TEATR NOWY W ŁODZI - CZY ANDRZEJ WAJDA MA RACJĘ?

Opowiem Wam w pewnym sensie bajkę. Obiecuję przy tym, że uśmiejecie się setnie, być może że do łez. Otóż powołany został nowy dyrektor. Teatru. Mimo, iż zespół miał innego kandydata. Nie mówcie, że to znacie. Bo nie znacie. Daję wam słowo. Proszę, czytajcie dalej.

Część zespołu była niezadowolona. Ale nic to. Nie zastrajkowali, pracowali dalej. Czekali. Minęło 5 miesięcy. A oni dalej byli niezadowoleni. Co gorsza, nowy dyrektor nie dość, że zdejmował jedne sztuki to na dodatek zwalniał aktorów. Oburzeni tym napisali petycję do ministerstwa, ZASP itp., aby zmienić im dyrektora. Za sprawę wzięła się prasa. Opublikowała kilka rozmów, artykułów. Sytuacja wokół teatru stała się lekko nieznośna. Aby ja uspokoić a zarazem poprzeć mianowanego dyrektora najpierw wypowiedziała się publicznie Krystyna Zachwatowicz (zawodowo - scenograf, prywatnie – żona A. Wajdy):

„W teatrach, przy zmianach dyrektorów zwykle powstają niepokoje. Taka już jest natura naszej pracy. Nie ma co z tego robić sensacji”.

Prasa jednak nie posłuchała i kontynuowała sensacyjne relacje prosto z teatru:

„Nieprzemyślane decyzje Związkowcy twierdzą, że p. dyrektor nie potrafi skutecznie zorganizować pracy. Podejmuje nieprzemyślane decyzje. Do miary symbolu - śmieje się z niego całe aktorskie środowisko - urosło drobne zdarzenie: p. dyrektor kazała usunąć z teatralnego bufetu telewizor, przy którym aktorzy spędzali czas czekając na wejście na scenę (powrócił, po protestach, w dniu Walentynek). Aktorzy Teatru Nowego są grupą wyjątkową. Nie można ich trzymać żelazną ręką, jak w prowincjonalnym teatrze w Toruniu. Ten zespół nie znosi bata! - dowodzą związkowcy i wielokrotnie podkreślają, że zespół jest wtedy silny, gdy nie jest sfrustrowany. Tak było przez wiele lat. Teraz ludzi ogarnął niepokój. Boją się zwolnień, nie wiedzą według jakich kryteriów aktorzy dostają wypowiedzenia.”

Do rozsądku odwołał się w tym sporze jeden z krytyków teatralnych znający ten teatr „od kuchni”:

„Teatr Nowy od dawna nie może doczekać się wielkiego wydarzenia artystycznego na miarę słynnych przedstawień sprzed lat. I to też jest powodem frustracji. Z drugiej strony temu zespołowi brakuje dyscypliny. Jest rozkapryszony i drażliwy. To się zaczęło już za dyrekcji R., a dyrektorowi B. zaczęli już całkiem chodzić po głowie./.../ To środowisko jest kłębowiskiem emocji, a dyr. /.../ ma swój styl rządzenia, daleki od matkowania aktorom.”

Ponieważ spór trwał dalej, a w teatrze wrzało, głos zabrał sam Andrzej Wajda. I napisał w tej sprawie list. Oto jego fragmenty:

„Zacznę od rozmówców, jakich wybrał autor artykułu. Jeden z nich jest aktorem, który - jeśli dobrze pamiętam - nie wszedł na scenę /.../ teatru od dwudziestu przeszło lat. Pobierając przez ten czas co miesiąc pensję naraził nasz teatr na wielkie straty, co powinno powstrzymać go od zabierania głosu w imieniu instytucji, którą traktuje jak dom spokojnej starości. Drugi z nich wszedł ostatnio trzykrotnie na scenę jedynie na prośbę /.../. Nie jest to więc właściwa reprezentacja Teatru Nowego. To prawda, że widzę tam i inne osoby, ale aktorzy zbyt długo zatrudnieni w jednym teatrze mają zwyczaj mieszania swoich życiowych klęsk i niepowodzeń z życiem teatru, co rzecz jasna nie może być miarodajne.”

Tu następuje chwila na oddech, kilka mniej istotnych zdań i:

„Związki zawodowe /.../ teatru chwyciły się znanej demagogii, zapewniając zespół, że nic nie musi się zmieniać, i że instytucja ta może nadal liczyć na przetrwanie wobec legendy dawnych zasług. Tymczasem nowy dyrektor przyszedł właśnie po to, żeby w Teatrze Nowym dokonać wielu zmian. Sztucznie, ponad potrzeby powiększony przez poprzednich dyrektorów zespół aktorski, nie mówiąc o administracji, wielka niedbałość o stan scen i sal teatru, wysoce niezadowalający poziom artystyczny wielu spektakli - to wszystko wymaga radykalnych przekształceń.”

Mocno i stanowczo powiedziane, prawda? Dalej jest jeszcze lepiej:

„Trzeba też pamiętać, że teatr nie jest instytucją demokratyczną, gdyż interesy aktorów, reżyserów, administracji i zespołu technicznego nie są identyczne. Jednoczyć ich może tylko wspólna, uprawiana z sukcesem, praca, którą - od niepamiętnych lat - kieruje, jednoosobowo odpowiedzialny za sprawy artystyczne, organizacyjne i finansowe, dyrektor.”

Powoli zbliżamy się do finału. Przypominam, iż słowa te wyartykułował sam Andrzej Wajda:

„ Teatr Nowy w wyobraźni części naszego zespołu jest świątynią sztuki i żywym dowodem na istnienie prawdziwego teatru. Niestety, tak bywa tylko czasem. Teatr nasz starzeje się i potrzebuje nowej krwi. Potrzebuje też dyscypliny, a więc bata, którego tak obawiają się związkowcy. Jestem pewien, że decyzje nowego dyrektora idą w tę stronę i mogą liczyć na wsparcie świadomych rzeczywistego stanu naszego teatru aktorów, reżyserów i współpracowników.

Powróćmy teraz do pytania: "Czy ten okręt tonie?" Tytuł ten dobrze, choć pewnie w sposób nie zamierzony, nawiązuje do katastrofy Stoczni Gdańskiej, której kapitanem były przez ostatnie lata miejscowe związki zawodowe. Ten sam los czeka Teatr Nowy, jeśli ster przejmą w nim związkowcy i, stosując znaną metodę usypiania czujności zespołu bajkami o jego zasługach wobec przeszłości, uniemożliwią dokonanie we właściwym czasie koniecznych zmian i przekształceń, /.../”

A teraz puenta listu Andrzeja Wajdy oraz podsumowanie całego powyższego problemu, autorstwa, powtarzam, samego Andrzeja Wajdy, a jak twierdzi spora grupa osób, autorytetu moralnego na dodatek uhonorowanego nagrodą Oskara za całokształt pracy (sądzę że i tej w teatrze również):

„Pamiętajmy ile nieszczęść w naszym stuleciu zaczęło się od buntu załogi na pewnym okręcie i od przypadkowych strzałów z „Aurory”.

Niezła bajka? Co? A guzik!!! Wszystko co przeczytaliście to autentyk!!!

Cytowane teksty powstały i zostały opublikowane w maju i czerwcu 1997 roku w gazecie „Rzeczpospolita”. Oczywiście, gwoli uczciwości przyznaję się, iż w cytowanych fragmentach ze względu na upływ czasu, zmieniłem nazwę „Teatr Stary” na „Teatr Nowy”. Inaczej więc mówiąc, opisywany konflikt dotyczył Teatru Starego w Krakowie. Niechcianym dyrektorem była pani Krystyna Meissner, zaś kandydatem zespołu Jan Polewka z Krakowa.

Warto jeszcze tu podkreślić kulturę i godność zespołu Teatru Starego, który przyjął niechcianego dyrektora i dopiero po 5 miesiącach współpracy stwierdził, iż dalej nie potrafi z nim pracować. Lecz mimo tej konstatacji zespół nadal zachował „zimną krew” i wykazując się taktem, kulturą i dobrym wychowaniem wystosował listy i petycje do odpowiednich władz. Był to przykład sporu między ludźmi na pewnym poziomie.

Cóż mam jeszcze do powiedzenia aktorom z Teatru Nowego w Łodzi? Chyba jeszcze tyle, iż w wykropkowanym cytacie o osobach nie potrafiących kierować Teatrem Starym w Krakowie mowa jest o kandydacie aktorów Teatru Nowego w Łodzi, czyli o byłym dyrektorze Bradeckim.

Pozwolę sobie powtórzyć:

„Z drugiej strony temu zespołowi brakuje dyscypliny. Jest rozkapryszony i drażliwy. To się zaczęło już za dyrekcji Radwana. A dyrektorowi Bradeckiemu zaczęli już całkiem chodzić po głowie.”

No coments.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: