ADAM MICHNIK - NIKODEM DYZMA POLITYKI I MORALNOŚCI

W swym cyklu o zjawiskach, które nazwałem syndromem Dyzmy, chciałbym tym razem zatrzymać się na jednym z głównych moralistów naszej epoki, Adamie Michniku. Sam mnie do tego sprowokował powtarzając co najmniej kilkanaście razy, opinie o sobie samym jako o osobie supermoralnej i nieprzekupnej.

Ale czy stopień moralności lub amoralności wystarczy mierzyć tylko ilością odrzuconych lub wziętych łapówek? Czy tylko pieniądze są tu jakimś miernikiem?

Nad moralnością Adama Michnika zacząłem się zastanawiać już przed wieloma laty. Przytoczę więc kolejne opinie o Michniku i kolejne jego działania, które swą kulminację znalazły w jego zeznaniach przed Komisją Sejmową badającą sprawę Rywina, a także w zeznaniach jego, jak się okazuje bardzo bliskiego znajomego i współuczestnika licznych biesiad Jerzego Urbana.

Pierwszym faktem, który zwrócił moją uwagę, były demonstracje Adama Michnika i jego najbliższych przyjaciół na granym na początku lat siedemdziesiątych filmie Bohdana Poręby "Hubal". Jest tam scena w kościele; w czasie Świąt Bożego Narodzenia, wkracza oddział "Hubala" i pod koniec mszy śpiewa „Boże coś Polskę”. Okazało się, że Michnik, który wówczas należał do elity komunistycznej nie kryjącej swego ateizmu, choć zbuntowanej wobec swych ojców i starszych przyjaciół młodzieży, wstawał ze swymi towarzyszami z miejsc w kinie i śpiewał razem z Hubalem granym przez uznanego wówczas za czołowego antysemitę Ryszarda Filipskiego, właśnie wyżej wymienioną pieśń kościelno - patriotyczną. Wtedy wydawało mi się to dowodem jego patriotyzmu i przemiany wewnętrznej. Szybko jednak ostudził mnie tu jeden z jego dawnych przyjaciół mówiąc, że jest to sposób na zdjęcie "Hubala" z ekranów. Pikanterii dodaje tu fakt, że tenże właśnie przyjaciel Michnika, był także żydowskiego pochodzenia. Był uczciwym, prostolinijnym, nie mieszającym się w polityczne brudy człowiekiem.

Ale ja, mimo to, nie zachwiałem w sobie wówczas wiary w uczciwość Michnika. Dalej wierzyłem w jego autentyczne zamiary naprawy Rzeczypospolitej, oczywiście z socjalizmem z ludzką twarzą, jako celem głównym. Naiwnie wierzyłem, że socjalizm może mieć ludzką twarz.

Kolejnym etapem mojego tracenia wiary w uczciwość i nieprzekupność Adama Michnika, były pojawiające się coraz częściej negatywne opinie o nim, jego dawnej obrończyni, adwokatki, pani Jolanty N. Ta wielkiej uczciwości i niezwykłej dobroci charakteru osoba, także żydowskiego pochodzenia, odwróciła się od swego byłego klienta z sal sądowych.

Potem doszły opinie Anny Walentynowicz, która mówiła mi, że dowiedziała się od byłego pracownika służb specjalnych PRL, który przeszedł na stronę „Solidarności”, że Adam Michnik miał od dawna cichy układ z komunistycznymi władzami, które wprawdzie go więziły, ale jednocześnie stwarzały mu w więzieniu możliwość pisania tekstów, które wkrótce ukazywały się "niewiadomo jakim cudem" w Wolnej Europie, a po pozornych przemianach i pozornej zmianie władzy w Polsce, okazało się, że przedstawiciele tejże władzy w osobach Jerzego Urbana, Czesława Kiszczaka czy Wojciecha Jaruzelskiego, a ostatnio Leszka Millera, są nagle nazywani "ludźmi honoru" przez Adama Michnika na łamach „Gazety Wyborczej”, że się z nimi spotyka prywatnie (co potwierdził w swych zeznaniach ostatnio Jerzy Urban), że wreszcie każdego, kto chciałby rozliczyć ich przeszłość i ocenić sprawiedliwie całe ostatnie półwiecze jest zoologicznym antykomunistą lub oszokomem.

Jeżeli takie działania świadczą o uczciwości Adama Michnika, to znaczy, że albo świat stanął na głowie, albo kompletnie pozmieniano wszelkie kryteria. Czekam teraz, kiedy po zakończeniu śledztwa w sprawie Rywina, Agora otrzyma zgodę na zakup stacji telewizyjnej, gdzie Adam Michnik, znów zacznie grać pierwszą niewinną dziewicę i będzie udawał, że skoro nie ma udziałów w Agorze, to brak mu środków do życia. Już widzę oczyma wyobraźni, jak występuje co najmniej raz na tydzień przed kamerami, w zniszczonej bluzie, rozczochrany, z nieumytymi, posklejanymi włosami i daje nam sygnały o swym cierpieniu w walce o wolność mediów.

Niechaj czytelnik tego tekstu nie myśli, iż powstał on z zamysłem obrony rywali handlowych Adama Michnika. Wprost przeciwnie. Uważam, że Rywin, Miller, Kwiatkowski, Czarzasty i reszta tych cwaniaków, są mi bliscy, tak samo jak i Adam Michnik. Wszyscy ci ludzie są warci siebie, bo wszyscy mają władzę a walczą o jeszcze większą i proszę nie robić ze mnie - Jana Kowalskiego, przeciętnego, szarego, ledwie wiążącego koniec z końcem obywatela Polski - durnia!

Jeżeli Całe to towarzystwo wyrywające sobie miliony i władzę a udające uczciwych, nie posiadających nigdzie udziałów ani kont bankowych, myśli, że ktoś im uwierzy, to myśli widocznie tylko o durniach.

Pamiętajcie panowie : DURNIÓW CORAZ MNIEJ !! Pamiętajcie: już niedługo większość Kowalskich zrozumie, żeście wszyscy siebie warci.

Z rozbrajającym, niewinnym uśmiechem Adam Michnik oświadczył w czasie przesłuchań, że jego opinie o innych ludziach, niewiele znaczą, że to co pisze w swej skromnej, gazecie lub mówi, ma niewielkie znaczenie.

No, już takich naiwnych to chyba dawno nie ma, którzy by w to uwierzyli. Kiedy jeden z moich znajomych, prosił listownie Adama Michnika o rozgrzeszenie z błędów młodości, powołując się na rozgrzeszenie, jakiego Michnik udzielił Urbanowi, Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, dowiedział się, że nie jest w jego mocy udzielić takiego rozgrzeszenia jemu. Dodał do tego komentarz, w którym stwierdził, iż wyjaśnianie takich spraw nic by nie dało, bo żaden Kowalski by tego nie zrozumiał. Dodam tu, iż grzesznik występujący z prośbą do Michnika nagrzeszył co najmniej milion razy mniej niż Urban, Kiszczak czy Jaruzelski, ale ponieważ sam Michnik kiedyś go szkalował, więc teraz nie miał widać odwagi aby się do tego przyznać i szkalowanie z przed lat odwołać.

Szczytem "niemożności" Michnika było roczne zatrzymanie filmu o Herbercie, (dawnym idolu Michnika zresztą) przez kierownictwo Programu 2 TVP z powodu jednego zdania Herberta na temat Michnika. Zdania negatywnego. Film został z wielkim opóźnieniem pokazany, a z Herberta, niewątpliwego autorytetu moralnego i wybitnego poety zrobiono w „niezależnej” prasie chorego umysłowo i zawistnego starca. Ot i wszystko, Lwie Nikołajewiczu, jak mawiał Rogożyn do Myszkina w powieści Fiodora Dostojewskiego „Idiota”. Ale to już temat na inne opowiadanie.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: