organizacji regionalnej, która nawiązałaby ścisłe kontakty z UE i NATO. 8 marca 1996 r. zawarto azerbejdżańsko-gruziński układ o przyjaźni, współpracy i wzajemnym bezpieczeństwie oraz porozumienie dotyczące budowy rurociągu Baku-Supsa. Ogłoszono również strategiczne partnerstwo między Azerbejdżanem i Ukrainą, poparte memorandum o współpracy w przemyśle gazowo-naftowym. Planowano eksport ropy z Azerbejdżanu przez Gruzję i Morze Czarne do Odessy i dalej przez Ukrainę do Europy Zachodniej. Po kilku latach deklaratywnej współpracy działalność grupy wyraźnie jednak osłabła - uzależnienie poszczególnych krajów od Rosji okazało się zbyt silne.

Od decyzji Rady AMOK o transporcie ropy drogą północną (9 października 1995 r.) ciągnęły się negocjacje rosyjsko-azerbejdżańskie dotyczące przygotowania rurociągu i warunków jego eksploatacji. Najtrudniejszą sprawą była kwestia Czeczenii, która chciała być stroną porozumienia Rosjanie przeciągali negocjacje, chcąc zmusić Maschadowa do wycofania się z przedsięwzięcia. Ostateczne, trójstronne porozumienie podpisano 11 sierpnia 1996 r. w Baku, a transport pierwszej partii azerskiej ropy uroczyście zainaugurowano 12 września 1997 r.[7]

Pozytywnym aspektem w stosunkach Rosji i Azerbejdżanu było podpisanie przez prezydentów Jelcyna i Alijewa 3 lipca 1997 r. porozumienia o przyjaźni, współpracy i bezpieczeństwie. Poprzednie porozumienie, podpisane w 1992 r., nie weszło w życie, gdyż nie zostało ratyfikowane przez parlamenty obu państw. Układ przewidywał wspólne działania obu państw na rzecz bezpieczeństwa w przypadku zaistnienia zagrożenia jednej ze stron oraz współpracę w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej. Państwa zobowiązały się podejmować wysiłki na rzecz uregulowania konfliktów regionalnych, kształtować swoje stosunki na zasadach zaufania, strategicznego partnerstwa i wszechstronnej współpracy. Oba państwa zapewniły, że będą szanować swoją integralność terytorialną, rezygnują ze stosowania siły i nie będą ingerować w sprawy wewnętrzne drugiej strony. Każda ze stron ma prawo decydować samodzielnie o sposobach zapewnienia swojego bezpieczeństwa. Potępiono ponadto wszelkie przejawy separatyzmu i zakazano aktywności organizacjom, których działalność skierowana jest przeciwko suwerenności i integralności terytorialnej drugiej strony. Układ zawarto na 10 lat z możliwością jego automatycznego przedłużania co lat 5[8]. Z całej umowy najważniejszymi dla Azerbejdżanu były zapisy mówiące o poszanowaniu integralności terytorialnej i nienaruszalności granic oraz o ochronie transportu towarów i ruchu pasażerskiego. Dla Rosji z kolei istotne było potępienie wszelkiego rodzaju separatyzmu. W kwestii rosyjskich dostaw broni do Armenii postanowiono zaproponować stronie armeńskiej utworzenie trójstronnej komisji do zbadania całej sprawy. Nie uzgodniono natomiast statusu stacji wczesnego ostrzegania o ataku rakietowym w Gabala.

Mimo podpisania układu o przyjaźni do końca 2000 roku polityka Rosji wobec Azerbejdżanu nie ulegała zmianom, podobnie jak nie zmieniała się prozachodnia orientacja władz w Baku. Moskwa traktowała Azerbejdżan na równi z Gruzją, oskarżając oba państwa o wspieranie separatystów czeczeńskich. Pod koniec 2000 r. sytuacja ta jednak powoli zaczęła się zmieniać. Rosja nie wprowadziła wiz dla obywateli Azerbejdżanu, co miało miejsce w stosunku do Gruzinów. Wiele wskazywało na to, że Moskwa dąży do poróżnienia obu państw, współpracujących ze sobą politycznie i gospodarczo. Alijew okazał się bardziej elastyczny od Szewardnadzego: zgodził się, by Rosjanie dokonali inspekcji tych miejsc, gdzie rzekomo miały znajdować się partyzanckie ośrodki oraz zwolnił najbardziej antyrosyjskich współpracowników, na czele z doradcą ds. polityki zagranicznej Wafą Guluzade, który wiele razy mówił o możliwości rozlokowania w Azerbejdżanie baz NATO[9]. Na ocieplenie wzajemnych stosunków pozytywny skutek wywarła wizyta prezydenta Putina w Baku w dniach 9-10 stycznia 2001 r. Podczas wizyty podpisano tzw. deklarację bakijską o dobrym sąsiedztwie, strategicznym partnerstwie i dążeniu do stabilizacji sytuacji na Kaukazie. Putin wykluczył wprowadzenie wiz dla obywateli Azerbejdżanu. Podpisano również wspólne oświadczenie w sprawie sporu o status Morza Kaspijskiego - dno morskie powinno być podzielone na sektory, zasoby wodne zaś użytkowane wspólnie. Świadczy to o znacznej ewolucji stanowiska rosyjskiego w sprawie Morza Kaspijskiego[10].

Azerbejdżan ze swej strony dążył do ocieplenia stosunków z Rosją z kilku powodów. Problemem wagi państwowej jest w Azerbejdżanie kwestia sukcesji po 77-letnim Alijewie. W razie nagłej śmierci schorowanego prezydenta istnieje duże prawdopodobieństwo wybuchu walk wewnętrznych o władzę, jak również wznowienia wojny o Karabach[11]. Alijew stara się zapewnić władzę po swojej śmierci synowi Ilhamowi. Zachód negatywnie odnosi się do takiego niedemokratycznego sposobu przekazania władzy, jak również krytykuje władze azerbejdżańskie za jawne fałszerstwa podczas wyborów parlamentarnych. Rosja nie sprzeciwia się przekazaniu władzy Ilhamowi, a także aprobuje azerbejdżański system wyborczy. To skłania Alijewa do zacieśniania więzi z Moskwą. Poza tym Azerowie ogromnie rozczarowali się do Zachodu, w którym od pierwszych dni niepodległości widzieli gwaranta bezpieczeństwa i dobrobytu. Liczyli, że za ich ropę naftową Zachód nie tylko im zapłaci, ale weźmie też pod opiekę[12]. Do października 2001 r. obowiązywała w USA 907 poprawka, zakazująca udzielania pomocy Azerbejdżanowi przez rząd amerykański. Bardzo źle przyjęte zostały w Azerbejdżanie uchwały przyjęte we Francji, Włoszech i USA, uznające ludobójstwo Ormian w 1915 r. Potwierdzeniem zmiany polityki azerbejdżańskiej wobec Rosji, jak i rosyjskiej wobec Baku była wizyta ministra obrony Azerbejdżanu Safara Abijewa w Moskwie, którą złożył 8 września 2001 r. Rozmowy przeprowadzone z ministrem obrony FR Siergiejem Iwanowem dotyczyły dwustronnej współpracy wojskowej, udziału Rosji w modernizacji azerbejdżańskiej armii oraz statusu stacji w Gabala. Komentatorzy podkreślali, że zgoda Azerbejdżanu na eksploatację stacji przez Rosję jest ceną za rosyjską mediację w sporze azerbejdżańsko-irańskim, który rozpoczął się lipcu 2001 r. i dotyczył przebiegu morskiej granicy między obu krajami.



[1] T. Świętochowski, Azerbejdżan i Rosja..., s. 269.
[2] Mutalibow oskarżany był m.in. o organizowanie rozruchów, próbę zamachu stanu, doprowadzenie do klęsk w Karabachu oraz bierność podczas interwencji wojsk radzieckich w Baku w styczniu 1990 r.
109 Ze względu na ogromny poziom bezrobocia i katastrofalny stan gospodarki w Rosji na pracuje na stałe lu dorywczo ok. 2 mln Azerów.
[4] R. Musabekow, op.cit., s. 41.
[5] Marcin Meller, „Wielka kaspijska..., s. 31.
112 Wiadomości OSW nr 31/1997, s. 3.
113 Przez terytorium czeczeńskie przechodzi rurociąg Machaczkała-Noworosyjsk.
114 Dipłomaticzeskij Wiestnik nr 8/1997, s. 40-45.
[9] W. Górecki, „Kaukaz Południowy...”, s.15.
[10] www.rferl.org, „Azarbaijani, Russian presidents pledge to build strategic partnership”, Caucasus Report, 11 January 2001.
[11] www.rferl.org, „Azerbaijan succession struggle intensifies”, Caucasus Report, 8 June 2001.
[12] W. Jagielski, „Walka o pryczę w celi”, Gazeta Wyborcza, 1-2 września 2001, s. 16.

6. Wnioski

Od 1991 roku Rosja wyraźnie różnicowała swoją politykę wobec Armenii i Azerbejdżanu. Wynikało to przede wszystkim z nastawienia elit tych państw do prób reintegracji krajów byłego ZSRR, podejmowanych przez Rosję przez całą dekadę lat 1990. Armenia, ze względów bezpieczeństwa, orientowała się w swojej polityce na Rosję, podczas gdy Azerbejdżan podjął próbę uniezależnienia się od Moskwy i nawiązania ścisłej współpracy z państwami Europy Zachodniej i Sanami Zjednoczonymi oraz organizacjami i instytucjami przez nie stworzonymi (NATO, UE). Trudno jednoznacznie wskazać, które z tych państw wybrało właściwy kierunek polityki zagranicznej, bowiem zarówno gospodarka Armenii, jak i Azerbejdżanu znajdują się obecnie w katastrofalnym stanie. Aktywna polityka, jaką Rosja prowadziła w stosunku do obu południowokaukaskich państw, wynika ze szczególnego miejsca, jakie zajmuje cały region kaspijski w polityce zagranicznej Rosji. Utrzymanie Armenii i Azerbejdżanu w swojej strefie wpływów jest ważne dla Rosji ze względów bezpieczeństwa, względów ekonomicznych oraz prestiżowych. Sytuacja na Zakaukaziu, która wykształciła się po rozpadzie ZSRR, przypominała lata po rewolucji rosyjskiej z 1917 r. Próżnię geopolityczną powstałą wówczas na Kaukazie próbowały zapełnić państwa europejskie i Turcja, jednak już po kilku latach region wrócił pod bezpośrednie panowanie Moskwy. Wiele wskazuje na to, że obecnie mamy do czynienia z podobnym mechanizmem.
 

Autor publikacji: