SŁUŻBA ZDROWIA – KRYZYS CZY SABOTAŻ?

Lecznictwo w Polsce z jednej strony może poszczycić się niezwykłymi osiągnięciami takich wybitnych specjalistów, jak profesor Religa, z drugiej – stanowi przykład totalnego chaosu, bezhołowia i najbardziej nieudolnego pod słońcem zarządzania. Żaden inny resort w historii Polski nie miał tylu dyletantów w kierownictwie. Postronny obserwator może więc nabrać przekonania, że ministrem zdrowia zostaje się w Polsce wówczas, kiedy brak kwalifikacji nie pozwala podjąć żadnej innej, nawet podrzędnej pracy. Kiedy na czele Ministerstwa Zdrowia pojawi się profesjonalista, bardzo szybko podaje się do dymisji, często na odchodne spluwając z niesmakiem. Tak, jak zrobił to dziś (15.07) po kilku dniach dzierżenia ministerialnej teki Marian Czakański, a dwa lata wcześniej, również w kilka dni po nominacji – Marek Balicki.

Stara prawda mówi, że nic nie dzieje się bez przyczyny, A więc w tym szaleństwie jest jakaś metoda? Tylko jaka? Cierpią na tym pacjenci, cierpią uczciwi lekarze... Co więc jest grane? Pewien rabin zwykł mawiać, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W polskiej służbie zdrowia, na pokaz bardzo niedofinansowanej, chodzi o pieniądze, i to o olbrzymie pieniądze. Na całym świecie zarówno wielkie koncerny, jak i małe firmy, związane z medycyną, nie uskarżają się na brak pieniędzy. Wręcz przeciwnie – lecznictwo jest znakomitym biznesem i wielu ludzi bardzo chętnie w nie inwestuje, wiedząc, że da im to w krótkim czasie wielkie profity. Na całym świecie, co wcale nie oznacza, że w Polsce.

– Jak można zarobić krocie na czymś, co programowo jest deficytowe? – zapyta ktoś nie zorientowany w polskich realiach. Spieszę więc z wyjaśnieniem, że zarobek jest niewiarygodnie łatwy i aż dziw, że do tej pory nikt spoza tzw. elit politycznych na to nie wpadł. Nie wpadł na to żaden prokurator, żaden dziennikarz... Oto co się stało w Polsce w ciągu ostatnich 15 lat.

Odzyskanie przez nasz kraj w 1989 roku niepodległości obnażyło prawdę o polskiej gospodarce, a raczej o jej zacofaniu. Nie było przy tym wyjątków. Cały polski przemysł był opóźniony o kilkanaście do kilkudziesięciu lat w stosunku do przemysłu światowego. Opóźniona była także służba zdrowia. Sprzęt, jak miała do dyspozycji, był prymitywny i wyeksploatowany. Latami nie remontowane szpitale wprost rozpadały się. Wówczas ktoś – dziś trudno dociec, kto – wpadł na genialny w swojej prostocie pomysł. Wystarczyło odpowiednio zagrać na ludzkich uczuciach. Znaleziono kogoś, kto potrafił to rozegrać perfekcyjnie. Specjaliści od socjotechniki jego ustami ogłosili: “Szpitale nie mają czym leczyć, skarb państwa stoi pusty, więc zróbmy powszechną, ogólnonarodową zbiórkę i kupmy nowoczesny sprzęt”. I ludzie dali się nabrać. Co roku tłumy naiwnych wrzucały do podsuwanych im przez dzieci puszek mniejsze i większe datki. Niektórzy odejmowali sobie od ust, któż bowiem pożałuje grosza, gdy chodzi o zdrowie a nawet – o życie?

W krótkim czasie, niemal bez udziału skarbu państwa, za zebrane pieniądze szpitale zostały wyposażone w nowoczesny sprzęt. Wydawałoby się, że jest to początek sielanki. I był, tyle że nie dla okłamanego społeczeństwa, a dla paru spryciarzy, którym udało się przefarbować na polityków. Absurdalnymi posunięciami, zarządzeniami a nawet – sprytnie przemycanymi ustawami ci “dżentelmeni” doprowadzili całą służbę zdrowia do nieprawdopodobnego kryzysu. Kryzysu moralnego, którego przejawem był kwitnący w łódzkim pogotowiu ratunkowym handel “skórami”, ale także kryzysu materialnego. Zadłużone, choć nowocześnie wyposażone za wielkie pieniądze szpitale i ośrodki zdrowia być może wkrótce trafią w ręce komorników lub syndyków, a ci szybciutko, za bezcen i całkowicie poza społeczną kontrolą sprzedadzą je każdemu chętnemu. Byłym premierom, byłym ministrom, zwłaszcza ministrom zdrowia, byłym szefom Kas Chorych i Narodowego Funduszu Zdrowia, może – byłemu prezydentowi.... Możliwe że w licytacji wzięłyby udział podstawione osoby. A może w ogóle nie byłoby żadnej licytacji, lecz PRYWATYZACJA? I bardzo zdziwiłbym się, gdyby wśród tych chętnych pojawił się ktoś, kto nie brał udziału w destrukcji polskiego lecznictwa.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: