ZABIĆ PRZYJACIELA

Każdego roku podczas wakacji tysiące zwierząt przeszkadzających ich opiekunom w wyjazdach letnich są zabijane w niezwykle okrutne sposób.

Elegancki samochód zatrzymuje się na leśnej polance. Kierowca wypuszcza dużego, dobrze utrzymanego wilczura. Sam szybko zatrzaskuje drzwi i rusza, nie oglądając się. Zdezorientowany pies najpierw próbuje gonić odjeżdżające auto. W końcu, zmęczone siada na skraju drogi i tęsknie wyje. Długo nie może zrozumieć, że skończyła się jego sielanka. Łudzi się nadzieją, że opiekun wróci i zabierze do bezpiecznego domu, nakarmi, napoi i pogłaszcze przed snem.

W pędzącym samochodzie nagle otwierają się drzwi. Czyjeś ręce wyrzucają z auta pięknego kota o lśniącym futerku. Te same ręce, które jeszcze wczoraj głaskały go i drapały pod brodą. Zwierzątko uderza główką o asfalt i niemal natychmiast traci życie. Miało dużo szczęścia. Inne przeżywają wyrzucenie z jadącego pojazdu i z połamanymi łapami lub przetrąconym kręgosłupem dogorywają w przydrożnych rowach przez kilka dni.

Ojciec z małym chłopcem i radośnie biegającym wokół nich kilkuletnim psiakiem docierają do odludnego miejsca w starym lesie. Nagle człowiek przywołuje psa i szybko zakłada mu na szyję drucianą pętlę. Drugi koniec drutu okręca wokół drzewa tak, aby pozostał jak najmniejszy luz. Zwierzę nie przeczuwa najgorszego. Radośnie merda ogonem, sądząc widocznie, że to, co się dzieje, jest nową wymyśloną przez swoich przyjaciół zabawą. Przyjaciół, których obdarzyło zaufaniem i których tak bardzo kocha. Mężczyzna bierze za rękę chłopca i obaj szybko odchodzą. Pies próbuje biec za nimi. Pętla coraz silniej zaciska się na jego szyi. Zwierzę zaczyna żałośnie skomleć. Chłopiec ogląda się. Chce zawrócić do swojego pupila, ratować go. Ojciec jednak mocno trzyma jego dłoń.

Takie sceny nie należą do wyjątków. Każdego roku przed sezonem urlopowym dziesiątki tysięcy zwierząt tracą życie, często w nieopisanych męczarniach. Inne, porzucone z dala od domu – jeżeli uda im się przeżyć – błąkają się wokół osad ludzkich. Część z nich zabiją rolnicy z obawy przed wścieklizną. Inne, nie dostosowane do samodzielnego życia, powoli będą konały z głodu i wycieńczenia. Tylko znikomy odsetek psich szczęśliwców trafi do schronisk dla bezdomnych zwierząt. Skala zjawiska jest niezwykle trudna do oceny – problemem zajmuje się w całym zaledwie kilkunastu działaczy towarzystw powołanych do ochrony zwierząt i opieki nad nimi.

Kochamy zabijać

– Każdego roku pod koniec czerwca i latem zgłasza się do mnie kilka osób z prośbą o uśpienie ich rzekomo nieuleczalnie chorych zwierząt – ubolewa dyżurny lekarz w jednej z warszawskich klinik weterynaryjnych (prosi o zachowanie anonimowości). – Są one zupełnie zdrowe. Jedyną ich „wadą” jest to, że przeszkadzają właścicielom w wyjeździe na atrakcyjny urlop.

– Weterynarze najczęściej odmawiają przeprowadzenia eutanazji z przyczyn „urlopowych”. Właściciele zwierzęcia przeznaczonego do uśmiercenia nie mogą tego zrozumieć. Niektórzy reagują agresją. A przecież są hotele dla zwierząt, które przyjmą każde zwierzę na czas urlopu. Trzeba jednak za nie płacić, a zabicie zwierzęcia jest o wiele tańsze.

Polak potrafi

Spora grupa tzw. miłośników zwierząt znalazła tanie, „humanitarne” rozwiązanie dylematu: co zrobić ze zwierzęciem, które przeszkadza wyjeździe na urlop? Ludzie ci bez najmniejszych skrupułów prowadzą je do najbliższego schroniska dla bezdomnych zwierząt. Tam z uporem twierdzą, że zwierzątko które łasi się do nich i tuli jest „bezdomne i właśnie wczoraj przybłąkało się”. Do schronisk trafiają w ten sposób nie tylko psy i koty, ale także chomiki, świnki morskie – a ostatnio coraz częściej zwierzęta egzotyczne – żółwie, jadowite węże a nawet małpy. Nikogo nie interesuje, że schroniska i azyle dla bezdomnych zwierząt, przez cały rok przepełnione do granic możliwości – w sezonie urlopowym muszą przyjąć dodatkowe setki istot, które są podobno najlepszymi przyjaciółmi człowieka.

Część „pomysłowych” właścicieli wraca po urlopie do schroniska, aby wziąć na wychowanie kolejne zwierzę. Przedziwnym zrządzeniem losu zazwyczaj biorą to, które przed urlopem przyprowadzili jako „bezdomne”. Inni „zapominają” o swoim dotychczasowym przyjacielu i kupują następnego.

Zatrzymać okrucieństwo

Prokuratorzy nie lubią przestępstw, których ofiarami są zwierzęta – mówi Tomasz Niewczyk, inspektor okręgowy w mazowieckim oddziale Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Kierujemy rocznie do nich około 30 doniesień. Z tego 30% jest od razu odrzucanych, inne sprawy ciągną się latami i nie widać ich końca.

Spośród toczących się przed sądami spraw karnych, zaledwie ułamek procenta dotyczy sprawców bezmyślnego zabijania zwierząt, często nacechowanego szczególnym okrucieństwem. Na palcach jednej ręki można policzyć wyroki skazujące – sądy najczęściej uznają dręczenie i zabijanie zwierząt za „czyn o znikomej szkodliwości społecznej”. Prawnicy nie pamiętają aby kiedykolwiek mordercę zwierzęcia skazano na bezwzględne pozbawienie wolności. Zawieszenie wykonania kary i symboliczna grzywna – taki wyrok oznacza w praktyce bezkarność w majestacie prawa.

Organy ścigania mają poważny problem w zebraniu dowodów przeciwko pseudomiłośnikom zwierząt, którzy pozbywają się ich przed urlopem. Zwierzę nie jest podpisane, nie ma żadnego dokumentu tożsamości – z sarkazmem twierdzą policjanci i strażnicy miejscy. W Polsce problem jest nierozwiązywalny. Jednak wystarczy przyjrzeć się rozwiązaniom, stosowanym w innych krajach Unii Europejskiej i Ameryki Północnej, aby dojść do wniosku, że kompetentnym władzom oraz urzędom po prostu nie zależy na jego rozwiązaniu.

Na Zachodzie nikomu nie przeszkadza obowiązująca w licznych domach wielorodzinnych zasada „No pets”. W mieszkaniach nie wolno trzymać żadnych zwierząt. W innych przypadkach zwierzęta domowe są rejestrowane – pod skórę wszczepia się im maleńki chip stanowiący swoisty dowód tożsamości zwierzęcia.

W Polsce z pewnością znaleźliby się przeciwnicy takiego ograniczania swobód obywatelskich! Inni przed wypędzeniem swojego pupila na poniewierkę usunęliby chip nawet nie licząc się z bólem, zadanym przy tym zwierzęciu. Jakie znaczenie ma ból, cierpienie, śmierć z głodu lub pragnienia wobec perspektywy spędzenia pięknego urlopu w rodzinnym gronie lub wśród najbliższych przyjaciół. To nic, że wcześniej trzeba pozbyć się najlepszego, najwierniejszego przyjaciela, kochającego swoich opiekunów najczystszą, bezinteresowną miłością. Zabić przyjaciela? Co w tym złego?

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: