Referendum – manifestacja poparcia społecznego dla polityki Łukaszenki

Ocieplenie stosunków z Rosją a przede wszystkim spektakularne zniesienie granicy celnej pomiędzy państwami znacznie wzmocniło pozycję białoruskiego prezydenta przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Alaksandr Łukaszenka zdecydował się poprzeć apel grupy komunistycznych deputowanych o resowietyzację symboliki państwowej i przywrócenia językowi rosyjskiemu statusu języka urzędowego. Prezydencka propozycja poddania tych kwestii ogólnonarodowemu referendum wywołała zdecydowany sprzeciw części Rady Narodowej. Zgodnie z przyjętą w 1994 r. ustawą zasadniczą kwestie konstytucyjne, a do takich należały oba zgłaszane postulaty, nie mogły być poddawane głosowaniu powszechnemu. Ostatecznie jednak stosując szantaż finansowy, a także używając siły wobec najbardziej opornych deputowanych Łukaszence udało się wymusić zgodę Rady na przeprowadzenie referendum. Zostało ono przeprowadzone wraz z pierwszą turą wyborów parlamentarnych 14 maja 1995 r.. Pod ogólnonarodowe głosowanie zostały poddane cztery kwestie - zgłaszane przez komunistów postulaty przywrócenia statusu urzędowego językowi rosyjskiemu i resowietyzacji symboliki jak również prezydenckie pytanie o możliwość rozszerzenia jego pełnomocnictw i, po części w ramach realizacji zapowiedzi referendum integracyjnego, o poparcie dla polityki reintegracji z Rosją.

Na pierwsze pytanie: Czy zgadzasz się, aby język rosyjski uzyskał status równy ze statusem języka białoruskiego? - twierdząco odpowiedziało 83,1 proc. uczestników głosowania[1]; 12,7 proc. było przeciwnego zdania. Frekwencja wyniosła 64,8 proc. [2]. Za równością obu języków opowiedziało się zatem 52 proc. uprawnionych do głosowania. W myśl ustawy o referendum przekroczenie 50-procentowego progu nakładało na władze obowiązek wprowadzenia stosownych zmian w ustawodawstwie. Zgodnie z Konstytucją z 1994 r. językiem państwowym Republiki Białoruś był język białoruski. Państwo zapewniało jednocześnie prawo do swobodnego posługiwania się językiem rosyjskim. Tak więc także przed referendum ustawodawstwo białoruskie przewidywało pewne uprzywilejowanie języka rosyjskiego. W rzeczywistości pozycja języka rosyjskiego była jeszcze korzystniejsza. Obowiązująca od 1990 r. ustawa o językach ze względu na znikomą znajomość białoruskiego przez urzędników państwowych wprowadzana była w życie bardzo powoli. Poszczególne organy administracji otrzymały kilkuletnie terminy przygotowawcze przed przejściem na pracę w języku państwowym. Nakaz białorutenizacji państwa, jaki niosła za sobą ustawa był powszechnie ignorowany. Stosunkowo najmocniej język białoruski zaistniał w oświacie. Niemal całkowicie zbiałorutenizowany został system nauczania początkowego. Jednak i dla szkół ostateczny termin przejścia na białoruski wyznaczono na 2000 r. Proces białorutenizacji, bez wątpienia korzystny dla kształtowania się odrębności nowopowstałego państwa, nie cieszył się szerokim poparciem społecznym. Większość Białorusinów była rosyjskojęzyczna, przynajmniej w życiu zawodowym, i perspektywa konieczności zmian budziła w nich obawy. Zwłaszcza, że działacze narodowi podchodzili do sprawy w sposób bardzo radykalny. Stawiając pytanie o status języka rosyjskiego, prezydent otworzył przed mieszkańcami Białorusi możliwość uchylenia się od obowiązku przyswajania języka białoruskiego.

Do drugiego postawionego w referendum pytania: Czy popierasz propozycję ustanowienia nowej flagi i nowego godła państwowego Republiki Białoruś? - dołączono projekt herbu - lekko wyretuszowane oraz pozbawione sierpa i młota (gwiazda pozostała) godło Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. 75 proc[3]. głosujących zaakceptowało ten projekt (45 proc. uprawnionych do głosowania) 20,5 proc. było przeciw[4]. Przyjęto wykładnię, że pytanie to nie dotyczy ono porządku konstytucyjnego. W odróżnieniu więc od kwestii nadania statusu urzędowego językowi rosyjskiemu dla zaakceptowania zmian symboliki państwowej wystarczało przekroczenie progu 50 proc. wszystkich oddanych głosów. Nowe symbole państwowe Alaksandr Łukaszenka wprowadził 12 czerwca 1995 r. dekretem prezydenckim ignorując przewidzianą prawem potrzebę akceptacji wyników referendum przez Radę Najwyższą. Jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników referendum z siedziby prezydenta zdjęto flagę biało-czerwono-białą i zawieszono nową zielono-czerwoną przypominającą tę z okresu BSRR.

Na trzecie pytanie referendum - Czy popierasz działania prezydenta na rzecz integracji gospodarczej z Federacją Rosyjską? - pozytywnie odpowiedziało 82,4 proc.[5] głosujących. Przeciw oddano 12,5 proc. głosów.[6] W przypadku tego pytania nie chodziło wyłącznie o integrację ekonomiczną z Federacją Rosyjską, ale generalnie o poparcie dla polityki zbliżenia z Rosją. Propaganda prezydencka starała się przedstawić proces integracji z Rosją jako proces zachodzący w sferze ekonomii, nieuszczuplający zakresu niepodległości państwowej Białorusi. Był to zabieg stosunkowo skuteczny, o czym świadczą sondaże opinii publicznej, w których znaczy odsetek osób deklarował się jako zwolennicy suwerenności białoruskiej jednocześnie opowiadając się za integracją z Rosją. Integracja gospodarcza dla znacznej części społeczeństwa, borykającego się z poważnymi problemami ekonomicznymi, wydawała się szansą na poprawę sytuacji kraju. Sformułowanie pytania w ten sposób znacząco zwiększało prawdopodobieństwo przewagi odpowiedzi pozytywnych. Opozycja liczyła, iż prointegracyjne nastawienie Białorusinów, tradycyjnie obsługujących wszystkie rosyjskie i radzieckie wojny, osłabi wojna czeczeńska. Zapewnienia Łukaszenki, iż nie dopuści do wysyłania białoruskich żołnierzy na jakikolwiek front i konsekwentne przedstawianie integracji w wyłącznie gospodarczym aspekcie zgasiły obawy społeczne przed tego rodzaju konsekwencjami zbliżenia z Rosją.

Pytanie czwarte brzmiało: Czy zgadzasz się z koniecznością wprowadzenia do Konstytucji Republiki Białoruś zmian, które dają prezydentowi możliwość przedterminowego zawieszenia pełnomocnictw Rady Najwyższej w przypadkach systematycznego lub poważnego naruszenia konstytucji? Za wniesieniem tej poprawki do ustawy zasadniczej opowiedziało się 77,6 proc.[7] uczestników głosowania; przeciw było 17,8 proc[8]. Obowiązująca konstytucja przewidywała możliwość przeprowadzenia procedury impeachementu przez Radę Najwyższą. Prezydent zaś nie posiadał odpowiednich uprawnień do rozwiązania parlamentu.

Referendum okazało się ogromnym sukcesem prezydenta. Ponad 75 proc. głosujących odpowiedziało twierdząco na wszystkie postawione przez niego pytania. Trzeba jednak zaznaczyć, że odsetek ten odzwierciedlał nie tyle stopień poparcia społecznego dla prezydenta, ale zakres możliwości wpływu władzy na społeczeństwo. Referendum poprzedzone było silną kampanią propagandową w zdominowanych przez obóz prezydencki mediach. Także sam przebieg głosowania nie był wolny od manipulacji. Wyniki referendum zapewniły Łukaszence pozycję rzeczywistego promotora idei reintegracji w ramach WNP. Ponadto przyniosło wymierne korzyści gospodarcze. Bezpośrednio po referendum ceny rosyjskich surowców dla Białorusi zostały obniżone o 60 proc..

Również wybory parlamentarne, którym towarzyszyło referendum, przebiegały korzystnie z punktu widzenia prezydenta, dążącego do ograniczenia znaczenia Rady Najwyższej. W pierwszej turze zdołano wybrać jedynie 18 z 260 deputowanych. Po drugiej turze 28 maja 1995 r., dołączyło do nich 101 parlamentarzystów. Konieczne było przeprowadzenia wyborów uzupełniających, których dwie tury odbyły się 29 listopada i 11 grudnia 1995 r.. Okres wyborczy od maja do grudnia stał się okresem rządów prezydenckich. Alaksandr Łukaszenka pomimo protestów Trybunału Konstytucyjnego nie uznał przedłużenia kadencji poprzedniej Rady Najwyższej. Zapoczątkował praktykę rządów za pomocą dekretów prezydenckich. Jednocześnie przedłużające się wybory, trudności z ukonstytuowaniem się Rady Najwyższej osłabiły pozycję parlamentu w oczach społeczeństwa. Ostatecznie Rada Najwyższa zaczęła funkcjonować w grudniu 1995 r. w niepełnym składzie 198 deputowanych[9]. W parlamencie zasiedli przede wszystkim zwolennicy prezydenta – członkowie Partii Komunistów Białorusi, działacze kołchozów i sowchozów oraz tzw. niezależni, wśród których przeważali przedstawiciele starej nomenklatury[10]. Politycy proniepodległościowi stanowili niewielki odsetek deputowanych. Mandatu nie uzyskał żaden z działaczy Białoruskiego Frontu Narodowego. W Radzie dominowało poparcie dla polityki zmierzającej do odbudowania więzi w ramach byłego ZSRR. Dlatego praktycznie bez sprzeciwu akceptowała traktaty integracyjne zawierane przez Alaksadra Łukaszenkę.



[1] dane Centralnego Komitetu Wyborczego za: Yekadumaw A. The political system of Belarus between 1990 and 1996 [w:] The political system of Belarus and the 2001 Presidential Election, Minsk-Warsaw, 2001, s.34
[2] dane za: Wołyńczak F. Na początku niepodległości? [w:] „Eurazja”, nr 6, 1995.
[3] dane Centralnego Komitetu Wyborczego za: Yekadumaw A. op.cit., s.34
[4] dane za: Wołyńczak op.cit.
[5] dane Centralnego Komitetu Wyborczego za: Yekadumaw A. op.cit., s.34
[6] dane za: Wołyńczak F. op.cit.
[7] dane Centralnego Komitetu Wyborczego za: Yekadumaw A. op.cit., s.34
[8] dane za: Wołyńczak F. op.cit
[9] według białoruskiego ustawodawstwa do ukonstytuowania się RN niezbędnych było 2/3 składu, czyli 174 deputowanych
[10] spośród 96 tzw. niezależnych deputowanych 60 podczas pierwszej sesji RN utworzyło frakcję ‘Zgoda”, której celem było wspieranie prezydenta.
Autor publikacji: 
INTERMARIUM: