ROSYJSKIE AMBICJE W EUROPIE

Artykuł ten ma na celu wyjaśnienie europejskiej polityki Rosji poprzez wytłumaczenie znaczenia jakie posiadają dla przywódców rosyjskich teorie geopolityczne pozostające w modzie w Moskwie począwszy od roku 1992. Konstrukcje geopolityczne pozwalają przywrócić ciągłość w rosyjskiej polityce zagranicznej: przeciwnikiem pozostają Stany Zjednoczone, które należy wyeliminować z kontynentu europejskiego. Stosowane metody również nie zmieniły się: ustanowienie stosunków dwustronnych z państwami europejskimi poczynając od Wielkiej Brytanii, podczas gdy priorytetem pozostają jak zawsze Niemcy, jedyny potencjalnie prawdziwy sojusznik Rosji w oczach Moskwy w jej projekcie "kontynentalnym". Cztery czynniki pozwoliły Rosji powtórnie wylansować swoja politykę europojską: kryzys energetyczny, amerykański projekt obrony przeciwrakietowej. utworzenie "siły europejskiej" i awaria motoru francusko-niemieckiego. Podpisując dwustronne układy o współracy wojskowej z głównymi krajami europejskimi, Rosja realizuje podwójny cel: sprawia, że Europejczycy przyjmą na siebie części kosztów utrzymania i modernizacji rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego i podminowuje związki transatlantyckie. Rosyjska propozycja utworzenia europejskiego systemu obrony przeciwrakietowej wpisuje sie w tę logikę.

6 grudnia roku 2000 Igor Siergiejew, minister obrony Rosji, oświadczył, iż jego kraj jest przychylny dla utworzenia siły europejskiej niezależnej od NATO oraz dla tego co nazwał "europejskim nie- strategicznym systemem ABM". Już od kilku miesięcy Rosjanie okazywali zainteresowanie projektami obrony europejskiej. Co zaś się tyczy zwrotu w stosunku do integracji europejskiej, tradycyjnie traktowanej w Moskwie z nieufnością, sięga on do epoki, gdy ministrem spraw zagranicznych był Jewgenij Primakow. To wówczas Rosja zaczęła deklarować, iż jest przychylna przystąpieniu krajów Europy Środkowej i Wschodniej do Unii Europejskiej, którą przedstawiała jako akceptowalna dla Rosji namiastkę ich integracji z NATO.

Europejczycy nie ucieszyli się z takiej ewolucji polityki rosyjskiej. Dziś rywalizują aby zaskarbić sobie przychylność Kremla. Gdy zimna wojna jest zakończyła się i wydaje się, że prezydent Putin jest zdolny wprowadzić nieco porządku do rosyjskiego chaosu, wydaje sie, że nadszedł moment do umieszczenia stosunków między Rosja a Europą na nowych podstawach. Zaczyna się myśleć, że Rosja stała się mocarstwem europejskim, porównywalnym do innych państw europejskich, zajętym przede wszystkim zabezpieczeniem swoich interesów ekonomicznych i przetrwaniem swego kompleksu wojskowo-przemysłowego, oczywiście ze względów ekonomicznych. Z pewnością istnieją wątpliwości czy prezydent Putin jest doskonałym demokratą, ale tym bardziej z łatwościa stajemy po jego stronie, że postrzegamy rosyjską anarchię jako niebezpieczeństwo większe dla Europy niż scentralizowany reżym autorytarny w Moskwie.

ODBUDOWA IMPERIUM I INICJATYWY ROSYJSKIE W EUROPIE

Ofensywa rosyjskiego uroku w Europie postawi Europejczyków i to być może o wiele szybciej niż mogą to sobie dziś wyobrazić, wobec wyboru między przyszłością związków transatlantyckich i "projektem Prodiego" energetycznego partnerstwa z Rosją dotyczącego stopnia zależności od tego kraju, które Unia Europejska gotowa jest zaakceptować. Ważne jest by ten wybór dokonany został z pełną świadomością i by nie był rezultatem ślepego dryfowania śladami biurokracji europejskich i narodowych działających każda na swój własny rachunek ale manipulowanymi w sposób biegły przez Moskwę. Dlatego trzeba rozpoznać całościową strategię, w którą wpisują się różne inicjatywy rosyjskie i pojąć jak rozumują kremlowskie elity "postjelcynowskie'. Jednym z największych sukcesów "nowej polityki informacyjnej" zastosowanej przez administrację "putinowską" jest sprawienie abyśmy stracili z pola widzenia spójność działań podjętych przez Moskwę zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej. Informacje na temat Rosji są liczne i dość zróżnicowane aby nie tworzyło się wrażenie propagandy, ale jednocześnie są tak nierówne i często tak błahe, że zrozumienie wydarzeń umyka nam. Przedstawiciele rządu rosyjskiego powtarzają do woli jakoby Rosja porzuciła ambicje imperialne; że troska o interesy narodowe miałaby zastąpić ideologię; że motywacje gospodarcze wzięły górę nad innymi w zachowaniu Rosji na scenie międzynarodowej.

Sowietolodzy wreszcie zrozumieli, że aby wyjaśnić politykę zagraniczną Moskwy, trzeba wziąć pod uwagę politykę wewnętrzną oligarchii partyjnej, ponieważ metody postępowania użyte by zdobyć władzę i utrzymać ją były również stosowane, zresztą z nierównym sukcersem, wobec świata zewnętrznego. W pewnej mierze podejście to pozostało prawdziwe także wobec Rosji postkomunistycznej. Polityka wewnętrzna może służyć jako czynnik odkrywczy i mylnie stawia się ją w nawias, mówiąc sobie, że ostatecznie autorytaryzm odpowiada Rosjanom i że "dyktatura prawa" ogłoszona przez prezydenta Putina ułatwi inwestycje i rozwój ekonomiczny.

Jaki jest bilans roku "putinizmu" w Rosji? Przywracanie do rozsądku, przedsięwzięte od momentu intronizacji prezydenta, jest w praktyce zakończone. Duma jest podporządkowana Kremlowi, nad gubernatorami postawiono superprefektów i strumienie finansowe, które kierowały się w stronę peryferii zostały ponownie skierowane do centrum. Dwu oligarchów, roszczących sobie prawo do wpływania na politykę, zostało upokorzonych; prasa jest całkowicie kontrolowana i nieliczni dziennikarze, którzy nie odnaleźli jeszcze smaku autocenzury, zapoznają się z pałką, którą prezydent Putin potrafi posługiwać się w sposób przekonywujący, jak sam chwalił się dziennikarzom "Figaro". Szefa ostatniej partii opozycyjnej, Jawlińskiego, opóściły jego własne oddziały, ponieważ nie przyjął jeszcze oferty przyłączenia się do reżymu. Dawny hymn sowiecki został przywrócony; kilka zmian w słowach pozwoliło zrobić z niego hymn rosyjski; Konstytucja Federacji Rosyjskiej jest w trakcie modyfikowania aby pozwoliła Federacji włączyć nowe państwa, w tym takie, z którymi Rosja nie miałaby wspólnych granic Wydaje się, że pod tym względem rząd rosyjski znajduje się na tej samej długości fal co opinia publiczna tego kraju. Pewien niedawny sondaż ujawnił, że 55 proc. Rosjan uważa, iż historycznym zadaniem obecnej Rosji jest odtworzenie imperium spadkobiercy imperium rosyjskiego i sowieckiego; jedynie 20 proc. Rosjan sądzi, że Rosja jest krajem europejskim, podczas gdy 51 proc. uważa, iż jest ona w równym stopniu azjatycka co europejska.

Z pomocą różnych środków nacisku Moskwa przywraca swą hegemonię nad państwami WNP. Gruzja została rzucona na kolana groźbą zamknięcia granicy rosyjskiej, co kosztowałoby faktyczną aneksję Osetii Południowej i Abchazji. W odróżnieniu od Gruzinów mieszkańcy obu regionów zostali zwolnieni z obowiązku posiadania wizy celem udania się do Rosji. Pod pretekstem wspólnej walki przeciwko terroryzmowi FSB stara się odzyskać kontrolę nad służbami specjalnymi państw WNP; na Białorusi rosyjscy oficerowie przejęli kierownictwo miejscowego KGB. Komuniści, którzy powrócili do władzy w Mołdowie nie ukrywają swej intencji by przyłączyć kraj do ZBiRu. Z pomocą Unii Europejskiej Rosja zapewniła sobie kontrolę nad gazociągami i ropociągami pozwalającymi eksportować paliwa do państw WNP. Europejczycy powinni byli uważnie przyjrzeć się metodom używanym wobec "bliskiej zagranicy", ponieważ jak zobaczymy są one tożsame ze stosowanymi na skalę europejską. W szczególności przestudiowania wart jest scenariusz ukraiński.

Ukraiński prezydent Kuczma, osłabiony przez skandal związanym z zabójstwem opozycyjnego dziennikarza i brakiem poparcia wśród swoich współobywateli, zmuszony był do żebrania o rosyjską ochronę. W zamian za poparcie Putina dla Kuczmy, Ukraina ponownie została zintegrowana z siecią dystrybucji rosyjskiego prądu elektrycznego; zgodziła się stworzyć wspólnie z Rosją morskie siły ratunkowe, a także żandarmerię wojskową przeznaczoną do kontrolowania ruchu morskiego w zatoce Sewastopolskiej; przystała na program współpracy wojskowej przewidującej wzrost liczby dwustronnych manerów w roku 2001 i terminowe utworzenie wspólnej jednostki bojowej; wznowiła produkcję uzbrojenia dla Rosji, w tym budowę rakiet międzykontynentalnych. Wszystkie te koncesje są same w sobie korzystne dla Rosji, ale zwłaszcza pociągają za sobą zerwanie więzi, które Ukraina mogła nawiązać z NATO; porzucenie neutralności i integracja ze sferą polityczno-wojskową Moskwy niesie poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa europejskiego.

Jednym słowem, od początki drugiej wojny czeczeńskiej czy to w samej Rosji czy w "bliskiej zagranicy" widać, że działa ta sama żelazna ręka, ta sama wytrwałość w realizacji celów, ta sama brutalność i ta sama bezbronność ofiar. Stwierdza się również, że celem głównym nie jest reforma ekonomiczna ale przywrócenie tego, co prezydent Putin nazywa "linią prostopadłą władzy".

Ten sam duch charakteryzuje politykę zagraniczną. Tu również zobaczymy, że w przeciwieństwie do tego co powtarzają putinowscy propagandyści, gospodarka jest brana pod uwagę jedynie jako narzędzie na służbie celów władzy. Zwykle uważa się, że Rosja poświęcając się zdecydowanie osi europejskiej i azjatyckiej swojej polityki zagranicznej, zgadza się zachowywać jak mocartswo regionalne. Nic z tego. Rosja stara się właśnie zrealizować projekt geopolityczny sformułowany w środowisku służb specjalnych i sztabu generalnego na długo przed stanięciem przez Władimira Putina na czele państwa rosyjskiego: chodzi o projekt euroazjatycki opisany w latach 1991-1993 w publikacjach "brunatno-czerwonych", takich jak "Dień", "Zawtra" i "Elementy". Kiedy dziś ponownie czytamy te teksty, udaża nas sposób w jaki administracja Putina urzeczywistnia na naszych oczach strategię zachwalaną przez tych teoretyków rosyjskich znajdujących się pod silnym wpływem geopolityki III Rzeszy, uzupełnionej jeszcze przez wkład "nowej prawicy" europejskiej.

MARKSIZM-LENINIZM ZASTĄPIONY PRZEZ GEOPOLITYKĘ

Doktryna neo-euroazjatycka opiera się na idei nie dającego się zmniejszyć przeciwieństwa między mocarstwami kontynentalnymi i morskimi. "Jedynie interesy strategiczne Rosji są dokładnie tożsame z interesami strategicznymi kontynentu". W tej wizji Rosja rozróżnia dwa poziomy stosunków ze swoimi sąsiadami kontynentalnymi na Zachodzie i Wschodzie: "Odrzucenie Zachodu i Wschodu na płaszczyźnie kulturalnej stanowi imperatyw dla zachowania niezależności Rosji"; przeciwnie, na płaszczyźnie strategicznej "jest niezbędne przekształcenie terytoriów peryferyjnych w sojusznicze ... gdyż jedynie integracja kontynentalna ześrodkowana na Rosji może zapewnić wszystkim ludom Euroazji prawdziwą suwerenność ... Terytoria peryferyjne (Rimlands) są dla niej niezbędne, jeśli Rosja chce stać się prawdziwą kontynentalną i suwerenną siłą geopolityczną", a każdy podział grałby na korzyść atlantystów. "Blok wschodni, czynnik pozytywny w perspektywie zjednoczenia euroazjatycjkiego" uległ dezintegracji, ponieważ Stany Zjednoczone kontrolowały zachodnioeuropejskie "terytorium peryferyjne". Trzeba zatem pracować nad utworzeniem "nowego euroazjatyckiego bloku strategicznego", który objąłby "blok francusko-niemiecki pragnący wyzwolić się spod opieki atlantyckiej, blok azjatycki złożony z Chin, Indii i świata muzułmańskiego ... teza o rzeczywistej wielobiegunowości faktycznie jest dzisiaj równoważna tezie o nowym modelu dwubiegunowości. Oznacza ona wolę odtworzenia stabilnego dualizmu geopolitycznego. Tylko w ten sposób będzie można położyc kres planetarnej doktrynie atlantyzmu" pisze Aleksander Dugin, jeden z głownych teoretyków neo-euroazjatyzmu w Rosji i doradca przewodniczącego Dumy. Jeśli Rosja przejmie inicjatywy grania roli dynamicznego rdzenia kontynentalnego, wezmą to na siebie inne mocarstwa kontynentalne.

W Europie trzeba przede wszystkim stworzyć oś Berlin - Moskwa, w Azji natomiast oś Moskwa - Dehli: "Indie i Rosja wspólnie zneutralizowałyby Chiny w Azji. Razem z Niemcami Rosja mogłaby zneutralizować Europę", stwierdzał w roku 1994 Władimir Żirinowski. "Proces odtwarzania imperium powinien mieć na celu najpierw dostęp Rosji do ciepłych mórz ... Dopiero kiedy Rosja będzie posiadała granice morskie na Południu i Zachodzie, jej budowa na kontynencie zostanie ukończona. W tym celu aneksje i podboje nie są konieczne. Wystarczy zawrzeć sojusz strategiczny antyatlantycki z europejskimi i azjatyckimi potęgami kontynentalnymi" Polityka ta została ostatnio podsumowana przez Aleksandra Dugina: "Jest to jedyny sposób dla Rosji aby pozostać podmiotem historii i zawrzeć długoterminowy sojusz strategiczny z potęgami Euroazji posiadającymi podwyższony potencjał demograficzny, gospodarczy, kulturalny i wojskowy. Realizacja tej polityki euroazjatyckiej staje się ideą przewodnią nowej Rosji".

Zanotujmy, że w takim samym stopniu jak idea marksistowska, która ją poprzedzała, rosyjska wizja geopolityczna nie pozostawia miejsca na własną wolę państw zachodnioeuropejskich. Europa Zachodnia pozostaje strefą zdominowaną przez Stany Zjednoczone. Chodzi więc o wyrwanie im regionu, w którym "blok kontynentalny" może i powinien wyeliminować wpływ "potęgi morskiej". Pewna uwaga poczyniona przez Putina do Clintona w listopadzie 1999 roku ujawnia doskonale ten sposób widzenia spraw: "Macie Amerykę Północną i Południową, posiadacie Afrykę i Azję. Moglibyście przynajmniej zostawić nam Europę". Kiedy już Stany Zjednoczone zostaną wygnane z Europy, ta naturalnie będzie grawitowała w kierunku Moskwy. Europa ta nie jest więc w żadnym wypadku postrzegana jako potencjalny partner, ani podmiot polityczny; stanowi ona przedmiot ekspansji, jest posiadaczką zasobów naturalnych niezbędnych dla realiazacji przez Kreml ambicji wielkiego mocarstwa.

Jedynie Niemcy posiadają odrębny status w konstrukcjach rosyjskich geopolityków: ich "powołanie" kontynentalne czyni z nich wspólnika Rosji w jej przedsięwzięciu geopolitycznym. Jak to mówił poseł komunistyczny S. Baburin, "jeśli osiągniemy wspólnie stworzenie bloku euroazjatyckiego, Niemcy będą musiały grac w nim rolę motoru". Dzis możemy przeczytać na stronie internetowej administracji prezydenta Rosji: "Rosja powinna stać się członkiem kierowniczym wspólnoty narodów europejskich, przede wszystki razem z Niemcami. Taki jest szlachetny cel reform putinowskich: przynieść Rosji europejski poziom życia i uczynić z niej najbardziej wpływowy kraj w Europie" (www.strana.ru, 2 fiewral 2001).

Z punktu widzenia koncepcyjnego nowa rosyjska polityka zagraniczna była gotowa już w latach 1993-1994 i kiedy dyplomacja rosyjska zaczęła poważnie pracować nad realizacją projektu euroazjatyckiego, paradoksalnie tezy te ukzywały się w mediach w sposób o wiele bardziej dyskretny, w tym równiez w prasie patriotycznej, która poprzednio udzielała im znacznego miejsca. Dlatego koniecznym było przypomnienie wielkich tematów eurozjatyckich sformułowanych w czasie pierwszej połowy panowania Borysa Jelcyna. W tamtym okresie brakowało ekipy wystarczająco spójnej i zdyscyplinowanej aby przystąpic do ich realizacji. Po dojściu do władzy ludzi FSB, dawnego KGB. Brakowało równnież spójności na froncie wewnętrznym. Dzis "konsolidacja" jest sprawa dokonaną, zawsze dzięki wypróbowanym metodom FSB. W końcu brakowało okacji i tutaj szczęście uśmiechnęło się do prezydenta Putina.

Pierwszy etap realizacji projektu euroazjatyckiego sięga epoki, kiedy premierem był Primakow. Po kryzysie w Kosowie, który najpierw wywołał znaczne nadzieje w Moskwie, ponieważ oczekiwano, że spowoduje rozpad NATO, nastąpiło trwałe rozczarowanie: nie tylko Europejczycy poszli za Stanami Zjednoczonymi, ale czasami nawet je przelicytowali. Podczas swej podróży do Indii w grudniu 1998 roku Primakow wezwał do stworzenia osi Pekin-Moskwa-Dehli; idea ta została rzucona jesienią 1994 roku przez przewodniczącego Dumy Iwana Rybkina, ale została wówczas zdementowana przez Władimira Łukina, przewodniczącego Komisji spraw zagranicznych Dumy. Propozycja Primakowa została przyjęta chłodno w Indiach i Chinach, ale dyplomaci rosyjscy nie omieszkali wykorzystać antyamerykańskiej fali wywołanej w momencie wojny w Kosowie aby nadać projektowi drugi oddech.

EUROPA W TWORZENIU ANTYATLANTYCKIEJ KOALICJI PROWADZONEJ PRZEZ ROSJĘ

W oczach Kremla skrzydło europejskie stanowi największą część projektu neo-euroazjatyckiego. Został on ożywiony za prezydentury Putina przez nieoczekiwany zbieg czterech czynników: zwyżkę cen paliw i kryzys energetyczny w Europie, amerykańskie zamiary wyposażenia USA w system obrony antyrakietowej, zapowiedź utworzenia sił europejskich, które Francja chciała by były niezależne od NATO i nieporozumienie francusko-niemieckie. Pierwszy czynnik pozwolił Moskwie żywić nadzieję na ostateczne uzależnienie od Rosji pewnych krajów europejskich, zwłaszcza Niemiec. Drugi czynnik pozwolił Rosji przeciwstawić Europejczyków Waszyngtonowi, powodując zresztą ich przejście na pierwszą linię, podczas gdy dyplomacja rosyjska działała w kulisach unikając w pierwszym czasie otwartej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi, idąc za radami Michaiła Deliagina, dyrektora Instytutu Globalizacji: "Rosja powinna zbudować strategiczny związek z Europą, ustępując najniebezpieczniejszą rolę konkurenta Stanów Zjednoczonych krajom silniejszym ... Cała walka o interesy narodowe Rosji może być tylko tajna ... Rosja musi dysponować możliwością odwołania się do ukrytego oporu, sprzeciwiając się agresorowi w taki sposób, aby nie mógł on odkryć jej ręki w przeszkodach, na które napotyka. Trzeci czynnik pozwolił Rosji żywić nadzieję na odniesienie sukcesu tam, gdzie starała się tego dokonać na próżno od czasu konferencji berlińskiej w 1954 roku: stworzenie systemu bezpieczeństwa europejskiego bez Amerykanów ale z Rosjanami. Czwarty czynnik otworzył możliwość integracji europejskiej, która powstałaby wokół rdzenia niemiecko-rosyjskiego a nie zachodnioeuropejskiego.

Administracja putinowska potrafiła natychmiast wykorzystać nadarzające się sposobności. Odwołała się do arsenału starych sowieckich metod w dziedzinie polityki europejskiej, ale bez obciążeń związanych z martwym ciężarem marksizmu-leninizmu. Przeciwnie, Putin obnosił się z zaletami "politycznego kameleona", charakterystycznymi dla dobrze wyszkolonego agenta, który potrafi roztopić się w otoczeniu. Z Tony Blairem flirtował z new look`iem socjaldemokracji, który jak się wydaje nadaje ton w Europie; jednocześnie starannie wystrzegał się urażenia prawicy europejskiej, do której wysłał dyskretny sygnał odmawiając przystąpienia do anty-Haiderowskiej kampanii; z kanclerzem Schroederem Władimir Putin stał się amatorem piwa; swoim francuskim rozmówcom wyraził, jak należy, szalony podziw dla generała De Gaulle`a. Jak za Breżniewa w latach 1966-1975, później jak za Gorbaczowa w okresie 1985-1988, Rosja zaczęła tkać sieć stosunków dwustronnych z państwami europejskimi, zmuszając je do konkurowania o uzyskanie przychylności prezydenta Putina. Według kremlowskich analityków, droga ta była bardziej pożądana niż polityka mająca na oku Unię Europejską: "Droga Rosji w Europie nie przechodzi przez przystąpienie do Unii Europejskiej, ale przez dwustronną współpracę, która wprowadzi Rosję do Unii Europejskiej nie de iure ale de facto. Podobne oświadczenie zostało zresztą przyjęte w stosunku do WNP, co Siergiej Iwanow podkreślił na forum monachijskim na początku lutego br., oceniając, iż opcja raczej na rzecz zawierania układów dwustronnych niż integracji całości WNP oznacza porzucenie przez Moskwę ambicji imperialnych. W rzeczywistości stosunki między państwami WNP zakładały przynajmniej formalną równość. Przeciwnie, układy dwustronne zawarte za Putina ustalają stosunek sił korzystny dla Rosji. Nie zapominajmy jak zrodził się ZSRS: państwo sowieckie uformowało się w oparciu o sieć umów dwustronnych zawartych między Moskwą i różnymi republikami powstałymi z imperium rosyjskiego, najczęściej po ich podboju przez Armię Czerwoną.

Dyplomacja putinowska zaczęła od Tony Blaira, postrzeganego na Kremlu jako przywódcę lewicy europejskiej, z którą należało się pojednać, podczas gdy ta okazywała się najbardziej zszokowana bezprawiem w Czeczenii, które prawica gotowa jest zaakceptować przez analogię z Irlandią, Algerią ETA itd. podtrzymywaną przez rosyjską propagandę. Potem nadeszła kolei Niemiec, najważniejszego kraju w oczach przywódców rosyjskich. Spotkanie berlińskie z Putinem w czerwcu 2000 roku stanowiło "punkt zwrotny" w stosunkach niemiecko-rosyjskich. "Zarysy Europy XXI wieku dla wielu będą zależały od współpracy niemiecko-rosyjskiej", oświadczył Putin przy tej okazji. "Politycy w Moskwie i Berlinie powinni zdawać sobie sprawę z historii i popierać pozytywne tradycje stosunków niemiecko-rosyjskich". To podczas tego spotkania Niemcy zdecydowały zaangażować się w partnerstwo energetyczne z Rosją. I już Putin wyznaczył cenę za tę pomoc ofiarowaną Niemcom ciężko dotkniętym kryzysem energetycznym: powtórzył swój sprzeciw dla przystąpienia Państw Bałtyckich do NATO i zażądał niemieckiego wsparcia dla rosyjskiego projektu systemu obrony antyrakietowej rozmieszczonej od Atlantyku do Uralu we współpracy z NATO i Unią Europejską.

Podczas swej błyskawicznej podróży do Moskwy 26 września 2000 roku, kanclerz Schroeder wyraził życzenie by Niemcy posłużyły za most między Moskwą i Zachodem, a zwłaszcza by posłużyły za pośrednika działającego na korzyść współpracy między Rosją i Unią Europejską. "Powinniśmy zintegrować Rosję w Europie na wszystkich płaszczyznach, tak z punktu widzenia ekonomicznego jak politycznego, bezpieczeństwa, czy obrony", oświadczył. Odtąd Rosja "może liczyć na Niemcy". Ten zwrot stosunku niemieckiego, który kontrastuje z chłodem stosunków niemiecko-rosyjskich w 1998 roku, tłumaczy się ze strony niemieckiej przez zmianę postrzegania Rosji: ta nie jest już odbierana jako zagrożenie, oczywiście ani z punktu widzenia wojskowego, ani jako chaos, do którego mogłaby wepchnąć Europę, czego obawiano się w epoce prezydenta Jelcyna. Niemcy czują się tym bardziej silni, że mówią jednocześnie w imieniu NATO i Unii Europejskiej. Jak tłumaczył to kanclerz Schroeder, "Niemiecka Republika Federalna jest na trwale zintegrowana w NATO i UE (...) My inni Niemcy definiujemy nasze interesy nie w kontekście narodowym, ale w kontekście wielostronnym, a zwłaszcza w ramach Unii Europejskiej...". To nowe zapewnienie Niemiec w żaden sposób nie przeszkadza Rosji, która dzięki dostawom Gazpromu ma już przewagę nad Berlinem. W Moskwie rozumie się dobrze, że im Niemcy będą czuły się silniejsze, tym mniej będą się one obawiały coraz większego zaangażowania w tę zależność energetyczną.

Po sukcesie wizyty kanclerza Schroedera w czerwcu, prezydent Putin ocenił, że nadszedł moment aby "przypomnieć Francji, gdzie znajduje się Kreml". Francja nie chcąc dać się wyprzedzić Niemcom w zdobywaniu łask Moskwy, pospieszyła aby przyłączyć się do projektu partnerstwa energetycznego z Rosją.

IMPERATYW ENERGETYCZNY I ROSYJSKIE ROZWAŻANIA GEOPOLITYCZNE

Nic nie ujawnia lepiej orientacji nowej ekipy znajdującej się u władzy na Kremlu niż jej polityka energetyczna. Jak napisał pewien ekspert rosyjski, "most energetyczny między Rosją i Europą mogą usprawiedliwić rozważania geopolityczne. Niemniej musimy przyznać, że dziś Rosja jest niezdolna do zabezpieczenia własnych i europejskich potrzeb energetycznych. Rosja stara się zwiększyć eksport paliw podczas gdy jej produkcja spada; obecnie już całe regiony pozbawione są ogrzewania i elektryczności. Aby zadowolić popyt rynku europejskiego, Rosja planuje zmniejszenie swego zużycia gazu i powrót do węgla na własne potrzeby. Ponadto, przewiduje budowę 35 elektrowni nuklearnych, częściowo finansowanych przez przechowywanie i obróbkę odpadów nuklearnych importowanych z zagranicy.

Z punktu widzenia ekonomicznego decyzje te, co najmniej, nie są uzasadnione. Przeciwnie, jeśli wziąć pod uwagę celowość polityczną mostu energetycznego do Europy, tłumaczy się ona doskonale. Odnajdujemy tu starą logikę sowiecką polegającą na poświęceniu ludności na ołtarzu celów potęgi państwa: w rzeczywistości ekolodzy rosyjscy mają poważne powody by bić na alarm z powodu tych planów, biorąc pod uwagę minione doświadczenia związane z przechowywaniem odpadów nuklearnych w ZSRS i w Rosji. Dodajmy, że rząd rosyjski oczywiście wcale nie liczy na wzrost gospodarki narodowej, ponieważ ten pociągnęłaby za sobą zwiększenie zużycia paliw, co z kolei naraziłoby ogromne projekty partnerstwa energetycznego z Unią Europejską.

Dla elit kremlowskich rozwój Europy jest ważniejszy niż dobrobyt ludności rosyjskiej, z której już nie można wiele wyciągnąć. Ostatnie dyskusje niemiecko-rosyjskie dotyczące przyszłego losu enklawy kaliningradzkiej ujawniają ten sam priorytet interesów strategicznych. Przyszłe rozszerzenie Unii Europejskiej czyni z Kaliningradu niepokojący problem: po włączeniu Polski i Litwy, Unia Europejska będzie miała na swej ziemi rosyjską bazę wojskową. Niemcy byliby gotowi dokonać masowych inwestycji w tym regionie dotkniętym ekonomicznym upadkiem w zamian za demilitaryzację tej strefy. Oczywiście Moskwa nie słucha tego przychylnym uchem, o czym świadczy wybór protegowanego Putina, admirała Jegorowa na czoło enklawy i komentarze prasy rosyjskiej dotyczące projektów przekształcenia Kaliningradu w "strefę wolnej gospodarki". "Działając w zgodzie z armia białoruską oddziały rosyjskie ściskają żelazną ręką delikatną szyję byłych republik bałtyckich ... i mogą z łatwością przekształcić region bałtycki w enklawę, której obrona stanowić będzie dla NATO zmartwienie nie do przezwyciężenia...".

Oprócz faktury w inwestycjach jest również do zapłacenia faktura polityczna za realizację "projektu Prodi", co wyszło na jaw w prasie rosyjskiej w październiku 2000 roku, w momencie szczytu Unia Europejska - Rosja: "Propozycja W. Putina zwiększenia o 30 proc. dostawy gazu i ropy dla Unii Europejskiej, bardzo kusząca dla Europejczyków (...) związana jest z żądaniem bliższej koordynacji między Unia Europejską i Federacją Rosyjską w dziedzinie polityki realizowanej na Bałkanach i w innych strefach konfliktowych w Europie podobnie jak z wymogiem zmniejszenia spłat rosyjskich dla Klubu Paryskiego". W październiku Rosja miała ambicje uzyskania prawa do udziału w decyzjach dotyczących PESC (kraje Europy Środkowej ubiegające się o przyjęcie do UE). Minister spraw zagranicznych Iwanow oświadczył 30 października: "Uważamy, że wstępna wymiana zdań z nami była niezbędna i że decyzje w Nicei powinny być przyjęte tylko po wzięciu pod uwagę naszego stanowiska". Rosjanie byli bardzo rozczarowani uzyskaniem tylko obietnicy konsultacji, ale to tylko rogrywka odłożona na później.

PODWÓJNY CEL UKŁADÓW O WSPÓŁPRACY WOJSKOWEJ ZAWARTYCH PRZEZ MOSKWĘ W EUROPIE

Po poniesieniu porażki na poziomie europejskim, Rosja postarała się podpisać dwustronne układy o współpracy wojskowej z głównymi państwami europejskiemi. Podczas swej podróży do Niemiec 25 listopada, minister spraw zagranicznych, I. Iwanow zapowidział rozpoczęcie współracy między ministerstwami obrony Rosji i Niemiec. Ministrowie obrony Rosji i Wielkiej Brytanii podpisali 9 grudnia układ przewidujący 25 programów współpracy wojskowej. Z tej okazji rosyjski minister obrony narodowej Siergiejew podkreślił, że jeśli Wielka Brytania przystąpiłaby do amerykańskiego programu obrony antyrakietowej, stałaby się wspólnikiem łamania traktatów międzynarodowych. Co się tyczy układów o francusko-rosyjskiej współpracy wojskowej zawartych 18 grudnia, przewidują one klauzulę ochrony tajemnicy. 30 stycznia przyszła kolei na niemieckiego ministra obrony Scharpinga, aby się udać do Moskwy i wypowiedzieć swój sprzeciw wobec NMD, wtórując deklaracjom prezydenta Chiraca i premiera włoskiego Juliano d`Amato złożonym tego samego dnia w Turynie; pierwszy krytykował nowy wyścig zbrojeń spowodowany przez uruchomienie NMD, drugi wspomniał o ryzyku podziału NATO.

Wszystkie dwustronne układy obronne zawarte ostatnio między Rosją i państwami europejskimi mają zrealizować dwa cele: sprawić by partnerzy europejscy przyjęli na siebie część ciężaru utrzymania i modernizacji rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego oraz podminować współpracę transatlantycką. W pierwszym przypadku, 11 stycznia Niemcy zobowiązały się do zmodernizowania razem z Rosją MIGów-29 i dostosowania ich do norm NATO. Francja zobowiązała się do wspólnej produkcji razem z Rosją nowej wersji MIGa-29 i modernizacji 32 SU-30 MKI przeznaczonych dla Indii. Wreszcie podczas swej podróży do Austrii na początku lutego Władimir Putin zaproponował w Wiedniu MIGi-29 w zamian za anulowanie długu rosyjskiego. Jeśli propozycja ta zostałaby przyjęta, Rosja za jednym zamachem osiągnęłaby dwa cele: zmniejszyłaby ciężar swego długu, a zwłaszcza skompromitowałaby ewentualne przystąpienie Austrii do NATO. Interesujący szczegół: konsorcium EADS mające zmodernizować MIGi zobowiązało się do lobbowania na rzecz tego projektu w Austrii. Co się tyczy drugiego celu, w czerwcu kanclerz Schroeder oceniał, że rosyjska propozycja rozmieszczenia systemu obrony antyrakietowej od Atlantyku do Uralu "zasługuje na troskliwe zbadanie i przedyskutowanie w Radzie NATO-Rosja i w rozmowach dwustronnych, podczas gdy jednocześnie potępił bez odwołania amerykański projekt obrony antyrakietowej.

Rosjanie lubują się w podkreślaniu, że ich sprzeciw wobec amerykańskiego NMD nie wynika z przyczyn wojskowych. Rzeczywiście, z jednej strony Rosjanie głoszą sceptycyzm odnośnie skuteczności NMD; z drugiej starają się by dawać odpowiedzi "symetryczne" i mało uciążliwe. Sedno problemu polega na wypowiedzeniu przez Waszyngton traktatu ABM z 1972 roku, na mocy którego Amerykanie uznali w jakiś sposób parytet między USA i ZSRS. To właśnie utrata statusu uprzywilejowanego rozmówcy Waszyngtonu jest tak dotkliwie odczuwana w Moskwie. Rosja w żadnym wypadku nie chce pogodzić się z tą sytuacją. Oczekuje, że będzie brana na poważnie po drugiej stronie Atlantyku czyniąc z siebie stopniowo rzecznika Europy w dziedzinie bezpieczeństwa, wzmacniając swój potencjał wojskowy o europejskie możliwości technologiczne i finansowe.

Tkając sieć dwustronnych układów wojskowych z państwami europejskimi, Rosja podjęła tworzenie struktury bezpieczeństwa europejskiego ześrodkowanej na Moskwie: tokładnie tak jak w latach 1943-1945 sieć traktatów dwustronnych z państwami europejskimi stworzyła podstawy Układu Warszawskiego, który przyjął formę oficjalną dopiero w 1955 roku. Urzeczywistnienie rosyjskiego planu ruchomego systemu obrony antyrakietowej pozwoliłoby na zwieńczenie tej konstrukcji. Projekt ten opierałby się na rosyjskich rakietach ziemia-powietrze S-300-V, znanych w NATO pod nazwą SA-12 i przeznaczonych do przechwytywania rakiet niestrategicznych, jak rakiety Cruise lub rakiety taktyczne o zasięgu mniejszym niż pociski międzykontynentalne.

Również sposób w jaki 20 lutego prezydent Putin przedstawił swój projekt lordowi Robertsonowi jest znamienny: projekt ten powinien zostać przedstawiony "wszystkim Europejczykom na jak najszerszej podstawie, na skalę całej Unii Europejskiej". Przewodniczący Komisji spraw zagranicznych Dumy, Dmitri Rogozin był jeszcze bardziej dosłowny: "To nie NATO ma się rozszerzyć na Wschód", oświadczył lordowi Robertsonowi, ale "Rosja powinna rozszerzyć się na Zachód".

5 marca w czasie konferencji prasowej przeprowadzonej w obecności Komisji obrony Dumy, Aleksiej Arbatow rzucił światło na konsekwencje projektu: "Nie-strategiczny system obrony antyrakietowej zakłada istnienie stosunków polityczno-wojskowych między krajami sojuszniczymi, stosunków ściślejszych niż te, które istnieją obecnie w NATO. (...) Aby stworzyć system taktyczny ABM, należy stworzyć wspólny system obrony przeciwpowietrznej (...) Tylko sojusz polityczny i wojskowy pozwoli na długą metę na taki system. Aby powiedzieć prościej, to oznaczałoby ni mniej ni więcej, że Rosja weszłaby do NATO". Podczas gdy Amerykanie byliby zajęci uruchomieniem ich systemu krajowej obrony antyrakietowej, Rosja wzięłaby na siebie Europę: "Europa Zachodnia, która nie ma wymaganych technologii, zaintestowałaby część swych zasobów w rosyjskie przedsiębiorstwa wojskowo-przemysłowe, a nawet w przedsiębiorstwa, które nie uczestniczą w programie. Nie widzę w tym nic złego. Ostatecznie nie chodzi tu o handel, ale o wzmocnienie bezpieczeństwa międzynarodowego". Jednym słowem, Europejczykom proponuje się by wzmocnili swoje bezpieczeństwo, biorąc na siebie finansowanie rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. W tym samym wywiadzie Arbatow gratulował sobie, że dyplomacja rosyjska kładzie nacisk na stosunki dwustronne, o których poprzednio wspomnieliśmy: "W stosunkach dwustronnych Rosja jest silniejsza od każdego innego partnera. Wszyscy pozostali są słabsi. Poza tym Rosja nie znajduje naprzeciwko siebie zjednoczonego frontu państw sprzeciwiającego się interesom rosyjskim ...". Czy w interesie Europejczyków jest ożywienie potencjału wojskowego kraju, który zdecydowanie nadaje przewagę raczej stosunkom siły niż ramom prawnym stosunków międzynarodowych?

Od czasu forum monachijskiego odnajdujemy w wypowiedziach rosyjskich tematy przypominające walkę o eurorakiety na początku lat 1980-tych, z groźbami wysuwanymi pod adresem Europejczyków, jeśli zgodzą się oni na umieszczenie na pierwszej linii obrony Stanów Zjednoczonych. Świadczą o tym wypowiedzi generała Iwaszowa: "Inicjatywy amerykańskie mają na celu okrycie państw europejskich tarczą antyrakietową. To będzie drogo kosztowało, jeśli Europejczycy pozwolą się wciągnąć przez ten projekt, Amerykanie wyciągną od nich dla tego programu wszystkie środki, które przeznaczają na swoje bezpieczeństwo". Amerykański NMD będzie uważany przez Rosję za "pierwszy człon przechwytywania rosyjskich rakiet strategicznych ... Inaczej mówiąc, Amerykanie posłużą się Europejczykami do obrony własnych interesów narodowych".

Wola by onieśmielić Europejczyków, obecna w tej wypowiedzi, została jednocześnie podkreślona przez wojskowe manewry rosyjskie, które zmusiły myśliwce norweskie do interwencji by zidentyfikować dwa bombowce strategiczne zbliżające się do norweskiej przestrzeni powietrznej. Jeśli Stany Zjednoczone zrezygnują jednostronnie z traktatu ABM z 1972 roku, nalega prezydent Putin, Rosja nie będzie dłużej czuła się zobowiązana przez traktaty o rozbrojeniu konwencjonalnym podpisane od końca zimnej wojny, argument na który Europejczycy nie mogą pozostać obojętni. W Europie, a zwłaszcza w Niemczech, powtórnie rysuje się stare pęknięcie między "atlantystami" i zorientowanymi na Wschód "neutralistami"; sama lewica niemiecka wydaje się podzielona podobnie jak była w 1982 roku; wystarczy porównać wypowiedzi Schroedera i Scharpinga w sprawie NMD ze uwagami ministra spraw zagranicznych J. Fischera, o wiele mniej wrogimi wobec projektu amerykańskiego i odmawiającymi Niemcom roli "pośrednika" między Moskwą i Waszyngtonem.

Jest dość zabawne widzieć przywódców europejskich takich jak Tony Blair, starających się przekonać swych rosyjskich rozmówców, że przyszły korpus europejski nie stanowi zagrożenia dla Rosji. W rzeczywistości, z punktu widzenia wojskowego, Rosja w żadnym wypadku nie traktuje poważnie wysiłków Europejczyków podejmowanych w dziedzinie obrony. 29 września 2000 roku w czasie konferencji w Ifri generał Iwaszow ukrywał zaledwie swą pogardę dla korpusu europejskiego, oświadczając ironicznie, że Rosja wcale nie niepokoiłaby się, jeśli około 60 tys. ludzi przeprowadzałoby manewry u jej granic. Moskwę interesuje użycie korpusu do wykopania przepaści między Europejczykami i Waszyngtonem i do zniszczenia NATO stawiając na rezygnację przez administracji Busha ze zobowiązań w Europie. Napięcia między Europejczykami i Amerykanami, które znalazły swój wyraz w momencie szczytu w Nicei pokazują, że te kalkulacje nie są pozbawione podstaw.

Celem naszym było przede wszystkim ukazanie sposobu, w jaki rozumują rosyjskie elity i przez jaki pryzmat widzą świat. Od 1917 roku ambicje Kremla były stale udaremniane przez rzeczywistość, której przywódcy moskiewscy ani nie rozumieli, ani nawet nie postrzegali. Tak samo stała niewydolność frontu wewnętrznego kompromitowała ich hegemonistyczne sny. Obecni przywódcy rosyjscy przekształcili wizję ideologiczną swych sowieckich poprzedników w schemat geopolityczny, i okazują się również skłonni by brać swoje megalomańskie pragnienia za rzeczywistość. Przewidywalna klęska ich planów, z powodów wewnętrznych i zewnętrznych, nie powinna jednak zachęcać Europejczyków do traktowania ich z pobłażaniem. Im wcześniej Rosja utraci swe iluzje, iż może rozgrywać Europejczykow przeciwko Amerykanom lub Europejczyków przeciwko nim samym, tym lepiej. Odmowa wejścia w grę rosyjską nie oznacza chęci upokorzenia Rosji, lecz zachęca elity rosyjskie aby wreszcie zezwoliły na rekonwalescencję społeczeństwa rosyjskiego zamiast wyczerpywać go w daremnych poszukiwaniach wielkości; odmowa ta przekonuje, że w dyplomacji uzyskuje się lepsze wyniki wyrzekając się chęci manipulowania i dominowania swego rozmówcy.

Przełożył Józef Darski

Autor publikacji: