Kraj komików czyli A.A. (w tym wypadku chodzi o Apele Aktorów)

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się choć przez chwilę kim jest osoba zwana potocznie „aktorem”?

Nie chodzi mi o rodzaj obelgi jaka dość często pada z naszych ust, choć już możliwość traktowania słowa „aktor” za obelgę już sygnalizuje nam rangę tego zawodu.

Kim jest więc aktor?

To osobnik, który zawodowo wciela się w różne postacie. Robi to najczęściej za pieniądze. Bo taki ma zawód. Hydraulik łączy rury aby nie ciekło i bierze za to pieniądze, rolnik sieje i zbiera i też chciałby za to otrzymać pieniądze, zaś aktorzy udają kogoś kim nie są i za to biorą pieniądze.

I wszystko byłoby dobrze gdyby można było powiedzieć, iż aktor aktorem jest tylko na scenie lub na planie filmowym a potem funkcjonuje już tylko jako anonimowy obywatel. Ale tak nie jest. I szkoda.

I tu pojawia się prawdziwy problem – jak stwierdzić kiedy aktor jest tylko aktorem a kiedy już nie?

Sformułuję to inaczej – kiedy obywatel wykonuje zawód aktora, a kiedy jest anonimowym obywatelem? Kiedy jest prywatnie, a kiedy w pracy?

Pierwszy raz zacząłem zastanawiać się nad tym pytaniem, kiedy okazało się, że większość aktorów, przynajmniej tych z pierwszych stron „Gazety Wyborczej”, to wybitni działacze i sympatycy UW (UD). W tym momencie zacząłem zastanawiać się, kto w tym wypadku jest sceną a kto widownią. Teksty ich przypominały mi fragmenty różnych sztuk.

Tragedia to czy komedia? A może Reality Show? Czy mam więc bić im brawo czy raczej głosować na nich?

Potem mieliśmy incydent z Danielem Olbrychskim, który szablą pociął swoje zdjęcia na wystawie. Bo był na nich w stroju hitlerowca. A nie chciał aby patrząc na te zdjęcia widzowie pomyśleli sobie że on przed laty był (jest?) hitlerowcem. A on tylko go grał! A teraz już nie gra. Hitlerowca. Z resztą zaczęło się to dużo, dużo wcześniej.

Pamiętacie PKF z lat pięćdziesiątych? Z dobrych lat stalinowskich? Wtedy lektorem odczytującym z przekonaniem, angażując cały swój talent w interpretację komentarza, był obecny nestor polskiej sceny sam Andrzej Łapicki. I powiem wam szczerze, że do dziś dnia nie wiem czy kiedy czytał on o rewanżystach, grożących nam faszystach i kapitalistach, o zdrajcach narodu skazanych słusznie przez karzącą rękę sprawiedliwości na karę śmierci, kiedy piętnował zdradę biskupów, kiedy ostrzegał przed szpiegostwem itd., to nie wiem czy czytał on to dla „jaj” czy też na serio? Czy wierzył w to co mówił, czy wykonywał tylko swój zawód ? Oczywiście za pieniądze?

Potem pamiętam jak aktorzy masowo flirtowali z ekipą Gierka. Jak piękne i krągłe zdania wtedy mówili. Że dogonimy i przegonimy. Że Polak potrafi. Że należy wdrożyć. I też nie wiem czy mówili to od siebie czy też recytowali napisane przez kogoś role. Oczywiście, że za pieniądze.

Potem była „Solidarność”, był też stan wojenny. Jedni wytupywali drugich. I też do końca nie było wiadomo, którzy grają grę, a którzy grają wyuczone role. Za pieniądze.

Pamiętacie ten świetny tekst Joanny Szczepkowskiej recytującej z przejęciem, że nastał koniec komunizmu ? Tylko dwa zdania a jakie wrażenie!

A potem odwiedzała nas cała plejada lepszych i gorszych aktorów odgrywających w telewizji scenkę rozpoczynającą się od słów „Jesteśmy w swoim własnym domu...”.

I znowu problem – czy oni to mówili tekstem własnym czy cudzym? Grali czy nie grali? Czy ktoś za to im płacił, oczywiście oprócz telewidzów?

Pominę problem reklamówek. Nawet reklamówek wyborczych, w których aktorzy namawiali nas do zainwestowania w jakiegoś tam kandydata punktując jego program albo też jego zalety.

Obecnie mamy ciąg dalszy tych działań – oto Zbigniew Zamachowski w jednej ze szkół w rodzinnych Brzezinach wystąpił z monodramem jak to dobrze będzie nam w Unii Europejskiej, bo nie trzeba mieć wiz aby po Europie podróżować. Wspomaga go w tym Bogusław Linda prezentując podobny monodram w liceum w rodzinnym Toruniu.

Powiedzmy więc w końcu głośno - to dość żałosne widowisko kiedy to politycy czy biznesmeni chowają się za plecami aktorów. Wynajmują ich, piszą im teksty a aktorzy, a właściwie komedianci, za pieniądze odtwarzają te słowa wcielając się w fikcyjne (nieistniejące) postacie.

Wyższą formą paranoi uprawianą przez aktorów jest moment, kiedy aktorzy występują w roli polityków. W tym wypadku totalnie mieszają ludziom w głowach. Bo kto wtedy mówi? Aktor czy polityk?

Jakie role zostaną jeszcze odegrane przeze komediantów?

Niedawne afery polityczne wskazują, że coraz więcej działaczy czy biznesmenów pragnie poświęcić się tej Muzie. Kilka dni temu Adam Michnik zagrał, nienajlepiej powiem szczerze, Katona. Lew Rywin zagrał Koszałka Opałka a pewien pan o imieniu Leszek przekonywująco zagrał Środkę Marysię co to której gdzieś gąski zginęły a ona tak naprawdę nic nie wie. Zaś inny pan o imieniu Olek bezbłędnie odegrał Poncjusza Piłata w scenie mycia rąk. Szkoda, że nie ma chętnych do roli Judasza, a szczególnie szkoda, że nikt nie wie gdzie się podziały srebrniki. Według Biblii było ich 30 a tu Adam mówi o siedemnastu i jednej połowie. A co z resztą? Poszły na biopaliwa? A może na inną sztukę ? A może na Drugi Program Telewizji Publicznej?

Tak, tak, jakie role zostaną jeszcze odegrane przeze naszych rodzimych komediantów?

Może role radnych? Chociaż już aktorka z filmu A. Wajdy „Panna Nikt”, o nazwisku Mucha, była radną w Warszawie z ramienia UW – ciekawe jak wypadła w tej roli?

Cóż dalej pozostaje? Co możemy zaoferować naszym kochanym aktorom? A może namówimy, a następnie obsadzimy, ich w rolach ministrów? A może premiera lub prezydenta?

A może już to ktoś zrobił?

PS

W tym miejscu chciałbym jeszcze raz przypomnieć, iż aktor to ktoś taki, który z własnej woli lub za pieniądze, wciela się w fikcyjną (wymyśloną) postać i recytuje (interpretuje) napisane dla niego teksty.

I nie zapomnijcie, iż zawsze w cieniu aktora funkcjonuje jego twórca – często anonimowy reżyser. A dalej zaś stoi producent, który wszystkich w imię wyższych celów opłaca.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: